czwartek, 26 grudnia 2013

Amanda i Harry IV

Uciekła. Wykorzystała chwilę jego nieuwagi i po prostu pobiegła najdalej od niego i budynku szkoły.
Wróciła do domu. Nigdzie indziej nie miała ochoty iść. Chociaż... Było jedne miejsce na które się jednak zdecydowała.
Było to przepiękne miejsce o którym nikt nie wiedział. Tuż za miastem znajdowała się mała polanka otoczona licznymi i gęstymi drzewami. Dokładnie przez środek łąki płynęła mała rzeczka. Widok i ogólnie miejsce było bajeczne. Cisza, delikatnie przerywana cichymi odgłosami płynącego strumyka, pozawalała pomyśleć i odpocząć. Wiosną czyli teraz, było tu najpiękniej. Wszystko rodziło się, powracało do życia po długim zimowym śnie. Te miejsce znajdowało się około 20 minut drogi od domu Amandy.
Zasiadła zmęczona przy strumyku, mocząc swoje zmęczone i obolałe stopy. Amanda czuła... No właśnie. Nic nie czuła. W niej, w jej głowie była tylko pustka. Nie miała żadnego pomysłu, nic, żeby wytłumaczyć się Harremu. Bała się jednego jednak. Że wszycy się dowiedzą. Dowiedzą się o tym, że ona pisze, śpiewa.
Czas upływał jej niemiłosiernie szybko, więc już musiała się zbierać. Nie chciała wracać do szarej rzeczywistości, szkoły, domu.
Weszła do domu zamykając za sobą drzwi i ruszyła do kuchni. Poczuła lekki głód, więc po prostu zrobiła sobie kanapkę z którą ruszyła do salonu. Zasiadła na czarnej kanapie i włączyła ogromny telewizor stojący na półce przed nią. Skakała po programach szukając czegoś co przykuło by jej uwagę. Zatrzymała się na wywiadzie z... Harrym Stylesem. Był on z przed kilku dni. Oglądała go do końca. Niestety nie było nic ciekawego. Kilka pytań o nową piosenkę (którą napisała Amanda), o nową trasę i tak dalej. Odpoczywanie przerwał jej drzwonek do drzwi. Jednak nie chciało się jej podnieść z kanapy. Czekała aż ten ktoś odejdzie... Natarczywość nieznajomego próbującego się dobić do jej domu, zdenerwowała ją więc czym prędzej wstała i przywitała gościa. Louis. Zaskoczona stała w drzwiach trzęsąc się z nadlatującego zza drzwi zimna. Wpatrywała się w sylwetkę chłopaka.
-Cześć - powiedział torchę speszony i niezecydowany Louis - czy... czy mógłbym wejść. Wiedzę, że sama marzniesz więc... - zaśmiał się lekko urywając na końcu. Zbadał dziewczynę wzrokiem od góry do dołu tak jak ona jego. Amanda zaś na jego słowa tak jakby obudziła się z transu.
- Tak, tak. Wejdź. - powiedziała zachrypniętym głosem, otwierając szerzej drzwi, aby wpuścić gościa. Louis zdjął swoje ubranie nawierzchnie i ruszył za blondynką, która juz znajdowała się w kuchni. - Napijesz się czegoś? - zapytała dość cicho.
- Nie dzięki... - uśmiechnął się przyjaźnie chłopak.
- Nie powiem, że to mnie nie interesuje więc... Po co przyszedłeś do mnie? - Amanda przerwała ciszę, która zistaniała przez chwilę między nimi. Nie miała zielonego pojęcia co on chciał od niej. Urwali, to znaczy on urwał z nią kontakt za co ona znienawidziła go. Go jak i całą resztę zespołu. Teraz jednak czuła jakby to wszystko przeszło, wyparowało. Miała dziwne uczucie... jakby tęskonty, ale jednocześnie bólu. Louis zaś zastanawiał się jak wytłumaczyć Amandzie. Sam do końca nie wiedział po co przyszedł. Impuls.
- Ja chciałem... ci podziękować i przeprosić za wszystko. - wyjąkał po jakimś czasie. Czuli się skrępowani tą sytuacją. Amanda stała ze spouszczoną głową bawiąc się palcami u rąk, a Louis przyglądał się jej.
Blondynka podniosła głowę i szybkim krokiem podeszła do bruneta. Wtuliła się mocno w ciało chłopaka. Louis szybko zareagował i również przycisnął ją do siebie tak mocno jak tylko mógł.
- Tęskinłam, przyjacielu. - Amanda odsuęła się nieznacznie i spojrzała mu w oczy.
- Ja też. Przepraszam cię, że tak cię zostawiłem. Że my cię wszyscy w jednym momencie zostawiliśmy. Przepraszam cię. Ja...
- Przestań. Było... To przeszłość, sama nie wierzę, że to mówię, ale nie wracajmy do tamtych wydarzeń. Liczy się tu i teraz. Nauczyłam się tego... Taka jest prawda i tyle. Ty zamiast mnie przepraszać to lepiej opowiadaj co u ciebie? - Uśmiechnęli się do siebie promiennie i pokierwoali się na skórzaną kanapę w salonie.
Gadali tak do późna. Humor Am diametralnie sie poprawił. Śmiała się z żartów Tommilsona i zabawnych histori, ale jednak nie za dużo mówiła.
Lou spojrzał na zegarek na jego lewej ręce i z powrotem skierował swoje niebieskie oczy na blondynkę.
- Przepraszam cię, ale będe już leciał. Ale ty masz do nas wpaść! Zrozumiano? Najalepiej to od razu po szkole.
- Hmm. Jakoś jutro... Nie zamierzam się tam pojawić. Mogę być u was o 12 ? - uśmiechnęła się delikatnie i niepewnie. On tylko pokiwał głową. Ucałował ją w policzek i wyszedł. Amanda wolnym i leniwym krokiem stąpała po schodach kierując się do swojej sypialni. Po cichu położyła się na jej przeogromnym łóżku i tak odeszła do krainy Morfeusza.
Perspektywa Amandy
Stałam uśmiechnięta na przeciwko lustra. Dokładnie lustrowałam każdy skrawek mojej twarzy i ciała. Po chwili swój wzrok zatrzymałam na dość widocznym brzuchu. Byłam w ciąży. Połżyłam rękę na moim dziecu i jeszcze szerzej się uśmiechnęłam. Byłam szczęśliwa. Po chwili poczułam czyjeś ręce na mojej talii, które powoli zmierzały do ciążowego brzuszka. Nie odrywałam wzroku od wędrujących dłoni. Gdy podniosłam wzrok za mną stał, przytulony do mojego ciała... Harry.
Obudziłam się zalana potem. Nie, nie, niee! Spokojnie. To tylko sen. To się nie wydarzy, a tym bardziej nie ma żadnego znaczenia. Odwróciłam głowę w stronę niewielkiego zegarka znajdującego się na szafce koło łóżka. 3:30. Boje się iść znowu spać. Znowu będzie mi się to śniło. Jednak jak będę siedzieć to zacznę rozmyślać... Nie. Już wolę iść spać.
Perspektywa Trzecioosobowa
Turkusowowłosa Amanda zapukała kilka minut przed 12 do drzwi 1D. Czemu turkusowowłosa? Amandzie można powiedzieć nudziło się w domu. Zakupiła farbę w pobliskim sklepie i po prostu zmieniła kolor. Nie robi tego pierwszy raz. Lubi czasami się wyróżniać z tłumu.
Dziewczyna stała już jakiś czas przed posiadłością chłopaków czekając aż ją wpuszczą. W końcu jednak sie doczekała.
- Ymm. A pani do kogo? - zapytał stojący w drzwiach Zayn. Był zaspany. Zdjęłam okulary przeciwsłoneczne z nosa i popatrzałam w oczy chłopakowi. - Amanda!? - zasmiał się - nie poznałem cię! Wchodź. - Wpuścił ją do ciepłego mieszkania. - Odszczeliłaś sobie kolor. Na ulicy bym cię chyba nie poznał, dziewczyno! A tak po za tym. Tęskniłem za tymi naszymi wygłupami. - wypalił na końcu. Zaśmiałi się na wsponienie oby dwoje. Zayn dalej stał w piżamie czyli samych dresowych spodniach, lecz po chwili się zoriętował i ruszył na piętro się przebrać przy okazji budząc chłopaków.
- Zayn... Co ty żeś chciał. Co jest tak ważnego żeby budzić ludzi?! - zszedł jeszcze śpiący Liam, a za nim szła cała reszta. Oczywiście prócz Harrego. Ich oczy momentalnie się otwirzyły kiedy zobczyli Amandę.
Perspektywa Amandy
Rozmawiałam z Zaynem. Wsponminaliśmy to co się działo kiedyś. Chłopak miał dobrą pamięć. Po chwili zeszła reszta. Ich zaskoczenie na twrzach strasznie mnie rozbawiło. Zayn też zaczął się niepohamowanie śmiać. Gdy się już lekko uspokojiliśmy Liam, Niall i Lou podeszli do mnie i mocno przytulili. Po chwilli róznież dołączył się Zayn.
-Ej! Bo mnie jeszcze udusicie. Jestem za młoda, żeby umierać! - zaczęłam lekko krzyczeć opatulona ciałami chłopaków. Oni tylko zaśmiali się churem na moje wołanie i zajęliśmy miejsce na kanapie oraz fotelach.
Było pełno śmiechu. Chłopaki się wugłupiali i wiele innych głupich rzeczy robili. Od dawna się tyle nie śmiałam. Nie odzywałam się za dużo, tak jak mam to w zwyczaju, ale jednak raz dogryzłam Louisowi. Skończyło, a raczej zaczęło się to dla mnie źle...
-Masz 3 sekundy na ucieczkę przede mną... - wypowiedział głośno i wyraźnie brunet po czym zaczął mnie gonić po całym domu. Moje niebieskie włosy przysłaniały mi widok. Chciałam wbiec po schodach, ale poczułam mocy uścisk na moim brzuchu i poczyłam, że jestem lekko na podłogą. Lou postawił mnie przed schodami, a potem po prostu zaczął mnie łaskotać. Nie lubiłam tego... Bezgłośnie się śmiałam. Nie umiałam zabrać oddechu.
-Yhym. - ułyszeliśmy odchrząknięcie, które dochodziło od strony schodów. Momentalnie podniosłam się z podłogi i wyprostowałam się wyparując osoby, która tak jakby na przeszkodziła. Za co jej w głębi duszy dziękuję. W jednym momencie wszycy zoriętowaliśy się kto nas postanowił odwiedzić - Co tu się dzieje? - zapytał schodząc po schodach zaspany Harry. Gdy mnie poznał bardzo się zdziwił, ale był jednak... zły. Czułam się skrępowana. Nie poszłam dzisiaj do szkoły, bo nie chciałam konfrontacji z Harrym. Spojrzałam tylko błagalnie na stojącego obok mnie Louisa.
- To ja już lepiej pójdę. - powiedziałam całkowitym szeptem tak, że mógł mnie usłyszeć tylko niebieskooki brunet. Wyminełam go i ruszyłam w stronę drzwi. Prawie do nich biegłam. Gdy miałam już zamykać drzwi stanął w nich Niall.
- Przepraszamy cię. - powiedział z troską i przeprosinami w głosie. Kiwnęłam tylko głową. Zacięłam się. Nie umiałam nic z siebie wykrztusić. Powoli odchodziłam od drzwi ogormnej willi.
- Co ona tu do jasnej cholery robiła?! Kto ją tu wogóle zaprosił?! - usłyszałam tylko dopnośny krzyk Hazzy...znaczy się Harrego. Pojedyńcza łza spłynełam mi po mojej twarzy. Przy bramie tylko się odwróciłam  ostatni raz w stronę miejsca, z którego przed chwilą wyszłam. W oknie stał Louis. I kolejna, i kolejna i kolejna łza wypłynęła z moich oczu. Chłopak to zauważył i gestemi pokazał mi, że przyjdzie do mnie. Pokiwałam przecząco głową i szybkimi krokami ruszyła do mojego domu...
Koleny dzień... Przepłakany.

                                                                                               
 Ta część ma pewnie dużo błędów za które od razu przeproszę.
 Mam nadzieję, że podoba. Mój stan emocjonalny wpłynął bardzo na te opowiadanie...
 Uszanujcie to...
 Pozdrawiam.  5 komentarzy = next
 Kasia Xx.

wtorek, 24 grudnia 2013

Imagin świąteczny z Niallem

Hej kochani :) xo Bez jakiegoś większego wstępu chcę tylko podziękować wam za prawie 7k wyświetleń :) Nawet nie wiecie ile to dla nas znaczy xX Szkoda tylko, że tak mało osób komentuje :c Imagin jest ze specjalną dedykacją dla najlepszej przyjaciółki na całym świecie <3 Gdyby nie ona to moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej, a teraz pewnie siedziałabym zamknięta w pokoju i wypłakiwała sobie oczy. Jednak dzięki niej zrozumiałam, że nie mogę tego robić, bo muszę o nią dbać, być przy niej zawsze gdy mnie potrzebuje i po prostu nie mogę się poddać. Kocham Cię Yolo (pierwszy raz tak cie nazwałam ;* ) i naprawdę nie wiem co by było gdyby nie ty :) Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie i szczerze na ciebie nie zasługuje :* Dobrze, nie przedłużam już, ZAPRASZAM! <3

- Przepraszam, czy może pan jechać szybciej? - Powiedziałam zdenerwowanym już głosem do taksówkarza prowadzącego samochód
- Odpowiadam pani po raz kolejny, że są korki spowodowane przez śnieżycę i nic na to nie poradzę, że jedziemy w takim tempie. - Nie, ten facet stanowczo nie darzył mnie sympatią. Westchnęłam głośno i opadłam na fotel za mną. Sięgnęłam po telefon i zapatrzyłam się w tapetę, na której widniała cała moja kochana rodzinka złożona z mamy, taty oraz dwunastoletniego brata Josh'a i labradora, Luffiego. Kochałam ich z całego serca i ogromnie cieszyłam się z powodu, że nie muszę spędzać świąt w ciasnym akademiku, tylko wrócę do Polski. Jednak zaraz moje plany wszystko szlak trafi, bo zostało mi trzydzieści minut do odlotu, a do lotniska zostało co najmniej dziesięć minut drogi, jak ciężarówki przede mną łaskawie odkopią się ze śniegu. Właściciel samochodu stojącego przed nami wysiadł ze swojego pojazdu i podszedł do mojej taksówki, mówiąc coś do kierowcy. Po chwili odszedł, a taksówkarz zwrócił się w moim kierunku.
- Przykro mi, ale nie ma szans żebyśmy dojechali na czas na lotnisko. Przed nami jest jakieś pięć ciężarówek, które bez pomocy drogowej nie dadzą rady ruszyć. - Czy on sobie ze mnie kurwa jaja robi?!
- Wie pan co, proszę otworzyć bagażnik - Nałożyłam na siebie płaszcz i rękawiczki, po czym wyszłam z auta. Wyjęłam swoją walizkę, która na moje szczęście, albo i nieszczęście, była na kółkach, po czym podeszłam do okna kierowcy. Podałam mu należytą sumę i ruszyłam w kierunku lotniska.
- Wesołych świąt! - Usłyszałam zza siebie uradowany głos taksówkarza. Trzeba było na początku dać mu kasę to byłby milszy. Nie odwracając się, machnęłam od niechcenia ręką w wyrazie odpowiedzi, po czym przyspieszyłam tempa.

Wpadłam na lotnisko z prędkością światła,popychając przy tym przypadkowych ludzi.
- Przepraszam! - Krzyknęłam zmartwiona do starszego pana,którego właśnie niechcący uderzyłam ramieniem,jednak ani na chwilę się nie zatrzymałam. Podbiegłam do pierwszego lepszego terminalu i zdyszana oparłam się o blat. Dziewczyna stojąca za ladą spojrzała na mnie trochę zmartwiona i przyjaźnie się uśmiechnęła. Wyciągnęłam w jej stronę bilet,a ona nadal z uśmiechem na twarzy wzięła go ode mnie,studiując napisane na nim słowa.
- Przykro mi,ale loty do Polski tak samo jak do Irlandii zostały odwołane z powodu warunków atmosferycznych - Powiedziała ze zmartwioną miną,podając mi świstek papieru z powrotem
- Proszę? - Słowa dziewczyny obijały się echem w mojej głowie. Jak to...odwołane?! - Nie mogą być odwołane! W Polsce czeka na mnie moja rodzina! Dzisiaj Wigilia! Muszę się do nich dostać! - Wybuchłam niekontrolowaną złością. Z jednej strony czułam się naprawdę źle krzycząc na drobną,niewinną osóbkę znajdującą się przede mną,ale z drugiej po prostu potrzebowałam się wykrzyczeć. Nie po to przeszłam te kilka kilometrów w śnieżycy w kozakach,które teraz były całkowicie przemoknięte z walizką,którą po pewnym czasie musiałam wziąć pod pachę,gdyż kółka zablokowały się od śniegu i nie po to biegłam jak na złamanie karku,żeby teraz dowiedzieć się,że najpiękniejszą noc w roku spędzę na chłodnym lotnisku,pomiędzy tysiącami ludzi.
- Tak strasznie mi przykro,ale to nie od nas zależy. Jednak jak tylko coś się zmieni poinformujemy panią jak najszybciej - Uśmiechnęła się znów do mnie ciepło,dzięki czemu lekko się rozluźniłam i odeszłam w głąb budynku. Znalezienie wolnego miejsca było dla mnie nie lada wyzwaniem,dlatego wręcz rzuciłam się na wolną ławkę w rogu pomieszczenia. Gdy tylko odseparowałam się od otaczającego mnie świata,zalałam się łzami. Spuściłam głowę na swoje dłonie i pozwoliłam ponieść się emocją. Czemu dzisiaj wszystko mi się pieprzyło? Tak strasznie zależało mi na zobaczeniu w końcu mojej rodziny,której nie widziałam od ponad roku. Chciałam po prostu oderwać się od Londynu,akademiku,ludzi... . Poczułam lekki powiew wiatru,a po chwili ktoś kucnął przede mną i patrząc prosto na mnie wyciągnął w moją stronę chusteczkę do nosa. Zaciekawiona podniosłam wzrok zatapiając się od razu w przepięknych błękitnych tęczówkach patrzących z niepokojem w moje zaszklone oczy. Rozchyliłam lekko usta wpatrując się w idealną twarz chłopaka. Miał oliwkową cerę,długie rzęsy a jego przefarbowane na blond włosy były perfekcyjnie zaczesane do góry. Na moje oko był nieco starszy ode mnie, a widząc,że bacznie mu się przyglądam na twarz anioła wpłynął najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Onieśmielona chwyciłam chusteczkę znajdującą się w jego dłoni, po czym przetarłam nią mokre oczy.
- Dziękuję - Szepnęłam w kierunku nieznajomego.
- Jestem Niall - Blondyn uśmiechnął się znowu w ten swój zniewalający sposób, na co odpowiedziałam mu tym samym.
- Diana, bardzo mi miło - Siąknęłam nosem czując jak moje policzki stają się różowe.
- Mnie również. Mogę się dosiąść? - Spytał chłopak nie przestając patrzeć w moje oczy
- Pewnie - Rzuciłam chyba zbyt szybko,bo twarz mojego towarzysza po raz kolejny się rozpromieniła. W tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Z ust Niall'a padło jakieś pytanie, jednak ja byłam zbyt zajęta obserwowaniem jego kolana, które całkiem przez przypadek stykało się z moim. Poczułam jak wzdłuż mojego ciała przepływa dreszcz przyjemności. Co jest kurwa!?
- Ymm...czy mógłbyś powtórzyć? - Odwróciłam skrępowana wzrok.
- Pytałem co się stało, że płakałaś, ale zrozumiem jeśli to zbyt osobiste... -
- Nie, w sumie to chyba potrzebuje się komuś wygadać - Posłałam w jego stronę lekki uśmiech, po czym zaczęłam opowiadać o całym moim dzisiejszym katastrofalnym dniu. Nie wiem ile czasu siedzieliśmy na tej twardej ławce a ja mu się zwierzałam,ale co dziwne przychodziło mi to z zaskakującą łatwością. Niall przez cały czas był mocno skupiony na moich słowach i wiedziałam, że dla niego nie jest to tylko głupie zwierzenie dziewczyny z problemami.
- Wiem co przeżywasz - Powiedział chłopak, gdy opowiedziałam mu już całą historię. Popatrzyłam na niego pytająco.
- Właśnie wybierałem się do rodziny do Irlandii, ale jak już wiesz loty tak jak do Polski zostały odwołane. Też nie widziałem ich od bardzo dawna i miałem w końcu nadzieję na spędzenie z nimi chociaż trzech dni. - Niall spuścił głowę. Widać było, że obecna sytuacja dotknęła jego w podobny sposób. W pewnym momencie oczy chłopaka gwałtownie rozbłysły
- To może jak oboje nie mamy nic do roboty spędzimy Wigilie razem? - Uniosłam na niego zdziwione spojrzenie. Nie żartował? Znaliśmy się od kilku niecałej godziny, a on...
- No nie bój się. Przecież nie wsadzę cię w samochód, po czym uprowadzę i zgwałcę w swoim domu - Chłopak jakby czytając mi w myślach wypowiedział te słowa po czym uśmiechnął się zadziornie wstając i wyciągając w moją stronę dłoń. Przez chwilę wahałam się, ale złapałam za dłoń chłopaka i chwytając w przelocie swoje rzeczy, ruszyłam za nim.
Niall złapał pierwszą lepszą taksówkę, po czym zapakował nasze walizki do środka i powiedział kierowcy nazwę ulicy na której z tego co wiedziałam znajdowało się jego mieszkanie. Jechaliśmy już jakieś piętnaście minut,a moje przemoczone ubrania dały się we znaki, bo moim ciałem zawładnęły nieprzyjemne dreszcze. Blondyn wyczuwając, że się trzęsę przysunął się w moją stronę
- Zimno ci? - Nie odpowiadając nic, po prostu kiwnęłam głową - Chodź tu - Irlandczyk otworzył przede mną swoje ramiona, a ja bez jakiekolwiek przemyślenia, wtuliłam się w jego ciepły tors.
Gdy samochód zatrzymał się na wyznaczonej przez mojego towarzysza ulicy, jęknęłam cicho, bo to oznaczało, że musiałam odsunąć się od chłopaka, który przez całą drogę trzymał mnie w swoich objęciach.
Niall wysiadł pierwszy i wyciągnął nasze walizki z pojazdu, po czym podszedł do taksówkarza żeby opłacić naszą jazdę. Czułam się lekko skrępowana tym, że chłopak którego znam od niecałych dwóch godzin nie pozwala mi dołączyć się do rachunku. Wysiadłam z samochodu i dosłownie wryło mnie w ziemię. Taksówka odjechała, a Horan podszedł i stanął po mojej prawej stronie z triumfalnym uśmieszkiem na twarzy.
- Żartujesz, prawda? - Raczej pisnęłam niż powiedziałam, na co chłopak się zaśmiał
- Chodź - Znów jego ciepła dłoń oplotła moją i pociągnął mnie w stronę najpiękniejszej willi jaką kiedykolwiek widziałam.
Dom Niall'a
- Czuj się jak u siebie - Powiedział blondyn otwierając przede mną drzwi do mieszkania. Jeszcze nigdy nie byłam w tak pięknym domu jakim była willa Irlandczyka. Wszystko dookoła mnie było dokładnie dopasowane i stonowane,a porządek, który tutaj panował sprawił, że na myśl o porządku jaki miałam w swoim pokoju w akademiku, zrobiło mi się głupio. Niall zniknął w jednym z pomieszczeń, natomiast ja ruszyłam w głąb domu. Podeszłam do kominka żeby jeszcze bardziej się ogrzać, a zaraz potem chłopak dołączył do mnie. Spojrzałam na niego mając nadzieję, że blondyn nie zauważy mojego ruchu, ale gdy to zrobiłam od razu zetknęłam się z błękitnymi tęczówkami Irlandczyka, który natarczywie mi się przyglądał. Skrępowana spuściłam wzrok na butelkę wina i dwa kieliszki spoczywające w jego dłoni. Z powrotem podniosłam zdziwione spojrzenie na Niall'a, który posłał w moją stronę prześliczny uśmiech.
- Nie mów, że nie pijesz - Powiedział nalewając wino do szkła.
- Nie piję. Tylko okazyjnie - Horan podał mi lampkę wina, po czym sam zamoczył w swojej usta
- To co? Teraz jest ten moment kiedy mnie upijesz, po czym zaciągniesz do łóżka? - Zażartowałam na co chłopak się uśmiechnął
- Wtedy nie będę musiał cię tam zaciągać kochanie - Niall powiedział raczej sam do siebie, ale nie przeszkodziło mi to w zarumienieniu się więcej niż zwykle. Po krótkiej krępującej ciszy, chłopak zaczął wypytywać mnie o rodzinę, akademik, studia i wszystko co wpadło mu do głowy. Oczywiście nie pozostawałam mu dłużna i wystarczyło niecałe dziesięć minut, żebyśmy kompletnie zatracili się w czasie. Rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim i o niczym. Przy Niallu czułam się jakbym właśnie siedziała w domu dawnego przyjaciela. Gdy spojrzałam na zegar było już dobrze po godzinie pierwszej.
- Idziemy już spać? - Zapytał Horan na co ja kiwnęłam głową, ponieważ dopiero teraz poczułam jak bardzo zmęczona byłam całym dniem. Chłopak pokierował mną do łazienki, po czym odszedł z powrotem do salonu. Wyciągnęłam z walizki za dużą koszulę oraz dresy i położyłam je na półce, po czym weszłam pod prysznic. Ciepłe krople wody spływające po moim ciele jak zwykle działały na mnie kojąco. Po prysznicu ubrałam się w przygotowane rzeczy, po czym z powrotem wróciłam do salonu.
- Wyglądasz bardzo ładnie - Stwierdził Niall, który zamiast w ekran telefonu teraz mierzył mnie wzrokiem
- Niall,jestem w pidżamie - Zaśmiałam się z jego komentarza, ale nie powiem, podobało mi się to. Chłopak tylko wzruszył ramionami, a na jego twarz wpłynął uśmiech, który po prostu odbierał dech w piersiach. Horan wyminął mnie całkiem przez przypadek przejeżdżając swoją ręką po moim biodrze, na co cicho jęknęłam. Ciekawe czy on zdawał sobie sprawę jak na mnie działa...Pewnie, że tak idiotko! Inaczej by tego nie robił. Pewnym krokiem ruszyłam za nim. Irlandczyk przystanął i przepuścił mnie w drzwiach do jakiegoś pokoju.Wchodząc do środka stwierdziłam, że to musi być pokój Niall'a. Był w kolorach czarno-białych. Na ścianach wisiały plakaty ulubionych zespołów chłopaka, o których wcześniej mi nieco wspominał.
- Dobranoc kochanie - Powiedział Horan kierując się w stronę wyjścia.
- Niall... - Chłopak odwrócił się lekko zdziwiony w moją stronę
- A gdzie ty będziesz spał? - Zapytałam nieco zmartwiona
- Na kanapie jest wystarczająco dużo miejsca żebym się na niej zmieścił - Puścił do mnie oczko, ale nie pozwoliłam mu wyjść z pokoju.
- Nie chcę żebyś spał na kanapie. Możesz spać ze mną - Powiedziałam ciszej, a na mojej twarzy znów zagościły rumieńce. To przez to pieprzone wino! Spojrzałam na reakcję chłopaka, ale ten tylko uśmiechnął się i z powrotem zamknął drzwi. Położyłam się na miękkim łóżku, a po chwili poczułam jak zapada się ono pod wpływem pojawienia się obok mnie Niall'a.
- Mówiłem, że nie będę potrzebował, żeby zaciągać cię do łóżka? - Horan popatrzył na mnie z błyskiem w oku. Przewróciłam oczami i szturchnęłam go lekko w ramię, na co się zaśmiał.
- Dobranoc Niall - Powiedziałam czując już jak sen tańczy na moich powiekach.
- Dobranoc kochanie - Odpowiedział Irlandyczk i ostatnim co poczułam była ręka chłopaka łapiąca mnie dookoła talii i przyciągająca do jego rozpalonego,nagiego torsu. Nie miałam siły się wyrywać ani protestować. Bo czemu mam pozbywać się czegoś co mi sprawia przyjemność? Z taką myślą udałam się do krainy Morfeusza.

Gdy obudziłam się rano bolała mnie trochę głowa, a Niall'a nie było już w łóżku. Podniosłam się i skierowałam w kierunku łazienki. Tak samo jak wczoraj skorzystałam z prysznica po czym ubrałam się w Ubranie Diany i zeszłam na dół. Schodząc do kuchni poczułam zapach świeżo upieczonych naleśników.
- Głodna? - Powiedziała osoba stojąca przy kuchence i dosłownie świdrująca mnie swoim błękitnym spojrzeniem. Kiwnęłam głową i usiadłam przy stole, na którym znajdowały się już dwa nakrycia. Po skończonym posiłku uparłam się, żeby umyć naczynia, na co Horan pokręcił tylko głową w znaku poddania się. Kiedy myłam ostatnie naczynie poczułam czyjeś dłonie zaciskające się wokół mnie tak jak wczorajszej nocy.

- Niall...- Powiedziałam do osoby za mną. Chłopak obrócił mnie w swoją stronę i w tej samej chwili po całej willi rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Uśmiechnęłam się zadziornie do chłopaka, po czym wymijając go podbiegłam do swojej walizki, w której znajdowała się komórka.
- Halo? - Na wyświetlaczu nie pojawił mi się żaden znany numer.
- Dzień dobry. Dzwonię z lotniska w sprawie pani lotu do Polski. Chciałem poinformować panią, że loty zostały przywrócone i, że samolot odlatuje za półtorej godziny - Słysząc to na mojej twarzy pojawił się ogromy uśmiech.
-Bardzo dziękuję za informacje. Do widzenia - Odpowiedziałam i rozłączyłam się. Przybiegłam do kuchni, gdzie Niall stał oparty o blat. - Niall, loty zostały przywrócone! - Szukałam na twarzy chłopaka jakiejkolwiek pozytywnej emocji z powodu mojej wypowiedzi, ale nic takiego nie zobaczyłam.
- Wiem już od rana, ale nie chciałem ci tego mówić - Jego ton był ściszony, a sam Horan spuścił wzrok na podłogę. Podeszłam do niego bliżej przyglądając mu się pytająco.
- Chodzi o to, że nie jadę - Powiedział cicho Niall. - I nie chcę żebyś ty jechała - Dokończył jeszcze ciszej. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć
- Niall, ale ja nie mogę zostać - Powiedziałam równie cicho. Chłopak popatrzył na mnie z bólem w oczach. Widząc to miałam ochotę się rozpłakać - Obiecałam im, że przyjadę. Nie mogę teraz zmienić decyzji. Niall, ja nie... - Nie pozwolił mi dokończyć kładąc swój palec na moich wargach.
- Nie musisz mi się tłumaczyć kochanie. Rozumiem - Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, ale dobrze wiedziałam,że nie był to szczery uśmiech.
- Czy podwieziesz mnie na lotnisko? - Zapytałam na co tylko kiwnął głową. Spakowałam wczorajsze rzeczy do walizki, po czym ubrałam się w płaszcz i pozostałe rzeczy. Obróciłam się po raz ostatni w stronę domu chłopaka, by jak najlepiej zapamiętać jego wygląd, po czym wyszłam na zewnątrz. Irlandczyk stał przy swoim czarnym Land Roverze i posyłał mi ten sam uśmiech co w kuchni. Odwróciłam wzrok od jego twarzy, bo ten smutny uśmiech sprawiał że moje serce kroiło się na kawałeczki. Horan wziął ode mnie walizkę, po czym otworzył mi drzwi od pasażera, a ja zgrabnie wskoczyłam do środka.
Przez prawie całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie, co sprawiało, że chciało mi się jeszcze bardziej płakać. Gdy dojechaliśmy pod lotnisko,a moja walizka znalazła się koło mnie ruszyliśmy z Niall'em do tego samego terminalu przy którym byłam wczoraj. Drobna dziewczyna uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i życzyła miłego lotu. Szczerze? Zwlekałam z podejściem do odprawy, ponieważ chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Niallem. Kiedy z głośnika wydobył się głos oznajmiający, że samolot do Polski odlatuje za piętnaście minut zatrzymałam się i popatrzyłam prosto w oczy chłopaka. Horan patrzył na mnie smutny, ale sztuczny uśmiech nie schodził z jego twarzy. Nie chciał, żebym ze względu na jego ból zmieniła decyzję.
- No więc to jest chyba ten moment, w którym muszę ci życzyć Wesołych Świąt i miłego lotu - Powiedział swoim aksamitnym głosem. W moich oczach wezbrały się łzy, jednak nie pozwoliłam im się ujawnić
- Chodź do mnie - Wpadłam w ramiona chłopaka, który przytulił mnie z całej siły.
- Wesołych Świąt Niall - Powiedziałam odsuwając się od niego i chwytając rączkę od walizki.
- Wesołych Świąt kochanie - Odwróciłam się od chłopaka, czując jak po moim policzku spływa pojedyncza łza po czym ruszyłam w stronę odprawy. Czemu się tak zachowywałam? Czemu ten anioł o błękitnych oczach tak na mnie działał? Czemu wyżaliłam mu się na lotnisku, czemu pozwoliłam mu zabrać się do jego domu, czemu poprosiłam go o spanie w jednym łóżku? Dlaczego powiedziałam mu tyle rzeczy o mnie i dlaczego odejście od niego tak cholernie bolało? Dlaczego wystarczyło dokładnie jedno spojrzenie, żebym całkowicie zatraciła się w tej pięknej twarzy, morskich oczach, idealnie ułożonych włosach... Nie myśląc nad tym co robię odwróciłam się w stronę odchodzącego Horana.
- Niall! - Krzyknęłam i puściłam się pędem w jego stronę. Chłopak słysząc swoje imię odwrócił się zdziwiony w tym samym momencie kiedy wpadłam prosto w jego ramiona, złączając nasze usta w namiętnym pocałunku. Irlandczyk jeszcze przez chwilę nie wiedział co się dookoła niego dzieje, po czym naparł na moje usta ze zdwojoną siłą i podniósł mnie do góry oplatając nogami swoje biodra.


Gdy zabrakło nam powietrza odsunęłam się lekko od niego, a chłopak postawił mnie z powrotem na ziemi. Tyle ludzi dookoła mijało nas nawet na nas nie patrząc, jednak dla mnie liczył się tylko Niall. Jego zaróżowione policzki, rozwichrzone włosy pod wpływem mojego dotyku i te słodkie, malinowe usta.
- Diana, leć już bo odlecą bez ciebie - Uśmiechnął się do mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów na świecie, ale jego oczy straciły ten blask z przed chwili. Uśmiechnęłam się promiennie.
- Niall, nigdzie się nie wybieram. Chcę spędzić z tobą te święta - Powiedziałam patrząc mu prosto w oczy, które znów rozbłysnęły na wszystkie strony.



Horan znów przyciągnął mnie do siebie i objął z całej siły. - Kocham cię - Szepnął mi do ucha. Czy właśnie to chciałam usłyszeć? Zdecydowanie tak. Jednak czy ja kochałam jego? Czy da się kogoś kochać po 24h znajomości? W moim przypadku odpowiedź była prosta, tak.
- Kocham cię Niall - Odpowiedziałam pewnie, a chłopak znów złączył nasze usta w słodkim pocałunku. Pamiętam jak zła byłam wczoraj na wszystko dookoła. Jednak gdyby nie to, że lot został odwołany pewnie nigdy nie spotkałabym Niall'a, dlatego wychodząc z lotniska i trzymając dłoń Horana bezgłośnie powiedziałam "dziękuję" do dziewczyny, która stała przy terminalu. Nie wiem, czy zrozumiała sens wypowiedzianych przeze mnie słów, ale uśmiechnęła się w moją stronę i na pożegnanie pomachała ręką. To będą najlepsze święta w moim życiu.

" I just want you for my own 
More than you could ever know 
Make my wish come true 
All I want for Christmas is you
You baby "





Przepraszam za wszelkie błędy czy powtórzenia, ale pisałam tego imagina wczoraj do 4 w nocy i dzisiaj praktycznie przez cały dzień, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie xX :) Jeszcze raz Wesołych Świąt od całej ekipy naszego bloga! <3 Kochani, co dostaliście pod choinkę? Ja wszystkie płyty 1D <3 Jeju, ale jestem szczęśliwa *.* Podzielcie się pod spodem swoimi prezentami ;) 
PS: HAPPY BIRTHDAY LOU! FOREVER YOUNG BABY! <3 
~Alex


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Zobacz to... Proszę.

Cześć. Tu Kate. Założyłam sobie bloga. Historia dorosłej dziewczyny, która ma po prostu można powiedzieć pecha, który ją niestety prześladuje. Mam nadzieję, że przeczytacie ten post i wysłuchacie mojej prośby. Proszę tylko o przeczytanie prologu, a potem jak się ukaże 1 rozdziału i skomentowaniu. To nie wiele, a jednak dla mnie coś.
ZAPRASZAM : http://nie-chce-juz-niczego-pamietac.blogspot.com/

Pozdrawiam ...
Kate Xx.

Liam - część I

"Płatki śniegu z lekkością motyli tańczą w słońcu z powiewem wiatru zanim pod stopami nie rozpadną się w nicość jak zwiewny pył delikatnych dmuchawców"

"Ding dong, ding dong, ding dong..." radosne dzwonki wypływały z zatłoczonych sklepów prosto na betonowe ulice Londynu. Uśmiechnęłam się sama do siebie,widząc grupkę dzieciaków, przebiegających obok mnie ze śnieżnymi kulami w ręku,pędzących gdzieś na złamanie karku. Czując nieprzyjemne mrowienie na szyi,sięgnęłam do wełnianego szalika i szczelniej się nim opatuliłam. Szłam dalej ośnieżonym chodnikiem,co chwilę zatrzymując się przy kolejnych sklepowych wystawach i oglądając rozmaite rzeczy,znajdujące się za szklanymi szybami. Do Gwiazdki jeszcze niecałe trzy dni,a w mieście śnieg szczególnie dawał się we znaki. Westchnęłam lekko,wypuszczając przy tym kłębek pary z ust i obserwując jej dalszy lot. Nagle uderzyłam w coś z dużym impetem, wpadając tym samym w  poślizg i gdyby nie umięśnione ramiona,które powstrzymały mnie od upadku, dawno leżałabym już w stercie białego puchu. Spojrzałam na twarz osoby,która pomogła mi utrzymać równowagę,jednak promienie słoneczne rażące prosto w moje oczy,uniemożliwiły mi jej zidentyfikowanie .
- Przepraszam,nic ci nie jest? Nie zauważyłem cię idąc z naprzeciwka. Te wystawy są zdecydowanie zbyt rozpraszające - Usłyszałam nad sobą ciepły,melodyjny głos,który rozszedł się po całym moim ciele wywołując u mnie dziwny dreszcz. Zaśmiałam się na słowa wypowiedziane przez nieznajomego,po czym stanęłam z nim twarzą w twarz,otrzepując przy tym swój czerwony płaszczyk z nieproszonych płatków śniegu.
- Nie nie,to ja przepraszam. Powinnam bardziej uważać...-  Podniosłam głowę,mogąc lepiej przyjrzeć się nastolatkowi... nie,mężczyźnie. Lekki zarost, idealnie ułożone włosy gdzie nie gdzie pokryte puchem oraz prześliczne brązowe oczy, wpatrujące się prosto w moją osobę. Poczułam,że na policzki wkradają mi się figlarne rumieńce, więc z powrotem spuściłam wzrok, bawiąc się przy tym zamarzniętymi palcami przez materiał rękawiczek. Chłopak posłał w moją stronę jeden z  najpiękniejszych uśmiechów jakie kiedykolwiek było mi dane ujrzeć, po czym kucnął przede mną, chwytając po tym kilka pudełek, które podczas naszego zderzenia musiały upaść na ziemię.
- Oh nie. Mam nadzieję,że nie miałeś tam żadnych bombek, bo inaczej nic już z nich nie zostało. Tak mi przykro...- Powiedziałam z wyrzutem,następnie schylając się po kolejne pudła leżące pod naszymi stopami. Muszę przyznać,że nieznajomy miał ich całkiem sporo.
- Nie miałem tam nic szklanego tylko same łańcuchy i lampki. Nie przejmuj się,każdemu się zdarza - Powiedział chłopak znów czarująco się uśmiechając. Odwzajemniłam uśmiech.
- Jestem Liam - Przedstawił się chłopak, wyciągając w moją stronę swoją dłoń.
- Alice, ale wolę Al - Odpowiedziałam, ściskając przy tym miękką rękawiczkę chłopaka.
- Ładnie - Z ust mojego rozmówcy wymsknęło się słówko,które raczej nie miało prawa ujrzeć światła dziennego. Mimo czerwonego koloru pokrywającego całą moją twarz,postanowiłam puścić je o uszy.
- Czemu spacerujesz sama? - Liam przemówił,by przerwać krępującą ciszę wywołaną jego poprzednimi słowami. Spojrzałam na niego lekko zdezorientowana, jednak w oczach chłopaka nie dostrzegłam nic innego jak tylko szczerą ciekawość. Westchnęłam i wzruszyłam ramionami
- A ty? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Ah,moi przyjaciele czekają na mnie w mieszkaniu aż doniosę te pudła,gdyż ani jednemu z nich nie chciało się ruszyć szanownych czterech liter z poza próg domu - Powiedział sarkastycznie,a ja wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. Zaraz po tym Liam dołączył do mnie.
- Mogę ci pomóc jeśli chcesz. I tak nie mam nic do roboty - Uśmiechnęłam się w stronę bruneta,który przyglądał mi się spod długich rzęs.
- Byłoby fajnie. W takim razie zapraszam na ciepłą herbatę. Wyglądasz na zmarzniętą - Liam wręczył mi dwa pudła, a następne trzy wziął pod pachę, po czym ruszyliśmy wolnym krokiem w nieznanym mi kierunku.
- A jak tam twoje przygotowania na Święta? - Ciepły głos chłopaka rozprzestrzenił się po całym moim ciele,tym samym sprawiając,że temperatura we mnie nieco wzrosła
- Nijak... - Odpowiedziałam cicho zgodnie z prawdą. Brunet na chwilę przystanął po czym rzucił w moją stronę zaciekawione spojrzenie
- Dlaczego? - Dopytywał dalej oczekując odpowiedzi. Udzieliłam mu ją.
- Jak co roku miałam spędzić je z rodzicami. Zawsze to albo ja leciałam do Polski,albo oni przyjeżdżali do mnie. Jednak w tym roku postanowili obchodzić Boże Narodzenie na Florydzie. Nie jestem na nich zła ani wkurzona. Jest mi po prostu trochę przykro... - Uniosłam spojrzenie prosto w błyszczące oczy Liam'a. Chłopak kiwnął głową na znak, że zrozumiał, ale nie odezwał się.
- Jesteśmy - Usłyszałam po niecałych pięciu minutach naszej dalszej drogi. Znajdowaliśmy się przed dość dużym białym domem, z brązową dachówką i w tym samym kolorze sztachetami od płotu. Gdy przekroczyłam furtkę, moim oczom ukazały się lampki pozawijane dookoła choinek, a na środku ogrodu stał ogromny bałwan z garnkiem na głowie i do połowy zjedzonym nosem. Uśmiechnęłam się widząc go,po czym ruszyłam w ślad za Liam'em.
- Wróciłem! - Donośny głos bruneta rozbrzmiał po wszystkich pomieszczeniach. Zdjęliśmy z chłopakiem szaliki,czapki,rękawiczki,płaszcze oraz buty po czym zostałam poprowadzona w głąb domu
- Nareszcie! Liam, idź jeszcze do sklepu po marchewki ,bo Louis wszystkie wyjadł! Nawet bałwanowi nie oszczędził! - Usłyszałam z pomieszczenia,do którego się kierowaliśmy. Zaśmiałam się przypominając sobie obgryziony do połowy nos należący do postaci stojącej beztrosko pod domem. Najwidoczniej miałam do czynienia z osobnikiem, który tak jak ja uwielbiał marchewki. W tym samym czasie stanęłam we framudze drzwi, a to co ujrzałam sprawiło, że moja szczęka niekontrolowanie opadła w dół

(zamiast Liama był Hazz)
- Co tu się dzieje?! - Liam podniósł głos o połowę tonu, ale nie udało mu się zapanować nad śmiechem, który rozniósł się po całym salonie.
- No co? Należało mu się po zjedzeniu wszystkich marchewek! - Powiedział wysoki, dobrze zbudowany blondyn,który wcześniej już przemawiał do mojego towarzysza. W pokoju oprócz mnie i Liam'a znajdowała się jeszcze czwórka chłopaków, którzy odwróceni do mnie tyłem nie zauważyli dotąd mojej obecności.
- Chłopaki, mamy gościa - Louis oplątany lampkami, przyglądał mi się z lekkim uśmieszkiem na twarzy, a jego błękitne tęczówki dosłownie świdrowały mnie spojrzeniem. Śmiech w salonie ustał i teraz wszyscy mierzyli mnie wzrokiem, a ja skupiłam swoją uwagę w czubkach moich skarpetek, które nagle wydały mi się nadzwyczaj ciekawe. Chwilę potem Lou wyswobodził się z kolorowych światełek.
- To jest Alice - Przedstawił mnie brunet stojący obok mnie. Widząc skrępowanie na mojej twarzy, uśmiechnął się zniewalająco dodając mi tym samym otuchy.
- Wolę, żebyście mówili do mnie Al. Nie jestem przyzwyczajona do pełnego imienia - Uniosłam na nich spojrzenie i posłałam w ich stronę uśmiech,który zaraz każdy z nich po kolei odwzajemnił.

(nie ma tam Liam'a)
Widząc ich zabawne miny wybuchłam niekontrolowanym śmiechem, a wszyscy zaraz po mnie. Chwilkę później Liam przerwał nasz atak śmiechu
- Al, to są Harry, Niall, Louis i Zayn - Przedstawił mi chłopaków. Lekko skinęłam głową na znak, że zapamiętałam ich imiona.
- Harry ma słodkie dołeczki, Niall farbowane włosy, Louis prześliczne oczy, a Zayn cały jest prześliczny. Spoko, da się zapamiętać - Mrugnęłam do chłopaków, po czym znowu zanieśliśmy się śmiechem. Zawsze należałam do tych wyrażających swoją szczerą opinię na głos, ale tym razem po wypowiedzeniu swoich słów na moje policzki wpłynęły dwa ogromne rumieńce, więc z powrotem schyliłam głowę, żeby zaraz potem znów gwałtownie ją podnieść na słowa lokowatego.
- Ty i Liam jesteście parą? - W tym samym czasie z brunetem wytrzeszczyliśmy oczy na Harrego.
- Co?! Nie nie, my tylko... - Zaczęłam się tłumaczyć, ale mój głos odmówił posłuszeństwa więc tylko stałam i czekałam aż Liam coś powie, jednak Hazz go wyprzedził
- To dobrze, bo jesteś za ładna dla Payne'a - Popatrzyłam na chłopaka z niedowierzaniem w oczach, gdy ten jak gdyby nigdy nic przesyłał w moją stronę triumfalny uśmieszek, a błysk w jego oczach spowodował iż znów zaczęłam wpatrywać się w swoje stopy. Po słowach wypowiedzianych przez loczka chłopcy znów zaczęli się chichrać, jednak o moje uszy obiło się ciche chrząknięcie. Zaciekawiona podniosłam wzrok na czwórkę aniołów. Louis przysunął się znacznie w stronę Harrego i złączył ze sobą ich dłonie.


- Oh...- Wyrwało się z moich ust,ale na szczęście nikt tego nie usłyszał. Nie miałam nic przeciwko temu, że Lou i Hazz są homoseksualistami. Przeciwnie, jeszcze bardziej doceniałam takich ludzi.
Przez następne 3 godziny pomogłam chłopakom w ogarnięciu domu oraz jego udekorowaniu, gdyż ewidentnie sobie z tym nie radzili. Co chwila z naszych ust wydobywały się gwałtowne śmiechy,które na pewno słychać było w całej okolicy. Polubiłam tą piątkę idiotów. Jeszcze z nikim nie spędzało mi się czasu tak dobrze, jak z nimi. Właśnie z Niallem kończyłam przyozdabiać kominek, gdy usłyszałam odgłos kroków Liam'a za swoimi plecami. Chłopak trzymał tacę, na której znajdowało się sześć kubków. Położył ją na dużym stole i skinął głową na znak żebyśmy podeszli.
- Al, a ty gdzie i z kim spędzasz Święta? - W pewnym momencie zapytał blondasek. W pokoju zapanowała krępująca cisza.
- Sama, pewnie w domu - Powiedziałam pod nosem, jednak chłopcy dokładnie usłyszeli moją wypowiedź. Niall zamyślił się na chwilę, po czym wykrzyknął na cały dom gwałtownie wstając z krzesła.
- Niech Al zostanie z nami! - Popatrzyłam na chłopaka zdziwiona jego pomysłem, ale na jego twarzy gościł tylko i wyłącznie szczery i szeroki uśmiech. Po chwili pozostała czwórka dołączyła do niego,a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Al będziesz, prawda? - Lou tak jak reszta chłopców popatrzył na mnie z blaskiem w oczach. Przez chwilę jeszcze zastanawiałam się nad odpowiedzią, ale po chwili sama uśmiechnęłam się szeroko.
- Jeśli nie będę wam przeszkadzać, to pewnie - W pokoju zapanował istny chaos. Horan podbiegł do mnie i obrócił kilka razy wokół własnej osi, gdy ja dławiąc się śmiechem zaczęłam krzyczeć. Po kilku sekundach Zayn, Lou, Hazz i Liam dołączyli do nas i w ten sposób wylądowaliśmy na podłodze nie mogąc opanować śmiechu. Gdy już wszyscy opanowaliśmy swoje emocje, a Harry pomógł mi wstać z podłogi i zaczął otrzepywać swoje ubrania, popatrzyłam ukradkiem w stronę Liam'a. Mój wzrok znalazł jego oczy, akurat w tym samym momencie co oczy bruneta napotkały moje spojrzenie. Posłał w moją stronę lekki uśmiech, który ja od razu odwzajemniłam i czując jak na moje policzki wpływają dwa gorące rumieńce odwróciłam wzrok na Zayn'a i Niall'a, którzy kłócili się o odpowiednie miejsce dla świątecznego stroika. Zaśmiałam się sama do siebie widząc ich głupie miny. To na pewno będą najlepsze święta w moim życiu.



Hoł hoł hoł Wesołych Świąt kochani! :D :* No więc jestem z powrotem ze świątecznym imaginem z Liamem, który będzie miał 2-3 rozdziały (jeszcze muszę się nad tym zastanowić). Jako, że już jutro Wigilia, życzę Wam wszystkim wesołych, spokojnych świąt, spędzonych w rodzinnej atmosferze oraz Szczęśliwego Nowego Roku! <3 ~Alex