piątek, 16 sierpnia 2013

Zayn - część VI

Otworzyłam oczy po czym spojrzałam na zegarek. Była godzina 11:30. Zwlekłam się z łóżka i zaspana zeszłam na dół. Z salonu dobiegły mnie dźwięki telewizora.
- Ah,pewnie wczoraj go nie wyłączyłam - Powiedziałam, przechodząc obok salonu prosto do kuchni. Nagle stanęłam jak wryta.
- Ale zaraz... ja go wczoraj w ogóle nie włączałam...- Cofnęłam się szybko w stronę skąd dochodziły dźwięki, a gdy tam doszłam moja szczęka mimowolnie zjechała w dół. Na mojej sofie siedział nie kto inny jak Zayn Malik we własnej osobie i najnormalniej w świecie oglądał jakiś film. Widząc,że weszłam, zgasił kolorowe pudło i popatrzył na mnie z figlarnym uśmieszkiem. Moja twarz nadal wyrażała tylko jedno: ogromne zdziwienie. Jednak widząc roześmiany wzrok Zayn'a na sobie,szybko doprowadziłam się do pożądku. Już chciałam się odezwać,ale chłopak mnie wyprzedził.
- Idź się ogarnij i ładnie ubierz chyba,że chcesz swoją pierwszą randkę spędzić w piżamie. Ja w tym czasie zrobie ci śniadanie. I bez żadnych pytań. - Spojrzał na mnie ostrzegawczym spojrzeniem,po czym wyminął mnie i poszedł do kuchni. Kilka sekund stałam jeszcze w totalnym odrętwieniu analizując każde jego słowo,po czym z powrotem weszłam na górę. Gdy wróciłam do siebie od razu skierowałam się pod prysznic. Czując na swoim ciele ciepłe strumyki wody momentalnie się odprężyłam.
-"...swoją pierwszą randkę..."- te słowa utknęły mi jak nazłość w pamięci,jednak pomimo to,kąciki moich ust powędrowały w górę,tworząc lekki uśmiech.
- Co on znowu wymyślił? - Powiedziałam do siebie po czym owinięta w ręcznik wyszłam do pokoju. Na łóżku leżało przygotowane ubranie, które miałam założyć (koniecznie wejdźcie w link) https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/p480x480/1004083_607059152649801_1396446717_n.jpg Co dziwne,nie ja je przygotowałam. Westchnęłam,ale wzięłam sukienkę do ręki i włożyłam ją na siebie. To samo zrobiłam z butami. Oczy lekko ozdobiłam tuszem i cieniami,a na usta nałożyłam błyszczyk. Chwyciłam do ręki torebkę i wyszłam z pokoju. Z dołu dochodził mnie aromatyczny zapach kawy. Gdy weszłam do kuchni,Zayn'a w niej nie było,natomiast na stole leżał talerz pełen kanapek oraz kubek z gorącą kawą. Byłam tak głodna,że po 3 min. nie zostało nawet jednego okruszka. Pobiegłam do łazienki na góre szybko umyć zęby. Wychodząc z niej,usłyszałam jak drzwi do domu otwierają się, po czym ktoś wchodzi do środka. - [T.I] ile można czekać?- Powiedział mulat z lekką irytacją w głosie. - Boże,aleś ty marudny...- Odpowiedziałam schodząc po schodach. Gdy stanęłam przed chłopakiem moje policzki od razu zrobiły się purpurowe,ponieważ Zayn dosłownie rozbierał mnie spojrzeniem. Jego oczy błyszczały jak niebo pełne gwiazd, a z lekko rozchylonych ust wydał się cichy jęk podniecenia. Zachichotałam. - Musisz mnie doprowadzać do takiego stanu?- Powiedział zagryzając przy tym wargę. - Pamiętaj,że to ty mi wybrałeś tą sukienkę - Powiedziałam z zadziornym uśmieszkiem na twarzy. - I uważam,że to była jedna z najlepszych decyzjii w moim życiu - Powiedział mulat, otwierając przy tym drzwi, po czym przepuszczając mnie pierwszą. Posłałam mu lekki uśmiech,a on go odwzajemnił. Gdyby nie głupi schodek,na którym wywaliłabym się, gdyby Zayn mnie nie złapał, nadal tonęłabym w tych piwnych oczach, spokojnie analizując każdy centymetr jego twarzy. PRZECZYTAŁEŚ - SKOMENTUJ. TO MOTYWUJE DO DALSZEGO PISANIA :) A TAK NA MARGINESIE - JAK WAM SIĘ PODOBA NOWY WYGLĄD BLOGA? ;)

sobota, 10 sierpnia 2013

Niall - część I

*Niall*
- Ej chłopaki! Koniec wygłupów!
Staliśmy pod moim starym domem, gdzie mieszkałem tam z mamą i moją siostrąPaulą. Strasznie za nimi tęsknię. A teraz, kiedy stoję przed drzwiami, sam nie wiem czego mam się spodziewać.
Zadzwoniłem dzwonkiem.
Po minucie, drzwi otworzyła nam moja mama.
- Niall! O boże, nareszcie jesteś!- krzyknęła i mnie mocno przytuliła
- Hej, mamo bo zaraz mnie udusisz!
Chłopaki parsknęli śmiechem. Odwróciłem się  i spiorunowałem ich wzrokiem.
- Wchodzie do środka.
- A gdzie jest Paula?- zapytałem
- A co? Za nią najbardziej się stęskniłeś?
Nic nie odpowiedziałem, tyko się uśmiechnąłem.
-Paula jest w teatrze i za dwie godziny pewnie będzie. Ale jeżeli, aż tak bardzo ci na tym zależy, to możecie zrobić jej niespodziankę. Ja sama muszę iść do pracy, a potem do sklepu.
- W teatrze? A co ona tam robi?
Zdziwiłem się bardzo.
- Wiele się zmieniło, od czasu kiedy wyjechałeś. A teraz jedź do niej! Migiem!
Nagle usłyszeliśmy burczenie brzucha i spojrzałem na mój brzych .
- No co? Głodny jestem.- powiedział Zayn.
- Znowu? Przecież godzinę temu jadłeś!- powiedział Liam
- No właśnie godzinę! To dosyć sporo czasu, nie uważasz?
- Dobra, to może my zrobimy zakupy, a mama niech jedzie do pracy. Po drodze zajedziemy po Paulę.
- No dobrze. Poczekaj dam ci adres.
Mama zapisała mi na kartce adres i już nas nie było.

*Paula*
- Paula, masz tu klucze. Jak wszystko ogarniesz, to pozamykaj wszystko i połóż klucze w okienku.
- Dobrze proszę pana.
Dyrektor wyszedł, a ja klapnęłam na krzesło.
Nareszcie sama.
Podeszłam do fortepianu, który stał na scenie.
Nacisnęłam kilka klawiszy, które wydobyły przepiękne dźwięki.
Usiadłam na krzesło i zaczęłam grać.

*Niall*
Weszliśmy do środka budynku.
- Niall! Jaka miła niespodzianka!- usłyszałem głos mojego starego przyjaciela.
- Max! Co ty tutaj robisz?
Podeszliśmy do siebie i się mocno uściskaliśmy.
- A pracuję tutaj. A ty? Wróciłeś.
- Tak, ale nie na długo. Słuchaj, chętnie bym z tobą pogadał, ale szukam Pauli.
- No tak. Braciszek idealny.- zaśmiał się Max-  Jest na głównej sali.
- Dzięki bardzo.
Pobiegłem w skazanym przez Maxa kierunku i wszedłem do środka, a za mną reszta głupoli.
Nie mogłem uwierzyć, w to co zobaczyłem.
Na scenie, siedziała Paula przy fortepianie śpiewając Ellie Goulding Your Song.
Ale to jak śpiewała.
- Hej stary. Wszystko okej?- zapytał mnie Harry.
Nic nie powiedziałem, tylko dalej na nią patrzyłem. Ile to już lat jej nie widziałem?
Nie wiem, ale zbyt dużo. Przecież zawsze byliśmy razem! Nigdy jej nie opuściłem.
Tak przynajmniej mi się wydawało.
Podszedłem bliżej sceny, żeby móc ją lepiej widzieć.
*Harry*
Kiedy weszliśmy do środka, usłyszeliśmy dźwięki fortepianu, a potem dziewczęcy, piękny głos.
Spojrzałem na Nialla. Chłopak ledwo co się trzymał.
Louis wyjął telefon z kieszeni i zaczął nagrywać. No nie dziwię się. Paula miała prześliczny głos, warty do uwiecznienia.
-Hej stary. Wszystko okej?- zapytałem Nialla. Nic nie odpowiedział, tylko spuścił głowę.
Potem poszedł bliżej sceny.
Poszedłem za nim. Kiedy dziewczyna przestała śpiewać,Niall zaczął bić brawo i wszedł po mału na scenę.
- Niall...- zaczęła mówić
Niall nadal klaskał w dłonie. Paula pobiegła do niego i rzuciła mu się na szyję.
Spojrzałem na chłopaków, którzy dalej nagrywali to całe wydarzenie.
*Paula*
Nie mogłam uwierzyć. Właśnie przytulałam mojego brata. Mojego jedynego brata. Łzy ciekły mi po policzku. Nie mogłam uwierzyć. Po prostu nie mogłam uwierzyć.
Staliśmy tak przytuleni przez dłuższy czas, ale niestety ktoś musiał przerwać tą chwilę.
- Dobra, poprzytulcie się w domu. Chodzicie bo głodny jestem!- powiedział Liam.
- Najpierw Niall teraz ty!- zadrwił Zayn.

Na scenę weszła czwórka chłopaków.
- Paula poznaj moich przyjaciół. Ten w lokach to Harry. Obok niego toZayn, ten w paski to Louis, a ten co marudzi że jest głodny to Liam.
Wszyscy się szeroko uśmiechnęli do mnie.
- Cześć, jestem Paula.- odwróciłam się do Nialla- Co ty tu robisz?
- A tak sobie przyjechałem... A tak na serio to strasznie za tobą tęskniłem.
Przytulił mnie znowu.
- Jak oni słodko wyglądają...- powiedział, Louis?
Zaczęliśmy się śmiać
- No dobra siostra, ale co ty tu robisz?
- Pracuję.
- A dokładnie...?
- A dokładnie to sprzątam.
Wszyscy popatrzyli na mnie dziwnym wzrokim, ale chyba najbardziej przeraziła mnie mina mojego brata.
- Zbieram kasę, na wyjazd do Paryża.
- A po co do Paryża?- zapytał znowu mnie brat.
- Możemy porozmawiać o tym później? Głodny jestem!- wydarł sięLiam
Zaczęliśmy się śmiać. A ja podeszłam do swojej torby i wyjęłam z niej batona. Podałam go Liamowi.
- Proszę.
Chłopak spojrzał na mnie, a potem na batona i szybko wyrwał mi go z ręki.
- Ratujesz nam życie, Paula- powiedział loczek.- No to co, jedziemy?
- Gdzie?- zapytałam
- No do domu! A wcześniej do sklepu, bo chyba ten żarłok opustoszeje nam lodówkę.
- Ja będę za godzinę. Muszę tutaj wszystko posprzątać i w ogóle.
- No to ci pomorzemy!- krzyknął, chyba Liam
Zabraliśmy się za mycie podłóg i wycieranie kurzy. Gdyby nie chłopcy, skończyłabym chyba dopiero za trzy godziny, jak i nie dłużej. Dzięki nim, uwinęliśmy się w niecałą godzinę, bawiąc się przy tym i głośno śmiejąc. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Przepraszam, żę nie dodałam wczoraj, ale wyjechałam do cioci i nie miałam czasu :) No więc jest juz pierwszy rozdziała mojego opowiadanie. Myślę, ze się podoba. :*** Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam, ze kolorowe będzie ładniejsze ;><Malikowa>






wtorek, 6 sierpnia 2013

Imagin z Harrym

Z góry przepraszam, jeżeli obraziłam fanów Haylor!
____- Uśmiechnij się. Paparazzi z lewej.- szepnąłem na ucho blondynki.- Jak ja to uwielbiam.- głośno westchnęła i pokazała swoje białe zęby w szerokim uśmiechu. Teatralnie przewróciłem oczami. Dobrze, że miałem na nosie ciemne okulary, które wszystko zasłaniały.- Co dokładnie?- zapytałem z udawanym zaciekawieniem i przeczesałem swoje loki.- To, że ja uwielbiam spędzać z tobą czas, kiedy ty tego nienawidzisz.- odrzekła z szyderczym uśmiechem.- Może zaczniesz pedałować, a nie całą robotę odwalam za ciebie. Z resztą, jak zwykle.Nic nie odpowiadając, kolejny raz przewróciłem oczami i zabrałem się za pedałowanie.Słońce mocno grzało w plecy, a panująca dookoła cisza była wręcz relaksująca. Wszystko byłoby i wiele lepsze gdyby nie osoba towarzysząca. Taylor.Grrr... Słowo "nienawiść" jest tutaj słabym określeniem na nazwanie uczuć darzących do tej osoby. Przed kamerami jesteśmy wręcz bardzo słodcy. Moim zdaniem, aż za bardzo. Kiedy jesteśmy sami nigdy nie brakuje chamskich odzywek.A to wszystko przez ten cały Modest!. Ona rozwija swoją karierę, ja swoją. Ona potrzebuje rozgłosu, ja też potrzebuję rozgłosu. Kiedyś na prawdę byliśmy razem. Ale to było dawno. Dokładnie 2 miesiące trwa nasz udawany związek, którego dłużej nie zniosę. Sztuczne uśmiechy i udawane pocałunki towarzyszą nam przy każdym, zorganizowanym przez mojego managera, spotkaniu. Kolejne właśnie trwa na środku jeziora. Wynajęto dla nas rower wodny. Dwuosobowy.Zachód słońca, na brzegu przyszykowana już dla nas "romantyczna" kolacja i my. Dwójka młodych ludzi, którzy darzą siebie tym samym uczuciem. I nie mam tutaj na myśli miłości, czy zauroczenia.- Może byśmy się pocałowali?- zapytała z uśmiechem.- W twoich snach.- prychnąłem.- I tak musisz to zrobić.- odpowiedziała i wzruszyła ramionami.- Nie zrobię tego...- szepnąłem, na co dziewczyna podniosła spowrotem na mnie wzrok.- Mam już tego dosyć.- powiedziałem już nieco głośniej.- Mam już dosyć wszystkiego!- podniosłem się z siedzenia i spiorunowałem dziewczynę wzrokiem.- Harry uspokój się. Ludzie się gapią.- szepnęła w moją stronę.- Mam to w dupie. Mam w dupie Modest!, fanów i ciebie!Kiedy wypowiedziałem ostatnie zdanie, nie czekałem na reakcję Taylor tylko od razu wskoczyłem do wody.- Harry! Wracaj tutaj!- słyszałem jej krzyki, anie nie zwracałem na nie najmniejszej uwagi. Nie odwracając się w stronę blondynki podniosłem rękę i wyciągnąłem środkowy palec.W tym momencie olałem wszystko. I wszystkich. Olałem Modest!, chłopaków i wszystkich, którzy byli związani z tym teatrzykiem.W końcu dotarłem na brzeg. Po raz kolejny przeczesałem swoje włosy i aż zatrzęsło mnie z zimna, kiedy poczułem na plecach podmuch wieczornego wiaterku. Odwróciłem się w stronę jeziora, gdzie na samym środku stał rower wodny, w którym histeryzowała Taylor. Zachichotałem pod nosem uświadamiając sobie, co właśnie zrobiłem.- No to dostanie ci się niezły opieprz Styles...- powiedziałem sam do siebie i usiadłem na trawie. Rozwiązałem swoje buty i wylałem z nich wodę. Założę się, że teraz wszyscy paparazzi mają ze mnie niezły ubaw. No w końcu nie spotyka się na co dzień Harrego Stylesa uciekającego od Taylor Swift.Głośno westchnąłem i schowałem swoją twarz w dłonie. Nie rozumiem dlaczego nie mogę robić co chcę. Dlaczego nie mogę żyć po swojemu i związać się z kimś kogo na prawdę kocham.- Leja! Leja wracaj!- z moich przemyśleń wyrwał mnie dziewczęcy głos. Odwróciłem się w stronę źródła krzyków. Najpierw dostrzegłem dużego psa z białą sierścią. A za nim biegła młoda dziewczyna, która w ręku trzymała smycz. Labrador przebiegł przed moim nosem, brudząc przy tym moje ubrania błotem, które miał przyklejone do łap. Widząc zadyszaną brunetkę, ledwo co biegnącą za swoim pupilem, zerwałem się na równe nogi i rozpocząłem pościg za psem. Przyznam, że był bardzo szybki, ale nie poddałem się. Biegnąc przez kolejne alejki parku, w końcu złapałem psa za jego obrożę i mocno szarpnąłem do tyłu.- Ej, ej, ej! Stój!- krzyknąłem, kiedy sierściuch chciał się wyrwać. Rozejrzałem się za właścicielką, która zaraz pojawiła się w zasięgu moich oczu.- Dziękuję ci bardzo. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem ci wdzi...- mówiła dziewczyna, a jej słowa były dla mnie jak przepiękna ballada. Zamiast słuchać jej podziękowań, ja stałem jak ten słup soli i zacząłem się jej przyglądać. Długie, brązowe włosy falowały na delikatnym wiaterku. Brązowe oczy błądziły dosłownie wszędzie, ale najwięcej uwagi skupiała na swoim psie. Niezawysoka dziewczyna, z ciemną karnacją skóry i idealnym uśmiechu.- ... Jeszcze raz bardzo dziękuję.- powiedziała i przeczesała swoje włosy palcami.- N...nie ma... ma ss..sprrrawyyy.- zacząłem się jąkać, dalej patrząc w jej oczy.- Jesteś cały mokry.- zauważyła i wskazała ręką na moje ubrania.- Emm... miałem bliskie spotkanie z wodą w pobliskim jeziorze.- odrzekłem niepewnie.- I jak było?- zapytała z uśmiechem.- Mokro.- powiedziałem z uśmiechem, na co dziewczyna zachichotała.- [T.I.].- przedstawiła się i wyciągnęła w swoją stronę rękę.- Har...- zacząłem i również podałem rękę- Wiem.- przerwała mi i zabrała dłoń z lekkiego uścisku.Spojrzała na mnie jeszcze raz, a potem bez słowa odeszła w stronę jednej z alejek. Zdezorientowany, zacząłem kręcić głową zastanawiając się co przed chwilą się stało.- Zaczekaj!- krzyknąłem w stronę dziewczyny i znowu udałem się w pościg.Dziewczyna odwróciła się i przełożyła smycz psa do drugiej ręki.- Coś się stało?- zapytała kiedy znalazłem się obok niej.- Nic tylko... Dasz się zaprosić na kawę?- zapropnowałem.- O 19.00? Kawa?  Nie wydaje ci się to trochę dziwne?- zapytała, a w jej głosie wyczułem odrobinę drwiny.- Dziwny jest sam fakt, że rozmawiasz z chłopakiem, który przed chwilą uciekł z roweru wodnego, bo nie chciał się pocałować.- skomentowałem, na co brunetka wybuchła głośnym śmiechem.- No to chodźmy na tą kawę.- po raz kolejny obdarzyła mnie szerokim uśmiechem i słodkimi rumieńcami, które przypadkiem wkradły się na jej policzki.Ruszyliśmy w kierunku pobliskiej kawiarni, którą odwiedzamy teraz codziennie. I codziennie wspominamy dzień w którym się poznaliśmy. W którym zakończyłem pewien rozdział w swoim życiu, a rozpocząłem nowy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Macie mój kolejny imagin.Myślę, że się podoba :) ~Malikowa~




niedziela, 4 sierpnia 2013

Imagin z Louisem

Zmęczona przeciągam się na moim materacu i głośno ziewam. Z niesmakiem wyłączam budzik i podnoszę się na równe nogi. Moje mozolne kroki trafiają do łazienki, gdzie orzeźwiający prysznic budzi mnie do życia. Ubieram się w pierwsze lepsze ciuchy i wiążę włosy w niedbałego koka. Szybko zbiegłam na dół po schodach i już miałam wychodzić, ale zatrzymałam się w progu kuchni. Spojrzałam na kalendarz i skreśliłam dzisiejszą datę czerwonym markerem.
- Już niedługo...- szepczę do siebie i wychodzę z domu.
Udaję się do sklepu, gdzie dzień wcześniej zamówiłam potrzebne rzeczy do remontu. Między innymi różne pędzle, wałki do malowania, farby i kilka plastikowych pojemników. Obładowana zakupami, ale szczęśliwa, że w końcu mogę zakończyć kilku tygodniowy remont mojego nowego mieszkania, na które zbierałam już od kilku lat.
Słońce mocno grzało, jeszcze puste ulice Londynu, które zapewne zaraz zapełnią się ludźmi śpieszącymi się do pracy. Zadowolona z siebie wchodzę w końcu do małego domku, w którym panuje istny chaos. Stawiam moje zakupy na podłodze w salonie i przyglądam się pustemu pokojowi, który możliwe że jeszcze dzisiaj wieczorem będzie pomalowany na beżowo. Wciąż nie mogę uwierzyć, że wszystkie pokoje znajdujące się w tym domu, zostały wyremontowane przez mnie samą. Bez niczyjej pomocy. Bez szumu i hałasu. Tylko ja i moje zamiłowanie do malowania, które odzwierciedliło się na prawie wszystkich ścianach budynku. Moja sypialnia jest niebieska, kuchnia czerwona, łazienka jasno zielona, a salon będzie beżowy.
Nie czekając dłużej przebrałam się w starą, kraciastą koszulę mojego ojca, a na głowę zawiązuję bandamkę i zabieram się na otwieranie farb i wylewanie do plastikowych pojemników. Kiedy zanurzyłam już wałek w farbie, ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi.
- Kogo niesie o tej porze...- mruczę pod nosem patrząc na zegarek, gdzie skazówki wskazują godzinę 10.03. Niechętnie kładę wałek na podłogę i idę dotworzyć drzwi.
- Niespodzianka!- słyszę ciepły głos mojego przyjaciela.
- Louis!- krzycząc rzucam się na jego szyję, trochę zaskakując go tym gestem.
- Hej mała! Też się za tobą stęskniłem.- mówi i również mnie mocno przytula.
- Kiedy wróciłeś?- pytam odsuwając się kilka kroków do tyłu.
- Wczoraj wieczorem. Rano byłem u twoich rodziców, ale powiedzieli że już z nimi nie mieszkasz.
- Wyprowadziłam się od nich miesiąc temu.- mówię poprawiając koszulę.- Z chęcią wpuściłabym cię do środka, ale myślę, że to chyba nie jest odpowiedni moment, zważywszy na jego wygląd.
- Spokojnie, twój ojciec wszystko mi powiedział i jestem gotowy do pomocy.- mówi pokazując 3 pędzle i kolejną koszulę mojego ojca.
Patrząc na niego z niedowierzeniem w końcu wpuściłam go do środka, gdzie po raz kolejny mocno mnie przytulił, a ja zaczęłam wciągać jego perfumy, które od razu mnie odurzyły.
- Miałem zrobić ci niespodziankę w postaci śniadania do łóżka.- zaczął mówić, kiedy weszliśmy do kuchni, a ja wstawiłam wodę na herbatę.- Przyniosłem świeże rogaliki, i nawet kawę ze Strasburga, ale twoja mama mi powiedziała, że już tutaj nie mieszkasz i że z chęcią zaopiekują się twoim śniadaniem.
Parsknęłam śmiechem, a on z zakłopotaniem przeczesywał swoje długie włosy. Muszę przyznać, że przez te kilka miesięcy strasznie urósł. No i oczywiście jest jak zawsze przystojny. Jego włosy jak zawsze potargane na wszystkie strony, niebieskie oczy i ten szeroki i szczery uśmiech.
- Co ty w ogóle tutaj robisz? Miałeś być...- urywam i patrzę na kalendarz.- Dokładnie za 23 dni...- znowu urywam i tym razem wzrok przenoszę na zegarek.- 15 godzin i 46 minut.
Louis wybucha głośnym śmiechem i po raz kolejny mocno mnie do siebie tuli.
- Odliczałaś każdy dzień?- pyta mnie zaskoczony.
- Każdy.- szepczę i lekko się rumienię.
- Ja też.- stwierdza i całuje mnie w czoło, a moje policzki z koloru różowego robią się mocno czerwone.
- A więc, dowiem się jaki był powód twojego wczesnego przyjazdu?- pytam ponownie i zalewam naszą ulubioną cytrynową herbatę.
- Tak po prostu...- mówi i wzrusza ramionami.
- Louis... Tak po prostu opuściłeś uczelnię?- pytam zaskoczona.
- Wszystko miałem już pozaliczane i jakoś nie chciało mi się siedzieć na nudnych wykładach.- ponownie wzrusza ramionami.- Nie wiem czemu, ale mam takie wrażenie, że nie cieszysz się że przyjechałem...
- Ja się nie cieszę? Louis, czy ty słyszysz co ty mówisz? Ja wręcz promienieję z radości!- krzyczę, na co chłopak znowu się uśmiecha.
- To dobrze. Nie mam pojęcia jak ja wytrzymałem bez ciebie przez tyle miesięcy...- mruczy pod nosem.
- Ja tak samo...- szepczę i pociągam łyk herbaty.- No dobra, to skoro przyszedłeś mi pomóc, to lepiej zabierzmy się do roboty. Bo takim sposobem, to zaczniemy malować o 15.00.
- Jak sobie życzysz, księżniczko.- uśmiecha się do mnie i podnosi się ze stołka kuchennego.
Kolejne godziny wypełnione były naszymi śmiechami no i oczywiście opowieściami Louisa. Przez prawie 5 godzin nie pomalowaliśmy nawet jednej ściany! Byłam trochę zła na siebie, ale cała złość znikała za każdym razem, kiedy słyszałam głos przyjaciela, którego nie miałam okazji słuchać przez około pół roku. Nawet nie zdałam sobie sprawy, jak bardzo za nim tęskniłam! Za jego uśmiechem, docinkami i w ogóle za Louisem.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem trochę głodny...- powiedział obejmując mnie od tyłu, kiedy ja próbowałam pomalować przynajmniej mały fragment.
- Przykro mi, ale lodówka jest pusta.- mówię przygnębiona.
- To ja pójdę do sklepu i coś kupię, zgoda?- pyta mnie z nadzieją.
- Lou...- zaczynam mówić, ale ten szybko mi przerwa.
- To ja jestem za jakieś 15 minut.- oświadcza i zaraz go nie było.
Kręcąc z niedowierzenim głową, zabieram się za malowanie i rozmyślaniem na temat przyjaciela. Doskonale pamiętam, jak od małego byliśmy nierozłączni. Byliśmy niemal jak rodzeństwo cały czas trzymając się za ręce. Nasi rodzice zawsze sobie żartowali, że za kilka lat spotkamy się na wspólnym weselu, ale my zawsze odmawialiśmy. To miała być przyjaźń, od kołyski aż po grób. Chociaż, teraz zaczynam rozumieć słowa mojej mamy, która zawsze mi powtarzała, kiedy ja upierałam się że Lou to tylko przyjaciel.
- Dziecko, kiedy dorośniesz, zrozumiesz, że to nie tylko przyjaźń.
No i co? Dorosłam, a mnie i Tomlinsona nadal wiąże silna więź przyjaźni.
Kiedy skończyłam w końcu malować drugą ścianę, usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Długo nie musiałam się zastanawiać, kim jest mój gość, gdyż nikt nie zna mojego adresu zamieszkania, oprócz moich rodziców, no i od dzisiaj Louisa.
- I co, kupiłeś coś?- pytam kiedy chłopak wszedł do pokoju.
- Nie.- odpowiada lekko poirytowany.
- Dlaczego?- pytam z drwiną w głosie.
- Akurat, kiedy przyszedłem babka zamykała sklep no i próbowałem ją prosić, ale ta się nie ugięła. No i w końcu próbowałem ją oczarować swoim urokiem osobistym, ale się nie udało...- posmutniał i spuścił głowę w dół.
- Jak to ci nie uległa? Tobie?- pytam zaskoczona i chichoczę pod nosem.
- To tak samo jakbyś ty próbowała poderwać geja.- powiedział, a ja zaraz wybuchłam głośnym śmiechem.- To nie jest śmieszne.- skomentował, kiedy ja przez kilka dobrych minut nie mogłam się opanować.
- Prze... przepraszam, ale... a cholera...- i znowu zaczęłam się śmiać i długo nie minęło, a Louis do mnie dołączył.- W takim układzie zamówię pizzę.- oświadczam, kiedy napad śmiechu minął.
- Widzę, że przez ten czas, kiedy ja siebie kompromitowałem, ty zdążyłaś pomalować kolejną ścianę!- krzyczy w moją stronę.
- Z twoją pomocą strasznie długo mi się schodzi.- skomentowałam i wybrałam odpowiedni numer do pizzerii. Zamawiam 2 duże pizze i wracam spowrotem do salonu, gdzie Louis wylewał niebieską, czerwoną i zieloną farbę do 3 różnych pojemników.
- Co ty robisz?- pytam zaskoczona.
- Znalazłem farby na korytarzy i stwierdziłem, że ten pokój nie może być w jednolitej barwie.
- Ale Louis! Każde pomieszczenie jest jednobarwne!- krzyczę lekko zdenerwowana. Szybko podbiegam do chłopaka i wyrywam mu pędzel, zanim on zamacza go w zielonej farbie.
- I właśnie dlatego salon powinien być kolorowy.- mówi poważnym tonem.
- Ale ja nie chcę!- znowu podnoszę głos, gdy ten próbuje zabrać mi pędzel.- To jest moje mieszkanie i to ja decyduję, jak ono wygląda.
- Ale teraz jestem tutaj ja i nie pozwolę, abyś...- zaczął mówić, ale ja mu nie dokończyłam.
- Jeżeli zrobisz, chociaż jedną kreskę na ścianie, obiecuję że ty również będziesz pomalowany.- próbuję go szantażować, ale on tylko wzrusza ramionami.
- Dobra.- nachyla się i zamacza swoją całą dłoń w czerwonej farbie po czym odciskuje ją na beżowej ścianie.- Teraz jest o wiele lepiej.
Zdenerwowana maczam mały pędzelek w niebieskiej barwie i przejeżdżam nim po czole bruneta.
- Tak chcesz się bawić?- pyta rozbawiony. Nim zdążyłam ogarnąć co właśnie zrobiłam, na moim policzku widniała dłoń bruneta, która odcisnęła ślad czerwonych palców.
- Pożałujesz Tomlinson.- syczę. Ten tylko się zaśmiał, ale zaraz przestał kiedy moja ręka przejechała od jego czoła, aż do szyi. I tym o to właśnie sposobie, zaraz byliśmy cali w różnych kolorach farb, tak samo jak moje dwie pomalowane ściany i podłoga (która na szczęście była oklejona folią). Bawiliśmy się jak małe dzieci, ale w końcu do porządku przywrócił nas dźwięk dzwonka. Niechętnie wyszłam z pokoju i otworzyłam drzwi, gdzie stał młody chłopak z dwoma kartonami pizzy. Zapłaciłam odpowiednią sumę i wróciłam do Louisa, który stał i podziwiał nasze dzieło.
- Tak jest o wiele lepiej.- mówi patrząc na kolorowy pokój.
- Zabiję cię za to.- mruczę pod nosem i otwieram karton.
- Muszę ci coś powiedzieć.- odezwał się szeptem, kiedy skończyliśmy jeść.
- No więc słucham.
- Tak na prawdę, to był inny powód dla którego opuściłem wcześniej uczelnię...- mówi patrząc w moje oczy.
- Jaki?- pytam z zaciekawieniem.
- Ty.
Zamieram. Patrzę jak sparaliżowana na chłopaka, który nie zamierza kończyć swojej odpowiedzi.
- Nie miałem pojęcia, że tak bardzo będę za tobą tęsknić. Myślałem, ze wytrzymam, bo przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ale później uświadomiłem sobie, że to nie jest tylko to. Każdego wieczoru, patrząc na księżyc, zawsze miałem w głowie tylko i wyłącznie ciebie.
- Louis...- chcę coś powiedzieć, ale ten podnosi szybko dłoń.
- Nie przerywaj mi. Przez kilka tygodni wmawiałem sobie, że to mogą być tylko moje urojenia, ale potem zdałem sobie sprawę że jednak nie.
Ponowie otwieram usta, żeby coś powiedzieć, ale ten znowu mi nie pozwala dojść do słowa.
- Wiesz co najchętniej teraz bym zrobił?- pyta mnie patrząc mi głęboko w oczy.
- Nie.- odpowiadam cicho.
- Chcę przysunąć się do ciebie bliżej. Spojrzeć się w twoje oczy i nachylić się, aby złożyć na twoich ustach delikatny pocałunek. Oderwać się na chwilę, ponownie spojrzeć ci w oczy i zobaczyć twoją reakcję. A później znowu cię pocałować, tym razem dłużej i namiętniej. Objąć cię tak, jakbyś była ostatnią rzeczą jaką mogę mieć przy sobie. Wplątać moje dłonie w twoje włosy, a kiedy nie starczy nam tchu odsunąć się na kilka centymetrów i powiedzieć dwa słowa.
Nic nie mówię, tylko spuszczam swój wzrok na moje splecione dłonie, zszokowana wyznaniem Louisa. Mojego przyjaciela. Tak bardzo się bałam, że to kiedyś nastąpi. Że jedno z nas się w sobie zakocha, kiedy drugiemu wystarcza tak jak jest.
- Ale nie zrobię tego...- słyszę jego smutny głos. Szybko podnoszę głowę, po raz kolejny zaskoczona jego słowami.- Nie zrobię tego, dopóki ty mnie o to nie poprosisz.
- Louis... Wiesz jak jest... Ja, my...- jąkam się, niezdolna do wypowiedzenia żadnego sensownego zdania.- To się nie uda...- w końcu kończę i po raz kolejny spuszczam głowę. Słyszę jak głośno wzdycha i wiem, że mocno go zraniłam.
- Zapomnijmy o tym, okej?- pyta mnie po kilku minutach.- Zapomnijmy o tym co przed chwilą powiedziałem. Obejrzymy coś?- pyta nagle i znowu na jego ustach wita ten promienny uśmiech, ale oczy pokazują zupełnie co innego. Smutek, rozczarowanie i dezorientacja. Tak bardzo chciałabym go przytulić, ale teraz kiedy powiedział mi, co do mnie czuje, wiem że z każdym moim gestem zranię go jeszcze bardziej.
- Okej.- szepczę i podnoszę się z ziemi zabierając puste opakowania po pizzzie.
Kilka minut później siedzimy na ziemi, oparci o zafoliowaną kanapę i przykryci ciepłym kocem. Ani mi, ani jemu nie chciało się umyć z tej kolorowej farby.
- Mogę cię objąć?- pyta mnie nieśmiało.
- A co to za pytanie? Oczywiście, że możesz.- mówię i wręcz sama przysuwam się bliżej niego i kładę głowę na jego ramieniu, a on obejmuje mnie ręką, mocniej do siebie tuląc. Nie wiem nawet kiedy, a obydwoje usnęliśmy w tej samej pozycji.

*2 miesiące później*
Minęły 2 miesiące od tamtego wieczoru, kiedy Louis wyznał mi co do mnie czuje. Jednak nie zmieniło to naszych relacji. Dalej jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, korzystający z życia. Remont w końcu dobiegł końca, a ja mogłam nareszcie podziwiać widok pięknego mieszkania z kolorowymi ścianami w salonie. Nie zamalowałam ich, wręcz przeciwnie. Poprawiłam jeszcze bardziej, aby wyglądały na abstrakcje, ale i ja i Louis wiemy, co to dokładnie jest. Za każdym razem kiedy patrzę na to pomieszczenie, zawsze uśmiecham się pod nosem i wspominam naszą wspólną zabawę.
Jestem szczęśliwa, że Lou nie odwrócił się ode mnie. Wręcz jest stałym gościem i czasami zdarza mu się u mnie nocować. Można by powiedzieć, że prawie u mnie mieszka. Jego rzeczy co chwila znajduję w łazience, czy nawet w mojej sypialni. A ostatnio nawet znalazłam jego szczoteczkę do zębów w lodówce. Nie mam pojęcia jak ona się tam znalazła.
Właśnie jestem w trakcie przygotowywania kolacji i czekam niecierpliwie na Louisa. Jednak on nie przychodzi. Następnego dnia, również go nie ma. I tak przez najbliższe dwa tygodnie, a moje serce łamie się na milion kawałeczków, kiedy nie czuje bliskości chłopaka. Nie rozumiem tylko dlaczego się nie odzywa? Telefon cały czas jest przy moim uchu, próbując nawiązać kontakt z przyjacielem, jednak na marne. Zaczynam się martwić, że chłopakowi mogło coś się stać. Jednak szybko wyrzucam te myśli. Po raz kolejny wybieram do niego numer i znowu nic.
Postanawiam jechać do domu jego rodziców. Droga mija mi około godziny i w końcu stoję przed drzwiami i  naciskając niecierpliwie na dzwonek.
- [T.I]! Jak miło cię widzieć!- wita się ze mną pani Tomlinson.- Co cię do nas sprowadza?
- Jest Louis?- pytam szybko.
- Louis? Nie nie ma go tu.- odpowiada zdziwiona moim pytaniem.
- A gdzie on jest?- zadaję kolejne pytanie, lekko zdenerwowana.
- Louis przecież wrócił do Manchesteru.- oświadcza ze spokojem.
- Gdzie wrócił?!
- Do Manchesteru. Nic ci nie powiedział?
- Od dwóch tygodni w ogóle się ze mną nie kontaktował.- mówię szybko i przeczesuję ze zdenerwowania włosy.
- Powiedział, że musi wcześniej wrócić na uczelnię... [T.I] co się stało?- pyta mnie łagodniej.
- Czy mogłaby pani podać mi jego adres?- pytam bez zastanowienia.
- Oczywiście, poczekaj sekundę.
Nadal stojąc w progu, nie mogę zrozumieć zachowania Louisa. Wyjechał? Tak bez pożegnania? Dlaczego? Może to moja wina... Może to przez moje odrzucenie, postanowił wrócić... Ale mówi mi, że przecież jest wszystko okej! Że nic się nie stało! W głowie pojawił mi się jego wyraz twarzy, kiedy powiedziałam, że to się nie uda. Był przybity. Wyglądał... jak nie on. Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć, na prawdę bardzo smutnego Louisa Tomlinsona.
Po kilku minutach, przyszła mama chłopaka z małą karteczką. Podziękowałam i szybo udałam się do mojego samochodu. Z piskiem opon wyjechałam z podjazdu i wróciłam do mojego domu.
Jaka ja byłam głupia! I ślepa! Myślałam, że wszystko będzie dobrze po tym co mi powiedział, a ja naiwna wierzyłam w każde jego słowa, które mówiło że nic się nie stało, że już zapomniał. Gówno, a nie zapomniał!
Kiedy wróciłam do domu, chwyciłam szybko mój plecak, wpakowałam do niego potrzebne rzeczy i zadzwoniłam po taksówkę, która zawiozła mnie na dworzec kolejowy. Wsiadłam w pierwszy pociąg jadący do Manchesteru i nie myśląc co będzie dalej, zaszyłam się w jednym wagonie i zdenerwowana wyglądałam przez okno. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia co mam mu powiedzieć. Przyjechałam, bo nie odzywałeś się przez 2 tygodnie i zaczęłam się o ciebie martwić? To nie jest mocny argument, ale teraz moja głowa nie jest zdolna do myślenia nad nowymi.
Po kilku godzinnej jeździe, w końcu pociąg zatrzymał się, a ja szybko z niego wybiegłam, jakby ktoś mnie gonił. Na szczęście złapałam wolną taksówkę i podałam adres bruneta. Po 15 minutach byłam na miejscu i również szybko wybiegłam z samochodu do dużego bloku. Mieszkanie numer 5, znajdowało się prawie na samej górze, ale i to mnie nie zatrzymało. W końcu dobiegłam i zaczęłam mocno walić w drzwi, wołając imię bruneta.
- Louis do cholery, otwórz te pieprzone drzwi!- krzyknęłam i znowu zaczęłam walić.
- Pana Tomlinsona nie ma.- słyszę za sobą głos młodej kobiety, która wyszła ze swojego mieszkania.
- A gdzie on jest?- pytam szybko.
- O tej porze powinien być na uczelni.- oznajmia wzruszając ramionami.- Dać pani adres?
- Byłabym bardzo wdzięczna.- wzdycham zmęczona, gdyż trasa, którą przebiegłam po tych licznych schodach dała właśnie znać, w postaci szybkiego oddechu.
- Proszę bardzo. No i jeszcze tak dla ciała, proszę przyjąć ode mnie butelkę wody.- wręcza mi kartkę i butelkę wody mineralnej.
- Dziękuję pani bardzo. Jestem pani dłużniczką.- mówię i otwieram korek.
- Mam nadzieję tylko, że pani w końcu poprawi humor panu Tomlinsonowi. Od kiedy tutaj przyjechał nawet nie zamienił ze mną słowa, co kiedyś było nie do przyjęcia.- wzdycha wspominając.
- Ja też mam taką nadzieję. Dziękuję jeszcze raz!- krzyczę schodząc już po schodach.
Wychodząc na ulicę, zdaję sobie sprawę, że ja nie mam pojęcia gdzie jest ta cała uczelnia. Adres przecież nic mi nie powie. Cholera!
Zaczepiam przypadkowych ludzi, którzy dokładnie mi mówią gdzie i kiedy powinnam skręcić. Po raz kolejny zaczynam szybko biec. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Przecież to tylko przyjaciel! A może i nie? Która normalna przyjaciółka jest w stanie przejechać paręnaście kilometrów, żeby zobaczyć swojego przyjaciela i zrobić mu wyrzuty, dlaczego nic nie powiedział o swoim wyjeździe?!
Kręcę głową i znowu zaczynam biec, aż w końcu docieram pod ogromny budynek. Stanęłam na placu, aby złapać oddech i łapczywie piję wodę, którą dostałam od sąsiadki Louisa. Rozglądam się na wszystkie strony, nie wiedząc co zrobić. Chciałam już iść w kierunku głównego wejścia, kiedy słyszę charakterystyczny śmiech mojego przyjaciela. Mojego Louisa. Odwracam się w stronę źródła dźwięku i dostrzegam jego. Śmieje się jak głupi i nie zapowiada się, żeby przestał się chichrać. Jest w towarzystwie kilku chłopaków i jakieś blondynki, która bez żadnych ceregieli opiera się o ramię Tomma, który nie jest chyba tym zbytnio zachwycony, ale nic nie mówi. Czuję lekkie ukłucie w sercu. On jest tutaj szczęśliwy. Ma swoich nowych znajomych, którzy go uszczęśliwiają. A ja go zraniłam. Nie dziwię się dlaczego wyjechał. Dlaczego nic mi nie powiedział. Tylko boli mnie fakt, że nasza kilkuletnia przyjaźń poszła na marne.
Poczułam jak łzy spływają po moich policzkach, a ja nic nie mogę z tym zrobić. Dalej przypatruję się młodemu brunetowi, który nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo za nim tęskniłam. Spuszczam głowę i kieruję się w drogę powrotną, zdając sobie sprawę, że to przecież moja wina.
- [T.I]?- słyszę wołanie mojego imienia, kiedy jestem już na chodniku. Zatrzymuję się w pół kroku i niepewnie odwracam głowę. Przede mną stoi nie kto inny jak sam Louis Tomlinson z otwartą buzią ze zdziwienia. Otarłam szybko łzy, ale myślę że i tak już widział że płaczę. Przez chwilę przypatruję się mu, ale potem znowu się odwracam i kieruję się w nieznanym mi kierunku.
- Zaczekaj!- słyszę wręcz błagalny krzyk i po raz kolejny się zatrzymuję. Wzdycham ciężko i mocno się powstrzymuję, żeby nie wybuchnąć płaczem na środku jednej z ulic Manchesteru. Nie wiem nawet kiedy, ale Louis objął mnie ramieniem i pociągnął w stronę dziedzińca szkoły, gdzie zatrzymuję się przed jedną ławką i prosi mnie, abym usiadła. Ja jednak tego nie robię.
- Co ty tu robisz?- pyta lekko zszokowany.
- A ty?- odpowiadam pytaniem na pytanie pociągając nosem.
Nic nie odpowiada, tylko głośno zaczerpuje powietrzem i odsuwa się kilka krów do tyłu.
- Dlaczego? Dlaczego nic nie powiedziałeś, że wyjeżdżasz? Wiesz jak się martwiłam?!- wybucham a po policzkach znowu spływają mi łzy.
- [T.I.] proszę cię, nie płacz.
- Powiedz mi!- krzyczę na całe gardło.- Dlaczego?!
- A czy to, by coś zmieniło?!- również wybucha.- Czy by coś zmieniło między nami?!
- Mogłeś przy najmniej wysłać głupiego sms-a, a nie dowiaduję się od twojej matki że tak nagle wyjechałeś sobie do Manchesteru!
- Więc skoro moja matka ci powiedziała, że wyjechałem, to po jaką cholerę tu przyjeżdżałaś?!
- Martwiłam się o ciebie! Myślisz, że to tak łatwo zostać w domu, kiedy ty bez słowa pożegnania pojechałeś! Bez żadnego słowa wyjaśnienia opuściłeś mnie! Zostawiłeś jak jakiegoś psa!- znowu podnoszę głos.- Zraniłeś mnie.- dodaję szeptem.
- Ty mnie zraniłaś 2 miesiące temu, kiedy powiedziałaś, że nic do mnie nie czujesz.- syczy.
- Ja wcale tak nie powiedziałam!
- Ach nie? Przepraszam, źle dobrałem słowa. Powiedziałaś, że to się nie uda! Więc skoro widzisz, że żyję i mam się dobrze możesz już jechać!
Zamieram. Nie spodziewałam się, że coś takiego powie. Czyli jednak to moja wina. To ja byłam powodem jego odejścia. Miałam rację. Zraniłam go. Kiedy chciałam coś jeszcze powiedzieć, on szedł w kierunku głównego wejścia do budynku, a ja stoję jak sparaliżowana, nie wiedząc co zrobić.
- Louis Tomlinson!- krzyczę na całe gardło, tak żeby mógł mnie usłyszeć, lecz on się nie zatrzymuje.- Louis Tomlinson!- krzyczę jeszcze głośniej.- Masz tu wrócić i mnie pocałować!
Zatrzymuje się. Niepewnie odwraca się w moją stronę, a ja znowu krzyczę.
- Chcę, żebyś mnie pocałował!
Zamiera. Tym razem, to chyba on doznał szoku, jednak po chwili szybkim krokiem podchodzi bliżej mnie. Spojrzał mi głęboko w oczy, nachylił się i delikatnie musnął moje usta, a ja zamknęłam oczy. Minęły dokładnie 3 sekundy, a on odsunął się na moment i po raz kolejny spojrzał w moje tęczówki. Znowu się przybliżył i złączył nasze wargi w jedność. Pocałunek był pełen namiętności i czegoś więcej, ale tego "czegoś" nie umiem nazwać. Objął mnie mocniej i po chwili jego dłonie zanurzyły się w moje włosy, dalej mnie całując. A ja wszystko odwzajemniłam. Każdy jego ruch, każdy pocałunek. Kiedy nie starczało nam tchu, odsunęliśmy się od siebie mocno dysząc i łapiąc łapczywie powietrze.
- Kocham cię.- szepcze patrząc głęboko w moje oczy.
- Ja ciebie też kocham.- i po raz kolejny mocno go całuję.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jest mój pierwszy imagin :) Myślę, że się podoba <Malikowa>