czwartek, 19 września 2013

Niall- cz. XIII


*Paula*
- Muszę wam coś powiedzieć...
- Ścinasz loki?- zapytał przejęty Louis.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Nie!
- Ufff... już myślałem...
- Louis, ty myślisz?- zapytała Lexi.
- Czasami mi zdarza. Ale to tylko przelotnie.
I znowu wybuchliśmy śmiechem.
- No to co się stało Harry?- zapytałam
- Bo... no bo... spotykam się z kimś...- zaczął jąkać się loczek.
- No to fajnie! Gratulacje!- krzyknął Niall.
- Co?! Ale jak?! Harry! Jak mogłeś mi to zrobić?!- krzyczał znowu Louis.
- No jakoś tak wyszło...
- Jak mogłeś?! Ty mnie zdradzasz!- krzyczał dalej Louis i zaczął biegać po podwórku, a potem znowu do nas przyszedł- Dzwonię do adwokata! Z nami koniec! Chcę rozwodu!
Podwórko znowu wypełniło się naszym głośnym śmiechem
Ja nie wiem, jak mogę żyć z tą bandą idiotów...
Siedzieliśmy wszyscy na zewnątrz i łapaliśmy promienie wakacyjnego słońca, które już niedługo nas opuści. Wakacje się kończą i trzeba będzie znowu wrócić do teraźniejszości.
- Zaproś ją dzisiaj na kolacje.- zaproponowałam.- Z chęcią poznamy wybrankę Hazzy.
- Na pewno? No bo wiecie...- zaczął znowu się jąkać.
- Nie nie możesz! Ja się nie zgadzam!- krzyczał dalej pasiasty.
- Louis, przepraszam! Ale to tak, samo wyszło! Ja nie chciałem...- tłumaczył się loczek i zaczął chodzić za Lou, który udawał obrażonego.
- Wiecie co? Takiej pary, jak oni chyba jeszcze nie było...- zaczęła mówić Lexi.
- Ale my tak czy siak wyglądamy lepiej.- powiedział mój brat i dał całusa dziewczynie.
- Nie byłbym tego taki pewien...- odezwał się Zayn, który również mnie pocałował.
- Na serio? Musicie?- powiedział Liam, który patrzył na nas z małym z zakłopotaniem.
Spojrzałam na Lexi, która chyba zrozumiała o co mi chodzi. Podeszłyśmy obydwie do niego i dałyśmy Paynowi buziaka w policzek.
- Nie martw się. Ty też znajdziesz dla siebie dziewczynę...- powiedział Lexi i objęła go ramieniem.
- Tylko musisz jeszcze trochę poczekać.- dodałam i również go objęłam.
- W sumie to nawet podoba mi się jak jest. Przytulają mnie dwie najładniejsze dziewczyny jakie widziałem...- zaczął mówić Daddy, ale Lexi mu przerwała w połowie.
- Lepiej mów ciszej, bo zaraz Niall będzie zazdrosny...
I znowu wybuchnęliśmy śmiechem. Po chwili pojawiła się tamta dwójka.
- To co robimy?- zapytał Niall
- Nie wiem jak wy, ale my z Paulą jedziemy na zakupy.
- Znowu?- zapytał Harry.
- Jakie znowu? Byłyśmy przed moim wyjazdem, a teraz chcę trochę spędzić czasu z moją przyjaciółką.- odezwałam się.
- No właśnie, a że Paula wczoraj wróciła więc nie zaszkodzi pójść na jakieś małe ploteczki.
Wstałyśmy z leżaków i zaczęłyśmy zbierać nasz rzeczy.
- Na serio? Wolisz plotkować, niż spędzić trochę czasu ze mną?- zapytał Zayn, który przyciągnął mnie do siebie.
- No właśnie? Wolisz iść z moją siostrą na zakupy, niż zostać z Horanem?- zapytał Niall, który również wziął Lexi na kolana.
- Twoja propozycja jest bardzo kusząca, ale przykro mi. Musimy jakoś dobrze wyglądać przed nową wybranką Harrego.- powiedziała Lexi.
Zanim coś mogli jeszcze powiedzieć, my byłyśmy już w środku domu i przygotowywałyśmy się do zakupów.
Po 30 minut byłyśmy już w centrum handlowym i zapełniałyśmy nasze koszyki ubraniami.
- Wiesz co? Fajnie, że jesteś z Zaynem. On jest teraz zupełnie inny, niż był z Arią.- powiedziała Lexi, kiedy siedziałyśmy w jednej kawiarni i popijałyśmy mrożoną kawę.- W końcu może być sobą.
- A przy tamtej lafiryndzie nie mógł?
- Uwierz mi, Zayn musiał ją długo nabłagać żeby poszła z nim do wesołego miasteczka. A wiesz jaki on jest. Niby taki poważny….
- Nie rozumiem, co wy chcecie od niego. Ja też lubię oglądać stare bajki. Wtedy przypominają mi się beztroskie chwile dzieciństwa. Chodź na moment mogę się oderwać od teraźniejszości.
Lexi zaczęła się śmiać z mojej wypowiedzi.
- No co?
- No nic, tylko że gadasz zupełnie jak on. Zawsze tak się tłumaczył, jak marudziliśmy na temat bajek. Myślę, że jesteście sobie przeznaczeni.
- A ja myślę, że to nie jest przeznaczenie, tylko po prostu tak musiało być i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu.
- No dobrze spokojnie. A pamiętasz jak mi mówiłaś, że łączy was tylko przyjaźń? Wtedy, kiedy Zayn nie chciał żebyś poszła na spacer z Maikiem. Pamiętasz, jaka byłaś wkurzona?
- Tak, pamiętam doskonale. Ale on wtedy był jeszcze z Arią i...
- A pamiętasz, jak na ciebie patrzył podczas gali?- przerwała mi przyjaciółka.
- Tak pamiętam. A ty pamiętasz jaką sukienkę wynalazłaś mi na imprezę?
- Oczywiście, morelowa, do tego niebieskie szpilki.
- A mam ci przypomnieć, jakiego koloru był krawat Zayna?
- Taki sam, jak kolor twojej sukienki. Idealnie ze sobą wyglądaliście.
- Aha! Czyli ty już od tamtego czasu, próbowałaś nas ze sobą swatać!
- To był przypadek!- krzyknęła Lexi, a potem podniosła głowę do góry.- A może i przeznaczenie...-powiedziała rozmarzona.
- Skończ już z tym przeznaczeniem. Idziemy jeszcze gdzieś, czy już się zbieramy?
- W sumie, to możemy już wracać.
Dopiłyśmy kawę i pojechałyśmy do domu.
- No nareszcie!- usłyszałam głos Nialla.
- Tylko nie mów, że się za nami stęskniłeś. Nie było nas zaledwie 3 godziny.- powiedziała Lexi.
- Bardzo długie trzy godziny...
Nie chciałam im przeszkadzać, więc od razu udałam się do swojego pokoju, żeby rozpakować swoje zakupy.
Kiedy wieszałam już ostatnią rzecz w garderobie, poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra.
- Tęskniłem. Nie mogę wytrzymać bez ciebie minuty, a ty mi uciekasz na kilka godzin.- usłyszałam za sobą Zayna, który zaczął mnie całować po szyi.
- Nie przesadzaj. I jak ty wytrzymasz beze mnie kiedy będziecie w trasie koncertowej?
- Nie mam zielonego pojęcia. Dlatego napawam się tobą, póki jesteś.
Odwróciłam się i pocałowałam go czule w usta.
- Jestem uzależniony od ciebie...- szepnął mi na ucho.
- W takim układzie powinieneś siedzieć na odwyku.
Zayn spojrzał na mnie zakłopotaniem, na co ja tylko się zaśmiałam i zaraz złączyłam nasze usta.
- Nie chcę wam przeszkadzać, ale...- usłyszeliśmy za nami głos Louisa.
- Louis! Od kiedy tu stoisz?!- krzyknął wściekły Liam.
- Już od jakiegoś czasu. Fajnie się na was patrzy. A przechodząc do rzeczy, to dziewczyna Harrego zaraz przyjdzie.- powiedział Lou i dalej stał w drzwiach od garderoby.
- Dobrze, coś jeszcze?- zapytał Malik.
- Yyy... właściwie to... możecie mnie przytulić?- zapytał
- Nie!- krzyknęliśmy obydwoje.
- Dobra już idę. Tylko, żeby zaraz nie wyszło, że zostanę niańką do waszego dziecka. Chociaż, fajnie by było mieć takiego brzdąca. Bawiłbym się i...
- Louis!- krzyknęliśmy znowu.
- Dobrze, już! Nawet popatrzeć nie dadzą.
Kiedy w końcu chłopak wyszedł, głośno westchnęłam.
- Przepraszam... następnym razem zamknę za sobą drzwi...- powiedział smutny Zayn.
Uśmiechnęłam się szeroko i znowu pocałowałam chłopaka.
- Chodźmy już.
Zeszliśmy na dół trzymając się za ręce. Kiedy schodziliśmy po schodach, usłyszeliśmy krzyki Harrego.
- A temu co?- zapytałam, kiedy zeszliśmy na dół.
- Papla jakieś głupoty, że źle wypadnie przed tą dziewczyną i w ogóle...- wyjaśnił mi Payne.
- Nasz Harry się boi!- powiedziałam kiedy weszliśmy do salonu.
- Wcale, że nie! Dobra słuchajcie. Bądźcie...- nie dokończył, bo ktoś zadzwonił do drzwi.- O boże, to ona!
- No to idź jej otwórz!- zachęcił Lou.
- Racja, już idę...- powiedział i wyszedł z pomieszczenia, do którego zaraz wrócił.- Proszę was, nie zróbcie mi wstydu.
- Harry!
- Tak, już idę otworzyć...
Zrobiło mi się go strasznie szkoda. Strasznie się przejmuje tą dziewczyną! Musi być dla niego ważna...
Usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu i dziewczęcy, cichy głos.
- Emm słuchajcie. To jest właśnie Alex.- powiedział Harry, kiedy weszli do salonu.
Wszyscy podnieśliśmy się z kanapy i podeszliśmy do dziewczyny. Blond włosy opadały jej na ramiona, niebieskie oczy świeciły jak kryształki i uśmiechnięta buzia, która wręcz wszystkich zarażała optymizmem.
- Cześć wszystkim.- powiedziała niepewnie.
- A więc, to jest Niall, Louis, Zayn, Lexi, Liam i Paula.
- Przepraszam jeśli będę mylić wasze imiona, ale sami zrozumcie...- zaczęła Alex.
- Ale nic nie szkodzi!- powiedział wesoło Niall.
Spojrzałam na Louisa, który miał tyle złości w oczach, że mógłby jednym spojrzeniem zabić. Zwróciła wzrok w Alex i już wszystko było wiadomo, dlaczego Lou ma taki wyraz twarzy.
- Emm, Alex? Mogłabyś pójść ze mną na chwilę na górę?- zapytałam niezręcznie i nie czekając na odpowiedź dziewczyny pociągnęłam ją do swojego pokoju.
- Przepraszam, że tak od razu cię porywam, ale dla twojego dobra będzie, jeżeli się przebierzesz.
- Co takiego?
- Louis jest strasznie wkurzony jeżeli ktoś ma na sobie paski. Uważa, że nikt inny nie wygląda w paskach tak dobrze, jak on i nie pozwala nikomu nosić jakich ktokolwiek rzeczy w tym wzorze.- wytłumaczyłam dziewczynie, kiedy byłyśmy już w garderobie.
Alex miała na sobie sukienkę w granatowo-białe paski, co nie wróżyło dobrego wieczoru.
Blondynka spojrzała na mnie jak na wariatkę, a potem zaczęła się śmiać.
- Nie ma problemu, ale ja nie mam zapasowych ciuchów.
- Dzisiaj byłam na zakupach i myślę, że jedna sukienka będzie idealnie pasować.
Zaczęłam grzebać w wieszakach i znalazłam to czego szukałam.
- Proszę, weź ją. Jest twoja.- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Ale ja nie mogę tego przyjąć...
- Możesz, a nawet musisz. To taki prezent na rozpoczęcie naszej znajomości.
Dziewczyna popatrzyła na mnie niepewnie, a potem szeroko się uśmiechnęła i pognała do łazienki.
Kiedy była gotowa zeszłyśmy spowrotem na dół, gdzie reszta siedziała w kuchni.
- Już jesteśmy!- powiedziałam i spojrzałam od razu na Lou, który szeroko się uśmiechnął na widok Alex.
Wzrok wszystkich przeszedł na blondynkę w ślicznej jasno fioletowej sukience, która wręcz idealnie pasowała dla Alex.
- To co? Jemy?- zapytał Niall.
- Pewnie!
Usiedliśmy wszyscy do stołu i zajadaliśmy się przepysznym kurczakiem, który zrobił Niall. W między czasie poznaliśmy bliżej Alex, która okazała się przemiłą dziewczyną. Oczywiście następnego dnia byłyśmy już we trzy umówione na mini zakupy.
- Wiecie co? Ja już będę się zbierać. Jest już dosyć późno, a nie chcę wam przeszkadzać...- zaczęła mówić Alex.
- Ale ty nam nie przeszkadzasz!- powiedziała Lexi.
- Ale już i tak będę się zbierać. Dziękuję bardzo za mile spędzony czas i cieszę się, że mogłam was poznać.
- Poczekaj, odprowadzę cię.- powiedział Harry i wyszli z domu.
- No no no, nasz loczek chyba się zakochał.- powiedział Niall.
- Fajna ta Alex. Taka miła i uśmiechnięta. Nie rozumiem czym się przejmował Harry.- powiedział Liam.
- Wy mężczyźni zawsze musicie wszystko wyolbrzymić.- powiedziała kiedy zbierałam brudne naczynia ze stołu.
- Wcale że nie!- krzyknął Niall.- No może trochę...
- Trochę?- zapytała Lexi.
Kiedy wszytko było już czyste, Lexi pojechała do siebie, a my zaczęliśmy się zbierać do spania.
Kiedy przechodziłam obok pokoju Louisa usłyszałam ciche łkanie.
Zapukałam do pokoju i niepewnie weszłam do środka, gdzie zobaczyłam płaczącego chłopaka.
- Hej Lou. Wszystko okej?- zapytałam z troską.
- Dlaczego on mi to robi? Teraz mnie zostawi i nie będzie mnie już pamiętać.- zaczął szlochać. Domyśliłam się o co chodzi i szczerze mówić, to najchętniej wybuchłam głośnym śmiechem ale w ostatniej chwili powstrzymałam się.
- Nie martw się. Na pewno tak nie będzie. Przecież jesteście przyjaciółmi, a przyjaciele nie zostawiają siebie, dla jakieś dziewczyny.
- Myślisz?
- Ja to wiem.
Otarł szybko łzy i szeroko się uśmiechnął. Objęłam go ramieniem i mocno przytuliłam, a potem poszłam do swojego pokoju.
Kiedy wykonałam wieczorną toaletę dostałam sms-a od Zayna.
"A buziaka na dobranoc, to już nie dostanę? xoxo"
Zaśmiałam się pod nosem i poszłam prosto do pokoju chłopaka. Położyłam się koło niego i musnęłam go w usta.
- Kocham cię.- szepnęłam.
- Ja ciebie bardziej.- odpowiedział, a potem obydwoje odpłynęliśmy się do krainy Morfeusza.
*Kolejnego dnia*

- Zayn?
Cisza.
- Hm, dziwne...- powiedziałam do siebie.
Obudziłam się w łóżku mojego chłopaka, ale jego tam nie było. Rozejrzałam się po pokoju, w którym jak zawsze panował porządek. No tak, przecież to pokój Zayna Malika. Czego innego można się spodziewać, po tym pokoju. Jasno zielona farba pokrywała ściany, a meble idealnie ze sobą grały. Zero kurzu na półkach, na których spoczywały ulubione książki bruneta. Na biurku brak jakichkolwiek śmieci, czy też notatek.
Moją uwagę przykuła biała koperta, która spoczywała na pościeli. Zaadresowana była do mnie i nie czekając chwili dłużej otworzyłam ją.

Jest mi bardzo przykro, że nie zobaczę twojej uśmiechniętej twarzy z samego rana. Że nie poczuję twoich ust, za którymi bardzo tęsknie.  Ale obiecuję, że wszystko ci wynagrodzę. Musisz tylko trochę poczekać ;). Kocham cię. Zayn

Mimowolnie musiałam się uśmiechnąć. Spojrzałam jeszcze raz na charakterystyczne pismo Zayna, które wszędzie rozpoznam.
W końcu podniosłam się z łóżka i poszłam do swojego pokoju. Odłożyłam kopertę na biurko i poszłam pod prysznic. Kiedy wykonałam poranną toaletę, mozolnym krokiem zeszłam na dół, gdzie siedziało już 4/5 zespołu Ona Direction. Oczywiście moje zguby nie było.
- Hej chłopaki, a co wy tak wcześnie?
Podeszłam do każdego i dałam buziaka w policzek.
- A tak jakoś wyszło... Zrobisz nam śniadanie?- zapytał szybko Harry.
Wszyscy spiorunowali go wzrokiem, a ja nadal nie wiedziałam o co chodzi.
Po chwili każdy się do mnie uśmiechnął.
- Okeeej, co już knujecie?- zapytałam
- Dlaczego mielibyśmy od razu coś knuć?- zapytał szybko Niall.
Powodów było dużo, ale nie chciałam ciągnąć dalej tą bezsensowną rozmowę.
Podeszłam do lodówki, do której przyczepiona na magnez była kolejna biała koperta z moim imieniem. Popatrzyłam na wszystkich, na co oni znowu obdarzyli mnie szerokim uśmiechem.

I znowu muszę cię przeprosić, że nie będzie mnie przy wspólnym śniadaniu. A kobieta z samego rana zawsze wygląda najpiękniej, niestety dzisiaj nie będę mógł tego zobaczyć... ;( Dzisiaj jeszcze wiele razy będę musiał cię przepraszać. Ale już niedługo, a wszystko ci wynagrodzę. Obiecuję. Zayn.


Znowu na mojej buzi zagościł uśmiech. Ciekawe co on znowu kombinuje...
- To co chcecie na to śniadanie?- zapytałam, ale w kuchni już nikogo nie było. W pomieszczeniu byłam tylko ja.
Chyba chłopaki  chcą się pobawić w chowanego...
Wzruszyłam ramionami i wyjęłam mleko z lodówki. Nasypałam sobie płatki do miski i już zajadałam swój poranny posiłek.
Kiedy kończyłam jeść, usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.
- Hej Lily!
- O hej. A co ty tu tak rano jesteś?
- A co, nie cieszysz się?
- No cieszę się i to bardzo.
- Miałyśmy przecież jechać na zakupy z Alex.
- A no tak, zapomniałam. Czekaj, daj mi 10 minut.
- Jasne. A tak w ogóle mam coś dla ciebie.
Spojrzałam na Lexi, która wręczyła mi kolejną kopertę. Spojrzałam na nią niepewnie, na co ta się zaśmiała. Wzięłam od niej kopertę i od razu zaczęłam czytać, jej wartość.

Lexi już u ciebie jest? To dobrze. Spędź z nią i Alex to przed południe. Bawcie się dobrze. Niedługo się zobaczymy, nie martw się. Twój Zayn Malik. ;*


- Możesz mi powiedzieć, o co tu chodzi?- zapytałam przyjaciółkę.
- Ja nic nie wiem. Ja tylko wykonuję, to co mi karzą. Idź się ubierać, a ja zadzwonię do Alex.
Poszłam na górę, 
przebrałam się i zrobiłam delikatny makijaż.
- To co? Jedziemy?- zapytała mnie brunetka.- Mamy jeszcze podjechać pa Alex.
- Lexi? A gdzie są chłopcy? Rano widziałam ich w kuchni, ale potem szybko się zwinęli...
- Niall coś mi wczoraj mówił, że musieli jechać do studia, czy coś w tym rodzaju.
- Aha... No dobra, to chodźmy.
Podjechałyśmy po Alex, która mieszkała niedaleko, a potem prosto do centrum. Szczerze mówiąc, to nie miałam nawet najmniejszej ochoty chodzić po sklepach. Z resztą, wczoraj byłam już z Lexi i sobie parę rzeczy kupiłam.
Dziewczyny szalały po sklepach, a ja tylko siadałam na jednym fotelu i patrzyłam, jak te dwie wariatki nie mogą się odciągnąć od zwykłej bluzki. No normalnie zakupoholiczki.
Po długich namowach poszłyśmy w końcu do kawiarni, gdzie zamówiłam wymarzoną kawę.
- A tak w ogóle, to jak się poznaliście z Harrym?- zapytała Lexi Alex.
- Trochę głupia sprawa, bo pokłóciliśmy się o paczkę żelek w sklepie. W tym samym czasie sięgnęliśmy po ostatnią paczkę. Harry powiedział, że jeżeli się z nim umówię to wtedy odda mi żelki.
Zaczęłyśmy się śmiać. No tak, przecież to Harry Styles...
- Proszę, o to zamówienie.- przerwała nam kelnerka, która przyniosła nam naszą kawę.- A dla pani mam coś jeszcze.- zwróciła się do mnie.
- Dla mnie?- zapytałam zszokowana.
Kobieta wręczyła mi czerwoną różę i białą kopertę, po czym odeszła od naszego stolika z wielkim uśmiechem.
- Kolejna biała koperta?- zapytała uśmiechnięta Lexi.
- No dobra. Co tu jest grane?- zapytałam stanowczo.
Lexi i Alex wzruszyły ramionami i zaraz szeroko się uśmiechnęły.
Głośno westchnęłam i otworzyłam kopertę.

Czerwona róża, dla mego kochania ;* Mam nadzieję, że dobrze się bawisz. Jeszcze kilka godzin i będziemy mogli się spotkać. Wytrzymaj jeszcze trochę. Tęsknię. xoxo


- Zaczyna mnie to wszystko pomału denerwować...
- Oj przestań marudzić. Nawet nie wiesz ile bym dała za takiego romantyka. Ale za to mam nieobliczalnego wariata, który nie wiadomo co zrobi.- powiedziała Lexi.
Zabawiłyśmy w tej kawiarni przez 2 godziny, a potem wróciłyśmy do dalszych zakupów. W końcu wróciłyśmy do domu. Chłopaki siedzieli w salonie i oglądali jakiś talk-show.
- Nie ma Zayna?- zapytałam.
- Nie.- odpowiedzieli wszyscy chórkiem.
- Aha...
Spojrzałam na zegarek. Kurcze, jest już po piątej, a chłopaka nadal nie było. Zaczynam się troszeczkę denerwować...
Lexi poszła do Nialla i szepnęła mu coś na ucho, na co braciszek tylko się uśmiechnął i spojrzał na mnie.
- Co jest siostra? Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła.
- Bardzo śmieszne...
- Nie no, na serio mówię. Jesteś cała blada. Idź się może czegoś napij, albo coś...
Poszłam do kuchni i miałam sobie nalać soku z lodówki, ale moją uwagę przykuła kolejna biała koperta.

Już po zakupach? Mam nadzieję, że dziewczyny nie wymęczyły cię za bardzo. Moja księżniczka musi jeszcze trochę poczekać. Obiecuję, że wynagrodzę ci ten dzień. Zayn. xoxo


I znowu uśmiech zagościł na moich ustach. Chociaż, tak bardzo chciałam się z nim zobaczyć...
Poszłam do salonu i chciałam o coś się zapytać, ale i tak wiedziałam że niczego się od niech nie dowiem.
Poszłam na górę i zmęczona opadłam na łóżko. Mój odpoczynek nie trwał zbyt długo bo usłyszałam jak ktoś dzwoni do drzwi. Jedne raz... Drugi... Trzeci...
Wkurzona zeszłam na dół.
- Wy nie słyszycie, że ktoś dzwoni?- krzyknęłam w stronę salonu.
Otworzyłam drzwi, w których stał kurier z paczką i koszykiem czerwonych róż.
- Pani Paula Horan?
- Tak, to ja.
- Mogłaby pani tutaj podpisać?- zapytał młody chłopak i wskazał na kartkę papieru.
- Oczywiście...
Spojrzałam jeszcze raz na bukiet i podpisałam swoim nazwiskiem papier.
- Dziękuję pani bardzo i życzę miłego dnia.- powiedział chłopak i odszedł zostawiając mnie z koszem kwiatów i podejrzaną paczką.
Zdziwiona weszłam do domu i od razu poszłam do salonu, w którym siedziała reszta. Stanęłam przed telewizorem, w który wszyscy się lampili.
- Ej Paula! Co ty robisz?- zapytał Niall, kiedy wyłączyłam plazmę.
- Czy mogę się w końcu dowiedzieć, o co tu chodzi?- zapytałam wkurzona.
- Ale o co chodzi?- odezwał się Lou.
- No właśnie ja was się pytam!
- Ale o co ci chodzi?- zapytał rozbawiony loczek.
Popatrzyłam się na nich jeszcze przez chwilę, a potem wkurzona opuściłam salon. Stanęłam przed koszem kwiatów, które roznosiły swoją woń po całym domu. Zabrałam kosz i paczkę do swojego pokoju. Postawiłam róże pod ścianą i delikatnie otworzyłam wieko paczki.
Tak jak myślałam. Kolejna biała koperta.

Róże są piękne, ale ty jeszcze piękniejsza. Założę się że w tym będziesz wyglądać jeszcze 

piękniej. Już niedługo kochanie, a się spotkamy. ;*

Odłożyłam liścik i spojrzałam na wnętrze paczki, które zapełniała beżowa tkanina.
- Co ty kombinujesz?- zapytałam i wyjęłam zawiniątko z paczki, które okazało się prześliczną sukienką.
Na dnie pudełka znalazła się kolejna koperta z moim imieniem.

Załóż ją. O 19.30 czekam na dole przy schodach. Zayn.


Spojrzałam na zegarek. Cholera, tylko godzina. Poszłam szybko do łazienki i wzięłam orzeźwiający prysznic. Umyłam włosy, które zaraz znalazły się pod strumieniem gorącego powietrza suszarki. Zrobiłam delikatny makijaż i założyłam kreację. Zadowolona ze swojego 
wyglądu spojrzałam na zegarek. Jeszcze 5 minut. Rozczesałam jeszcze raz moje włosy i schowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy.
W końcu wyszłam z mojego pokoju i skierowałam się w stronę schodów.
Niestety, zamiast mojego ukochanego stał Harry ubrany w czarny garnitur z kolejną białą kopertą.
- Wow... Paula, przepięknie wyglądasz...- powiedział lekko zaszokowany, po chwili otrząsnął się i podał mi kopertę- Proszę.

Jeszcze cię nie widziałem, a wiem że wyglądasz prześlicznie. Mam nadzieję, że sukienka się podoba. ;) Jesteś już co raz bliżej do celu. Już niedługo się zobaczymy. Tęsknię. xoxo


Popatrzyłam na Harrego, który szeroko się uśmiechnął i wyciągnął w moją stronę ramię. Wyszliśmy przed dom, gdzie czekał już czarny samochód, w którym siedział Niall. Loczek otworzył mi drzwi i pomógł mi wsiąść do pojazdu.
- Pięknie wyglądasz siostra.- powiedział Niall, który również ubrany był w ciemny garnitur, kiedy wyjechaliśmy na ulicę.
- Możesz mi powiedzieć, co to za szopka?
- A no właśnie. Proszę, to dla ciebie.- powiedział Horan i wyjął z kieszeni białą kopertę, którą zaraz mi podał.
Westchnęłam. Kolejna wiadomość, z której nic się nie dowiem.

Już w karocy? Jak miło. Cierpliwości nigdy za wiele. ;) Jeszcze parę minut, a się spotkamy. 

Kocham cię.

- A tak w ogóle, to chciałbym cię przeprosić...- powiedział Niall.
- Za co?
- Za ten dzień... Wiem, że powinien inaczej wyglądać, ale cóż...
- Zayn, ale o co ci chodzi? A co to za dzień jest?
- Ty na serio zapomniałaś, czy tylko udajesz?
- O czym zapomniałam?!
Zamiast mi odpowiedzieć, mój braciszek wybuchł głośnym śmiechem.
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać... A tak w ogóle to już jesteśmy.
Samochód się zatrzymał i drzwi otworzył mi Liam, który pomógł mi wysiąść.
- Baw się dobrze...- usłyszałam nadal śmiejącego się Nialla.
Spiorunowałam go wzrokiem, a potem odwróciłam się do Daddy’iego, który oczywiście trzymał białą kopertę.

I kolejny raz cię przepraszam, ale muszę to zrobić. Nie próbuj podglądać!


Spojrzałam na Liama, który trzymał czarny materiał.
- Na serio? Mam dać ci zawiązać oczy?
- Przykro mi, ale tak.- powiedział uprzejmie i zaraz nic nie widziałam.
Liam trzymał mnie w pasie i prowadził mnie w nieznanym kierunku.
W końcu stanęliśmy.
- Hej. Ładna sukienka.- usłyszałam głos Louisa.
- Możecie mi powiedzieć gdzie jestem?- zapytałam.
- Musisz wytrzymać jeszcze pięć minut, a wszystkiego się dowiesz.-powiedział Lou, który złapał mnie za rękę.
Usłyszałam dźwięk windy, w której zaraz staliśmy i jechaliśmy na górę.
Po kilku minutach, poczułam lekki powiew wiatru, a na moich ramionach gęsią skórkę.
- Okej, a teraz policz do dziesięciu i możesz zdjąć opaskę.- powiedział Louis.
Po tej całej akcji, zabiję każdego.- powiedziałam sobie w myślach.
Odliczyłam dziesięć sekund i odwiązałam czarny materiał.
Moim oczom ukazał się nakryty stolik dla dwojga, na którym stały dwie świece i bukiet kolorowych kwiatów. Podeszłam bliżej i zobaczyłam dobrze zananą mi białą kopertę.

Mam nadzieję, że chłopaki dobrze wykonali swoją robotę. A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego ;*.


Zaraz, chwila. Czy na serio jestem taka głupia, że nie pamiętam swojej daty urodzin? No tak, przecież to dzisiaj kończę 18 lat...
Usłyszałam za sobą dźwięk gitary. Odwróciłam się powoli i w końcu zobaczyłam jego. Ubrany w ciemny garnitur, stał na niewielkim podeście i trzymał w ręku mikrofon, a za nim młody chłopak, który wydobywał najpiękniejsze dźwięki ze strun gitary.
Podeszłam bliżej, a Zayn zaczął śpiewać 
Cannoball Damien Rica. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy, ale szczęścia. 
Nie mogłam uwierzyć... Chłopak mojego życia, śpiewał właśnie najpiękniejszą piosenkę, jaką kiedykolwiek słyszałam. I tylko dla mnie.
Kiedy skończył, chciałam jak najszybciej go pocałować, ale Zayn miał inne zamiary. Z jego ust wydobyły się słowa Happy Birthday, co wywołały u mnie szeroki uśmiech.
- Wszystkie najlepszego kochanie.- powiedział jeszcze raz do mikrofonu.
Chłopak z gitarą poszedł w swoją stronę, a ja podeszłam do Zayna i wpiłam się w jego usta.
- Już myślałem, że się nie doczekam...- szepnął.
- Lepiej nie mogłeś tego wymyślić. I szczerze mówiąc, gdyby nie ty, zapomniałabym o swoich urodzinach.
Zayn zaśmiał się przez chwilę, a potem znowu mnie pocałował.
- A tak w ogóle to, gdzie my jesteśmy?- zapytałam kiedy siedzieliśmy już przy stoliku, a Liam nalewał wina do kieliszków.
- A czy to takie ważne. Ważne, że jesteśmy razem.
Przez cały wieczór siedzieliśmy na dachu budynku, z którego był przepiękny widok na panoramę Londynu. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, piliśmy i jedliśmy, po po prostu miło spędziłam czas ze swoim chłopakiem.
Kiedy na niebie pojawiły się gwiazdy, przypomniałam sobie jak co roku obchodziłam moje urodziny.
- Zawsze uwielbiałam tę noc. I tylko z jednego powodu...
Zayn wstał od stołu i podał mi rękę. Zaraz staliśmy na środku dachu i podziwialiśmy sklepienie nieba, które pokrywały malutkie światełka, które zaraz spadały na ziemię.
Nagle poczułam zimne dłonie Zayna na mojej szyi, na której zawitał złoty wisiorek w kształcie serca.
Na odwrotnej stronie widniał grawer z literką Z i P
- Jest piękny...
- Tak samo, jak jego właścicielka.
Nie czekając dłużej pocałowałam Zayna czule w usta.
Staliśmy tak, dosyć długo, cały czas się całując.
- Wracamy?- zapytał Zayn.
- Musimy?
- Jesteś cała zmarznięta, nie chcę żebyś się przeziębiła.
- Więc, zatrzymajmy się w jakimś hotelu...- szepnęłam mu na ucho.
- Szczerze, to nie musimy. Właśnie stoimy na dachu pięciogwiazdkowego hotelu.
- Więc, na co czekamy?
Uśmiechnęłam się zadziornie i już staliśmy w windzie. Zayn chyba przewidział moje zamiary, bo od razu wjechaliśmy na korytarz z pokojami.
Stanęliśmy przed drzwiami, które zaraz Zayn otworzył swoim kluczem. Drzwi się otworzyły, a moim oczom ukazał się przepiękne wnętrze apartamentu.
Beżowe ściany, drewniane meble, dużo kolorowych kwiatów i wszędzie świeczki.
- Wiesz, 18 urodziny to nie byle co...- usłyszałam za sobą głos bruneta.
- I to właśnie te urodziny zapamiętam do końca życia...
- No mam taką nadzieję...
Położyłam torebkę na stoliku i zaczęłam przechadzać się po apartamencie. Na sam koniec stanęłam przed dużym oknem.
Zaraz koło mnie pojawił się Zayn z dwoma kieliszkami szampana.
- No to, jeszcze raz wszystkiego najlepszego.- powiedział i stuknęliśmy szkło.
- Wiesz co? Miesiąc temu, nawet nie myślałam o tym, że będę wyprawiać swoje urodziny. Zastanawiałam się tylko, czy przeżyję kolejny dzień. Czy zobaczę moją mamę, Alice... Czy jeszcze kiedykolwiek zobaczę Nialla... A dzisiaj, doszłam do wniosku, że warto mieć nadzieję. Że trzeba walczyć o swoje. Dzisiaj mogę spokojnie pomyśleć o swojej przyszłości, co miesiąc temu było nierealne...
Nie poczułam kiedy, a po moim policzku zaczęły płynąć łzy. Odwróciłam się w stronę Zayna, który miał dziwny wyraz twarzy, z której nie mogłam niczego odczytać.
- Dziękuję. Dziękuję, że mogę żyć...- szepnęłam.
Postawiłam kieliszek na parapecie i mocno przytuliłam się do chłopaka.
- A wiesz co ja tobie powiem? Kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem, tam w teatrze, pomyślałem "Kurcze, co taka piękna dziewczyna, robi w takim miejscu jak stary teatr?". Z każdym kolejnym dniem cieszyłem się, że mogłem poznać brunetkę, która pracowała na swoje zdrowie. Dzięki tobie, otworzyłem oczy na świat. Przypomniałem sobie, stare czasy kiedy mogłem bawić się z najlepszymi przyjaciółmi. Na chwilę mogłem oderwać się od teraźniejszości. Przypomniałem sobie, że istnieje coś takiego jak normalne życie. Ja również tobie dziękuję. Za wszystkie chwile spędzone z tobą. I te dobre i te złe.
Nim spostrzegłam, a już staliśmy na środku pokoju, przyklejeni do swoich ust. Magiczna chwila. Czuję, jakbym była w zupełnie innym świecie.

+18


Nasze pocałunki stawały się co raz zachłanniejsze. Zayn całował mnie po szyi i po moim ramieniu, potem wrócił znowu do moich ust. Czułam jak jego prawa ręka odpinała suwak mojej sukienki.
- Zayn...
- Coś nie tak?- zapytał przejęty chłopak.
- Nie nic, tylko...
- Tylko?
- Jesteś pierwszy...
- Będę ostrożny.
I znowu złączyliśmy nasze usta, a Zayn wrócił do poprzedniej czynności. Nie chciałam być mu dłużna, więc zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli, która zaraz znalazła się na podłodze. Tak samo jak moja sukienka.
Zayn położył mnie na łóżku i zaczął składać pocałunki na moim brzuchu i szedł co raz wyżej.
- Na pewno?- zapytał
W odpowiedzi przyciągnęłam go do siebie i wpiłam mu się w usta. Po chwili byliśmy kompletnie nadzy, cały czas zachłannie się całując. Ostatni raz spojrzeliśmy sobie w oczy i po chwili poczułam go w sobie. Na początku Zayn był bardzo delikatny, potem jego ruchy stały się co raz szybsze i gwałtowniejsze. Krzycząc jego imię, wiedziałam że doprowadzam go do rozkoszy. Po paru minutach naszej zabawy, poczułam w sobie płyn.
- Kocham cię...- szepnęłam mu do ucha i jeszcze raz go pocałowałam.
- Nawet nie wiesz jak ja ciebie...
- Od tej chwili chyba już wiem...- powiedziałam z uśmiechem.
Nasze oddechy powoli doszły do normy, chłopak położył się koło mnie i mocno przyciągnął do siebie.
- Jesteś niesamowita...- szepnął mi jeszcze do ucha.
- Ty też niczego sobie panie Malik.
Pocałowałam go jeszcze raz, a potem zasnęłam w jego ramionach.
Część XIII już za mną ;> Myślę, że sie podoba ;* <33 Malikowa 

środa, 18 września 2013

Niall- cz. XII


*Zayn*

*5 dni później*
- Wszystko wzięłaś?
- Tak, tak. Chodźmy już. Chcę jak najszybciej być w domu.
Otworzyłem Pauli drzwi od samochodu i już odjeżdżaliśmy z pod parkingu szpitala.
Przez 4 dni Paulina leżała w szpitalu i podawano jej leki. Szczerze mówiąc sam, nie wiem co jej jest. Nie chciano udzielić mi żadnych informacji, a sama Paula mówiła że to nic poważnego.
Szczerze mówiąc byłem również zmęczony jak dziewczyna. Przez te dni cały czas byłem przy niej. Nie chciałem siedzieć sam w domu mojej dziewczyny.
Tak, jesteśmy razem. Nareszcie.
Dziwię się tylko, że jeszcze żaden dziennikarz nie przyłapał nas razem... W ogóle nie spotkałem, nikogo kto prosił mnie o autograf, czy o wspólne zdjęcie. Raz tylko spotkałem fankę.
Pamiętam, jak któregoś dnia siedziałem w szpitalu na korytarzu i czekałem aż przywiozą Paulę z badań. Podeszła do mnie wtedy dziewczynka, która miała może 7 lat.
- Ty jesteś Zayn Malik?- zapytała mnie
- Tak, to ja.
Dziewczynka tylko się szeroko uśmiechnęła i podała mi moje zdjęcie do podpisania.
- Zazdroszczę tej dziewczynie...- powiedziała kiedy oddałem jej już podpisaną fotografię.
- Jakiej?
- Tej, na którą czekasz. Musisz ją bardzo kochać, skoro codziennie u niej jesteś. Mnie nawet rodzice tak często nie odwiedzają...
- To nie znaczy, że cię nie kochają... Na pewno chcą cię zobaczyć, ale nie mają czasu...
- Może tak, może nie... Życzę szczęścia tobie i tej osobie, którą kochasz.- powiedziała i pobiegła w swoją stronę.
Ta dziewczynka miała bardzo bystry wzrok jak na swój wiek. 
Ale miała rację. Jeszcze nigdy nie kochałem nikogo tak mocno jak Pauli. Nawet Arii.
W końcu dojechaliśmy. Wziąłem z samochodu walizki i weszliśmy do środka.
- Nareszcie w domu... Już po woli rzygałam tym szpitalem...
- Nie przesadzaj. Nie było aż tak źle.
- Mam ci przypomnieć, kto leżał na tym cholerny łóżku i komu co chwila podawali jakieś leki?
Zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć przycisnąłem ją do siebie i mocno pocałowałem.
- Ty wiesz, jak mnie zamknąć...- powiedziała Paula, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- A ty wiesz, jak mnie do tego sprowokować.
- Bardzo śmieszne... Dobra ja idę pod prysznic, może chodź trochę się obudzę.
- To ja zrobię kolację.
Paula poszła do siebie, a ja wziąłem się za gotowanie.
Nie jestem dobrym kucharzem, ale jakoś poradziłem sobie ze spaghetti.
Kiedy siedzieliśmy przy stole, nagle zadzwonił mi telefon.
- Tak?
- Zayn?! No nareszcie! Już myślałem, że nie dodzwonię się do ciebie!
- Hej, stary spokojnie! Przecież żyję!
- No słyszę przecież. Dlaczego miałeś wyłączony telefon i w ogóle jak u was?
- Wszystko w najlepszym porządku. Pogadamy jak przyjadę okej?
- No dobra, tylko przyjedźcie jak najszybciej, bo nie mogę już wytrzymać z tymi idiotami. Daj mi znać, kiedy będziecie wracać.
- Okeeej. Tylko nie pozabijajcie się tam, dobrze?
- Nie wiem, czy to będzie wykonalne. Słuchaj muszę kończyć. Chłopaki znowu leją się wodą. Dobra, na razie!
Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo Niall już się rozłączył.
- Twój braciszek martwi się o nas.- powiedziałem do Pauli
- Nic nowego. Co tam u nich?
- Szczerze, to boję się teraz wrócić do domu. Wiadomo w jakim stanie jest ten budynek?
Paula spojrzała w górę, a potem pokręciła głową.
- Nawet nie umiem sobie tego wyobrazić...
Zaczęliśmy się śmiać. No tak, miała rację. Nie można sobie nawet tego wyobrazić, co teraz tam się dzieje.
Po skończonym posiłku, posprzątałem wszystko i poszedłem do salonu, gdzie siedziała już Paula i oglądała telewizję.
Usiadłem koło niej, a przy okazji wziąłem stojącą przy ścianie gitarę.
Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie, a ja tylko szeroko się uśmiechnąłem i zacząłem grać Little Things.
Paula szeroko się uśmiechnęła i wyłączyła telewizor. Popijała przy tym swoją zieloną herbatę, której wręcz nienawidzę.
- If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself, Like I love you.- powiedziałem, kiedy skończyłem śpiewać.
Paula odstawiła kubek na stolik, wzięła ode mnie gitarę, którą również odłożyła na bok i nachyliła się nade mną.
- Może tak, może nie... Ale to i tak nie zmienia postać rzeczy, że ja również kocham ciebie.
Zaczęła mnie delikatnie całować. Przyciągnąłem ją mocniej do siebie, tak żeby nie mogła się odsunąć.
Jej usta miały smak tej obrzydliwej zielonej herbaty, ale i tak mi to nie przeszkadzało.
Nasze pocałunki były co raz gwałtowniejsze. Wsadziłem swoje ręce pod jej koszulkę i zacząłem gładzić ją po plecach i brzuchu.
- Zayn, masz zimne dłonie...- powiedziała Paula i lekko się ode mnie odsunęła.
- I co w związku z tym? Już mnie nie kochasz?
Dziewczyna zaśmiała się i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach.
- Niezależnie od wszystkiego to i tak będę cię kochać.- powiedziała i wstała ze mnie.
- Więc kochajmy się razem..
- Nie dzisiaj Zayn, jestem zmęczona...
Paula poszła do kuchni, a ja za nią
- Kiedy wracamy do Londynu?- zapytałem.
- Lekarz powiedział, że jak dobrze pójdzie to może w tym tygodniu, ale niczego nie obiecuje... A co? Źle ci ze mną?
- Oczywiście, że nie! Tylko zaczynam tęsknić za tymi idiotami.
- Ja też .Jak chcesz, to jedź do nich, a ja przylecę za kilka...
Podszedłem do niej szybko i znowu zatkałem jej usta.
- Znowu to robisz...
- Co takiego?- zapytałem rozbawiony
- Przerywasz mi, kiedy coś mówię...
- Ja cię tylko całuję i nic więcej.- powiedziałem, a ta tylko westchnęła.
- Jesteś żywym dowodem na potwierdzenie tezy, że pocałunki wymyślili mężczyźni, żeby zamknąć usta kobietom.
Zacząłem się śmiać, na co ona tylko wzruszyła ramionami i poszła na górę.
- Wiesz co? Dawno nie słyszałem jak śpiewasz...- powiedziałem kiedy stałem w drzwiach jej pokoju.
- I jeszcze długo nie usłyszysz...
- Pewna jesteś?
- A co? Chcesz mnie zmusić?
- Czemu nie?
- Zayn proszę cię, nie męcz mnie już dzisiaj. Jestem śpiąca i o niczym innym nie marzę jak o ciepłym łóżku.- powiedziała i położyła się.
- Na serio o niczym innym nie marzysz, niż o zwykłym materacu?
- A no fakt, zapomniałam jeszcze o tobie.
- Jak możesz o mnie zapomnieć?
- Zamknij się i chodź tu.- powiedziała zmęczona.
Położyłem się koło niej i mocno ją przytuliłem.
- Kocham cię.- szepnąłem jej do ucha.
- Ja ciebie też.
*3 dni później*
- Wszystkie wyniki są dobre... nie mam żadnych uwag. Serce znowu pracuje dobrze i nie powinno już szwankować... Musi pani teraz dużo odpoczywać. Zero stresu, tylko cisza i spokój.
- To nie będzie takie łatwe...- szepnąłem Pauli na ucho, na co ta walnęła mnie w brzuch.
- Czy mogę wyjechać do Londynu?- zapytała lekarza.
- Raczej tak. Jak mówiłem, nie mam żadnych uwag...
- Dziękujemy panu bardzo.- powiedziałem
- Mam nadzieję, że nasze następne spotkanie będzie przebywało w miłych okolicznościach, niż w sali operacyjnej.- powiedział lekarz i szeroko się uśmiechnął.
- Ja też mam taką nadzieję, panie doktorze. Jeszcze raz bardzo panu dziękujemy.
Lekarz tylko się uśmiechnął i poszedł w swoją stronę.
- To co? Kupujemy bilety i wracamy do Londynu?- zapytałem
- Skoro nalegasz...
- A nie chcesz?
- Przestań pierniczyć, tylko chodź już do domu i pakujemy się.
Uśmiechnąłem się pod nosem, wziąłem Paulę za rękę i wyszliśmy z budynku.
- Dzwonimy do chłopaków, czy robimy im niespodziankę?- zapytała mnie Paula, kiedy byliśmy już w mieszkaniu.
- Myślę, że to chyba oni zrobią nam niespodziankę wyglądem domu.
- W sumie racja...
Zamówiłem przez internet dwa bilety do Londynu. Lot o 19.00, czyli mamy jeszcze 5 godzin.
- Co powiesz, na krótki spacer przed wylotem?- zaproponowałem.
- Hm, czemu nie. Ale najpierw spakujemy się, żeby potem nie było problemu.
- Okeeej.
Kiedy wszystkie walizki były już wypełnione naszymi rzeczami mogliśmy w końcu wyjść. Oczywiście musiałem wziąć aparat, na co Paula nie była zbytnio zadowolona, ale nie przejmowałem się tym zbytnio. Przechadzaliśmy się po parku, głośno się przy tym śmiejąc i oczywiście wydurniać. Ludzie patrzyli na nas, jak na parę idiotów, którzy uciekli ze szpitala psychiatrycznego. Ale i to nie zepsuło nam wspólnej zabawy.
Przy niej mogłem być sobą. Nie musiałem być grzecznym chłopczykiem trzymającym za rękę swoją dziewczynę, tak jak to było przy Ari. O nie. Jest inaczej.
Teraz zrozumiałem, że kiedy spotkałem Paulę moje życie odwróciło się o 180 stopni. Dzięki niej patrzę na świat z zupełnie innej perspektywy.
- Co się tak uśmiechasz?- zapytała mnie Paula. Siedzieliśmy na ławce w parku. Dziewczyna miała położoną głowę na moich kolanach i głaskała mnie po policzku.
- Zastanawiam się co takiego zrobiłem, że zasłużyłem sobie na takie szczęście, jakim jesteś ty.
Ta tylko szeroko się uśmiechnęła. Podniosła się i delikatnie mnie pocałowała.
- Jesteś Zayn. To wystarczy.- szepnęła i znowu mnie pocałowała.
- Kocham cię. Cholernie cię kocham.- powiedziałem do niej.- Kocham twoje oczy, twój uśmiech, twoje usta...- zacząłem wymień, ale nie dane mi było dokończyć, bo ta położyła swój palec na moich ustach.
- Już cii... nie musisz mi tego mówić...
- Ale chcę. Chcę żebyś wiedziała.
- Ja chcę, żebyś tylko był. I żebyś mnie nie opuścił.
- Już nigdy.
- Obiecujesz?
Pokazałem jej mały palec u ręki, na co ta znowu wybuchła śmiechem, ale zaraz przyłożyła swój palec, który zacisnąłem.
- Obiecuję. Na zawsze razem.
Siedzieliśmy jeszcze dosyć długo, ale niestety musieliśmy już wracać. Poszliśmy do domu po walizki i pojechaliśmy na lotnisko taksówką.
Siedzieliśmy już w samolocie i wtedy przypomniałem sobie, jak Paula leciała po raz pierwszy samolotem.
- Mam cię znowu przytulić, jak ostatnim razem?- zapytałem
- Nie pogniewałabym się... Chyba nigdy się nie przyzwyczaję do tych cholernych samolotów...- powiedziała zdenerwowana.
Zaśmiałem się przez chwilę, po czym objąłem ją swoim ramieniem.
W końcu wystartowaliśmy. Paula mocno złapała mnie za rękę i schowała głowę.
*Paula*
- Następnym razem pojedziemy pociągiem.- powiedziałam stanowczo.
Po 4 godzinach wylądowaliśmy w Londynie.
Wyszliśmy z samolotu i pojechaliśmy prosto do domu.
Zayn otworzył delikatnie drzwi mieszkania, w którym panowała cisza.
- Nie uważasz, że tu tak trochę za cicho?- zapytałam
- Ja bym powiedział, że tu trochę dziwnie za czysto...
Weszliśmy w głąb domu, który mnie zaskakiwał.
Poszliśmy na górę i zaczęliśmy sprawdzać wszystkie pokoje chłopaków.
- Dziwne...
- Może poszli do jakiegoś klubu?
- Może... Skoro cały dom jest pusty...
- Chyba jednak nie cały...- powiedziałam kiedy otworzyłam drzwi od mojego pokoju
Zayn spojrzał na mnie ze znakiem zapytania i po chwili stanął koło mnie.
- Nie no, nie wierzę...
- W swoim życiu widziałam już bardzo dużo, ale tego jeszcze nie...
Na moim łóżku leżała 4 idiotów. Wszyscy mocno ściśnięci i każdy obejmował poduszkę z łóżka.
- Mam pewien pomysł...- powiedziałam i podeszłam do swojego biurka, skąd wyjęłam dwa czarne markery.
Podałam jeden chłopakowi i zaraz malowaliśmy buzie chłopaków. Później oczywiście zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i wrzuciliśmy na Twittera.
- To co? Śpisz u mnie?- zapytał.
- Ehh... jakoś będę musiała to przeżyć... chociaż kanapa w salonie też jest niczego sobie...
- Pożałujesz!- krzyknął i przerzucił mnie przez swoje ramię
- Zayn, głupku! Puść mnie!
- Nigdy.
Nim zdążyłam coś powiedzieć leżałam na łóżku Zayna, który zaczął mnie gilgotać.
- Hahaha, Zayn proszę cię! Przestań!
- Jeżeli dostanę buziaka, to może...
- No nie wiem... Że niby ja mam ciebie pocałować? Twoje fanki od razu by mnie zabiły.- powiedziałam do niego.
- A czy one muszą o tym wiedzieć?
- Nie ładnie tak okłamywać ludzi panie Malik. A podobno to ty jesteś...- nie zdążyłam już nic powiedzieć, bo Zayn wpił się w moje usta. Całował co raz zachłanniej i z coraz większą pasją. Później zaczął całować moją szyję i obojczyk.
- Myślisz, że będziemy się kochać, kiedy za ścianą śpi 4 zboczonych idiotów?- zapytałam go.
- W sumie masz rację, ale czego się nie robi dla miłości?
- Ale jakoś nie mam zamiaru patrzeć na ich głupie miny...
Zayn chyba zrozumiał o co mi chodzi.
- Szkoda, a już miałem nadzieję... No trudno...- powiedział smutnym głosem.
- Nie gniewaj się...
- Ale ja się nie gniewam. Szanuję twoją decyzję i myślę że masz rację. No dobra, a teraz kładziemy się spać.
Poszłam do łazienki, umyłam się, ale zapomniałam że nie wzięłam ze sobą żadnej piżamy.
- Masz może pożyczyć jaką koszulkę? Walizki zostały na dole...- zapytałam Zayna, kiedy wyszłam z łazienki.
- Jak dla mnie możesz spać bez niczego.
- Wiem o tym doskonale, dlatego proszę cię żebyś dał mi jakąś koszulkę.
- Jesteś niemożliwa.- powiedział zmarnowany.- Ale i tak cię kocham.
Podszedł do swojej szafy i dał mi jakąś bluzkę, którą szybko założyłam na swoje ciało.
- Na serio, chcesz mi to zrobić?
- Jak na serio mnie kochasz, to poczekasz.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Będę czekać, nawet jeśli to były wieki.
- No aż tak długo to chyba nie będziesz musiał...
*Kolejnego dnia*


Obudziło mnie smyranie po plecach, a potem delikatne pocałunki na karku.
Uśmiechnęłam się pod nosem i przewróciłam się na drugą stronę.
Spojrzałam na uśmiechniętą twarz Zayna, który złożył mi delikatny pocałunek na moich ustach.
- Dzień dobry królewno.
- Mmm... takie pobudki to ja rozumiem.- powiedziałam i dałam soczystego buziaka Zaynowi.
- Stanowczo za długo śpisz...
Spojrzałam na zegarek i zaczęłam się śmiać z komentarza chłopaka.
- Bez przesady, jest dopiero 08.27...
- Ale nie mogłem wytrzymać, kiedy w końcu się obudzisz...
Zaczęliśmy się śmiać, a potem znowu nasze usta złączyliśmy w pocałunek. Z każdą chwilą kochałam go jeszcze mocniej. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Był wszystkim co miałam. Tylko on się liczył.
- Wiesz co? Mam pewien pomysł...- zaczęłam mówić, kiedy odsunęliśmy się od siebie.
- Związany z czym?
- Nie uważasz, że tu trochę jest za czysto jak na chłopaków?
- Do czego zmierzasz?
- Wstawaj, szkoda czasu.
Kiedy wtajemniczyłam Zayna w swój plan, od razu zabraliśmy się za działanie. Nie mogłam doczekać się miny chłopaków, kiedy zobaczą co dla nich przygotowaliśmy.
Jesteśmy trochę okropni dla pozostałych, ale czego się nie robi dla dobrej zabawy?
Po skończonej robocie usiedliśmy zmęczeni na kanapie i tylko czekaliśmy, aż któryś z chłopaków w końcu się obudzi.
*Liam*
Znowu spaliśmy w pokoju Pauli. Wszyscy za nią tęsknimy i nie możemy wytrzymać nawet jednego dnia. Oczywiście dzwoniliśmy i próbowaliśmy się z nią skontaktować, ale ta nie odbiera od nas telefonów. Dlatego nic nie wiedzieliśmy kiedy przyjedzie i postanowiliśmy że nie będziemy robić żadnych, ale to ŻADNYCH imprez. Chociaż pokusa była o wiele silniejsza, ale jakoś daliśmy radę. Dom zawsze był czysty, co trochę nas samych zszokowało.
Opornie wstałem z łóżka i poszedł od kuchni. Mój żołądek dawał się już we znaki. Zaspany wszedłem do pomieszczenia gdzie panował istny burdel! Butelki i puszki po piwie walały się po podłodze, a kartony po pizzie i innych smakołykach zagradzały kuchenne blaty.
- A co tu się stało?- zapytał Harry, który zaraz pojawił się koło mnie.
- Mnie się pytasz?
- Liam? Czy my robiliśmy jakąś imprezę?
- Nic nie pamiętam! Ale sądząc po twojej twarzy to musiało być grubooo...
- Z twojej też można wiele wywnioskować.
Poszedłem szybko do lustra i spojrzałem w swoje odbicie. Twarz miałem pomalowaną markerem. Dorysowane miałem wąsy, okulary, piegi i znak pioruna, jaki miał Harry Potter na czole.
- Siema...- usłyszałem zaspany głos Louisa, który również miał całą twarz wymazaną markerem, a za nim pojawił się Niall.
- Liam... Możesz mi wyjaśnić, skąd tu ten burdel?- zapytał mnie rozwścieczony Horan.
- Niall! Piękna buźka!- krzyknął Lou.
- Twoja też niczego sobie...
- Masz coś do mojej twarzy? Bo jest na pewno ładniejsza od twojej!
- Louis, masz królicze wąsy, a Niall...- powiedział Hazza
Obydwoje szybko odepchnęli mnie i zaczęli przeglądać się w lustrze.
- Nieee! Co to ma być! Który to zrobił!- wydzierał się Horan
- Jak widzisz, każdy ma coś na twarzy... a sądząc po wyglądzie mieszkania to musiała być niezła impreza....- powiedziałem
- Jaka znowu impreza?! Kurwa! Ja nic nie pamiętam!- wydzierał się dalej Niall
- Siema chłopaki!- usłyszeliśmy głos Zayna
- Zayniulku! No nareszcie!- krzyknął Harry, który od razu rzucił się na chłopaka.
- Hej Harry!
Pobiegliśmy wszyscy do nich i z dużego miśka, wyszła duża kanapka na podłodze.
- A mnie to już nikt nie przywita?- usłyszeliśmy za nami dziewczęcy głos.
Szybko się podniosłem i pobiegłem do Pauli, która stała koło schodów.
- Kiedy przyjechaliście?- zapytałem
- Jakąś godzinkę temu.- powiedział szybko Mulat, który już podniósł się z podłogi.- Ale wiecie co? Zawiodłem się na was...
Spuściliśmy wszyscy głowy, bo wiedzieliśmy czym to się skończy.
- Ale Zayn! My nic nie pamiętamy!- krzyknął Harry.
- Jak się tak schlaliście, to nic dziwnego że nic nie pamiętacie! Nie było mnie przez tydzień, a wy od razu musieliście robić jakieś imprezy! Następnym razem, będę musiał zostawić wam niańkę, bo sami to chyba nie umiecie się zająć.
- Przepraszamy Zayn... my... my to zaraz szybko posprzątamy. Tylko nie gniewajcie się na nas...- zaczął jąkać się Louis.
- Macie dwie godziny.- powiedział stanowczo Malik, a my od razu wzięliśmy się za sprzątanie.
- Cholera Harry! To jest twoja wina!- krzyknął Niall, kiedy byliśmy w kuchni.
- Moja?! Niby z jakiej racji!
- To ty cały czas gadałeś o imprezach! A teraz masz za swoje!
- Przestańcie się kłócić, tylko bierzcie się do roboty!- krzyknąłem
Rozdzieliliśmy się pokojami. Harry i Lou ogarniali kuchnię, jadalnię i ogród, a ja z Niallem salon i basen.
- Taka impreza, a ja nic nie pamiętam...- marudził Louis.
Kiedy dom był w dobrym stanie, przyszła Lexi.
- Hej chłopaki! A co wy tak sprzątacie?
Podeszła do Nialla i dała mu buziaka w policzek.
- Wczoraj użądziliśmy niezłą imprezę, z tego co można wywnioskować po licznych butelkach po piwie...- powiedział smutny Niall.
- A ja nic nie pamiętam! Rozumiesz to?! Nic!- wydzierał się Louis.
- Hej Lexi!- krzyknęła Paula.
Podeszła do przyjaciółki i zaczęły się witać.
- Chłopaki, nie chcę was martwić, ale... wczoraj nie było żadnej imprezy... Oglądaliśmy film. Nie pamiętacie?- zapytała nas Lexi.
*Paula*
Hahahaha, boże... ich miny były po prostu zabójcze!
- To skąd ten cały burdel?- zapytał Harry.
Nie mogłam wytrzymać i w końcu wybuchłam śmiechem, tak samo jak Zayn.
Chłopaki patrzyli na nas z wielkim znakiem zapytania, a my dalej zwijaliśmy się ze śmiechu.
- Możecie w końcu powiedzieć, o co tu chodzi?- zapytał wkurzony Niall.
- Oj braciszku, nie denerwuj się! Złość piękności szkodzi!
- Swoją drogą, w końcu posprzątaliście śmieci, które walały się po garażu...- powiedział nadal się śmiejąc Zayn.
Przybiliśmy sobie piątkę, a chłopaki nadal nie wiedzieli o co chodzi.
- Chcesz nam powiedzieć, że to wasza sprawka?- zapytał wkurzony Louis
- Dziwnie za czysto było w tym domu.- powiedział Zayn.
- Wręcz za bardzo. Jak nie w domu One Direction.- powiedziałam a potem znowu wybuchłam śmiechem.
- A tak w ogóle, to śliczne maci buźki. Aż miło się na was patrzy.- powiedziałam.
- Jesteście okropni!- krzyknął Harry.
- To co? Mamy znowu wyjechać?- zapytałam
- Nie!- krzyknęli wszyscy.
- W nagrodę jedziemy na kręgle? Co wy na to?- zapytałam, nadal obrażonych chłopaków.
-Siostrzyczko twoja propozycja jest bardzo kusząca… No może... A potem pojedziemy na pizzę...- powiedział blondyn.
- Niall! Mamy być obrażeni!- krzyknął Liam.
- No, ale kręgle i pizza wydają mi się bardzo kuszące...- upierał się Niall.
- To jak?- zapytał Malik.
- No niech wam będzie...- uległ również Harry.
- Ale najpierw idziecie się umyć, a ja zrobię śniadanie.- powiedziałam.
- Kiedy wróciliście?- zapytała nas Lexi, kiedy tamci wyszli.
- Około pierwszej w nocy.- powiedziałam.
- Chłopaki dostawali niezłego bzika. Nie mogli się doczekać, kiedy wrócicie. Dlatego nie robili żadnych imprez, żeby dom został czysty.- powiedziała nam Lexi.
- Upsss... no jaka szkoda, że nabałaganiliśmy...
I znowu zaczęliśmy się śmiać.
W garażu chłopaków panował istny burdel. Pełno śmieci po wielu imprezach. Chłopaki byli tak leniwi, że nawet nie chciało im się wyrzucić śmieci do kosza, tylko do garażu. Postanowiliśmy to z Zaynem wykorzystać, a przy okazji wrobić chłopaków. Ich miny były rewelacyjne, kiedy zobaczyli to co się dzieje w mieszkaniu. Oczywiście wszystko nagraliśmy i zrobiliśmy kilka zdjęć, kiedy chłopcy sprzątali.
Chociaż, trochę mi się szkoda ich zrobiło, kiedy dowiedziałam się że przez cały ten czas, dom utrzymywany był w czystości. No, ale. Czego się nie robi, dla dobrej zabawy?
Poszłam do kuchni i wzięłam się za smażenie moich naleśników. Pogadaliśmy trochę z Lexi, która nam opowiedziała jak tamci się nudzili przez ostatni tydzień.
- Proszę bardzo. W ramach przeprosin.- powiedziałam do chłopaków, którzy zeszli na dół.
Postawiłam na stole stos ulubionych naleśników One Direction.
Kiedy śniadanie było zjedzone, pojechaliśmy prosto do kręgielni.
Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja byłam z Zaynem, Lexi i Niallem, a reszta tworzyła drugi zespół.
Bawiliśmy się rewelacyjnie. Nie zabrakło przy tym śmiechów i oczywiście głupich żartów chłopców.
Cały czas był remis i to mój rzut był ostatecznym.
Wzięłam jedną kulę i ją pocałowałam na szczęście.
- Czekaj.- powiedział Zayn, który pojawił się zaraz koło mnie.
Przytulił mnie od tyłu i również pocałował kulę. A potem razem ją potoczyliśmy.
Jeszcze parę metrów i...
- Jest! Wygraliśmy!- krzyknęłam.
Za pierwszym razem, kula zbiła wszystkie kręgle.
- To jest nie fair! Zayn, pomagałeś jej!- krzyknął Harry.
- Ja? Skądże znowu! Co to za pomysł?- bronił się Zayn, który dalej obejmował mnie w pasie.
- Chcę dogrywki!- krzyknął Lou.
- Może nie dzisiaj? Niall, jesteś głodny?- zapytałam
- Nie zmieniaj tematu!- krzyknął Harry.
- Idziemy jeść!- wydarł się blondyn.
Wszyscy wybuchli śmiechem, oczywiście oprócz Hazzy i Louisa, którzy dalej upierali się o dogrywkę.
A my z Zaynem dalej staliśmy na torze i zaczęliśmy się całować.
- O fuuu! Musicie przy nas?- usłyszałam głos braciszka.
Nie zważając na ich komentarz, całowaliśmy się dalej.
- Nie no, dajcie sobie już spokój! Nie w miejscu publicznym, do cholery!- krzyczał Louis.
- A co zazdrosny?- zapytał Zayn, kiedy odkleiliśmy się od siebie.
Lou nic nie powiedział, tylko pokręcił głową.
Wyszliśmy z kręgielni i poszliśmy do pizzerii. Oczywiście chłopcy znowu musieli się pokłócić, jaką pizzę zamówić, a ludzie gapili się na nas jak na jakąś bandę rozwydrzonych gówniarzy.
W końcu doszliśmy do kompromisu i zamówiliśmy 5 pizz.
W między czasie zadzwonił telefon Nialla.
- Jak zwykle coś, albo ktoś musi nam zepsuć dobrą zabawę...- powiedział wkurzony i odrzucił połączenie.
- Kto to?- dopytywała się Lexi
- Paul.
- Znowu?- zapytał Louis
- Jak to znowu?- zapytałam.
- Od kilku dni męczy nas swoimi telefonami. Mówiliśmy mu, że chcemy odpocząć po trasie koncertowej, ale ten nie daje nam spokoju.- wyjaśnił mi brat
- Koncerty, wywiady, sesje zdjęciowe i tak w kółko.- uściślił Harry.
- Ale nasi chłopcy się nie poddają i walczą o swoje.- powiedziała Lexi i objęła Nialla ramieniem.
Przez resztę popołudnia bawiliśmy się w najlepsze. Po napełnieniu żołądka Nialla poszliśmy całą grupką na spacer, ale... taa... z chłopakami na spacer? To musi być wyczyn.
Lou oczywiście ganiał gołębie, Harry znalazł małego kotka, który szwędał się za nami, Niall marudził że jest głodny, a Zayn przeglądał się w każdej szybie.
Od czasu do czasu podchodziły fanki. Grzecznie prosiły o zrobienie zdjęcia i o autograf i uciekały w swoją stronę.
Robiło się co raz ciemniej i postanowiliśmy wracać do domu.
- My będziemy za jakąś godzinę.- powiedział Zayn i pociągnął mnie w nieznanym kierunku.
- A tobie jeszcze mało jak na dzisiaj?- zapytałam.
- Nie, ale po prostu, chciałbym spędzić trochę czasu z moją dziewczyną.
Uśmiechnął się szeroko i złapał mnie za rękę. Szliśmy dosyć długo, a ja nadal nie wiedziałam gdzie jest nasz cel.
- Jesteśmy.- powiedział Malik.
- Chyba cię pogięło.
- Dlaczego?
- Ja tam nie wejdę!
- Sama na pewno nie.
- Zayn proszę...
- Przykro mi, ale na marne twoje prośby.
I zaraz byłam na jego rękach. Stanęliśmy w kolejce, która szybko minęła i już siedzieliśmy w jednej kapsule London Eye.
- Piękna róża dla pięknej pani.- powiedział Zayn i podarował mi czerwony kwiatek.
- Ty to już sobie wszystko obmyśliłeś, prawda?- zapytałam.- Najpierw będziesz milutki, a potem zaciągniesz mnie w jakieś krzaczory i tam mnie zostawisz.
- W sumie, to chciałem spędzić uroczy wieczór z tobą, ale twoją propozycja jest o wiele lepsza.
Zaczęliśmy się śmiać i w końcu ogromne kółko ruszyło, a my podziwialiśmy nocne życie Londynu.
Zayn cały czas mnie przytulał do siebie i nie puścił mnie nawet na sekundę. Z resztą, ja bym mu nie dała. Kurczowo trzymałam jego rękę, tak żeby mnie nie wypuścił. Szczerze mówić, to strasznie się bałam. Może i widok był piękny, ale strach jeszcze większy.
W końcu wyszliśmy z machiny i ruszyliśmy w stronę domu z uśmiechami na twarzach.

No i kolejny rozdział mojego opowiadania ;> Myślę, że sie podoba i zachęcam do komentowania. <33 Malikowa ;*

sobota, 14 września 2013

Niall- cz. XI

*Niall*
- Przesadziłeś stary.- powiedział Harry.
- Ja przesadziłem? Ja?! Ty widziałeś jak się dusiła 10 minut temu? Widziałeś jak nie mogła złapać powietrza?! Jeszcze parę minut, a już by nie żyła!
- Ale nie musiałeś od razu tak na nią krzyczeć. Mogłeś na spokojnie z nią porozmawiać w domu. Widziałeś, że była zmęczona...- zaczął mówić Lou.
- Powinniśmy jechać jak najszybciej do szpitala, a nie jeszcze do domu!
- A nie pomyślałeś, że ona po prostu miała już tego dosyć? Za dużo wrażeń jak na dzisiaj, nie uważasz?!- krzyczał Harry.
- Kłótnią nic nie wskóracie!- krzyknął Liam, który wyszedł z samochodu.
No pięknie. Jeszcze on się zgubi i będziemy musieli szukać i Liama i Pauli. Zajebiście.
Oparłem się o kierownicę i miałem w dupie to, że sparaliżowaliśmy całe skrzyżowanie.
Czy ja robię coś złego?
Czy to grzech, że po prostu martwię się o własną siostrę?
Ja nie wytrzymam kolejnej rozłąki. Te dwa lata były dla mnie udręką. Chociaż super się bawiłem razem z chłopakami, ale to nie to samo co przy Paul. 
Ona nie była moją siostrą. Ona była częścią mnie. Moim drugim organizmem, bez którego nie da się żyć...
*Liam*
- Kłótnią nic nie wskóracie!- krzyknąłem i wybiegłem z samochodu.
Biegłem najszybciej jak tylko mogłem. Co trochę utrudniał mój żołądek zapełniony kanapkami z baru. Swoją drogą były przepyszne.
Ale biegłem dalej. Nie mogę jej zostawić teraz samej.
Wiadomo, co jej teraz strzeli do tej głowy?
Dobiegłem do parku, gdzie zobaczyłam jak siedziała na jednej z ławek i usiłowała złapać oddech.
Zacząłem krzyczeć jej imię i szybko do niej podbiegłem.
- Już myślałem, że cię nie dogonię...
- Co ty tu robisz?
- Pobiegłem za tobą. Myślałaś, że cię zostawię samą?
- Tak, tak właśnie myślałam. Miałam nadzieję na 15 minutowe pobycie tylko koło swojej osoby.
- Przykro mi, ale zmienię ci plany.
Paula spojrzała na mnie złym wzrokiem, a potem głośno westchnęła.
- Jeżeli masz mi prawić kazania na temat, żebym pojechała do szpitala to tracisz tylko czas.
- Nawet nie mam zamiaru nic takiego mówić.
- To po co tu jesteś?
- Siedzę z moją przyszywaną siostrą.
- Chociaż z przyszywanym bratem mogę pogadać, bo z rodzonym będzie trudniej...
- Jemu też nie jest łatwo. Zrozum to. On... on po prostu martwi się o ciebie. Nie chce, żeby stała ci się krzywda.
- To co? Nawet jak się skaleczę, to od razu będzie chciał jechać do lekarza, bo może mi się wdać jakiejś zakażenie?
- No tak, trochę przesadza, ale może pogadacie o tym? Jak będziecie się kłócić, to nic z tego nie wyjdzie...
Usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz.
- Tak?
- Znalazłeś ją?
- Tak. Za parę minut będziemy.
- To dobrze. Przyjdźcie jak najszybciej. Niall chce dzwonić już na policję. Nie mogę go uspokoić. Co chwila staje przed lustrem i krzyczy na siebie. Boże, po raz pierwszy widzę go tak wkurzonego.
- Zaraz będziemy.
- Dobra, na razie.
- Powinniśmy już iść...- powiedziałem do Pauli.
- A co? Niall tak ci karze?
- Nie. Tym razem to Zayn.
Dziewczyna popatrzyła na mnie przez chwilę, a potem spuściła wzrok w ziemię.
- Coś się stało?- zapytałem
- Nie, nic.
- Jasne ja boję się łyżek?
Paula zaśmiała się i w końcu pokazała swój piękny uśmiech.
- To jak? Powiesz mi, co się dzieje? Mi możesz zaufać...
- Wiem Liam, ale to nie jest takie łatwe do wytłumaczenia.
- Chodzi ci o Zayna?
Dziewczyna spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, na co się tylko uśmiechnąłem.
- Może chłopaki nic nie widzą, ale ja mam jednak dobry wzrok. Przecież widzę, że jest coś z wami nie tak...
- Właściwie, to sama nie wiem. Niby uważam go za najlepszego przyjaciela, ale...
- Kochasz go?
Westchnęła. Czyli jednak miałem rację. Wiedziałem, że coś jest pomiędzy nimi, ale nie mogłem dociec, co takiego.
- Powiedz mi... czy Zayn był szczęśliwy kiedy był z Arią?- zapytała niepewnie.
- Powinnaś sama go o to zapytać, ale jeśli chcesz znać moje zdanie to... nie. Męczył się strasznie przy niej. Aria pomiatała nim na wszystkie strony, a Zayn był jak piesek na zawołanie. Kilka razy, Zayn próbował z nią zerwać, ale wtedy ona szła do Paula. Ten oczywiście robił wszystko aby ich związek przetrwał, bo podobno dzięki niej nie straciliśmy reputacji...
- Współczuję wam. Nie macie w ogóle życia, przez to że jesteście gwiazdami...
- Ale wiesz, zawsze są z tego jakieś korzyści. Mam czterech braci i od niedawna młodszą siostrę, którą zawsze chciałem mieć. I nie zależnie od sytuacji, zawsze będę po twojej stronie.
Chciałem objąć ją ramieniem, ale ptak narobił mi na rękę.
Paula głośno się zaśmiała, po czym wstała z ławki i pociągnęła mnie za ręce.
- Lepiej już chodźmy, zanim przyleci jeszcze jeden ptak przyleci i ci to poprawi.
- Paula, obiecasz mi coś?
- Co takiego?
- Porozmawiaj z Zaynem. Tylko o to cię proszę...
Paula nic nie powiedziała. Zamiast tego pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
W czasie drogi powrotnej opowiedziała mi o wszystkim. Co wydarzyło się na balu, potem jak przerwałem ich rozmowę w samochodzie. Jak Zayn próbował ją dzisiaj pocałować, ale oczywiście Lou musiał im w tym przeszkodzie. Opowiedziała mi też dzisiejszą rozmowę w telewizji. Trochę mnie to zszokowało, to co Paulina powiedziała. Zayn, jeszcze nigdy tak się nie zachowywał...
- Ja już na serio nie wiem co mam robić...- powiedziała zmarnowana Paula, kiedy staliśmy już przed domem.- Jeszcze doszedł do tego Niall, który traktuje mnie jak małolatę...
- Hej, spokojnie. Wszystko jakoś się ułoży. Jak nie jutro, to na pewno za kilka dni, ale na pewno wszystko będzie dobrze. Obiecuję...
- Dzięki Liam. Dziękuję, że wysłuchałeś mnie i że mi pomagasz.
- Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć... No dobra, a teraz, nie żeby coś ale...
- Tak, tak. Oczywiście że zrobię ci kolację.- powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
Weszliśmy do domu z głośnym śmiechem. W środku, panowała cisza. Hm, jak na mój gust, to albo chłopaki gdzieś się wynieśli, albo...
- Louis! Odwal się ode mnie!- krzyczał Harry, który zbiegł szybko po schodach w samych bokserkach i bluzce.
- Gdzie są moje szelki?!- wydzierał się pasiasty, który biegł za Harry, z prostownicą w ręku.
- Yyy... o co tutaj chodzi?- zapytała zdezorientowana Paula.
- Nie mam zielonego pojęcia...
Poszedłem do salonu, gdzie na kanapie siedział Zayn i oglądał wiadomości.
- Zayn, co tu się dzieje?
- O, jesteście już. Nareszcie. W zależności o co ci konkretnie chodzi...
- Chodzi mi o...
Nie dokończyłem bo zostałem oblany wodą, przez Louisa.
Odwróciłem się w stronę chłopaka, który stał za mną. W jednej ręce trzymał wiadro z wodą, a w drugiej prostownicę.
- Emmm, może wyprostować ci włoski?- zapytał po czym szybko pobiegł na dwór, a ja za nim.
*Paula*
To co się działo w domu, to było jakieś istne szaleństwo! Harry bez spodni, Lou z prostownicą, a Zayn jak gdyby nigdy nic siedział sobie w salonie.
Liam pobiegł za Louisem, który oblał go niechcący wodą, a ja zostałam sama z Mulatem.
- Gdzie jest Niall?- zapytałam
- Pięć minut temu pojechał do Lexi.
- Aha...
Przez ten dzisiejszy wywiad nie widziałam się moją przyjaciółką. Trochę za nią tęskniłam, bo tylko z nią mogłam poważnie pogadać. No i teraz jest Liam, ale to nie jest to samo co rozmawianie z Lexi.
Bez słowa opuściłam salon i poszłam do siebie. Przebrałam się w wygodniejsze ciuchy i już byłam w kuchni w celu zrobienia kolacji. Postanowiłam zrobić zapiekankę ziemniaczaną.
Kiedy danie wstawiłam do piekarnika  kuchni pojawił się mój brat.
-Paula, ja... ja przepraszam. Nie powinienem tak od razu na ciebie naskakiwać. Ale spróbuj mnie też zrozumieć. Myślałem, że dzisiaj... tam pod tym budynkiem... Bałem się... Cholernie się bałem...
Podeszłam do niego i zrobiłam mocnego miśka.
- Rozumiem cię, ale zrozum, że trochę przesadzasz. I następnym razem, tak łatwo ci nie wybaczę.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.- A teraz wołaj chłopaków, kolacja jest już gotowa.
*14 dni później*
Dni mijały w zaskakującym szybkim tempem.
Przez codzienne przygotowania chłopaków, do koncertów i trasy w ogóle ich nie widziałam. Swoją drogą również miałam próby, na bal charytatywny.
Chłopaki codziennie siedzą po kilka godzin w studiu nagraniowym, ja jeżdżę na salę kongresową. Każdy ma co robić. Można tylko usłyszeć głuche "cześć" przy śniadaniu, co się rzadko zdarzało, a potem powrót zmęczonych chłopaków do domu i głośne chrapanie. Dobrze, że przynajmniej jest ze mną Lexi, bo inaczej zanudziłabym się tam na śmierć. Dziewczyna mówi, że to wszystko zaraz minie, że znów będzie tak jak wcześniej. Mam taką nadzieję.
W ciągu tych paru dni, mój stan zdrowia znacznie się pogorszył. Nie wiedziałam tylko dlaczego. Codziennie atakował mnie nagły kaszel, miałam duszności i silne ukłucia w sercu.  Przez to musiałam zrezygnować ze wspólnej trasy i koncertów. Kiedy chłopaki pojadą, ja polecę do domu i pogadam z lekarzami. Oczywiście byłam w miejscowym szpitalu, ale to właśnie oni kazali mi wracać i w domu zrobić wszelkie badania.
Wiedziała tylko o tym Lexi. Prosiłam ją, żeby nikomu nic nie mówiła. Niallowi powiedziałam, że Alice ma urodziny i po prostu chcę być z nią w tym ważny dla niej dniu. A on jak głupi mi uwierzył.
Z Zaynem nie rozmawiałam. Chłopak musiał wyjechać do rodziny. Z tego co mi wiadomo jego ojciec leży w szpitalu i jest z nim bardzo ciężko. Przyjedzie dopiero na koncerty, akurat wtedy kiedy ja wyjeżdżam.
No cóż... chyba nie jest nam pisane bycie ze sobą...
Mój występ okazał się kolejnym krokiem do mojej kariery, z czego nie byłam zadowolona. Ale mniejsza o to.
Właśnie siedzę wygodnie w samolocie i lecę do domu. Nie wiem czy wrócę do Londynu. Z jednej strony pokochałam to miasto, ale z drugiej nie mogłam znieść nieobecności ważnych dla mnie osób...
*Zayn*
W końcu wracam do Londynu. Nareszcie. Już myślałem, że się nie doczekam. 
Z moim ojcem jest już wszystko dobrze i wyszedł ze szpitala. W trakcie mojej obecności w domu rozmyślałem nad wieloma sprawami i doszedłem do wniosku, że muszę powiedzieć Paul, że ją kocham. Ta rozłąka była dla mnie udręką. Marzyłem tylko o tym, żeby ją znowu spotkać, przytulić i powiedzieć na głos "kocham cię".
- Wróciłem!- krzyknąłem, kiedy przekroczyłem próg domu One Direction.
Od razu na dół zleciała się cała czwórka i zaczęła mnie witać.
Zaraz, chwila. Ale gdzie jest Paula?
- Musiała pojechać do domu...- wyjaśnił loczek, który zobaczył jak się rozglądam po pomieszczeniu.
- Ale...
- Urodziny Alice, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Z tego co pamiętam Alice miała urodziny w zimę, a nie w wakacje...- zaczął mówić Niall.- Powiedziała też, że kontaktował się z nią lekarz i kazał jej zrobić badania kontrolne.
- I nie pojechaliście z nią?- zapytałem zszokowany.
- Zayn, jutro koncert, a za 3 dni zaczynamy trasę...- powiedział Liam.
- Miała przecież jechać z nami.
- "Będę wam tylko przeszkadzać"- próbował naśladować jej głosu Louis.
- Swoją drogą, trochę odpocznie od nas. No, a co tam u ciebie? Z ojcem wszystko w porządku?- zapytał Niall.
- Tak, tak. Sorry chłopaki, ale pójdę się trochę zdrzemnąć. Pogadamy jutro.
I poszedłem do siebie. Jak ona mogła? Ja przez całą drogę martwiłem się jak ona zareaguje na moje wyznanie, a tu co? Wyjechała...?
*16 dni później*
Trasa dobiegła końca. Nareszcie. Nie to, że mi się nie podobało, ale już miałem dosyć tego wszystkiego. Bawiłem się świetnie z chłopakami, ale za bardzo tęskniłem za Paulą.
Odwołano nam kilka koncertów, przez co mogliśmy wcześniej jechać do domu.
- Jedź do niej.
- Co?
- Mówię, żebyś jechał do Pauli. Przecież widzę, jak za nią tęsknisz.
- Niall, ja nie wiem o czym ty...
- Przestań pieprzyć i jedź do niej! Ja też za nią tęsknię, ale ty to chyba bardziej.
- Na pewno? Poradzicie sobie?
- Masz. Już ci nawet bilet kupiłem. Lot masz za 3 godziny.- powiedział blondyn i wręczył mi bilet.
- Dzięki stary.
- Tylko wiesz, żeby zaraz się nie okazało że zostanę wujkiem.
Nie powiem jego komentarz troszeczkę mnie zdziwił. Pobiegłem szybko do siebie i zacząłem pakować swoje rzeczy do walizki, która stała jeszcze nie sprzątnięta po trasie koncertowej.
Pożegnałem się z chłopakami i pojechałem na lotnisko. Byłem taki zdenerwowany, że uhhh...
W końcu siedziałem w samolocie.
Lot trwał 4 godziny. Szybko zamówiłem taksówkę i podałem adres dziewczyny.
Byłem na miejscu. Stałem przed jej drzwiami i zadzwoniłem dzwonkiem.
No Zayn, teraz pokarz na co cię stać.- powiedziałem do siebie.

Drzwi się otworzyły i zobaczyłem jakiegoś chłopaka. 
- Emm... jest Paula?- zapytałem niepewnie.
- Paula! Ktoś do ciebie!- krzyknął chłopak i zaprosił mnie do środka.- Jestem Colin.
- Zayn.
- Już idę!- usłyszałem głos Pauli. Boże, jak mi go brakował przez ostatnie tygodnie.
Dziewczyna szybko zbiegła po schodach i kiedy mnie zobaczyła stanęła jak wryta.
- Paula...- zacząłem.
Dziewczyna zmieniła się. I to bardzo. Była strasznie chuda i blada. Ale dla mnie zawsze piękna. Na jej rękach można było zobaczyć liczne blizny, tylko nie miałem pojęcia po czym.
- Tato! Gdzie jest Maula?- usłyszałem dziewczęcy głos. Po schodach zaraz zbiegła dziewczynka, w wieku może 4 lat.
- Colin zabierz Ashley.- powiedziała Paula, nadal patrząc na mnie.
- Ashley, chodźmy już...- powiedział Colin
- Ale ja nie chcę!- krzyczała mała i pobiegła do Paul.
- Przykro mi, ale muszę załatwić ważną sprawę z tym, o to panem.
- A jutro się spotkamy?- zapytała ze łzami w oczach Ashley
- Jak nie będziesz płakać to na pewno.- powiedziała Paula i dała dziewczynce buziaka w policzek.
- Zdzwonimy się.- powiedziała Paula do Colina.
Ten podszedł do niej i również pocałował ją w policzek.
Zaraz, chwila!
Co tu jest grane?! Kim jest ten cały Colin?! I co to za dziecko?!
- Czego chcesz?- zapytała mnie Paula, kiedy tamci wyszli.
- Kto to jest?
- A co cię to interesuje? Zadałam ci pytanie.
- Ja również. Kim jest ten facet i to dziecko?
- A co? Zazdrosny?
- Nawet jeśli, to i tak chcę wiedzieć kto to jest.
- Nie będę nic mówić, komuś kto mnie okłamywał.
- Co takiego?
- Myśli, że co? Że ja nie mam uczuć? Że te wszystkie nasz spacery tutaj i w Londynie, to ja brałam za wypad przyjacielski? Wiesz, jak mnie zabolał, jak powiedziałeś że masz dziewczynę? Moje serce rozpadło się i nie chce się podnieść do tej pory, nawet jeśli już nikogo nie masz. A potem jeszcze ta cholerna impreza! "Przepraszam za to co powiedziałem, lub zrobiłem."- Paula zacytowała moje słowa- Przepraszasz, za to że powiedziałeś że mnie kochasz?
Czyli pamiętała... Ona wszystko pamiętała...
- Myślałem... myślałem, że nic nie pamiętasz... że...
- Nie pamiętam, jak powiedziałeś "Kocham cię Paula"? Mylisz się... Potem jeszcze twoje dziwne zachowanie… Zayn ja miałam tego dosyć! A teraz najlepiej by było gdybyś już sobie poszedł.
- Nigdzie się stąd nie ruszam. Przez te kilka tygodni, nawet nie wiesz co ja przeżywałem! Kiedy wróciłem do Londynu, chłopaki powiedzieli że pojechałaś do domu. To był jedne wielki koszmar, że nie mogłem cię zobaczyć, że nie mogłem ci powiedzieć czegoś co zmieni moje życie.
- Zayn, proszę cię wyjdź...
- Paula, ja cię kocham! I to co mówiłem na imprezie to też była prawda! Nie rozumiesz tego?
Spojrzałem na jej bladą twarz, po której spływały łzy.
- Już teraz wiesz, dlaczego przyjechałem. Nie mogę wytrzymać bez ciebie. Działasz na mnie jak narkotyk. Jesteś moim małym uzależnieniem. Moją własną słabością. Jesteś moim całym życiem...
- Zayn, ja... ja nie wiem co powiedzieć. Ja myślałam, że zapomniałeś o tym co było. Że zapomniałeś o mnie. Codziennie patrzyłam w internecie gdzie teraz się znajdujecie. Oglądałam filmiki z koncertów, na których wyglądało że jesteś szczęśliwy... Uśmiechałam się samowolnie do siebie. Nawet nie wiesz co ja tu przeżywałam. Myślałam, że oszaleję...
- Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłem. Patrz. Zawsze to noszę na sercu.- powiedziałem i wyciągnąłem z kieszeni koszuli zdjęcie moje i Pauli .- Miałem je zawsze. Na koncertach, wywiadach. Wszędzie. Długo rozmyślałem nad tym, co do ciebie czuję i teraz już wiem!
Dziewczyna patrzyła na zdjęcie, które jej podałem. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi. I chociaż jeszcze wtedy łączyła nas przyjaźń to i tak uwielbiałem to zdjęcie.
Ale potem przypomniałem sobie o tym Colinie i tej małej dziewczynce... Oni razem tak fajnie wyglądali. Jedna szczęśliwa rodzina.
- Ale chyba ktoś mnie uprzedził... Bądź... bądźcie razem szczęśliwi...- powiedziałem.
Podszedłem jeszcze do niej i mocno pocałowałem w czoło. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
Zayn, to przecież twoja wina. Powinieneś walczyć o nią dużo wcześniej, a nie teraz.
Bez słowa opuściłem dom, w którym zostawiłem moją cząstkę siebie. Moje całe życie...
*Paula*
Czy... czy on... czy ja dobrze zrozumiałam?
"Paula, ja cię kocham!"
Czyli jednak on pamiętał, to co mówił po tej gali. On wszystko pamiętał...
Zanim mogłam coś powiedzieć, jego już nie było.
Wybiegłam szybko przed dom i zobaczyłam jak odchodzi.
-Zayn!
Chłopak stanął, a potem odwrócił się w moją stronę.
Zaczęłam biec.
Nie mogłam znowu go stracić! Nie po tym, co mi powiedział!
Biegłam co raz szybciej, a odległość między nami nadal była taka sama.
W końcu i on się ruszył i biegliśmy teraz razem.
Jeszcze tylko 5 metrów... 4... 3... 2...
Nim ogarnęłam co właśnie zrobiłam, a już staliśmy na środku ulicy całując się.
- Zayn, ja ciebie też kocham.- powiedziałam i musnęłam go w usta.
Zobaczyłam, jak jego oczy zaczęły błyszczeć.
Podniósł mnie do góry i zaczął kręć wokół własnej osi.
- Proszę cię, nie opuszczaj mnie...- powiedziałam do niego przez łzy.
- Teraz, to już nigdy.
I znowu mnie pocałował, a w moim brzuchy już nie było motyli jak poprzednim razem.
O nie.
Teraz to były wielkie ptaki, trzepoczące swoimi skrzydłami.
Zayn złapał mnie za rękę i poszliśmy do mojego domu.
Kiedy byliśmy już w środku, zamknął drzwi na klucz i zasłonił wszystkie okna. Potem wrócił do mnie i zaczął mnie całować.
Najpierw delikatnie, a potem co raz zachłanniej.
Próbowaliśmy wszystko nadrobić. Ten czas kiedy się nie widzieliśmy nadrabialiśmy poprzez nasze pocałunki, które doprowadzały mnie do szaleństwa.
Czy może być coś lepszego, od tego że właśnie dowiedziałam się, że Zayn mnie kocha?
Że ja kocham jego? 
Że my kochamy siebie?
- Nigdy cię nie opuszę. Już zawsze będziemy razem. Do końca życia.- szepnął mi do ucha.
Spojrzałam na niego. Na jego oczy, w których nadal były łzy. Otarłam je delikatnie opuszkami palców.
- Na prawdę tego chcesz? Męczyć się ze mną?- zapytałam rozbawiona
- To nie żadna udręka. To spełnienie swoich marzeń, że w końcu mam przy sobie osobę, dla której mam żyć.
***
Obudziły mnie promienie słońca, które przedarły się przez nie zasłonięte okno.
Przewróciłam się na drugą stronę i zobaczyłam śpiącego Zayna.
Czyli jednak to nie był sen. On był i jest tu na prawdę.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Musnęłam chłopaka w usta i już chciałam wstać, ale ten pociągnął mnie za rękę i już obdarowywał mnie swoimi pocałunkami.
- Myślałam, że jeszcze śpisz.
- Jak mógłbym przegapić taką pobudkę? Hm?
I znowu mnie pocałował.
- Dobra, koniec tego dobrego.- powiedziałam kiedy oderwaliśmy się od siebie i spojrzałam na zegarek.- Za 2 godziny muszę być w szpitalu.
- Co? Po co? Dlaczego? Ale...- zapytał zdezorientowany chłopak.
I gdybym mu nie przymknęła usta swoimi, pewnie zadawał jeszcze parę innych pytań.
- Jak wstaniesz, to ci wszystko powiem, dobrze?
Zayn niechętnie wypuścił mnie ze swych objęć, ale w końcu dałam za wygraną.
Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, 
przebrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż.
Zaraz po mnie do łazienki wszedł Zayn.
Poszłam do kuchni i zaczęłam robić kanapki.
- No dobra. A teraz powiesz mi, po co masz jechać do szpitala i kim jest ten cały Colin?- zapytał wkurzony chłopak, kiedy siedzieliśmy już przy stole.
- Zazdrosny jesteś?
- O ciebie? Zawsze.
- Colin jest moim znajomym ze szkoły. Jak widziałeś ma córkę Ashley, którą nie ma się kto zająć, bo teraz Colin jeździ na uczelnię. Jestem tak jakby opiekunką Ashley.
- A gdzie jest jej matka?
- Miała wypadek samochodowy 2 lata temu. Dziewczynka wychowuje się bez matki. Dlatego nazywa mnie Maula. Skrót od mamy i Paula. Czasami też nazywa mnie swoją mamą, co trochę jest dla mnie ciężkie...
- A ja już myślałem, że...
- Że Colin jest moim chłopakiem?
- No wiesz, ta wczorajsza sytuacja była dla mnie trochę dziwna.
Zaczęłam się z niego śmiać, na co on zrobił tylko obrażoną minę.
- No dobra, a do szpitala to po co?
- Jestem na obserwacji i w sumie to powinnam tam leżeć, ale mniejsza z tym. Moje serce znowu szwankuje. Codziennie robię badania i w ogóle.
- To po tym masz te blizny?- zapytał mnie i wskazał na moje ręce.
- Codziennie mnie kują, więc chyba jakiś ślad musi zostać, nie?
- A ty, tak to wszystko odbierasz z uśmiechem i w ogóle się nie martwisz.
- A co mam płakać?
Zayn nic nie powiedział, tylko zaczął kręcić głową.
- Wracasz ze mną do Londynu?- zapytał po krótkiej ciszy.
- Właściwie, to... zamierzałam już tutaj zostać...
- Co takiego?! Nie możesz! Skoro ty zostajesz, to i ja też.- krzyczał.
Westchnęłam. Wiedziałam, że tak będzie. Dlatego nic nikomu nie mówiłam.
- Zayn proszę cię, nie denerwuj się. Ja... ja nie wiem czy chcę tam wrócić... Muszę czekać jeszcze na wyniki badań. To nie jest takie proste jak ci się wydaje.
- Przepraszam, poniosło mnie... Ja nie wytrzymam bez ciebie. Z resztą nie tylko ja. Niall, miał tutaj lecieć, ale oddał mi swój bilet.
- Na serio?
- Prosił tylko, żeby nie został zaraz wujkiem.
- Bardzo śmieszne... Idziesz ze mną?
- Jeszcze się pytasz.
15 minut później byliśmy w drodze już do szpitala. Chciałam jechać samochodem, ale Zayn powiedział że trochę Świerzego powietrza mi nie zaszkodzi.
No tak, cały Zayn. Przez całą drogę nie puścił mojej ręki nawet na pięć sekund.
W końcu doszliśmy do budynku. Chłopak czekał w poczekalni, a ja siedziałam już wygodnie w fotelu i pobierano mi krew. Zrobiono mi jeszcze EKG i kilka innych badań.
- Chyba już wiemy, co pani dolega.- powiedział lekarz, kiedy siedziałam w jego gabinecie.- Jutro jeszcze przyjdą potwierdzające wyniki i będziemy mogli zacząć leczenie. Ta nagła zmiana pracy pani serca, spowodowana była życiem w stresie. Proszę się oszczędzać, to dla pani zdrowia.
- Ile czasu potrwa leczenie?- zapytałam lekarza.
- Przez 4 dni będzie musiała pani zostać w szpitalu. Będziemy podawać pani leki przez kroplówkę. Tak chyba będzie najlepiej. A potem zobaczy się jeszcze co i jak.
- Dziękuję panu bardzo...- już miałam wychodzić, ale do mojej głowy wpadło jeszcze jedno pytanie.- Panie doktorze? Czy po tej serii leków będę mogła wyjechać spowrotem do Londynu?
- Pożyjemy zobaczymy. Na razie niczego pani nie obiecuję.
Podziękowałam jeszcze raz i wyszłam z gabinetu.
- I jak?- zapytał mnie Zayn, który czekał przed samymi drzwiami.
- Mam jeszcze jutro przyjść, potem zostaję w szpitalu na 4 dni. A później się zobaczy...
- Wszystko będzie dobrze.- powiedział i pocałował mnie czule w usta.
Uff, w końcu udało mi się dodać rozdział XI, który jest meeeeeeegaaaaa długi, zresztą jak moje wszystkie rozdziały. Myślę, że się podoba ;> < 33 Malikowa

czwartek, 12 września 2013

Harry - część III

-O czym ty chcesz ze mną człowieku rozmawiać?! - zapytałam siedząc przed nim w pięknej kawiarni...
Siedzieliśmy przy moim ulubionym stolik przy oknie. Z okna był widok na fantastyczny i kolorowy ogród. Były tam chyba wszystkie rodziaje kwiatów. Gdy ja podziwiałam widok za oknem, chłopak cały czas mi się uważnie przygląda. Kiedy tylko odwróciłam się w jego stronę uśmiechnął się uwodzicielsko. Na co ja tylko prychnełam. On tylko spojrzał na mnie marszcząc brwi. 
- Chciałem z tobą porozmawiać... Wiesz o czym. Czy ty jesteś za to na mnie zła? - Ostatnie zdanie wypowiedział ze smutkiem w głosie.
- Nie! Wcale! Na codzień osoba której nie znam mnie całuje! - powiedziałam z sarkazmem. Wkońcu sarkazm to mój rodzony brat. Chłopak wydawało mi się albo się zawstdził i jeszcze bardziej posmutniał. 
- Przepraszam cię za to. To był impuls... Ale i tak nie ważne. Chciałbym cię poznać....
- Wiesz co. Żyjemy w dwóch różnych światach. Ty jesteś gwiazdą, a ja normalną osobą. I niech tak zostanie. - Harry patrzał na mnie z niedowierzeniem. Chyba pierwszy raz ktoś mu odmówił i powiedział prawdę prosto w twarz. - Dziękuję za podwózkę. Miłego dnia. Cześć Harry! - krzyknełam, wychodząc już z kawiarenki. Zaczerpnełam świeżego powietrza i ruszyłam w stronę swojego domu. Po drodze sobie wszytsko przemyślałam. Harry, dom, szkoła i tak daalej mogłabym wymieniać. Dom. Z tym domemw którym mieszkam wszystko kojarzy mi się z moim tatą. Tata umarł 2 lata temu. Bardzo to z mamą przeżyłyśmy.  Wiem. To brzmi jak jakiś denny film, ale właśnie tak było. Ojciec był moim przyjacielem. Mogłam mu o wszystkim powiedzieć. Nie krzyczał na mnie tylko starał się mnie pocieszać i pomóc. Po jego śmierci bardzo się zmieniłam. Zamknęłam się w sobie, wpadłam w złe towarzystwo. Przez 1 tydzień był straszny o czym świadczą moje blizny na nadgarstkach, ale to było jednorazowe i żałuję tego. Otatułowałam sobie całe ręce itd. A moja mama. Nie wiem. Interesowała ją tylko praca, a potem znalazła Toma. Teraz jest wszystko dobrze, ale i tak mam ślady na rękach (czyt. tatuaże) i nikt nie potrafi do mnie dotrzeć.Nie jestem już taka kontaktowa. Dlatego tak traktuję Harrego. I te moje przmyślenia zakończyły się przy dzrwaich wejściowych do mojego domu. Teraz właśnie poczułam jak bardzo jestem zmęczona. Nawet nie mam siły iść się wykąpać. ŁÓŻKO! Jak tylko znalazłam się w sypialni biegiem ruszyłam w stronę mięciutkiego łóżeczka. I tak w mgnieniu oka zasnęłam. 
*Następnego dnia 9:00*
Obudził mnie dzwonek dochodzący prawdopodobnie z mojego telefonu. 
-Halo? - powiedziałam niemal niesłyszlnie do słuchawki nie patrząc kto dzwoni.
-Halo! (T.I) przypominam ci że muszisz dzisiaj iść na galę z okazji 2 urodzin teatru ojca. - o nie! kompletnie zapomniałam! Nie wspomniałamm ale mój ojciec był reżyserem. I to bardzo dobrym i za to sławnym. Ja zawsze się chowałam, ale na pogrzebie mnie niestety 'wyłapali'. Nie lubię takich gali. Mają na niej być same sławy i ja.
-Mamoo.. Muszę tam iść. Sama wiesz, że nie lubię takich wydarzeń! Nie jestem jakąś sławą! Wiem że to teatr ojca, ale mogę to uczcić sama w domu!
-(T.I) muszisz iść! Koniec tematu. W szafie czeka na ciebie niespodzianka. Na 18 jest ta gala. Pa!- rozłączyła się zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Yhh! Jak ja tego nie lubię. Ja, sukienka i gala. Wstałam z mojego ogromnego łoża, odkładając telefon na półkę. O... Mój brzuch daje po sobie znak. Czas na tosty i kakao. Jak mój brzuch napełniłam po brzegi, rozpoczełam poranną toaletę. Założyłam dresy i jakąś koszulkę która była w łazience, wysuszyłam moje dość długie brązowe włosy i związałąm je w kucyk. A włąśnie. Mama mówiła coś o niespodzinace w szafie. No to poszłam do pokoju i zobaczyłam co moja rodzicielka dla mnie przgotowała. To co zobaczyłąm troszkę mnie zaskoczyło. W szafie wisała sukienka. Co jak co, ale ta sukienka mi się podoba. Usmiechnełam się do siebie i wyciągnęłam sukienkę do rąk. Ubrałam ją i przy okazji dobrałam dodatki : wysokie czarne szpilki i bransoletki. Nie chcę wyglądać jak choinka. Jest już godzina 13! Wow! Jak ten czas szybko leci. Okey. Ogarnę dom to zajmie mi około godzinę, zrobię sobie obiad i go oczywiście zjem to kolejna godzina, a potem zacznę się stroić. Haha... Jak widać moje 'obliczenia' były dobre. O godzinie 16 zaczełam się malować. Nałożyłam pudry, przyciemiłam troszkę oczy  brązowym cieniem itd. Efekt końcowy mi osobiście się podobał. Szybko się ubrałam i ruszyłam w stronę samochodu. 15 minut później byłam na miejscu, miałam jeszcze 5 minut. Miałam nadzieję że wejdę do teatru bez żadnych kłopotów i zdjęć, ale nadzieja matką głupich. Niestety nie dało się przejść bez zdjęcia, bo 'impreza' się rozkręciała, ponieważ odwiedzili nas One Direction. Chciałm przejść szybko kóło nich jak przeprowadzany był z nimi wywiad, ale reporterka jadnak mnie zauważyła i zawołała. Jak Harry mnie zobaczył aż oczy mu się zaświciły,  na twarzach reszty zawitał tajemniczy uśmieszek. O co im wszytskim chodzi. Odpowiedziałam dziennikarce na kilka pytań i ruszyłam do środka. Na moje nieszczęcie siedziałm rząd przed Loczkiem. Na szczęście podczas występu mnie nie zaczepiał, bo byłam pewna że to zrobi. Więc się mogłam skupić. I nie żałuję. Nigdy nie widziałm tak dobrego przedstawienia. Na końcu były owacje na stojąco i nale żało im się. Teraz czas na after party. Chcę na nim poznać tych aktorów, więc na pójdę. Zwykle nie chodzę na takie imprezy. Same sztywniaki, no może kilka normalnych się trafi. 
-Pięknie wyglądasz. - nagle usłyszałam za plecami, zmysłowy męski głos. Harry. No tak. A któż by inny. 
-Dziękuję bardzo. Ty też całkiem nieźle wyglądasz - odpowiedziałam mu wymuszając uśmiech. Zapadłą niezręczna cisza. On mi się przytpatrywał i próbował załapać mój wzrok. Ja unikałam jego zielonych tęczówek. Na szczęscie przerwano nam i zaczęło się szukanie stolików i zabawa. Stolik miałam z osobami których nigdy w życiu nie widziałm. Patrząc na nich zdawało mi się, że oni jednak bardzo dobrze się znają. Ja siedzałm cicho jak myszka nie wdając się w żadną rozmowę. Kilka stolików dalej zauważyłam wstającego Hazzę. Chłopak ruszył w moją stronę z łobuzerskim uśmiechem. 
- Czy zatańczy pani ze mną? - ukłonił się lekko wyciągając rękę w moja stronę. Popatrzałam na towarzystwo. Raz kozie śmierć. Wolę już iść potańczyć niż zanudzić się tu na śmierć. 
Muszę że wywijaliśmy z Harrym na parkiecie zawodowo. Poznałam go przy tym trochę i nawet polubiłam. Jest inny niż myślałam. Jest normalną osobą jak ja, a nie rozpieszczoną gwiazdeczką. Na przytulańcu odbił mnie Louis.  
-Harry cię bardzo polubił... Chodził wczoraj cały w skowronkach. I chyba przez ciebie - powiedział mi na ucho. Odsunełam się trochę od niego, aby móc na niego spojrzeć czy mówi poważnie. Z tego co wyczytałam z jego miny był śmiertelnie poważny. Szczerze mówiąc, teraz uświadomiłam sobie,że cały czas myślę o Loczku. Nie, nie, nie! Przecież to nie jest możliwe...
___________________________________________________
Witam... Jest III część. Proszę o komentarze i mam nadzieję,
że może się komuś spodoba. Dobranoc ;D
Mrs.Moore