sobota, 12 października 2013

Niall- cz. XVII

*Louis*
- Nie wydaje wam się, że ta akcja jest trochę dziwna?- zapytał Liam.
- Dziwna? To za mało powiedziane! Ja w ogóle nie ogarniam o co w tym wszystkim chodzi!- krzyknął Niall.
- Co tu takiego, do nie zrozumienia? Zayn zrobił dziecko Arii, a Paul ma z tego radochę. Paula cierpi, bo kocha Malika, a on nie wie co ma robić.- skomentował Hazza.
- A ty to jak zwykle przyjmujesz to do wiadomości jak gdyby nigdy nic, tak?- zapytał zdenerwowany Horan.
- Ej chłopaki! Przestańcie się kłócić. Jeszcze bardziej pogorszycie sprawę, która i tak jest ciężka do zrozumienia.- próbowała uspokoić nas Lexi, która chyba jako jedyna trzeźwo myślała.
Po wyjściu Paula i Arii, Zayn od razu poszedł za siostrą Horana, a my siedzieliśmy dalej w salonie nie wiedząc co robić.
No właśnie, co robić?
- Moim zdaniem Aria wymyśliła to dziecko. Z resztą, wystarczy wejść na strony plotkarskie.- powiedział loczek i wziął mojego laptopa, który leżał koło telewizora.
- A po co ci zaglądać na jakieś strony plotkarskie?- zapytałem- Nie wystarcza ci problemów?
- A ty w to wierzysz, że od tak po prostu Aria przyleciała z Mediolanu, bo nagle dowiedziała się, że jest w ciąży?
- W sumie to masz rację...- odezwał się Niall.
- Coś musiało się stać. Coś co przeszkodziło Arii w dalszej karierze.
- Ale to i tak nic nie zmieni.- usłyszeliśmy za sobą głos Paula. Wyglądała, jak nie ona. Czerwone oczy od licznych łez, blada cera i ciemne worki po oczami. Za nią stał Zayn, który wręcz identycznie wyglądał jak brunetka.
- Co masz na myśli?- zapytała Alex.
- To że Aria nie usunie ciąży, nawet jeśli zapłacisz jej nie wiadomo ile.- dokończyła Lexi- Podłym się jest i trzeba się z tym urodzić. Niestety Aria jest taka a nie inna i nikt tego nie zmieni...
- Niall, mogę cię prosić na chwilę?- zapytała cichym głosem Paula.
- Coś się stało?
- Po prostu potrzebuję porozmawiać ze swoim starszym bratem.
- Jasne, chodź na spacer.
- Tylko nie chodźcie za daleko. Paparazzi chodzą cały czas za nami.- powiedział Harry zza ekranu laptopa.
Niall tylko kiwnął głową, a potem objął swoją siostrę ramieniem i wyszli na zewnątrz.
- Z chęcią bym z wami został, ale wiecie...- powiedział Zayn i głośno westchnął- Muszę to wszystko przemyśleć.- dodał i wyszedł do ogrodu.
- To jest nie fair...- powiedział smutno Liam
- Dlaczego?- zapytałem
- Tych dwoje tyle przeszli w swoim życiu, a i tak ciągle mają pod górkę. Nigdy nie mogą dostać tego, na czym im najbardziej zależy, bo zawsze coś musi stanąć im na przeszkodzie.
- Liam spokojnie, nie denerwuj się...- powiedziała Alex i pogłaskała Liama po głowie.
- Jak mam być spokojny?!- krzyknął i schował głowę w swoich dłoniach.- Mój przyjaciel... najlepszy przyjaciel... i moja przyjaciółka...- zaczął szlochać.
- Ej, znalazłem coś!- krzyknął nagle Harry i postawił przed nami laptopa.- Mówiłem, że coś musiało się stać.
Poklepałem Liama po ramieniu i usiadłem koło niego na kanapie.
Harry puścił nam jeden filmik z jakiegoś pokazu mody.
Na wybiegu pojawiła się Aria, ubrana... nie będę komentował w jaki sposób ubrana. ale istotne było to w jaki sposób chodziła.
- Widzicie jak chodzi?- zapytał nas z uśmiechem loczek.- Jakby miała w sobie parę procentów.
- Przecież to jest nie możliwe... Niby w jaki sposób wypuścili ją na wybieg?- zapytała Alex
- Oglądajcie dalej.
Swój wzrok znowu przeniosłem na monitor. Harry miał rację. Od razu było widać, że coś jest nie tak z Arią. Nagle na wybieg wbiegła jakaś babka i chciała złapać Arię za rękę, ale ta szła dalej. Na samym końcu wybiegu stanęła na samej krawędzi i chciała zrobić jeszcze jeden krok i...
- No nie wierzę!- krzyknęła Lexi z lekkim uśmiechem.- Jak profesjonalna modelka, może spaść z wybiegu?
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać i to dosyć głośno. 
Aria pierdoła!
- A teraz posłuchajcie tego.- powiedział Harry i zabrał spowrotem sprzęt na swoje kolana.- "Skandal na pokazie mody! Jedna z wielu profesjonalnych modelek Aria Schy (Arianda Schiffer- 20 lat)..." ona ma na imię Arianda?- przerwał Harry, kiedy czytał jedne artykuł.
- Nie ważne, czytaj dalej.- powiedziała zniecierpliwiona Alex.
Hazza wzruszył tylko ramionami i czytał dalej.
- "Aria Schy (Arianda Schiffer- 20 lat) pojawiła się na wybiegu całkiem pijana! Dziewczyna miała w sobie 2 promile alkoholu i nie wiadomo do tej pory, kto ją wpuścił na wybieg w takim stanie. Według nie potwierdzonych informacji, poprzedniego wieczoru Aria mocno zabalowała na jednej imprezie, wraz ze swoim nowym chłopakiem (James Morley). Impreza nie trwała do białego rana, tylko jeszcze dalej. Dokładnie dwie godziny przed pokazem, Schy wyszła z klubu totalnie nawalona i od razu udała się do swojego domu. Jakim cudem udało się jej przejść niezauważalnie przez organizatorów pokazu? Niedługo się o tym przekonamy."
W salonie zapanowała cisza. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć w tej sytuacji. Jedno jest pewne: już po raz drugi Aria skompromitowała się na swoim "występie" i po raz drugi znalazła się przy Zaynie, akurat wtedy kiedy jest o nas głośno.
- Trzeba to pokazać Zaynowi.- powiedział Styles.
- I co potem? Zmieni to coś? Bo ja myślę, że chyba nie...- skomentowała Lexi.
- No to co twoim zdaniem powinniśmy zrobić?!- krzyknął Harry.
Lexi już chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej w tym mój telefon, który informował o nowej wiadomości.
Zamarłem, kiedy przeczytałem treść.
- Louis? Co się stało?- zapytał niepewnie Liam.
- "Jeżeli Zayn nie zgodzi się na związek z Arią, to będzie koniec One Direction. Wszystkie trasy, koncerty, wywiady zostaną odwołane. Na razie przesunąłem termin nagrywania teledysku. Pozdrawiam- Paul."- przeczytałem.
Harry walnął w stół, Liam zaczął nerwowo obgryzać paznokcie, a dziewczyny patrzyły to na siebie to na nas.
- Kurwa!- krzyknął Styles.- Jak można być takim skurwysynem?!
- Ciekawe dlaczego nie powiedział nam tego, kiedy tutaj był...- zastanawiała się Lexi.
- To jest teraz mało istotne...- powiedziałem.
- Czy tylko mi się wydaje, czy Paul specjalnie robi wszystko żeby wykurzyć stąd Paulę?- zapytał nas nagle Liam.
- Co masz na myśli?- zapytałem
- No to, że od samego początku kiedy Paulina pojawiła się w naszym domu Paul ma jakieś do niej wonty. Czepia się jej o byle co, każe jej robić wszystko, jakby był jej managerem, a wcale tak nie jest. Do tego jeszcze Aria. Ona też nie za bardzo polubiła siostrę Nialla...
- Czyli uważasz, że Paul i Aria grają w jednym zespole?- ponownie zapytałem.
- Który nazywa się "Precz Paula"- skomentowała Lexi.- Liam dobrze mówi. Tu nie chodzi o Zayna, czy to cholerne dziecko. Tu chodzi o to, że Paul boi się konkurencji ze strony Pauli.
- Przecież to bez sensu... Ona nawet nie chce być sławną! Chce zostać w ukryciu, jak najdalej od blasku fleszy i durnych pytań foto reporterów.- powiedział Harry i stanął  przy oknie.
- A dziwisz się jej? Przez to wszystko straciła swojego brata. Już nie będzie tak jak kiedyś, że będą mogli spokojnie pójść na zakupy, czy też do kina.- powiedziała Alex.
Mieli rację. Wszyscy mieli rację. Ale co tu zrobić w tej sytuacji?
Do domu przyszli Niall i Paula, a po chwili pojawił się Zayn.
- O jesteście. Chodźcie musicie coś zobaczyć.- powiedział Harry i ponownie usiadł na fotelu i zaczął grzebać w laptopie.
- Harry, to nie ma sensu...- powiedziała cicho Paula.- Czego nie znajdziesz to i tak nic nie zmieni...
- Mówiłam? Mówiłam.- powiedziała Lexi.
- Więc co zamierzacie?- zapytałem.
Paula westchnęła i spojrzała na Zayna.
- Oficjalnie jestem chłopakiem Arii...- powiedział smutno Mulat.
- A Paula Horan jest sama i chodzi jej tylko i wyłącznie o pieniądze brata.- dodała brunetka.
- No chyba cię pojebało...- skomentował Harold
- A wymyślisz coś lepszego?- zapytała.
- Tak. Jesteś siostrą Nialla Horana i tylko dlatego jesteś sławna. Chyba to jest o wiele lepsze niż jakaś forsa.
- Też jej to mówiłem...- skomentował Niall.
- Dobra, skończmy ten temat, bo mnie zaraz szlag weźmie. Oglądamy coś?- zapytał Liam.
- W sumie, to czemu nie...
- To ja coś przygotuję do jedzenia.- powiedziała Paula.
- A my ci w tym pomożemy.- powiedziała Alex i wszystkie trzy poszły do kuchni.
- Więc, co dalej?- zapytał Horan.
- Żyjemy, jak gdyby nigdy nic i udajemy że jest wszystko dobrze.- skomentowałem.

*Narrator*

*2 tygodnie później*
(Włącz to. Bez tego nie przeczytasz dalszej części. ;>)

Czas miał, a wszyscy myśleli, że jest dobrze. W zwykły dzień Zayn i Aria udają piękną parę, za to w domu One Dierction Malik jest szczęśliwy z siostrą Horana. I wydawało się, że wszystko jest dobrze, gdyby nie wyrzuty sumienia Pauli. Nie mogła tak dalej żyć. Z resztą nie chciała. Uważała, że jest tylko kulą u nogi i że to przez nią chłopcy mają problemy.
Siedziała sama w domu. Okłamała nie tylko swoich przyjaciół, ale też i siebie. Ale uważała, że kłamstwo w słusznej sprawie wydawało się jej dobrym kłamstwem.
Spojrzała po raz ostatni na swój pokój. Wzięła swoją torbę i 7 białych kopert, w których znajdowały się listy pożegnalne dla swoich przyjaciół. Weszła do każdego pokoju, zostawiając podpisaną kopertę na biurku. Weszła do ostatniego pokoju. Swojego chłopaka. Od razu poczuła jak łzy wypełniają jej powieki. Odłożyła list i plastikowe pudełeczko, w którym znajdowała się płyta CD.
Wyszła z pokoju i udała się na dół, gdzie przy schodach czekały na nią dwie walizki i czarny futerał z gitarą. W oczekiwaniu na taksówkę weszła jeszcze raz do kuchni, gdzie przygotowywała swoje popisowe dania. Uśmiechnęła się na samą myśl o ulubionych naleśnikach chłopców.
Usłyszała klakson taksówki. Pociągnęła za sobą dwie walizki i prezent od Liama i wyszła z dawniej swojego domu.
Podała adres swojej najlepszej przyjaciółki.
Przecież dla niej też należy się wytłumaczenie- powiedziała sobie w myśli.
Dojechali pod dom Lexi. Biała koperta znajdowała się już w skrzynce na listy. Jeszcze ostatni list i będzie mogła wsiąść do samolotu. Podała adres Alex, którą również bardzo kochała.
Okej, załatwione. Teraz na lotnisko i będziesz mogła w końcu zapłacić starszemu panu, który prowadził samochód.- powiedziała sobie znowu w myśli.
Wyjrzała przez okno i podziwiła po raz ostatni piękne widoki Londynu. Nie mogła sobie dopuścić do myśli tego, że po raz ostatni widzi to piękne miasto, które zrobiło na niej ogromne wrażenie.
- Nie płacz. Nikt nie jest wart twoich łez.- powiedział kierowca, kiedy Paula pociągła nosem.
- Łzy nie są oznaką naszej słabości, lecz tym, że nasze serce nie stało się pustynią.- odpowiedziała ze spokojem.
Kierowca tylko się uśmiechnął i dalej prowadził pojazd. W końcu byli na miejscu. Paula podziękowała grzecznie kierowcy, który wyciągnął jej walizki z bagażnika.
- To nie jest moja sprawa, ale ucieczka to najgorszy błąd, jaki popełniają ludzie.- powiedział i spojrzał w oczy dziewczyny.
- Najczęstszy ludzki błąd to nie przewidzieć burzy w piękny czas... Jeszcze raz dziękuję.
Kierowca tylko się uśmiechnął i wsiadł spowrotem do samochodu.
Paula weszła na lotnisko i od razu skierowała się na odprawę.
Kiedy siedziała wygodnie w fotelu samolotu, nie mogła dopuścić do myśli, że zostawia tutaj kogoś kogo bardzo kocha.
Miłość niesie ze sobą wielkie szczęście, o wiele większe od bólu, który przynosi tęsknota.
*
Niall i reszta zespołu była na próbie w studiu. Niedługo grają koncert i trzeba się trochę przygotować. Od kilku godzin próbuje dodzwonić się do siostry, ale bez skutecznie. Mówiła, że idzie z dziewczynami na zakupy. W końcu zadzwonił do swojej dziewczyny.
- Hej Niall, coś się stało?- usłyszał w słuchawce melodyjny głos Lexi.
- Hej, nie nic tylko nie mogę dodzwonić się do Paul. Czy mogłabyś mi dać ją na sekundę?
- Emm, ale Pauli z nami nie ma...
- Jak to nie ma?
- Powiedziała nam, że jedzie z wami na próbę, bo podobno ona też ma wystąpić z wami na tym koncercie.
- Mi powiedziała, że jedzie z wami na zakupy...
- Nie mam jej tu.
- O kurwa...
- Niall, spokojnie. Wychodzimy właśnie z centrum i jedziemy prosto do waszego domu.
- My też tam zaraz będziemy.- powiedział i rozłączył się.
- Co jest?- zapytał Louis, kiedy zobaczył zdenerwowanie na twarzy Horana.
- Pauli nie ma z dziewczynami. Powiedziała, że będzie z nami na próbie...
- Jedziemy do domu!- krzyknął Liam.
Nie minęło nawet pięciu minut, a wszyscy siedzieli na skórzanych fotelach samochodu Harrego, który prowadził loczek.
Zdenerwowanie można było wyczytać z twarzy każdego. Wszyscy obawiali się najgorszego.
W końcu dojechali, a w tym samym czasie na podjazd zaparkował samochód Lexi, z którego wybiegły dziewczyny.
- Paula!- krzyknął Zayn, który jako pierwszy wszedł do budynku.- Paula!!!
Wszyscy biegali po domu w poszukiwaniu brunetki. Niestety, na marne.
Dziewczyny postanowiły przejechać się po mieście. Miały nadzieję, że spotkają Paulę gdzieś na ulicy.
*
(Teraz to. Proszę cię, włącz.) 
Zmęczony Liam jako pierwszy wpadł do swojego pokoju. Jego uwagę przykuła koperta, która leżała na jego biurku.

Liam
Nawet nie wiesz, jak bardzo ci dziękuję. Za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Teraz zrobię w końcu coś dal ciebie i reszty zespołu. Proszę cię, nie szukajcie mnie bo i tak mnie nie znajdziecie. Obiecuję, że już nigdy mnie nie spotkacie. Dziękuję ci za przepiękną gitarę. Kiedy będę na niej grać, do mojej głowy zapewne przyjdą wspomnienia związane z wami.
Przepraszam za wszystko.
Paula.
p.s.
Głównym, a zarazem sekretnym składnikiem moich naleśników było szczęście. ;)

Liam usiadł na krześle. Nie wiedział co robić. Nie mógł znieść myśli, że już nigdy nie zobaczy swojej młodszej, przyszywanej siostry którą bardzo kochał. Słone łzy spływały mu po policzku i kapały na kartkę papieru, którą nadal trzymał w ręku. Krople wody zmazywało staranne pismo dziewczyny, która zmieniła jego życie.
*
To się nie dzieje na prawdę- powiedział w myślach Harry. Przez jego głowę przechodziły różne myśli. Miał nadzieję, że co do większości z nich się myli. Otworzył drzwi swojego pokoju i usiadł na krześle. Nadal myślał. Nadal się zastanawiał. Spostrzegł kopertę, która leżała na brzegu biurka. Starannie rozdarł papier, tak żeby nie skaleczyć się przez ostra kanty.

Harry
Są dni, kiedy uświadamiamy sobie, że osoby którą tak bardzo kochamy nigdy nie będziemy w stanie mieć. A wtedy... wtedy wszystko staje się obojętne. Proszę cię, nie zmarnuj okazji, jaką dał ci ten górze. Alex to świetna dziewczyna i na prawdę cię kocha. Mam nadzieję, że to nie będzie kolejny związek Harrego Stylesa, zakończony po kilku tygodniach.
Będę za tobą tęsknić. Dla mnie, na zawsze zostaniesz wrażliwym chłopakiem, który wie czego chce.
Paula.

A jednak. Nie mylił się. Ona wyjechała. I nie wróci. Kolejny raz walną pięścią w blat biurka. Zaczął ryczeć jak małe dziecko. Nigdy nie umiał powstrzymać emocji. Zawsze wyrażał to co leżało mu na sercu. Najgorsze przypuszczenia stały się rzeczywistością, która zawsze go raniła.
*
Louis biegał po podwórku krzycząc imię dziewczyny. Potem poszedł na basen, siłownię i salę kinową. Nic. Pusto. Zero śladów po Pauli.
- I co teraz?- zapytał samego siebie.
W salonie kręcił się Niall, który co chwila wydobywał jakieś przekleństwa. Głośno westchnął i poszedł do siebie. Miał nadzieję, że dziewczyny ją znajdą, w przeciwnym razie...
- A co to?- zapytał znowu samego siebie, kiedy jego tęczówki spoczywały na kopercie z jego imieniem.

Drogi Lou
Nigdy nie jesteśmy bardziej samotni, niż leżąc w łóżku z naszymi tajemnicami i wewnętrznym głosem, którym żegnamy lub przeklinamy mijający dzień. Życie jest ciężkie i ty o tym dobrze wiesz. Nie żałuję swojej decyzji. Po prostu tak musiało być i nic tego nie zmieni.
Dziękuję ci za mile spędzony czas z tobą. Za szczere rozmowy, które dały mi wiele do zrozumienia.
I życzę ci, aby nigdy nie zabrakło tobie czasu, aby powiedzieć, że kogoś kochasz.
Paula.

Ostatnie zdanie czytał ledwo co widząc, gdyż jego utrudniały mu w czytaniu. To jest nie możliwe. To nie może być prawdą.- powtarzał sobie w głowie. Nie mógł zrozumieć, tego że... że jej już nie ma. To jest gorsze, niż śmierć. Bo kiedy ktoś umarł, to jest jasne że już się jej nie zobaczy. A kiedy ktoś wyjechał, zostaje ta pieprzona nadzieja. Nadzieja, że może spotka się osobę, którą pokochało się w tak krótkim czasie.
*
Głupek, idiota, debil...- powtarzał sobie Niall nerwowo chodząc po pokoju. Czekał na telefon od Lexi. Nadzieja. Tylko to mu zostało. Zrobiło mu się trochę gorąco. Poszedł na górę w celu ubrania lżejszych ubrań. Zamknął drzwi z głośnym hukiem, spowodowanym przez otwarte okno. Zaczął wyjmować zawartość swoich kieszeni. Telefon, papierosy, zapalniczka, portfel, dokumenty, klucze. Wszystko ułożył na nocnym stoliczku. Nie zdążył zrobić jednego kroku, gdyż jego telefon dał znać o nowej wiadomości. "Nigdzie jej nie ma, ale szukamy dalej. Nie martw się, będzie dobrze. Lexi." Jak ma się nie martwić? Prychnął pod nosem i rzucił telefon na łóżko. Zdjął z  siebie koszulkę i przewiesił ją przez krzesło, na którym znajdowała się sterta innych ubrań.
- Kurwa...- przeklną po raz któryś dzisiaj. Przeczesał ręką swoje włosy i głośno westchnął. Oparł się o biurko i zamknął oczy. Wszystko dokładnie przeanalizował i znowu głośno westchnął. Wyjął jednego papierosa z paczki i odpalił. Zaciągnął się trującym dymem, bez którego nie mógł żyć. Dostrzegł kopertę zaadresowaną do niego. Wsadził fajkę do buzi i rozdarł papier.

Kochany braciszku
To bardzo dziwne, ale naprawdę można kochać kogoś przez całe życie. Niezależnie od tego, jak daleko znajduje się ukochana osoba, jej wspomnienie zawsze nosi się w sercu. Dziękuję ci za to, że uratowałeś moje życie. Dziękuję, że zabrałeś mnie do Londynu. Że się mną zaopiekowałeś. Ale ja muszę to zrobić. Muszę wyjechać. Nawet nie wiesz, jak będę za tobą tęsknić. Znowu. Ale czas leczy rany. Tak przy najmniej mówią. Możliwe, że się już nie spotkamy. Ale wiedz jedno, że bardzo cię kocham. I pomimo tylu wzlotów i upadków i tych wszystkich trudności muszę przyznać, że ten czas spędzony w Londynie, było najlepsze co mogło mi się przytrafić. Proszę, zaopiekuj się chłopcami. Musisz być silny. Musisz to przetrwać.
Przepraszam.
Paula.

Musiał przeczytać jeszcze kilka razy wiadomość od siostry. Nie mógł uwierzyć. Wyjechać? Dlaczego?! Wyszedł na balkon i po raz kolejny przeczytał list. I tak jeszcze 10 razy. Ale nie płakał. Nie mógł. Musiał być silny. Przy najmniej to może jej obiecać.
*
- Proszę cię, odbierz...- prosił Zayn. Po raz setny wybiera ten sam numer, z nadzieją, że w końcu usłyszy jej głos. Niestety. Kolejne połączenie i kolejny raz nic. Prosił Boga, żeby to okazało się być tylko złym snem. Że niedługo obudzi się w swoim łóżku, a w ramionach będzie trzymać jego Paulę. Ale co raz bardziej w to wątpił. Idąc do swojego pokoju dzwonił jeszcze chyba z 10 razy. Oparł się o krzesło i dzwonił dalej. W przerwie między połączeniami otworzył białą kopertę.

Drogi Zaynie

Pamiętam każdą wspólnie spędzoną chwilę. A w każdej było coś wspaniałego. Nie potrafię wybrać żadnej z nich i powiedzieć: ta znaczyła więcej niż pozostałe. Pomimo tylu trudności, ty zawsze byłeś przy mnie. A ja? A ja od tak po prostu wyjeżdżam. Nie chcę być ciężarem. Widzę jak się męczysz. A ty mnie nigdy nie oszukasz. Obiecywałam ci jedno: że nigdy cię nie zapomnę. Dotrzymam obietnicy. Ale ty też musisz mi coś obiecać. Nie szukaj mnie. Bo kto szuka ten błądzi i nigdy nie znajdzie swojego celu. Najtrudniej jest wypuścić to co trzyma nasze serce. Z obawy przed porażką, niszczymy swoje marzenia, stając się ludźmi niespełnionymi.. 
Bądź szczęśliwy. Kocham cię. I nigdy nie przestanę.
Paula.
p.s.
Ten film miał być na twoje urodziny. Ale z wiadomych przyczyn nie dałam ci go. Teraz, chyba jest odpowiedni moment aby wręczyć ci zaległy prezent urodzinowy.

Nie czekając dłużej włączył płytę CD do swojego laptopa. Łzy już dawno spływały po jego policzkach. Nie mógł uwierzyć, że to tak szybko się skończy. Myślał... miał nadzieję, że z Paulą będzie do końca życia. Nie chciał dalej żyć. Oglądając kolejne minuty filmu, który przedstawiał każdy etap jego życia, zrozumiał jak bardzo kocha tą ciemnowłosą dziewczynę o oczach piękniejszych niż gwieździsta noc.
"Wszystkiego najlepszego Zayn."- ostatnie słowa, w filmie. Odłożył laptopa na bok i schował głowę w swoje ręce. Po chwili wybiegł z pokoju i pobiegł prosto na ulicę. Stanął na środku jezdni i zaczął głośno krzyczeć. Nie zważał na przechodniów, którzy patrzyli na niego z wielkim zdziwniem. On na to nie zważał. Chciał być przy Paule. Chciał być przy swoim życiu.


       



Kolejny smutny rozdział ;< Popłakałam się piszą to.
4 KOMENTARZE= KOLEJNY ROZDZIAŁ

środa, 9 października 2013

Harry - część VI


UWAGA! Teraz zamiast [T.I] i [T.N] główna bohaterka nazywa się Ciara Moore. 


Wszędzie gazety z naszym zdjęciem. Było to zdjęcie ze wczoraj, wieczorem gdy ja stałam przytulona do Harrego i płakałam jak i on, ale go nie było za bardzo widać. Zapomnieliśmy, że drzwi były otwarte. Do tej pory żadne gazety nie zajmowały się tym, że się z nim spotykam. Chociaż przyznam myślałam, że zacznie się od razu. Nie ważne. Wziełam gazetę do ręki i przeczytałam:
'' Wczoraj dowiedzieliśmy, że jeden z członków sławnego boysbandu - Harry Styles ma nową 'koleżankę'. Nie wiemy dokładnie kim ona jest, ale wiemy że wczoraj coś się chyba działo, bo jak widać na załączonym zdjęciu dziewczyna płacze. Czyżby Harry miał nową dziewczynę czy raczej tylko przyjaciółkę? Mamy nadzieje, że dowiemy się tego na najbliższej konferencji prasowej... ''
Mam mętlik w głowie. Po pierwsze czy Harry chce powiedzieć, że jestem jego dziewczyną i po drugie czy ja tego chcę? Sama nie wiem. Ocknęłam się i poszłam do wyjścia. Zapomniałam kompletnie co miałam kupić. Harry stał w czapce i okularch. Kamuflarz. Podeszłam do niego i pocałaowałam go w policzek. Chłopak chyba lekko się przestraszył.
- Gdzie masz zakupy? - zapytał badając moją sylwetkę.
- A nie mam. Gdzie teraz idziemy?
- Nie wiem. Chodźmy już może do domu, co? - powiedział przybliżając się do mnie.
- Hmm.. a co ty w tym domu chcesz robić? - przygryzłam wargę i popatrzałam na usta chłopaka na co on się uśmiechnął.
- Nie wiem. W domu można robić bardzo dużo ciekawych rzeczy. - wyszeptał mi zmyśłowo do ucha, a po moim ciele przeszły ciarki.
- No to idziemy. Wymyślimy coś co będziemy robić w tym twoim duużym domu. - odsunęłam się od chłopaka stając koło niego i złąpałam go za rękę. Lokaty popatrzał się na nasze złączone dłonie i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Po mniej więcej 15 minutach byliśmy w domu mojego chłopaka. Ruszyliśmy do salonu i opadliśmy na kanapę.
- Czemu wczoraj chciałaś ze mną zerwać? Przepraszam, że o to pytam, ale jakoś męczy mnie to pytanie. Naprawdę byłabyś do tego zdolna? - zapytał mnie patrząc mi w oczy. Bałam się tego. Wiedziałam że prędzej czy później usłyszę to pytanie, ale miałam nadzieje, ze później.
- Tak naprawdę tego nie chciałam. Ja poczułam, że właśnie tracę sens życia, ale nie chciałam żebyś wybierał. Nie wyobrażam sobie teraz dnia bez ciebie. Nie chciałam jechać z tobą, bo to jest trasa waszego zespołu, a nie zespołu i moja. Nie wiem jak to możliwe, że człowiek w tak krótkim czasie może się tak bardzo zmienić, ale pewnie dla Ciebie bym to zrobiła. Ja tylko chcę żebyś był szczęśliwy i dalej uważam, że zabranie mnie ze sobą to zły pomysł. - Powiedziałam wszystko. Nie kłamałam. Nie wiedziałam co mam mu jeszcze powiedzieć. Harry chyba właśnie teraz wszystko analizował, a jego twarz spoważniałą. Ja podniosłam się i ruszyłam do wyjścia. Niech sobie pomyśli, nie chcę teraz mu przeszkadzać. Wiem, że w takim momencie chyba najlepsza jest cisza i samotność. Wyszłam i kierwałam się w stronę furtki, ale coś mnie pociągło i obróciłam się o 180 stopni. Tym czymś była ręka Mojego Loczka. Przyciągnął mnie do siebie tak, że stykaliśmy się dosłownie całym ciałem. Jedną ręką obiął mnie w tali, a druga objął mój policzek. Czemu ja mu się tak poddaje? Czyli już wiemy, że mam do tego chłopaka słabość.  Stanełąm na palcach i pocałowałam go. Oddał całusa, a ja złapałam go za tył głowy i przybliżyłam jeszcze bardziej do siebie. Gdy zabrakło nam powietrza odsuneliśmy się od siebie, a ja jak uspokojiłam już swój oddech ruszyłam w stronę mojego samochodu, a Harry za mną.
- Weź pozbieraj tą resztę rzeczy i weźmiemy je do mnie.. i tak siedzimy cały czas u mnie - powiedział Harry gdy już wchodziliśmy do mojego domu. Ja tylko przytaknęłam i poszłam po kartony...
* Dzień przed wyjazdem *
- Harry! Ja nigdzie nie jade. Mówiłam, że będą z tym problemy! - Przed chwilą dowiedzieliśmy się, że jest problem z hotelami i kilkoma innymi sprawami dotyczącymi mojej podróży z 1D. - Naprawdę ja zostanę! Będziesz tam miał laptopa to przecież jakoś się skontaktujemy! - Chłopak popatrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Stał chwilę w milczeniu i patrzał na swoje dłonie.
- Jedziesz ze mną! Nie ma innego wyjścia! Dziewczyno! Zrozum. Albo jedziesz ze mną, albo...
- Albo co?! Może znowu mi wypomnisz to, że nie chciałam żebyś wybierał i chciałam się z tobą rozstać. Wszystko co robie chce zrobić dla ciebie. Żebyś ty był szczęśliwy, a nie ja! - pojedyńcza łza popłyneła po moim zaróżowionym policzku, a potem kolejna i kolejna - Ja nie chcę nikomu przeszkadzać tak jak ci to powtarzam od jakiegoś czasu! Chłopaków się nie pytałeś co oni o tym myślą. Mnie nie znają więc może nie będą chcieli ze mną przebywać. Nie wiem! Naprawde nie wiem co się ostatnio dzieje. Cały czas się kłócimy i poważnie się zastanawiam nad ...
- No nad czym. Znowu chcesz mnie zostawić tak?! No to proszę. Jesteś straszna. Cały czas masz jakiś problem. Wszystko robisz dla mojego szczęścia tak?! Jakoś tego nie widzę. Myślałem, że tą sprawę wyjazdu mamy za sobą. Mam cię już dość. Myślałem że jesteś inna. - dokańczał zbliżając się do mnie. Jego oczy były pełne złości, a ja? Ja nigdy wcześniej nie czułam takiego bólu. Bardzo mnie zabolały jego słowa. Był dla mnie całym światem. Ta nasz krótka historia jest jak jakaś durna telenowela. Ale teraz wiedziałam, że to koniec. Może już na zawsze. Teraz myślę, że jest on cząstką mnie. Wiem, że to taki oklepany tekst, ale tak właśnie czuję. Nie wiem czy Harry mnie kocha tak jak ja go, ale po tych słowach co wypowiedział 5 minut temu wydaje mi się, że jednak nie. Jestem i byłam przygodą która się teraz kończy.
- No to masz czego chicałeś. Już ci nie będę marudzić i przeszkadzać. Zabieram moje rzeczy i już mnie nie zobaczysz. Jak chciałeś tak masz. Dwa razy prosić nie musisz. - Jego mina była trochę zaskakująca. Chyba czego innego oczekiwał. Nie mam juz siły się z nim kłócić. Zapomnę wkońcu o nim. Prawda? Okey. Poszłam po moje walizki i zaczełąm wszysko wrzucać. Obok łóżka znalałam jeszcze moje kartony z przeprowadzki to je wykorzystałam. Po około 15 minutach siedziałam byłam gotowa. Zamknęłam bakażnik i ruszyłam ostatni raz w stronę domu Harrego. Chłopak siedział w salonie z głową opartą na rękach. - Na komodzie w hallu są klucze. Powodzenia w trasie. - W połowie złamał mi się głos. Rozpłakałam się patrząc na niego. Chciałam żeby teraz podszedł, przytulił i powiedział, że mnie kocha i żebym została. Ale się tego niedoczkałam. Nawet nie podnióśł wzroku. I znowu to ukłócie. Odwróciłam się na pięcie i wręcz pobiegłam do auta. Na ulicy przejachałam każde czerwone światło, nie zwracałam uwagi na przepisy. Chcę jak najszybciej do domu! Chciał sensacji to ją ma. Nasze rozstanie. Ja chyba o tym nie wspomniałam prawda. Nasz ukochany menadżer zarzucił mi, że przeze mnie kariera Harrego ucichła, że musimy albo raczej on musi   'zabłysnąć' że tak to ujmę. Ja się zamkę w moim domu i będę oglądać jak Harry się wypowiada na temat naszego związku, a ja będę beczeć jak głupia. I jak powiedziałam tak jest. Właśnie siedzę przed telewizorem i jem lody. Serio czsami czuję się jak w jakimś serialu. O! Właśnie się rozpoczyna wywiad.
Reporter : Witaj Harry. Słyszeliśy oststnio, że rozstałeś się z Ciarą. opowiedz nam o tym. 
Harry: Cześć. Tak, rozstałem się z nią. I ten związek był jednym wielkim błędem... - i znowu mnie zabolały jego słowa. Czemu on tak mówi?! Teraz naprawdę myślę, że wszytskie 'kocham cię' , 'jesteś dla mnie wszystkim' itd. były kłamstwem. Miałam znowu tendencej do samookaleczania się tak jak po śmierci ojca. Mam już tego dość. Wiem, że to chore, ale mam czasami myśli, że lepiej byłoby gdybym się zmyła z tego świata. Ale mam plan. Będzie wszystkim łatwiej....
_______________________________________________
I oto nowy KTÓRKI rozdział .. Mam nadzieję, że ktoś naprawdę go czyta.
Przepraszam za błedy, ale nie jestem za dobra w pisaniu.
I to tak jakby dedykuję Oli, która mnie wprowadziła w pisanie na blogu.
~Katee

wtorek, 8 października 2013

Niall- cz. XVI

- Do jasnej cholery, długo jeszcze?!
- Jak tak dalej będziesz marudził, to będzie jeszcze dłużej!- krzyknęła Lexi
- Nie mamy przecież całego dnia! Ruszcie się bo zaraz szlag mnie trafi!
- I jak ty z nim wytrzymałaś przez całe życie?- zapytała mnie Emily, która podkręcała moje włosy na lokówce.
- Też się nad tym zastanawiam...
- Dobra. Włosy gotowe, makijaż z resztą też. Wyglądasz prześlicznie.- podsumowała mój wygląd Em.
Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich zdenerwowany Horan, któremu kopara zaraz opadła kiedy mnie zobaczył.
- No i widzisz? Po co tak się denerwowałeś?- zapytała go Lexi i mocno go przytuliła,
Stanęłam przed moim lustrem i okręciłam się wokół siebie, również zadowolona z mojego wyglądu. 
Ubraniakupiła mi Lexi, która wręcz nie mogła się powstrzymać od zakupu. Moje włosy były lekko skręcone, a na końcówkach można było zobaczyć złoty brokat, który maskował czerwone końcówki z poprzedniego koncertu.
- Zaraz, a gdzie jest mój wisiorek?- zapytałam zdezorientowana
- Ściągnęłaś go, kiedy się myłaś i z tego co pamiętam to położyłaś na biurku.- powiedziała Alex
- Nie ma go...
- No nie mówcie mi teraz, że będziecie szukać jakiegoś głupiego wisiorka!- krzyknął Niall
- Nie jakiegoś głupiego wisiorka, tylko prezent od Zayna!- krzyknęłam prosto w jego twarz, a potem zabrałam się za poszukiwania złotego łańcuszka.
-  Zaraz go znajdziemy, nie martw się...
Szczerze mówiąc to od samego rana przytrafiają nam się same kłopoty. Harry robił dzisiaj śniadanie i o mały włos nie spaliłby całej kuchni. Potem Louis zgubił klucze od swojego samochodu, kiedy mieliśmy jechać na zakupy. Leżały w lodówce i nie mam zielonego pojęcia jak one się tam znalazły. Kiedy wracaliśmy z zakupów, przed nami samochód miał wypadek i staliśmy w dwugodzinnym korku. Później, z tego co mi było wiadomo, coś się stało w klubie, ale nie zostałam poinformowana co takiego, bo nikt nie chciał udzielić mi jakich kolwiek informacji, no i wszyscy pojechali oczywiście do klubu, a ja z Zaynem zostaliśmy w domu. A co do Zayna, to biedaczysko uderzył się w głowę o szafkę w kuchni i ma teraz wielkiego guza na czubku głowy. I do tego jeszcze zgubiłam ten wisiorek... Nie wiem czemu, ale przypomniały mi się słowa tej dziewczynki spotkanej w parku. "Jutro coś się stanie. Coś co zmieni wasze życie." Jeżeli te dzisiejsze wypadki miały zmienić moje życie to byłam w wielkim szoku. No ale, z drugiej strony dzień się jeszcze nie skończył. Została jeszcze ta cholerna impreza...
- Znalazłam!- krzyknęła Lexi.- Był pod łóżkiem.
- Przecież kładłam go na biurku! No nic, dziękuję ci. -powiedziałam i poszłam przytulić przyjaciółkę, która zapięła łańcuszek na mojej szyi.
- Możemy już jechać?- zapytał zdenerwowany Niall.
Pokiwałam głową i wyszliśmy z mojego pokoju.
Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.- powtarzałam sobie w głowie i miałam wielką nadzieję, że nie będzie inaczej.
- Nie możemy jechać zwykłym samochodem?- zapytałam.
- Nie. To jest wieczór dla VIP'ów. Przyzwyczajaj się kochana.- powiedziała z uśmiechem Lexi i otworzyła przede mną drzwi czarnej limuzyny.
W samochodzie siedział już Zayn z Liamem. Przywitałam się z moim chłopakiem i ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku. Droga minęłam całkiem szybko, ale to chyba dlatego, że co chwila wybuchaliśmy głośnym śmiechem.
W końcu dojechaliśmy. Moim oczom ukazał się dosyć spory budynek, przyozdobiony milionami kolorowych światełek.
- Witaj w Vegas kochana.- powiedziała z uśmiechem Lexi.
- Kac Vegas, czy Las Vegas?- zapytałam rozbawiona.
- Jak kto chce. Ta noc zostanie ci w pamięci do końca życia...
Tego się właśnie obawiam.- powiedziałam sobie w myślach.
Zayn złapał mnie za rękę i mocno ścisnął, żeby dodać mi otuchy.
Liam, Niall, Lexi, Alex I Emily weszli pierwsi a my na końcu.
- Wszystkiego najlepszego!- krzyknęli wszyscy znajdujący się w klubie. Gości było dosyć sporo, a ja znałam tylko garstkę z nich. Chłopcy zaczęli składać życzenia mi i Zaynowi. Weszliśmy w głąb pomieszczenia, który wystrój co chwila mnie zadziwiał. Powiem tyle- WOW! Chłopaki się postarali, nie powiem że nie.
- Zabawę czas zacząć!- krzyknął Niall, który stał już na wielkiej platformie, na której znajdował się przeróżny sprzęt do grania. Po klubie rozeszła się głośna muzyka, a goście od razu udali się na parkiet.
Co chwila ktoś do nas podchodził i życzył tradycyjne Happy Birthday oczywiście wręczając przy tym prezent. Zayn co chwila szeptał mi do ucha imię danej osoby, która pojawiała się przy naszej dwójce.
- No dobra, a teraz prezent od nas.- powiedział Liam do mikrofonu, kiedy stał na scenie.- Zayn, Paula chodźcie tutaj.
- A więc, najpierw Zayn.- powiedział Hazza i objął go ramieniem.- Tak więc Maliczku mój kochany, wszystkie najlepszego. Żyj długo i szczęśliwie z Paulą, miejcie gromadkę słodkich maluchów, którymi się z chęcią zajmiemy...
- Harry, przestań gadać!- syknął Lou.
- Tak tak, no więc o to twój prezent od nas.- powiedział lokers i pokazał ręką na wielką paczkę, którą pchali Niall z Liamem.
- No dawaj, idź otwórz!- zachęcał go Lou.
Zayn niechętnie podszedł do paczki i odwiązał tasiemkę.
- No nie wierzę!- krzyknął kiedy odwinął ozdobny papier.Przed nim stało 2- metrowe lustro. Zayn przytulił się do niego(?!), a wszyscy zaczęli się głośno śmiać i bić brawa.
- Jesteście nienormalni...- powiedział Zayn w stronę chłopaków, którzy lali ze śmiechu.
- Wiemy, wiemy... A teraz czas na prezent dla Pauli.- powiedział Niall- Powiem szczerze, że z tobą był spory kłopot siostra...
- No ale Liam wpadł na świetny pomysł.- powiedział szybko Hazza.
Spojrzałam w stronę bruneta, który trzymał w ręku czarny futerał. Liam podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Mam nadzieję, że się spodoba.- szepnął mi na ucho. Podał mi czarne zawiniątko, które szybko otworzyłam.
- Jejku...
Moim oczom ukazała się 
czarna gitara do której zawiązana była czerwona kokarda.
- Jest śliczna.- powiedziałam i rzuciłam się Liamowi na szyję.
- No a tak w ogóle to mamy jeszcze jedne prezent dla was dwojga.- powiedziała Lexi i wyciągnęła w naszą stronę białą kopertę.- Dwa tygodnie wakacji w Los Angeles!
Zaniemówiłam.
No zatkało mnie na dobre parę minut.
- Emm... coś nie tak?- zapytała szybko Lexi widząc moje i Zayna zdziwienie.
Nikt nic nie powiedział.
- No to może przerywając tą niezręczną ciszę, zaczniemy naszą zabawę?- zapytał Niall.
- Oni są nienormalni.- szepnęłam Zaynowi na ucho.
- Wiem o tym już od dłuższego czasu.- odpowiedział również szeptem.
Zabawa polegała na złapaniu dwóch osób spośród gości, którzy mieli zaśpiewać jakąś piosenkę. Śmiechu była co nie miara, a najlepsze było kiedy Harry I Lou musieli zaśpiewać 
Just Give Me A Reason. No polewka totalna. Ja akurat trafiłam na Zayna i musieliśmy zaśpiewać Stay.
Impreza trwała w najlepsze. Dużo picia, śmiania, rozmawiania no i oczywiście tańczenia. Lexi miała rację. Ta impreza zostanie mi w pamięci do końca życia.
- No więc, od jak dawna jesteście razem?- zapytała pewna dziewczyna. Staliśmy przy jednym malutkim stoliczków z alkoholem i rozmawiałam ze znajomymi Zayna, który nie opuścił mnie nawet na pięć minut.
- Około miesiąca.- powiedział Zayn.
- Uwaga!- usłyszałam za sobą pisk jakieś dziewczyny. Odwróciłam się szybko. W moje ramiona wpadła jedna z kelnerek, z zawartość szklanek, która znajdowały się na tacy wylała się wprost na moją bluzkę.
- Ja przepraszam... ja, nie wiem co się stało... ja na prawdę przepraszam...- zaczęła się tłumaczyć dziewczyna.
- Nic się nie stało.- powiedziałam z uśmiechem.
- Następnym razem niech ktoś tu nauczy się chodzić.- usłyszałam dobrze znany mi głos. Muzyka ucichła, światła zostały zapalone, a goście stanęli jak wryci.
- Albo zatrudnijcie lepszy personel.
- Co tu robisz?!- zapytał zdenerwowany Zayn.
- Przyszłam na twoje urodziny. Nie cieszysz się?
- To jest impreza zamknięta. Nikt cię tu nie zapraszał.- powiedziała Lexi.
- Ale ja przyszłam wręczyć prezent Zaynowi...
- Tylko, że ja nic od ciebie nie chcę.- syknął Malik.
- Doprawdy?
- Wynoś się stąd!- krzyknęła Lexi.
- Jestem w ciąży.- powiedziała z uśmiechem Aria.- Zostaniesz  ojcem, Zayn.
*Kolejnego dnia*

*music*
Obudziłam się mocno wtulona w jedną z wielu poduszek, leżących w moim łóżku. Spojrzałam na zegarek, na którym mrugały cyferki pokazując godzinę 5.37. Podniosłam się z łóżka. Stanęłam przed oknem i od razu dopadł mnie ból głowy. Wzięłam butelkę wody, która stała na stoliku nocnym i wyszłam na balkon.
Podmuch porannego wiatru przywitał się z moimi niewyspanymi, a zarazem opuchniętymi od płaczu oczami.
Dlaczego moje życie musi być takie skomplikowane? Dlaczego nie mogę być jednym z tych liści, które tańczą swobodnie na wietrze? Dlaczego nie mogę uwolnić się od wszystkich trudności, które mnie spotykają? 
Do mojej głowy zawitały miliony pytań, na które nie dostanę raczej odpowiedzi, a wspomnienia z wczorajszego wieczoru wręcz nie dały o sobie zapomnieć.
- Jestem w ciąży.- powiedziała z uśmiechem Aria.- Zostaniesz ojcem, Zayn.
W klubie zapanowała grobowa cisza. Nikt się nie odezwał. Wszystkich zamurowało wyznanie Arii.
- Nie cieszysz się?- zapytała nadal uśmiechająca się dziewczyna.
Zayn stał jak słup soli. Z resztą jak wszyscy. No może nie wszyscy. Nie mogłam wytrzymać napięcia, jakie spowodowane było przez jedną nienawidzoną przeze mnie osobę. Wybiegłam szybko z klubu, a łzy już cisnęły mi się do oczu. Biegłam przed siebie, nie zważając na klaksony samochodów, czy też uwagi pieszych, których po drodze potrącałam. Nie mogłam uwierzyć...
- Paula stój!- usłyszałam głos Lexi.
Stanęłam. Na środku ulicy. I tylko czekałam, aż jakiś samochód mnie potrąci. Niestety. Lexi musiała być pierwsza i zepchnęła mnie na bok.
- Oszalałaś?!- krzyknęłam w moją stronę, na co ja jeszcze bardziej się rozpłakałam.
- Rozumiesz to? Czy ty to rozumiesz? On.. ona... oni...- zaczęłam się jąkać, a słone krople wody przeszkadzały mi w wymowie- Oni będą mieli dziecko!
- Już cii... nic nie mów...- powiedziała przyjaciółka i mocno mnie przytuliła.
- Miałaś rację...- odezwałam się po paru minutach.- Ta noc zostanie mi w pamięci do końca życia...
- Uspokój się. Wszystko będzie dobrze...
- Co ma być dobrze?!- krzyknęłam i odepchnęłam ją od siebie.- Co ma być dobrze?!
- Proszę cię uspokój się. Przecież Zayn cię nie zostawi. On cię kocha, nie zapomnij o tym.
- Kocha mnie, a zrobił dziecko innej! To ma być miłość?! Tylko dupek tak się zachowuje!- zmarnowana usiadłam na krawężniku i zaczęłam chlipać.- A wiesz co jest w tym najgorsze? Że ja tego dupka też kocham i nie potrafię bez niego żyć...
Do mojej głowy znowu wpadły słowa tej dziewczynki.
Jutro coś się stanie. Coś co zmieni wasze życie.
Miała rację. Wczorajsza impreza diametralnie zmieniła moje życie.
I co teraz będzie? Mamy być dalej razem? Razem plus jego dziecko i kobieta, która nie ma litości? Nie... ja tak nie mogę...
Nie wiem co mam robić. Mam zostać i udawać szczęśliwą, czy wyjechać i zapomnieć? Oba warianty nie przypadają mi do gustu. Z resztą, czy zrobię tak czy inaczej, to i tak nie ma żadnego znaczenia. I tak będę nieszczęśliwa i tak.
Do moich oczu znowu napłynęły łzy. Przez ten cały pobyt w Londynie wylałam tyle łez, niż przez całe moje życie. 
Miało być inaczej... Miałam żyć normalnie i miałam być szczęśliwa. 
A jak jest? Zupełnie inaczej.
- Proszę cię, nie płacz...- usłyszałam za sobą niski i zachrypnięty głos Zayna.
- Nie śpisz?
- Nie mogę spać... Nie tylko dla ciebie ta sytuacja jest ciężka.
- A czy ja mówię, że tylko mi jest ciężko? Ty powinieneś się cieszyć. Zostaniesz ojcem, będziesz miał dziecko.
- Cieszyłbym się, gdyby to dziecko miałbym z tobą.
Odwróciłam się w jego stronę.
Przede mną stał zupełnie inny chłopak, niż Zayn Malik. Blada cera, czerwone oczy i smutek na ustach.
- Ja nie wiem co mam robić...- zaczął, a po jego policzkach zaczęły ścigać się łzy.- Ja na prawdę nie wiem co mam robić.
Nie mogłam inaczej, jak tylko podejść do niego i mocno przytulić. Staliśmy tak przez dłuższy czas. Obydwoje płacząc i obydwoje nie wiedzący co dalej.
*
- Czas się pożegnać...
- Będzie mi strasznie ciebie brakowało.- powiedziała Alex.
- Mi was również. Ale spokojnie przyjadę na święta. A teraz wiecie, praca.
- Nie wiem czy wytrzymam te kilka miesięcy bez ciebie.- powiedziała Lexi i przytuliła Emily.
- Zobaczymy się zanim się obrócisz. No... dzięki dziewczyny za ten mile spędzony czas.- powiedziała Emi i przytuliła się do każdej  z nas.
- Dziękuję ci. Za wszystko.- szepnęłam jej do ucha.
- Ja również tobie dziękuję. Cieszę się, że mogłam ciebie poznać. I nie martw się. Wszystko się jakoś ułoży... No czas na mnie.
Przytuliłyśmy jeszcze raz Emily, która zaraz poszła na odprawę. Musiała wracać do Danii. Długo się zastanawiałam, czy nie lecieć razem z nią. Ale doszłam do wniosku, że jeszcze trochę zostanę...
- Rozmawiałaś z Zaynem?- zapytała mnie Lexi, kiedy wyjeżdżałyśmy spod lotniska.
- I tak i nie...
- Czyli?- dopytywała się Alex
- Dziewczyny, proszę was. Dajcie mi dzisiaj spokój. Muszę najpierw sama to wszystko ogarnąć...
- Dobra już nie naciskamy. Jedziemy na kawę?
- Jak chcecie to możecie jechać. Ja nie mam jakoś nastroju.
- W takim układzie jedziemy do domu...
Reszta drogi minęła w ciszy i spokoju, co było dla nas trochę dziwne. Zawsze miałyśmy tyle tematów do rozmowy, a dzisiaj?
Nic. Cisza.
- Ohoś, ktoś tu złożył wizytę One Direction.- powiedziała Lexi, kiedy wjeżdżałyśmy na podjazd. Na czerwonej kostce stało czarne volvo. Nie trudno się domyślić do kogo należy...
Zdenerwowana wyszłam pośpiesznie z samochodu. Jeszcze jego tu brakowało, grr...
- Paula!- zatrzymał mnie głos brunetki. Stanęłam na środku placu i czekałam na kazanie.
- Czego?!
- Proszę cię, nie rób głupstw...
Wywróciłam tylko oczami, na co Lexi głośno westchnęła.
Skierowałam się w stronę wejścia. Otworzyłam delikatnie drzwi, a z salonu dobiegły już do moich uszu kłótnie chłopaków.
- Nie! Nie zgadzam się!
- Zayn, ale tak będzie najlepiej. Dla was.
- Dla nas?! Chyba dla ciebie!
- Ej stary, uspokój się.
- Powtarzam jeszcze raz. Nie zgadzam się na żaden związek!
- Może by tak ciszej? Na ulicy was słychać...- powiedziała delikatnie Lexi. Wszystkie oczy zwrócone były w naszą stronę. Tak jak się domyślałam, Paul siedział na swoim stałym miejscu, ale koło niego była jeszcze jedna osoba...
- Co ona tu robi?- zapytała Aria.
- To chyba ja ciebie powinnam o to zapytać.- powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Zaraz koło mnie pojawił się Niall i objął mnie swym ramieniem.
- To jest dom nasz jak i Pauli. I nic ci do tego...- powiedział spokojnie Horan.
- Nie doczekanie twoje...- odpowiedziała brunetka i uniosła głowę do góry.
- Cieszę się, że jesteś...- powiedział Paul przerywając długą ciszę, jaka zapanowała po komentarzu Arii.
- Chyba jako ty jedyny...- powiedziała dziewczyna.
- Zaraz nie wytrzymam!- krzyknął Zayn i walnął pięścią w stół.
- Kochanie spokojnie...
- Jak śmiesz tak do mnie mówić?! Po tym co mi zrobiłaś?!
- Nie denerwuj się tak. To źle wpływa na nasze dziecko...
- Zamknij się w końcu!- krzyknął Harry prosto w twarz Arii.
W salonie znowu zapanowała cisza. Najchętniej to bym stąd uciekła. Jak najdalej. Ale chyba Niall przeczuł moje zamiary i przycisnął mnie mocniej do siebie.
- Co chcesz ode mnie?- zapytałam Paula delikatnym tonem.
- Chciałem porozmawiać o dwóch sprawach. Mianowicie sprawa pierwsza: poniedziałkowa gazeta, w której jest o was artykuł. A ściślej mówiąc o waszym związku...
- Wycofaj gazetę. Niech znajdą inny temat.- powiedziałam szybko.
Zayn spojrzał na mnie. Nie umiałam wyczytać jego spojrzenia. Smutek? Złość? Żal? Nie mam pojęcia.
- Dobrze, że przy najmniej mogę się z tobą dogadać... Sprawa druga: jak wiemy Aria jest w ciąży z Zaynem... Dla dobra rozgłosu powinniśmy chyba coś zrobić z waszym związkiem...- powiedział Paul i spojrzał na Arię i Zayna.
- Powiedziałem już, nie zgadzam się!- krzyknął Zayn.
- Rozumiem, że to może być dla ciebie zbyt trudne, ale zrozum to. Na wczorajszej imprezie było sporo ludzi, którzy mogą zacząć gadać głupoty. Moim zdaniem najlepiej by było, gdyby paparazzi dowiedzieli się o dziecku od nas, a nie od osób trzecich.
- Nie będę udawać, że jestem w związku z Arią!- krzyknął znowu Zayn.
- To jest dobry pomysł...- powiedziałam. Wzrok wszystkich powędrował na moją sylwetkę.- I tak znając Arię już się wygadała o swojej ciąży...
- To prawda?- zapytał Paul.
- Wymsknęło mi się, jak rozmawiałam z kilkoma osobami...- powiedziała z uśmiechem.
- Tak więc wszystko jest załatwione...
- Nie! Nic nie jest załatwione!- krzyknął Malik.
- Dobrze, w takim układzie masz czas do jutra. Albo jesteś z Arią i wszyscy myślą, że jesteście kochającą się parą. Albo odwołuję waszą trasę. Decyzja należy do ciebie.- powiedział menager i wyszedł z domu, a za nim Aria.
Nie czekając na zbyteczne komentarze poszłam do swojego pokoju. Nie musiałam długo czekać, a łzy same spływały mi po policzkach.
- Co ty robisz?- usłyszałam głos Zayna.
- To co będzie dla ciebie najlepsze...
- Dla mnie? Chyba dla Paula i Arii!
- Więc co zamierzasz?
- Nie wiem...
- Ja tym bardziej... Ale wiem, że odkąd tu przyjechałam macie przeze mnie same problemy...
- Nawet tak nie mów. To właśnie dzięki tobie mogłem przejrzeć na oczy! To ty zmieniłaś moje życie! I to na lepsze! Cholera Paula, ja cię kocham! Ja nie mogę bez ciebie żyć!
- Ja też cię kocham! Ale my nie możemy być razem. Zrozum, chcę dla ciebie jak najlepiej. A najlepszym pomysłem będzie jeżeli się stąd wyprowadzę...
- Co?! Czy ty oszalałaś?!
- Tak będzie lepiej. Dla was. Dla ciebie.
- A czy ty chodź raz możesz pomyśleć o sobie? Czy chociaż raz, możesz zrobić coś dla siebie?
Zamilkłam. Nie miałam pojęcia co powiedzieć.
- Jeżeli dwoje ludzi się kocha, to chyba jest oczywiste że są razem.
- Ale jeżeli druga osoba tak mocno kogoś kocha, to zrobi dla tej osoby wszystko żeby była szczęśliwa...
- I ty myślisz, że jak wyjedziesz, to ja będę szczęśliwy? Bez ciebie? Nigdy.
Podszedł do mnie, złapał moją głowę w swoje ręce i zmusił, abym popatrzyła w jego brązowe tęczówki.
- Nie zważając na nic. Na nikogo.Ja dalej będę cię kochać. Zawsze.- powiedział szeptem i musnął moje usta.- I zawsze będziemy razem.


Kolejny rozdział ;) Wprowadzam nową zasadę= 5 komentarzy kolejny rozdział.
Zdecydowałam się na to ponieważ, nie mam pojęcia czy ktoś to czyta. Miłego czytania <3 Malikowa

poniedziałek, 7 października 2013

Niall-cz. XV

- Okej, zostańcie tak. Dobra, a teraz Niall przerzuć Paulę przez ramię.
- Z największą przyjemnością.- i nim zdążyłam coś powiedzieć, byłam już na ramieniu mojego brata.
- Jak dobrze, że jesteś taka leciutka...- powiedział Niall.
- Jak skończy się ta sesja, już nie żyjesz...- syknęłam mu do ucha.
- Dobra, a teraz spójrzcie na mnie. Dobra, mamy to. Paula przebierz się i zaraz w parze z Zaynem.
- Teraz pokarzmy, kto tu ładnie na zdjęciach wychodzi...- powiedział Malik i mnie mocno przytulił.
- Żebyś się nie zdziwił Malik, żebyś się nie zdziwił.- powiedział Niall i uderzył go w ramię.
- Ej, dawajcie ruszcie się! Nie będziemy przecież cały dzień siedzieć w tym studiu. Mamy jeszcze sesję w plenerze!- krzyczał Simon- fotograf idealny.
Poszłam do mojej garderoby, gdzie wisiała już moja kreacja. Od samego rana siedzieliśmy w studiu fotograficznym i robiliśmy przeróżne zdjęcia. Przyznam się, że na niektórych nawet ładnie wyszłam. Simon był rewelacyjnym fotografem. I do tego fajnym gościem. Widać, że strasznie kocha fotografię i wcale mu się nie dziwię.
Kiedy się przebrałam, Emi zabrała się za mój makijaż.
- Musisz wyglądać przecież idealnie. Nie zdziwiłabym się gdyby wasze zdjęcia były na pierwszej stronie poniedziałkowej gazety.
- Jesteś niesamowita Emily.
- Wiem o tym doskonale. No dobra, a teraz śmigaj, bo zaraz Simon zawału dostanie.
Emily miała znowu wrócić do Danii, ale oczywiście została na naszą sesję zdjęciową i na urodziny Zayna., które odbędą się za dwa dni. Awww, już nie mogę się doczekać tej wielkiej imprezy. Chciałam pomóc w przygotowaniach, ale że jestem również solenizantką, mam siedzieć i nic nie robić. Chłopaki, Alex, Lexi i Emily zajmują się wszystkim. Już się boję co to będzie... Wiem tylko, że impreza będzie w jakimś klubie i ma być sporo znajomych chłopaków, których kompletnie nie znam... No nic, tylko czekać.
- No jesteś już. Okej, na razie bądźcie po prostu sobą, a potem wam będę mówił jak macie się ustawić.- kierował nami Simon.
Nie czekając chwili dłużej, Zayn wziął mnie na ręce i zaczął kręcić się w kółko, a potem po prostu się bawiliśmy. Później Simon ustawiał nas w różne pozy, tak żeby widać było nasze tatuaże i naszą miłość do siebie. Postanowiliśmy, że w końcu się ujawnimy. Nareszcie. Już miałam dosyć ukrywania się i udawania, że to tylko przyjaźń. Oczywiście nie obyło się bez kłótni z Paulem, który uważa że nie jestem odpowiednią kandydatką dla Zayna  i to tylko zaszkodzi jego karierze, jak i mojej. A my oczywiście olaliśmy gościa, dla którego liczy się tylko kasa i sława i sami podjęliśmy decyzję.
- Super! Mamy to! Okej, a teraz przebierać się i pakować do samochodu. Widzę wszystkich na dole za 15 minut.- krzyczał Simon i wyszedł z pomieszczenia.
- Macie śliczne zdjęcia.- powiedziała Lexi, która stała przy laptopie i oglądała fotografie.
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i widząc imię osoby dzwoniącej odsunęłam się kawałek na bok, tak aby nikt nie mógł usłyszeć mojej rozmowy.
- Cześć Colin. Długo się nie odzywałeś, myślałam że coś się stało.
- Hej, nie wszystko jest w porządku. Słuchaj jestem teraz w Londynie i mam dla ciebie płytkę.
- O to super! To kiedy się spotkamy?
- Najlepiej dzisiaj. Nie mam zbyt wiele czasu, a mam jeszcze sporo roboty.
- Okej, nie ma sprawy.
- Pasuje ci 17.00 koło Big Bena?
- Hm... no może być.
- No to super. Ja już muszę kończyć.
- No to do zobaczenia o 17.00.
- Na razie.
- Pa.
- I co?- zapytała mnie Lexi, która zaraz do mnie podeszła.
- O 17.00 koło Big Bena mam się spotkać z Colinem.
- Szybki jest...
- A co najważniejsze, zna się na rzeczy.
- Kto zna się na rzeczy?- usłyszałam za sobą głos Zayna, który zaraz mnie objął.
- Simon na fotografii.- wypaliła szybko Lexi.- Nie sądzisz?
- No nawet jest dobry...
- Zayn, Paula, Lexi! Chodźcie! Simon czeka!- krzyczał Niall.
Przez kolejne kilka godzin byliśmy na plaży i robiliśmy zdjęcia. I tutaj znowu muszę pochwalić tych wszystkich ludzi, którzy pomagają jak tylko mogą, aby wszystko było idealnie, ale oczywiście chłopaki muszą się pobawić. Jak nie jeden, to drugi i tak w kółko.
Dziwię się samej sobie, że z nimi wytrzymuję... Ale właśnie za to ich kocham. Każdego. Inaczej się nie da. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez nich. Na samym początku jak poznałam całe One Direction, myślałam że to typowe gwiazdki, których nic nie interesuje. Jednak się myliłam. Trochę to głupie, kochać piątkę idiotów, dla których zabawa nie zna granic. Ale, jak mówiłam wcześniej inaczej się nie da.
- Mamy to!- krzyknął Simon.- Koniec sesji!
- Nareszcie...- jęknął Niall.- Jestem głodny jak wilk.
- A kiedy ty nie byłeś głodny, jak wilk.?- przedrzeźniał go Harry.
- Czasami jestem głodny jak niedźwiedź...
- Co powiecie na mały wypad do pizzeri?- zaproponował Zayn.
- Na mały? Człowieku! Niall jest głodny! Szykuj lepiej swój portfel...- skomentował Louis
- Paula, jest 16.30. Za pół godziny spotykasz się z Colinem.- szepnęła mi na ucho Lexi.
- Cholera...
- Coś się stało?- zapytał mnie Zayn.
- Nie nic... Przepraszam ale ja nie mogę z wami jechać. Muszę... muszę coś załatwić...
- A gdzie się wybierasz?- zapytał szybko Horan.
- Po prostu muszę coś załatwić i nie muszę się tobie spowiadać. Lexi, zawieziesz mnie?
- Pewnie! Tylko idź się przebierz,  bo raczej nie będziesz paradować w kostiumie kompielowym. Czekam w samochodzie.
- Przepraszam, spotkamy się później.- powiedziałam do Zayna i pocałowałam go w policzek.
Pobiegłam szybko do dużego busa i tam się przebrałam w moje ciuchy.
-Zayn  chyba coś podejrzewa...- powiedziała Lexi, kiedy stałyśmy w korku na światłach.
- Musi poczekać jeszcze dwa dni. Przez tą całą imprezę w ogóle nie mam dla niego czasu... A nawet nie mogę zobaczyć tego klubu, tylko zakupy robię!
- Nie zapomnij, że to również są twoje urodziny...
- Które były kilka dni temu.
- No i co z tego? To jest również twoja impreza i chcę, żeby wszystko było idealnie.
- Odwalam większość roboty, a nawet nie wiem co mnie czeka. Super.
- Spokojnie mała. To tylko dwa dni.- zaczęła się śmiać.
- Bardzo zabawne. Jestem tylko ciekawa, co wymyśliliście...
- Powiem tylko tyle. Ta impreza na zawsze zostanie w twojej pamięci. Dobra jesteśmy. Śmigaj, bo chyba Colin już czeka.
- Dzięki ci bardzo. Jedź do chłopaków, ja później sobie jakoś poradzę.
- W razie czegoś to dzwoń.
Ucałowałam w policzek moją przyjaciółkę i wyszłam z jej samochodu. Musiałam kawałek przejść, żeby dostać się w umówione miejsce. Londyn nie był dzisiaj zbytnio słoneczny, ale tak czy siak musiała mieć ciemna okulary przeciwsłoneczne, bo jak to Paul powidział: "Teraz nie jesteś zwykłą dziewczyną, z małego miasteczka, czy też siostrą Nialla z One Direction. Teraz jesteś Paula Horan i to właśnie tak będą cię rozpoznawać." Szczerze mówiąc, na samym początku to kompletnie olałam i od razu pożałowałam tego co zrobiłam. Przed wczoraj pojechałam na zakupy i od razu napadł na mnie tłum fanów. Myślałam, że to mnie ominie, jednak się myliłam. Kiedy wychodziłam z domu powiedziałam chłopakom, że będę za godzinę. Wróciłam po czterech... Od tamtej pory zaczęłam nosić ciemne okulary i zawsze zakładam kaptur na głowę, tak żeby nikt nie mógł mnie poznać.
- Cześć Colin!- powiedziałam, kiedy podeszłam do chłopaka.
Ten spojrzał na mnie z wielkim zdziwieniem, na co zdjęłam szybko okulary, a potem się zaśmiałam.
- Boże Paula, w ogóle cię nie poznałem.- powiedział z uśmiechem, na co ja znowu się zaśmiałam i włożyłam spowrotem ciemna okulary na nos.- Rozumiem, fani. Widziałem twój koncert. Super wypadałaś.
- Po pierwsze, to nie był mój koncert, tylko robiłam tam jako gość. Po drugie, to dziękuję. A po trzecie... sława mnie zbytnio nie interesuje, ale muszę się ukrywać, jeżeli nie chcę być napadnięta przez jakieś dziewczyny.
- Rozumie, rozumiem. Proszę. Wszystkie materiały, które mi dałaś zostały zużyte. Powiem szczerze, że dosyć dużo ich było, ale jakoś dałem radę.- powiedział Colin i wręczył mi płytkę, zapakowaną w plastikowe pudełeczko.
- Dziękuję ci bardzo. Nie wiem jak ci się odwdzięczę...
- Już to zrobiłaś. Opiekowałaś się Ashley, kiedy ja nie mogłem się nią zająć. Ciągle wypytuje o ciebie...
- Przepraszam, że to tak wyszło... A gdzie ona jest teraz.
- Alice się nią zajmuję. Również za tobą tęskni.
- Tak samo jak ja za wami... Nawet nie wiesz jak mi jest ciężko...
- Ale za to możesz spędzić w końcu czas z Niallem. No i masz w końcu chłopaka, którego bardzo kochasz. Nie zaprzeczaj. Zdjęcia i filmiki, które mi dałaś wskazywało tylko na jedno.
- No masz rację... Wiesz, kiedy przyjechałam do Londynu, moje życie wywróciło się do góry nogami... W końcu mogę żyć, jak normalna dziewczyna. Bez strachu i niepewności, że zaraz wyląduję w szpitalu albo coś w tym rodzaju. Ale też z drugiej strony, przez to że jestem siostrą Nialla, sławnego piosenkarza, nie mam łatwo...
- Wiem, wszystko wiem. Widziałem poprzednie artykuły gazet i współczuję ci. Ale, czego się nie robi dla osoby którą się kocha?
- Co racja, to racja... A tak w ogóle, to wpadniesz na naszą imprezę? W piątek o 20.00.
- Nie wiem, czy mi się uda, ale spróbuję.
- Wyślę ci sms-em adres klubu, bo szczerze mówiąc, to sama nie wiem gdzie będzie.
- Okej. Słuchaj ja już muszę iść. Nie przyjechałem tutaj, żeby odpocząć. Robota czeka, ale przynajmniej mam z czego żyć...
- Dobre i to. Jeszcze raz ci bardzo dziękuję.
- Nie ma za co. Ja tylko odwdzięczyłem się, za to co dla mnie zrobiłaś.
- Ale i tak ci bardzo dziękuję. Spróbuję wyciągnąć dzisiaj od przyjaciółki adres klubu i wieczorem dam ci odpowiedź.
- Okej, dzięki za zaproszenie. Dobra, zmykam. Do zobaczenia.- podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek na pożegnanie. Po chwili biegł w stronę parkingu i wyjechał na zatłoczone ulice Londynu. Pomachałam mu jeszcze i zaraz zniknął z moich oczu. Spojrzałam na zegarek. Cholera, dochodzi 18.00... Założyłam kaptur bluzy na moje włosy i zaczęłam biec przez uliczki miasta. Już po paru minutach zaczęłam głęboko oddychać. No cóż, nie biegałam już od dłuższego czasu i to daje się we znaki.
Po 20 minutach ciągłego biegania byłam na miejscu. Rozejrzałam się jeszcze dookoła, żeby sprawdzić czy nikt przypadkiem nie szedł za mną. Las o tej porze, nie był zbytnio bezpiecznym miejscem, ale co tam. Osunęłam kilka gałązek drzew i weszłam w głąb małego zagajnika. Gdyby nie ścieżka wyłożona małymi kamyczkami, dawno bym się już zgubiła wśród drzew i krzaków. W końcu doszłam do wielkiej polany, gdzie dalej znajdował się mały, drewniany domek nad jeziorem. Jest wiele dróg prowadzących do tego miejsca, ale od kiedy stałam się rozpoznawaną osobą, nie chciałam narażać tego miejsca na odwiedziny fanów.
Pociągnęłam za klamkę drewniaka, ale niestety był zamknięty. Czyli Zayna jeszcze nie było. Wyjęłam pęk kluczy z kieszeni i otworzyłam zamek. Wnętrze domku wypełniały drewniane meble idealnie pasujące do tego otoczenia. W oczy od razu rzucały się czarno-białe zdjęcia wiszące na ścianach, przedstawiające mnie i mojego chłopaka. Poszłam do kuchni, gdzie panowała nieskazitelna czystość. No tak, ani ja ani Zayn nienawidzimy brudu.
Wyjęłam z lodówki butelkę wody i zaczęłam ją łapczywie pić. Nie powiem, troszeczkę się zmęczyłam przez ten bieg. Odstawiłam butelkę i poszłam na górę, gdzie znajdowała się sypialnia. Oczywiście meble również tutaj były z drewna, co wręcz uwielbiam. Wyjęłam z szafy czyste ubrania i poszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Kiedy byłam gotowa zeszłam na dół, ale Zayna nadal nie było. Zrobiłam sobie gorącą herbatę cytrynową, założyłam męską bluzę, która wisiała na wieszaku i wyszłam na dwór.
Usiadłam na drewnianej ławeczce i rozkoszowała się widokiem. Wręcz uwielbiałam to miejsce. Jest takie magiczne i pełne uroku. Codziennie przychodziliśmy tutaj z Zaynem i spędzaliśmy wspólnie czas. Często nawet nocowaliśmy, żeby odpocząć od codziennego życia. Domek i ogólnie cała posiadłość należy do Malika. Powiedział, że dostał w spadku po dziadkach, którzy mieszkali w Londynie. Niestety, nigdy nie miał czasu, żeby tutaj przyjechać. Dopiero parę tygodni temu znaleźliśmy trochę wolnego czasu, żeby zrobić porządek. Kiedy przyjechaliśmy, miejsce było zaniedbane, w domku piętrzyły się pajęczyny i duża ilość kurzu. Codzienne przyjazdy i sprzątnie doprowadziły to miejsce do idealnego wyglądu.
Nikt nie wie o tym miejscu. Nawet chłopaki, czy Lexi. Jest to nasza mała tajemnica. Wszyscy uważają, ze po nocach balujemy do rana, a potem idziemy do jakiegoś hotelu. A prawda jest zupełnie inna. I jakoś nie śpieszy nam się z wyjawieniem jej.
Nagle poczułam jak ktoś przykrywa mnie kocem i mocno obejmuje z tyłu.
- Jesteś cała zmarznięta. Nie lepiej byłoby posiedzieć w domu?- zapytał mnie dobrze znajomy głos.
- Chciałam zaczerpnąć świeżego powietrza... Co tak długo? Myślałam, że już nie przyjedziesz...
- Zasiedziałem się w pizzeri z chłopakami. Chodź do domu, chłodno jest. Zaraz się przeziębisz.- próbował namówić mnie Zayn.
Dalej siedziałam w bezruchu, na co on wziął mnie na ręce i zaniósł do drewniaka.
- Niedługo to ci kręgosłup padnie od tego dźwigania...- skomentowałam kiedy usadowił mnie na kanapie w salonie.
- Jakie to dźwiganie? Jesteś leciutka jak piórko. Rozpalę ogień w kominku.
- Jeszcze będę musiała chodzić z tobą po lekarzach i...- nie dał mi dokończyć bo zatkał mi usta swoimi. Zawsze tak robił, kiedy zaczynam coś mówić co mu się nie podoba. Z jednej strony słodko, ale z drugiej zaczyna mnie to pomału denerwować. Nie daje mi dojść do słowa, bo od razu mnie całuje. Ale za to jak!
- Jesteś nienormalny...
- Ale za to jaki zakochany.
Zaśmiałam się pod nosem i pocałowałam go w nos. Poszłam do kuch i odstawiałam mój kubek po herbacie.
- Zostajemy na noc?- zapytał Zayn i oparł się o futrynę drzwi.
- Jakoś nie mam ochoty wracać do domu...
- Okej. Wyślę sms-a do Nialla, żeby na nas nie czekali z kolacją.
Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Zaczęłam oglądać gazety plotkarskie, które leżały na stoliku. Pełno zdjęć i głupich komentarzy o Pauli Horan, która tylko udaje że jest siostrą Nialla, a tak na prawdę jest to dziewczyna z domu dziecka, dla której liczy się kasa. Żenada. Nie przejmowałam się zbytnio tym wszystkim, ale czasami zadaję sobie pytanie, co ja takiego zrobiłam że mnie nienawidzą.. A potem dochodzę do wniosku, że przecież zamieszkałam z najsławniejszym zespołem na świecie. Jestem młodszą siostrą Nialla Horana i dziewczyną Zayna Malika, co niektórym może się nie podobać.
- Nie przejmuj się tym. Wiesz jacy oni są. Szukają tylko preteksty, żeby do czegoś się przyczepić.- powiedział brunet i objął mnie swym  ramieniem.
- Ja te wszystkie komentarze mam głęboko gdzieś, tylko zastanawia mie jedno pytanie.
- Jakie?
- Dlaczego ludzie są tak podli? Dlaczego niszczą człowiekowi życie, kiedy zaczął pojmować, co to znaczy spełnił swoje marzenia?
- Ludzka zazdrość jest nieobliczalna. Niektórzy zrobią wszystko, żeby wszyscy cię znienawidzili. Puszczają plotki, w które niestety fani wierzą. A potem to my mamy opieprz od Paula, że zmniejsza się ilość fanów i to my musimy harować dzień i noc, żeby wszystko było dobrze.
- Bez sensu... Człowiek w końcu może spełnić swoje marzenia, ale oczywiście ktoś tu musi podciąć skrzydła.
- Taka jest cena sławy i tego nie zmienisz..
Westchnęłam. Czy moje życie dalej będzie tak wyglądać? Moje zdjęcia na okładce każdego magazynu, a strony plotkarskie zapełnione informacjami wyssane z palca? Nie. Ja tak nie chcę.
- Proszę cię, nie zaśmiecaj sobie tym głowy.
Wtuliłam się bardziej w jego tors, a on zaczął bawić się moimi włosami.
- A tak w ogóle, to gdzie dzisiaj byłaś?
- Musiałam coś załatwić...
- Przez ostanie dni musisz coś załatwić. Rozmawiasz przez telefon z jakimiś ludźmi, a ty mi nic nie mówisz. Jestem zazdrosny.- udawał obrażonego, co mnie bardzo rozbawiło.
- Zazdrosny? O mnie?
- Zawsze.
- Spokojnie, nie martw się. Nikt nie zasługuje na moje serce.
- Na serio?- zapytał smutny, co mnie znowu rozbawiło.
- No pomijając jedną osobę...- powiedziałam i spojrzałam w jego brązowe tęczówki. Złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach, który od razu odwzajemnił.
- Ale nadal nie dowiedziałem się, tego co chcę wiedzieć.- powiedział, kiedy się odsunęłam od niego.
- A czy to takie ważne? Obiecuję, że niedługo wszystko się zmieni.
Ułożyłam się wygodnie i przyglądałam się rozpalonemu kominkowi, z którego wręcz buchało ciepło.
- Kocham cię.- szepnął mi na ucho Zayn.
- Ja ciebie też kocham.
*
- Przykro nam, ale dzisiaj jesteście skazani tylko na siebie.- powiedział Niall.
- I z tego powodu ci przykro?- zapytał rozbawiony Harry.
- Nooo...
- Jesteś głupi Horan.
- A gdzie wy się wybieracie?- zapytałam.
- No jak to gdzie? Przecież jutro jest impreza i trzeba wszystko przygotować. A że to wy jesteście solenizantami, więc wszystko jest ściśle tajne.
- Dobra, to daj mi przynajmniej adres tego klubu. Zaprosiłam Colina, a sam nie wiem gdzie jest ten klub.
- Colin już jest zaproszony.- skomentował szybko Niall.- Dobra nie mam czasu na pogaduchy. Tylko grzeczni bądźcie.- powiedział i zaraz wyszedł z domu.
 Do domu przyjechaliśmy około 12.00. Wszyscy biegali w kółko i rozmawiali przez telefon. Wyglądali jakby uciekli ze szpitala psychiatrycznego.
- Spacer?
- Jasne. Daj mi 15 minut.
Poszłam do siebie na górę, żeby trochę się ogarnąć. Kiedy byłam gotowa zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Zayn z aparatem. Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego widoku. Każdy nasz spacer lub nawet zakupy kończyły się mini sesją zdjęciową.
Ostatnie dni wakacji dały się w końcu we znaki. Słońce grzało w plecy i aż prosiło się o założenie krótkich spodenek.
- Szczerze mówić, to trochę się boję jutrzejszego dnia...- powiedział Zayn.
- Nie martw się, nie ty jeden.
- Idziemy, czy zostajemy jeszcze?
- Posiedźmy jeszcze przez chwilę. Wcale mi nie śpieszno do domu.
Siedzieliśmy w parku na naszej ulubionej ławeczce. Co chwila mijali nas różni ludzie, którzy tylko uśmiechali się do nas promiennie. Jak widać, nie tylko my korzystamy z ostatnich promieni słońca, które rzadko nas odwiedza.
W pewny momencie koło naszej ławki potoczyła się piłka do nogi. Po chwili zjawiła się mała dziewczynka z wielkim uśmiechem na twarzy. Podniosłam piłkę i wręczyłam dziewczynce.
- Tamta pani, kazała wam coś powiedzieć.- powiedziała dziewczynka i wskazała na pewną starszą panią. Stała niedaleko nas, a w ręku trzymała tabliczkę z napisem "Miłość opiera się na zaufaniu. Pamiętaj o tym."
- A co takiego?- zapytał Zayn.
- Że jutro coś się stanie.- powiedziała szybko.
- A co się miało stać?
- Coś co zmieni wasze życie.- powiedziała wesoło i pobiegła w stronę grupki dzieci.

Wybaczcie mi moją długą nieobecność, ale no wiecie szkoła, dużo sprawdzianów.... Kolejny rozdział prawdopodobnie jutro lub za dwa dni :D Miłego czytania~ Malikowa <333