sobota, 9 listopada 2013

Niall-cz. XX

*włącz*
- W czymś mogę pomóc?- zapytała z uśmiechem na ustach.
- Paula?
Dziewczyna popatrzyła na niego przez chwilę, a potem znowu szeroko się uśmiechnęła.
- Tak to ja. A ty...?
- Nie poznajesz mnie?- zapytał łamiącym się głosem Zayn.
Brunetka przyjrzała mu się dokładniej, ale i tak nie wiadomo ile by się wysiliła to i tak nie mogła sobie niczego przypomnieć. Miała czarną dziurę w głowie. Wszystkie wspomnienia wygasły, jak płomyk ostatniej zapałki.
- Przepraszam, ale nie mogę sobie przypomnieć. Jak masz na imię?- zapytała, mając nadzieję, że może sobie coś przypomni.
Chłopak stanął jak wryty. Nie mógł zrozumieć. Ona udaje, czy na serio nie pamięta?
- Paula to nie jest śmieszne...- powiedział poważnym tonem.
Dziewczyna westchnęła. Była szczęśliwa, że w końcu znalazła kogoś, kto ją zna, ale za to ona nie znała tego chłopaka o brązowych oczach. Wydawało jej się, że skądś zna chłopaka, ale nie wiedziała skąd. Jedynym wyjściem, żeby czegoś więcej się dowiedzieć było lepsze zapoznanie się z chłopakiem.
- Przykro mi, ale ja... Nie przypominam sobie, żebym cię znała...- powiedziała i spuściła głowę w dół.- Ale skoro ty mnie znasz, to może... Nie zechciałbyś wejść na chwilę i napić się gorącej herbaty?- zapytała, mając nadzieję na przyjęcie zaproszenia.
Zayn nadal stał jak słup soli. Nie wiedział co miał robić. Miał nadzieję, że Paula tylko udaje i że zaraz będzie mógł ją mocno do siebie przytulić. Ale ta nadzieja nawet na najmniejszy uścisk bladła z każdą minutą.
- Więc?- zapytała znowu dziewczyna.
- Emm... jeżeli nie będę ci w niczym przeszkadzał...- zaczął jąkać się chłopak.
- Ależ oczywiście, że nie!- krzyknęła uradowana brunetka i aż ze szczęście klasnęła w swoje dłonie. Za chwilę podeszła do bramy i przekręciła w niej kluczyk.- Mam nadzieję, że nie boisz się psów...- powiedziała, kiedy husky zaczął wąchać gościa.
- Nie, nie. Lubię psy.- powiedział uśmiechnięty.
Na jego odpowiedź futrzak zaczął skakać na Zayna, co wywołało głośne śmiechy u Malika jak i u brunetki.
- Ori! Przestań skakać!- krzyczała właścicielka.
Otworzyła drzwi wejściowe do małego domku i zachęciła chłopaka, aby ten wszedł do środka. Od razu do jego nosa doszły zapachy cynamonu i wanilii, który roznosił się po całym mieszkaniu.
- Już wstawiam wodę na herbatę.- powiedziała z uśmiechem dziewczyna i poszła do kuchni.
Zayn w tym czasie zdjął swoją ciepłą kurtkę i powiesił na wieszaku. Rozejrzał się po wnętrzu domku. Nie wiedział dlaczego, ale wystrój i sam dom, bardzo przypominały mu o jego posiadłości nad jeziorem, po jego dziadkach. Trafił do salonu, w którym znajdowała się kanapa, jeden fotel, który od razu zajął pies, stolik do kawy, dwa regały, na których stały kwiaty. Ale jego oczy przykuł duży fortepian, stojący w oddali od wszystkich mebli, a zaraz koło niego sztaluga.
- Przyniosłam jeszcze ciasteczka.- usłyszał za sobą głos dziewczyny, która postawiła tacę z dwoma filiżankami gorącej herbaty i wcześniej wspomnianymi ciasteczkami.
- Moje imię już znasz, a teraz chciałabym poznać twoje.- powiedziała Paula i podeszła do niego.
Zayn był teraz pewny swoich przypuszczeń. I chociaż nie wie jak bardzo chciał to i tak musiał w to uwierzyć. Ona straciła pamięć. Nie pamięta go. I pewnie niczego z pobytu w Londynie.
- Zayn.- przedstawił się i wyciągnął swoją rękę, którą dziewczyna od razu uścisnęła.
Paula, a możesz nam coś zaśpiewać?
Dziewczyna od razu wycofała swoją rękę i szeroko otworzyła oczy.
- Coś nie tak?- zapytał przejęty chłopak.
Ona sama nie wiedziała co się stało. W jednej chwili zobaczyła tego samego chłopaka, który tak samo się uśmiechał jak pięć minut temu. Z niedowierzeniem zaczęła kręcić głową i stopniowo zwiększała odległość między nią, a nowo poznanym brunetem. A może ona już go znała?
- Emm, nie wszystko jest okej.- powiedziała spokojnie i wymusiła uśmiech.
Zachęciła chłopaka, aby usiadł koło niej na kanapie i po chwili pili gorący napój, który rozgrzewał ich zmarznięte ciała.
- Skąd jesteś?- zapytała po chwili dziewczyna.
- Z Londynu...- opowiedział smutno chłopak. Dziwnie się czuł odpowiadając na pytania Paula, których nie powinien w ogóle słyszeć.
- Może to być głupie pytanie, ale... dobrze mnie znasz?- zapytała przejęta.
Chłopak nic nie odpowiedział. Dalej siedział i patrzył się na swoją miłość, która w ogóle go nie pamięta.
- Przepraszam, powinnam w ogóle zacząć od początku.- powiedziała i odstawiła filiżankę z herbatą.- Nie wiem kim jestem, skąd jestem, a nawet nie wiem gdzie mieszkam. Wiem tylko tyle, że miałam wypadek w Wigilię, przez który straciłam pamięć. Mam pustkę w głowie, kiedy próbuję sobie co kolwiek przypomnieć. Nie pamiętam żadnych wydarzeń, a o osobach już nie wspomnę. Wszystko wydaje się takie rozmyte i niewyraźne. Pamiętam za to, jak przyjechałam do szpitala. Bolała mnie strasznie prawa ręka, z którą było ciężko.- i kiedy powiedziała ostatnie zdanie podwinęła rękaw swojego swetra ukazując przy tym zabandażowaną rękę.- Jesteś pierwszą osobą, która z tego co dzisiaj wywnioskowałam, chyba mnie zna. Nic o sobie nie wiem. Nie wiem, gdzie jest moja rodzina, czy mam w ogóle rodzinę, czy mam rodzeństwo, po prostu nic. Dlatego proszę cię, jeżeli wiesz o mnie cokolwiek to proszę powiedz mi...
W salonie zapanowała cisza, którą po chwili przerwała znowu brunetka.
- Jedynie co mi zostało po starym życiu to ten tatuaż w kształcie puzzla.- podwinęła tym razem lewy rękaw swetra.- I jeszcze ten naszyjnik.- powiedziała smutna i wyciągnęła na wierzch złote serduszko.- Nie mam pojęcia skąd je mam, a w szczególności ten tatuaż. Ale sądząc po tym wszystkim, to ktoś musi mieć drugą część tego puzzla, a ten wisiorek musiałam od kogoś dostać. Na odwrotnej stronie jest literka Z i P. Cały czas noszę go przy sobie, mając nadzieję, że w końcu spotkam kogoś, kto pomorze mi w odzyskaniu pamięci... Zayn, ty płaczesz?- zapytała dziewczyna, kiedy spojrzała na chłopaka.
Szybkim ruchem chłopak wytarł słone łzy, których nie mógł powstrzymać. To wszystko wydawało mu się nierealne. Miał nadzieję, że zaraz ktoś przyjdzie i krzyknął Mamy cię! i że to będzie jeden wielki żart. Jednak to była prawda. Przeczesał ręką swoje włosy i głośno westchnął.
- Ktoś cię tutaj przywiózł, czy sam tutaj dojechałaś?- zapytał po chwili chłopak.
- Jak się obudziłam w szpitalu, to nawet nie pamiętałam jak się nazywam.- prychnęła dziewczyna.- Za to w sali siedział Mike. Nie mam pojęcia skąd go znam, ale on nie chce mi nic powiedzieć na temat przeszłości. Cały czas powtarza, że trzeba żyć dalej a nie martwić się o przeszłość. A ja właśnie chc...
- Zaraz, chwila!- przerwał jej chłopak.- Kogo widziałaś?
- Mike. Tak mi się wydaje, że tak ma na imię. Przyjeżdża tutaj codziennie z zakupami. W sumie to powinien zaraz tu być.- ostatnie zdanie powiedziała patrząc na zegarek.
- Mike powiadasz...
Zayn zaczął kręcić głową. Znowu nie mógł uwierzyć. Jego kumpel oszukał go i nic nie mówił, że wie gdzie jest Paula! Już po raz kolejny zawiódł się na swoich przyjaciołach.
- A ten Mike, coś jeszcze mówił?- zapytał po chwili.
- Niewiele. Mówił, że przed wypadkiem bardzo ładnie malowałam, dlatego stoi tu sztaluga. Ale nie mam pojęcia skąd jest tutaj pianino. A na górze mam jeszcze gitarę. Nie wiem, czy umiem grać, czy to wszystko tutaj stoi tak tylko dla ozdoby. Mike mówił, żebym nawet nie próbowała siadać do pianina, bo nie umiem grać, a tym bardziej śpiewać. Więc na razie skupiam się na malowaniu, które nie za bardzo mi wychodzi...- powiedziała zmarnowana i zaczęła głaskać swojego psa.- Tak samo jak z Ori. Nie przypominam sobie, żebym kupiła psa. Ale z drugiej strony cieszę się, że mam tutaj jakiegoś towarzysza. Przez cały dzień nic nie robię, tylko próbuję sobie przypomnieć, moje dawne życie. Ale na marne. Do dzisiaj...- powiedziała szeptem.
- Przypomniałaś sobie coś?- zapytał przejęty.
- Niewiele. Widziałam... ciebie.- powiedziała z uśmiechem.- Mówiłeś coś w rodzaju  Paula, a możesz nam coś zaśpiewać? Wtedy jak się z tobą witałam. Co tak odskoczyłam... 
Zayn przysunął się do niej i złapał ją za rękę.
- Obiecuję, że przypomnisz sobie wszystko. A ja ci w tym pomogę.- powiedział patrząc w jej oczy.
Nagle usłyszeli jak drzwi wejściowe się otwierają, a Ori od razu pobiegła zobaczyć kto przyszedł.
- Jestem!- usłyszeli męski głos, dochodzący z holu.
- Cześć Mike!- krzyknęła Paula.- Chodź do salonu. Mamy gościa.- powiedziała z uśmiechem.
- Już idę. Rany jak jest zimno. Lepiej nie wychodzić z domu, bo moż...
Do salonu wszedł chłopak, który przerwał swoją wypowiedź kiedy zobaczył Zayna. Ten podniósł się z kanapy i stanął naprzeciwko Mike.
- Mike, to jest Zayn. Zayn to jest właśnie Mike, o którym ci mówiłam.- powiedziała z uśmiechem.
- Miło mi cię poznać.- powiedział z sarkazmem Malik i wyciągnął swoją rękę. Mike nadal stał, do tego z otwartą buzią.
- Paula, mogłabyś zostawić nas samych?- zapytał po chwili chłopak.
- Oczywiście. To ja pójdę z Ori na spacer.- powiedziała z uśmiechem i wyszła z salonu. Po chwili wróciła spowrotem do pomieszczenia.- Miło mi było cię poznać Zayn. I mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.- powiedziała i puściła oczko chłopakowi. Po chwili można było usłyszeć jej śmiech, spowodowany przez  psa.
- Co ty tu robisz?- zapytał Mike.
- Co ja tu robię? Chyba powinienem o to ciebie zapytać!
- Nie miałem innego wyboru.- powiedział chłopak przez zaciśnięte zęby i wyminął Malika.
- Nie miałeś innego wyboru... Rozumiem. A nie przyszło ci do głowy, co przeżywaliśmy przez te kilka dni?! Paula brała udział w wypadku. Nie no fajnie, ale gdzie ona teraz jest? Do jasnej cholery, Mike! Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi!
- Nie możesz tego zrozumieć, że ja nie mogłem nic zrobić? Nawet jeśli bym chciał to i tak nie mogę! Aria zabiłaby mnie, gdyby dowiedziałaby się że Paula żyje.
- A co ma Aria do tego?!
- Nawet nie wiesz jak bardzo ona jest w to wciągnięta...
- To może z łaski swojej w końcu powiesz mi prawdę?
Mike westchnął. Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał wyjawić prawdę. Z kieszeni kurtki wyjął starą fotografię, przedstawiającą młodą dziewczynę o blond włosach.
- Kto to jest?- zapytał Zayn.
- Vanessa. Była moją dziewczyną przez 5 lat. Zanim przeprowadziłem się do centrum Londynu, mieszkaliśmy w małym domku, na skraju miasta. Żyło nam się cudownie. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ona. Niestety przez moją pracę w studiu, do którego musiałem dojeżdżać, nasze kontakty były ograniczone. Pewnego dnia do studia przyszła Aria. Nie mam pojęcia po jaką cholerę ona tam była. Ale to właśnie przez nią wpakowałem się w niezłe gówno... Zaproponowała mi pewien układ, który wydawał mi się dobry. Miałem pomóc jej w rozgłosie, a w zamian za to ona miała mi pomóc w mojej karierze. Musiałem chodzić z nią na różne imprezy. Niby nic wielkiego, ale jak później się okazało to był najgorszy błąd, jaki mogłem popełnić. Zacząłem ćpać. Narkotyki były dla mnie wszystkim. Nie widziałem świata bez nich. Pewnego dnia, przyjechałem do domu. Oczywiście byłem już nieźle wstawiony. Zacząłem bić Vanessę, która niczego nie zawiniła. Ciągnąłem ją za włosy i targałem po ziemi. Rzuciłem ją w kąt i zacząłem szukać benzyny. Wylałem chyba z 5 litrów. A potem, wszystko podpaliłem. Razem z Vanessą w środku. Wyszedłem na zewnątrz i tylko patrzyłem, jak moja dziewczyna smażyła się w ogniu... Oczywiście to wszystko nagrała Aria, która znalazła się tam, zupełnie bez przyczyny. Powiedziała, że nikomu nie powie o moim małym wybryku, jeżeli będę wykonywał jej polecenia. Od tamtej pory jestem uwięziony, a moimi sznurkami pociągała Aria. Jeżeli czegoś nie zrobię, od razu idę za kratki...
Mike pociągnął nosem i wytarł swoje mokre oczy.
- To ona mi kazała wjechać w tą cholerną taksówkę. To ona mi kazała zabić Paulę, kiedy dowiedziała się że ta znowu pojawi się w mieście. Ona zrobiłaby wszystko dla swojej kariery. Poświęci niewiadomo ile ludzi, żeby być na szczycie. Nie mogłem tego zrobić. Musiałem ją uratować. Dlatego nikt nie mógł znaleźć jej ciała. Od razu zabrałem ją do szpitala, gdyż jej ręka była w opłakanym stanie. Na szczęście teraz wystarczą tylko bandaże. Nie miałem pojęcia, że ona straci pamięć. Obawiałem się najgorszego, ale tej opcji nie przewidywałem. Aria myśli, że Paula nie żyje. I niech tak na razie zostanie. Dlatego okłamuję dziewczynę. Wciskam jej jakieś bzdury, żeby nikt nie mógł jej poznać...
Zayn zamilkł. Nie miał pojęcia co powiedzieć. Był wściekły. Na Mike. Na Arię. Na siebie.
- Zayn, powiedz coś...- szepnął chłopak.
- Powinieneś smażyć się w piekle, za to co zrobiłeś.- syknął w jego stronę i opuścił kuchnię. Po chwili wrócił i rzucił jeszcze jedno zdanie w stronę Mike.- Nie chcę cię tutaj widzieć. Masz nie zbliżać się do mnie, do chłopaków i do Paula. Wyjedź stąd, jak najdalej. Nie chcę cię znać.                                                  Mike szybko opuścił dom i pośpiesznie odjechał. I co Zayn miał teraz zrobić? Zostać i pomóc Pauli w odzyskaniu pamięci, czy może wyjechać i dać sobie spokój? Ale nie mógł wyjechać. Nawet jeśli był zmuszony, to i  tak nie mógł zostawić tutaj brunetki. Musi jej pomóc. Nie wie jeszcze jak, ale na pewno pomorze.
Ale strach był wielki. Bał się. Bał się, że ona znowu go odrzuci, zanim będzie mógł wszystko wyjaśnić. Przecież to przez niego ona wyjechała. Przez jego głupotę i naiwność. Obiecał sobie, że trzeci raz nie pozwoli aby Aria owinęła go wokół palca. Miał ją w dupie. Głęboko.
Zayn podniósł się w końcu z łóżka i poszedł do łazienki. Wczoraj udało mu się znaleźć niewielki hotel, w którym zatrzymał się na noc. Miał nadzieję, że nikt go nie rozpozna. Że nazwisko Zayn Malik w tej części Cambridge nie będzie znane.
Kiedy się wykąpał, chciał od razu jechać do dziewczyny. Ale przecież musiał powiadomić chłopaków co się z nim dzieje. Nie odzywał się od wczorajszego południa. Nie chciał wiedzieć, przez co przechodzą jego przyjaciele. Wziął swój telefon i już miał wybrać telefon do Harrego, ale... Co on mu powie? Cześć, znalazłem Paulę i nic jej nie jest. Ale straciła pamięć i nikogo nie pamięta. Nie, to raczej jest głupi pomysł. Głośno westchnął i usiadł na łóżku. Schował głowę w ręce i przeczesał włosy. Nie miał innej opcji. Musiał to zrobić. Wysłał sms-a do Harrego i odpalił laptopa.

*

W tym samym czasie, w domu One Direction panowała cisza i spokój. Harry, Niall, Louis i Alex siedzieli w salonie. Ich telefony leżały na stole, jeden, koło drugiego czekające na chodź jeden sygnał od Nialla, czy od Zayna.
Od wczoraj blondyn, ani Malik nie odezwali się słowem. Bali się, że coś mogło się stać. W końcu telefon loczka zabrzęczał, informując o nowej wiadomości. Właściciel komórki zerwał się na nogi i od razu przeczytał wiadomość.
- Gdzie jest mój laptop?- zapytał szybko.
- Koło telewizora.- odpowiedział zdenerwowany Liam.
Styles pośpiesznie włączył swój sprzęt i od razy wszedł na Skype. Postawił laptopa na stole i dołączył do reszty przyjaciół, którzy siedzieli mocno ściśnięci na kanapie. W końcu na ekranie zobaczyli twarz Zayna.
- Cześć wszystkim.- przywitał się chłopak.
- Zayn!- krzyknął Payne.
- Cześć Li. Co tam u was słychać?
- Ty się nie pytaj co u nas, tylko opowiadaj co u ciebie.- powiedziała Alex.- Znalazłeś ją?
- Jeszcze nie. Wczoraj dopiero przed północą dotarłem do Cambridge. Droga przedłużyła mi się z 4 do 8 godzin jazdy. Straszne korki były i ogólnie ciężko się jechało. Po drodze minąłem chyba z 3 wypadki samochodowe, co jeszcze bardziej utrudniało jazdę.
Wszyscy głośno westchnęli. Mieli nadzieję, na jakikolwiek informacje.
- Ale zaraz wsiadam w samochód i jadę ją szukać. Tylko muszę się jeszcze trochę ogarnąć...
- Daj nam znać jak coś będziesz wiedział.- powiedział Louis.
- Nie wiem czy dam radę. Tu jest strasznie słaby sygnał i sam się dziwię, jak udało mi się połączyć z internetem. Dowiedziałem się, że przez nocne śnieżyce mają utrudnienia z liniami elektronicznymi. Ale postaram się jakoś was zawiadomić. Niall dzwonił?
- Właśnie nie. Trochę się martwimy, bo nic nie wiemy. Dobrze, że w ogóle ty się odezwałeś, bo byśmy tu oszaleli.- powiedział Harry.
- Dobra, będę już leciał. Trzymajcie się i nie rozrabiajcie tam. Alex jesteś za nich odpowiedzialna.
- Co?! Dlaczego ona?- zapytał oburzony Louis.
- Bo jako jedyna z waszego towarzystwa jest na tyle odpowiedzialna.
- Nie martw się Zayn. Wszystko jest pod kontrolą.- uśmiechnęła się blondynka.
- Dobra, spadam. Postaram się jak najszybciej się skontaktować. Na razie!- pożegnał się i już go nie było.
- Oby ją znalazł...- powiedział Louis.
- Trzeba myśleć pozytywnie. A teraz, kto jest głodny?- zapytała Alex.
- Ja!- krzyknęli wszyscy razem i poszli do kuchni.

Wiedział, że źle zrobił. Ale miał inny wybór? Musiał ich okłamać. W tym momencie to było najlepsze w tej sytuacji. Spojrzał na zegarek, na którym mrugały cyferki pokazujące godzinę 11.43. Zerwał się na równe nogi i pośpiesznie zaczął wiązać swoje zimowe bytu. Założył jeszcze kurtkę, zabrał kluczyki od samochodu i już był na zewnątrz hotelu. Wsiadł do swojego samochodu i odpalił silnik. Kiedy był już na miejscu, zaparkował samochód w tym samym miejscu co wczoraj. Uśmiechnął się widząc brunetkę, która odśnieżała biały puch. Wokół niej oczywiście skakał husky, który co chwila popychał ja w zaspy.
- Ori, oddaj moje rękawiczki!- krzyczała na futrzaka. Nie zważając na jej krzyki, pies zaczął biegać wokół domu, a za nim dziewczyna. Ten widok wywołał szeroki uśmiech na twarzy bruneta i nie mógł się powstrzymać od cichego chichotu. Ta dziewczyna miała w sobie tyle energii, że tylko zazdrościć.
W końcu Zayn wszedł na posiadłość dziewczyny i oparł się o ogrodzenie. Nie musiał długo czekać, a brunetka zaraz pojawiła się nadal biegając za swoim psem, który zaraz znowu ją wrzucił w zaspę śniegu. Chłopak od razu do niej podszedł i pomógł wstać dziewczynie.
Przez zsuniętą czapkę na oczy, nie mogła dostrzec swojego wybawcę.
- Dziękuję bardzo, kimkolwiek jesteś.- powiedziała i zdjęła swoją czapkę.- Ooo, cześć Zayn.- przywitała się i od razu szeroko się uśmiechnęła.
Odwzajemnił jej uśmiech tym samym, przez co dziewczyna lekko się zarumieniła. Schowała swoje zmarznięte ręce do kieszeni kurtki. Widząc to Zayn od razu poszukał wzrokiem psa o czarnej sierści, który siedział na ganku, a w pysku trzymał własność dziewczyny. Podszedł do zwierzaka i wyciągnął rękę w stronę rękawiczek, które za chwilę oddał mu pies.
- Jak ty to zrobiłeś?- zapytała dziewczyna.
- Psy nie umieją mówić. Ale rozumieją każde twoje słowo. Jeżeli będziesz na nie krzyczeć, one będą robić to samo.- powiedział ze spokojem i wziął jedną rękę dziewczyny. Założył jej ciepłą rękawiczkę. To samo zrobił z drugą ręką.
- Cieszę się, że przyjechałeś.- powiedziała lekko zawstydzona.
- A ja się cieszę, że cię widzę.
- Nie wiem jak ty, ale ja troszeczkę zmarzłam. Wejdziesz?- zapytała.
- Jeżeli poczęstujesz mnie tak samo dobrą herbatą jak wczoraj, to oczywiście.
- Obiecuję, że będzie jeszcze lepsza.- powiedziała z uśmiechem i już mieli iść w stronę domu, kiedy poczuli jak coś wielkiego i ciężkiego wrzuca ich w zaspę śniegu.
- Ori!- krzyknęła dziewczyna w stronę psa, który merdał ogonem i dwa razy szczeknął.
- Kto ją tego nauczył?- zapytał Zayn. Próbował podnieść się z puchu, ale śnieg był zbyt ciężki i uniemożliwiał na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.
- A bo ja wiem? Od kiedy wróciłam ze szpitala, nic innego nie robi, jak tylko wywala mnie w śnieg! Albo zabiera mi moje ciuchy, co też pewnie zauważyłeś.
Ich głośny śmiech, można było usłyszeć w całej dzielnicy. Leżeli tak przez kilka minut, nadal zwijając się ze śmiechu i nie zapowiadało się, żeby ruszyli się z tej zaspy.
- No dobra, zaczynają mi marznąć stopy.- powiedziała dziewczyna.
Zayn rozejrzał się dookoła, żeby znaleźć coś, co mogłoby mu pomóc w podniesieniu się. Złapał się ogrodzenia i stopniowo podnosił się do góry, aż w końcu znalazł się w pozycji siedzącej.
- Nie no, brawo dla ciebie. Jestem z ciebie dumna. A teraz bądź tak miły i podnieś mnie.- powiedziała brunetka, kiedy tamten stanął na równe nogi. Zayn odwrócił się w jej stronę i już wyciągnął ręce do pomocy, kiedy poczuł, że znowu coś z tyłu zepchnęło go prosto na dziewczynę.
- Ori...- powiedzieli obydwoje, na co pies znowu zaszczekał. Stykali się praktycznie nosami, jak i czołami, a odległość między ich ustami wynosiła kilka milimetrów, przez co mogli poczuć swoje oddechy.
- Przynajmniej jest mi cieplej.- powiedziała z uśmiechem Paula.
- Za to mi nie za bardzo...
Zaczęli się znowu śmiać i spojrzeli prosto w swoje oczy.
Paula znała to spojrzenie. Ona znała już te oczy. Oczy, które mają ten tajemniczy błysk. Powiększone źrenice chłopaka wręcz zlewały się z tęczówką. Ale ona nadal się patrzyła. Nie mogła nic zrobić. Jej ciało było bezwładne, a mózg cały czas prosił o nie przerywanie tej magicznej chwili.
Zayn za to nie wiedział co robić. Dziewczyna patrzyła mu głęboko w oczy, tak jakby chciała się z nich czegoś dowiedzieć. Nie przerywał jej. Może dzięki temu, przypomni sobie, co kiedyś ich łączyło. To silne uczucie, które nadal daje się we znaki. Po chwili brunetka przekręciła głowę, a jej policzki oblały słodkie rumieńce.
- Dobra, jeżeli mamy zamiar dzisiaj wyjść z tego śniegu to potrzebuję twojej pomocy.- odezwał się w końcu chłopak.
- Niby jak mam ci pomóc?
- Połóż swoje ręce na mojej klatce piersiowej i z całej siły popchnij mnie w drugą stronę.
- Okej.
Po chwili brunetka zrobiła to co kazał jej Zayn. Popchnęła go najmocniej jak mogła, dzięki czemu chłopak w końcu mógł się ruszyć. W końcu udało mu się stanąć. Odruchowo spojrzał na psa, który już szykował się do kolejnego pchnięcia.
- Nawet nie próbuj.- Zayn pokręcił palcem, na co pies odszedł kawałek dalej ze spuszczoną głową.
Zaśmiał się pod nosem i tak jak wcześniej wyciągnął swoje ręce w stronę dziewczyny, która od razu je chwyciła.
- Śnieg mam nawet w tyłku.- powiedziała Paula i zaczęła trzepać swoje ubranie.- W takim układzie zapraszam na herbatę.- powiedziała z uśmiechem i tak jak wczoraj otworzyła drzwi przed Malikiem. Między ich nogami prześliznął się również pies, który od razu zajął swoje miejsce na fotelu.
Zayn poszedł za psem do salonu i usiadł na kanapie. Po chwili przyszła Paula z dwoma filiżankami herbaty.
- Śniłeś mi się dzisiaj.- powiedziała dziewczyna.
- Na prawdę? Mam nadzieję, że to był dobry sen.- uśmiechnął się brunet.
- Od razu kiedy wstałam, wszystko sobie zapisałam, żeby później nie zapomnieć.- powiedziała i spojrzała na psa- Ori, przynieś mój zeszyt.
Zwierzak od razu pobiegł na górę i zaraz się pojawił trzymając w pysku mały notatnik.
- Wow, dobra jest.- powiedział Zayn.
- Właściwie to dzięki niej mogę normalnie funkcjonować.- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła.
Otworzyła swój zeszyt i zaczęła przewracać kartki.
- O mam! Byliśmy chyba na jakieś imprezie, bo strasznie głośno było. Trochę to dziwne, ale pamiętam każde słowo, jakie zostało wypowiedziane.- powiedziała lekko zdziwiona i zaczęła czytać.
- Dlaczego to robisz?- zapytałeś
- Co takiego?
- Pocieszasz mnie. A sam ciebie zraniłem.
- Obiecałam sobie, że będę wam pomagać kiedy będziecie potrzebowali pomocy. Jestem wam dłużna i zawsze będę. Muszę się jakoś odwdzięczyć, że mogę żyć. Bo to dzięki wam, jestem tutaj.
- Dla mnie nie musisz nic robić. Tylko...
- Tylko co?
- Tylko bądź. I nigdy nas nie opuszczaj.

Paula zamknęła zeszyt i spojrzała na Zayna. Ten szeroko się uśmiechnął. Przypomniała sobie. Niewiele, ale jednak sobie coś przypomniała.
- Nie mam pojęcia, czy to był sen, czy...
- Wspomnienie.- dokończył za nią Zayn.
- Na serio?
- Na serio. To się działo na prawdę.- powiedział z uśmiechem.
Pauli aż oczy się zaświeciły ze szczęścia. Szeroko się uśmiechnęła i mocno przytuliła Zayna, który był lekko zdziwiony, tego co zrobiła brunetka. Ale nie odepchnął jej. Wręcz przeciwnie. Przyciągnął jeszcze mocniej do siebie swoje szczęście, które nie zdawało sobie sprawy z tego, co tak na prawdę czuje do niej chłopak.
Po chwili Paula odsunęła się od niego i znowu lekko się zarumieniła.
- Przepraszam... ja... nie powinnam... ja...- zaczęła się jąkać na co Zayn znowu się zaśmiał.
- Nic się nie stało.
Dziewczyna spojrzała na niego. Miała wrażenie, że znała już Zayna. I to bardzo dobrze. Ale nie mogła sobie niczego przypomnieć.
Po chwili brunetka pociągnęła nosem i kichnęła.
- Na zdrowie.- powiedział Malik.
W jej głowie pojawił się pewien obraz. Bardzo niewyraźny, ale mogła dostrzec Zayna, który opierał się o blat kuchenny. Nagle dziewczyna kichnęła.
- Na zdrowie.-  usłyszała męski głos
- Dzięki.- powiedziałam i wróciłam do sprzątania
- Em, trochę dziwnie wyszło...
- Nie rozumiem.
 - No, bo...
 
- Paula? Wszystko okej?- zapytał chłopak.
Dziewczyna zamrugała kilka razu i zaczęła kręcić głową.
- Przypomniałaś sobie coś?- zapytał znowu Zayn.
 Ta tylko skinęła twierdząco głową i po chwili szeroko się uśmiechnęła.
- Mówiłem ci. przypomnisz sobie wszystko.
- W takim układzie powiedz coś o mnie.- zażądała dziewczyna.
- Nie rozumiem...
- No chyba mnie dobrze znasz, nie? Więc powiedz mi, jaka jestem, czym się interesuję, czy mam jakiś przyjaciół. Proszę cię, powiedz cokolwiek.- prosiła.
- A więc...
- Mam jakąś rodzinę?- przerwała mu brunetka.
- Masz starszego brata, który mieszka w Londynie. A twoja mama musiała wyjechać do Niemiec.
- A ojciec?
- Nic nie wiem na ten temat.
- Mieszkaliśmy razem? W Cambridge?- zadawała kolejne pytania.
- Nie. Mieszkaliście w Bradford.
- Znasz mojego brata?
- Oczywiście. Ma na imię Niall i ma prawie 21 lat. Za rok  będzie miał urodziny.
- Powiedz mi coś jeszcze. Proszę...
- Hm... Niall jest piosenkarzem i jest w zespole, tak samo jak ja.
- Ty śpiewasz?- zapytała lekko zdziwiona.
- Tak.- powiedział z uśmiechem.
- Ale fajnie. Zaśpiewasz mi coś?
- Mam śpiewać, czy mówić dalej, bo sam już nie wiem co mam robić.- powiedział znowu się śmiejąc.
- Mów, mów! Już ci nie przeszkadzam. Ale powiedz coś o mnie.
- Więc, jesteś skromną dziewczyną, która uważa że nie wyróżnia się z tłumu, co w cale nie jest prawdą. Hm, robisz przepiękne zdjęcia. A tak w ogóle to też umiesz śpiewać i to bardzo ładnie.
- Ja umiem śpiewać?
- I grać na pianinie jak i gitarze.- powiedział.
- A co z malowaniem?
- Jakoś nigdy nie widziałem, żebyś malowała... Ciągnąc dalej. Robisz najlepsze naleśniki i w ogóle super gotujesz. Hm... nie lubisz, jak ktoś każe ci co masz robić i jak ktoś wtrąca ci się w twoje życie. Jesteś bardzo samodzielna, zawzięta, odważna no i uparta.
Paula zachichotała pod nosem i wzięła kolejny łyk herbaty.
- To co, może coś zaśpiewasz?- zachęcił ją chłopak.
- Najpierw wolałabym ciebie usłyszeć. A później zobaczymy.
- Ja zaśpiewam, a potem ty.
- Niech ci będzie.
Zayn odstawił swoją herbatę i usiadł do pianina.
- Ale nie spodziewaj się czegoś rewelacyjnego. Dawno nie grałem...- zaczął mówić.
- Oj, przestań gadać.- marudziła i usiadła koło niego.
Chłopak parsknął śmiechem i przez chwilę zastanowił się, co by tu takiego zagrać. Po chwili zaczął wydobywać z pianina piękne dźwięki i zaczął 
śpiewać. Dziewczyna była zafascynowana jego głosem. Na kilka dobrych minut odpłynęła. Zamknęła oczy i dała się ponieść wyobraźni, która zabrała ją w nieznane miejsce. Siedziała na drewnianej ławeczce nad jeziorem. Czuła jak lekki podmuch wiatru witał się z jej bladą cerą. Ptaki, które siedziały w koronach wysokich drzew, śpiewały swoją melodię. Zapach polnych kwiatów roznosił się po całej okolicy, co dało jeszcze większy urok. Nie miała pojęcia, czy to jej wyobraźnia, czy kolejne wspomnienie. Ale nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Kiedy Zayn przestał grać, wszystko zniknęło. Jak bańka mydlana, która urzeka swoim widokiem, przez dobre parę minut, a potem znika i nikt o niej nie pamięta.
- To było piękne.- szepnęła dziewczyna.- Bardzo piękne.
- Cieszę się, że  ci się podobało. A teraz, zgodnie z umową, twoja kolej.
- To może ja przyniosę ciasto...
- O nie. Nie wykręcaj się teraz.
- Zayn, ale ja na serio nie umiem grać!
- Wierz mi. Nigdy wcześniej nie spotkałem takiej osoby, która wydobywała z tego instrumentu piękne dźwięki.
Paula głośno westchnęła. Nie wiedziała co ma robić. Za to Zayn doskonale wiedział. Przyciągnął do siebie dziewczynę i złapał ją za nadgarstki.
- Po prostu daj się ponieść emocjom.- szepnął jej na ucho.
Dziewczyna blado się uśmiechnęła i zaraz poczuła jak jej palce dotykają zimnych klawiszy pianina. Przez chwilę Zayn razem z nią. Ale później stopniowo odsuwał się od niej, tak aby mogła w końcu sama 
grać.
- Nie wierzę... Ja gram!- krzyknęła uradowana.
Zayn uśmiechnął się i dalej przysłuchiwał się melodii, którą grała brunetka. Był szczęśliwy. Wiedział, że to jest jeden mały kroczek do przodu. A nie do tyłu. W końcu od kilku miesięcy, poczuł ciepło w swoim sercu. I chociaż ta dziewczyna, która siedzi koło niego, która nie może uwierzyć, w to co właśnie robi, nie wie jak bardzo ją kocha to i tak wierzy, że niedługo ją odzyska.
Po chwili usłyszał jej głos. Jej przepiękny głos, który śpiewał 
Animal. Brakowało mu tego. Tej ciepłej barwy głosu. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy. Już po raz kolejny dziewczyna doprowadziła go do płaczu. Ale to już nie były łzy smutku. Tylko szczęścia. Tego wielkiego szczęścia, jakie dostał od tego na górze. W tej chwili Zayn uświadomił sobie, że nie warto tracić nadziei. Że trzeba wierzyć, nawet jeśli inni przestali. On będzie dalej walczył, aby uczucia jakimi darzyła go dziewczyna, wróciły. I znowu będą razem. Już do końca życia.
Dziewczyna przestała grać. Przez chwilę siedziała i nadal patrzyła na klawisze.
- Nie wiedziałam... ja nie wierzyłam... ja...- zaczęła się jąkać.
- Zrób to czego się obawiasz, a osiągniesz to czego pragniesz.- odpowiedział Zayn i posłał jej kolejny uśmiech.

6 komentarzy = nastepny rozdzial!


poniedziałek, 4 listopada 2013

Harry - Część IX

Ranek. Jak zwykle obudziły mnie chłód który dostawał się zza otwartego okna. Jak zwykle zapomniałam na noc zamknąć okno. Ja się dziwię, że jeszcze chora nie jestem. Chwila która jest godzina? 7?! I ja tak wcześnie się obudziłam?! Ciara, coś się z tobą dzieje. Nie jest to nic dobrego. Dobra, trzeba coś robić nie. No i w tej chwili mój brzuch przypomniał, ze jest pusty. Kuchnia. A w mojej kuchni nie ma nic do jedzenia. Jaka ja jestem nieogarnięta. Masakra. Poszłam się doprowadzic do porządku czyli ubrałam jekieś cieplejsze buty, umyłam zęby, poczesałam włosy i ruszyłam w stronę wieszaków z kurtkami. Ubrałam jeszcze buty i byłam gotowa. Na ulicach gonili ludzie, ale nikt nie wiedział za czym. Tego trochę nie lubiłam w tym mieście. Wszyscy gdzieś pędzą, wszystko jest robione za szybko. Znowu brzuch dał o sobie znać, muszę się pośpieszyć. Przy wejściu do sklepu zabrałam koszyk i ruszyłam na dział z warzywami. Po zabraniu wszystkoch potrzebnych rzeczy z tego działu udałam się na słodycze. Jakoś mnie podkusiło. A cukru napewno mi nie brakuje, zjadłam tyle lodów, że aż za dużo. Ale los mi tak sprzyjał że spotkałam Zayna i mamę Styles'a. Brunet przytulił mnie, a Anne jakby nie zwróciła na mnie uwagi. Trzymała jakąś gazete. Zauważyłam okładkę jakiegoś plotkarskiego brukowca. Wiem, że to niegrzeczne, ale zajrzałam pani Anne przez ramię patrząc co tam jest napisane. Mój dość dobry humor znikł. W artykule było napisane o tym że Styles ma dziewczynę. A dokładniej, że dwie. Jest zdjęcie Harrego i jakiejś wysokiej brunetki którzy sprzytuleni do siebie szepczą sobie coś do ucha i uwodzicielsko się uśmiechają do siebie. - było ono z gali która była się chyba ponad tydzień temu, a drugie zdjęcie - ja i Harry, wczoraj. Czemu to znowu się dzieje? Jeden dzień szczęścia to za dużo? Stałam tam. Miałam ciemno przed oczami. Co się ze mną dzieje?! Łzy napływału mi do oczu. Nie! Nie będe płakać! Pani Anne odwróciła się do mnie przodem, a Zayn stał z zdezoriętowaną miną. Anne podała mu gazete, a ja zacisnełam ręce w pięści i zamknęłam oczy powstrzymując potok słonej cieczy. Po chwili zastanowienia kobieta przytuliła mnie i zaczęła lekko kołysać, aby mnie uspokojić. Po chwili przyłączył się Zayn.
- Ciara. To nie jest jego dziewczyna. Uwierz mi. On cię kocha. Rozumiesz? - Zayn złąpał mnie za ramiona i spojrzał przenikliwym wzorkiem w moje oczy. Miał po części racje...
- Zayn ma rację. Musisz porozmawiać najpierw z Harrym. Nie płacz tylko. - Pani Styles. Czemu ona mnie pociesza. Nawet mnie nie zna, a ja czuję jakby już obdarzyła mnie jakąś sympatią. Tak. Musze porozmawiać z Hazzą. Nie chce skreślać go zanim mi to wszystko wyjaśni.
- Dziękuję... - wybiegłam szybko ze sklepu zapominając o zakupach. Biegłam. Śnieg leciał mi do oczu, ale bynajmniej zakrywał te pojedyńcze łzy. Teraz mam taką myśl, że to jest smutne że nie zwracamy uwagi na to co było albo i jest piękne, ale na to co zwyczajne, to co bezużyteczne. Ja teraz muszę zwrócić uwagę na to co piękne czyli miłość, a nie na plotki z gazet. W domu czułam się już jak... jak sama nie wiem co. Bezużytecznie? Tak, to chyba nawet dobre określenie. Czy każdy ma tyle przeszkód? Nie wiem. Siedziałm na ziemi w przedpokoju i patrzałam się w białą ścianę. Pewnie ktoś obcy pomyśła by, że jestem jakaś nienormalna. Ja w ten sposób próbuje sobie wszystko uporządkować. Czyjeść kroki w moją stronę. Ktoś wszedł do domu. Uchyliłam lekko oczy i zauważyłam siedzącego Loczka. Siedział dokładnie przede mną i patrzał się na mnie z troską. Nie wiem czy wiedział o tej sytuacji w sklepie czy nie. Spojrzałam w jego piękne zielone oczy. Kochałam go. Zaufałam. Podniosłam się lekko i wręcz rzuciłam się z uściskiem na chłopaka. Wtuliłam się w jego ciało przybliżając się jak tylko mogłam.
- Kocham cię. Ufam. I wierzę, że nie jesteś w dwóch związkach. Że nie zrobiłbyś mi tego. Wierzę w to. - Powiedziałam cicho. Łamał mi się głos. Nie widziałam jego miny, niestety.
- Byłem pijany. Może to tania śpiewka, ale mówię ci prawdę. Kocham cię. I to bardzo. - pocałował mnie w głowę. Ja podniosłam się aby nasze twarze były na równej wysokości. Chłopak nie chciał na mnie jednak spojrzeć. - Czemu ja muszę zawsze coś zepsuć. Nic dobrego nie robię. Ja tylko przeszkadzam. - ukrył twrz w dłoniach na znak swojej bezsilności. Nie zgadzałam się z nim.
- Harry. Harry. Spójrz na mnie. - palcem podniosłam jego twarz. - Harry. Ty jesteś najlepszym co mnie osobiście spotkało. Jak zapewne wiesz ja cię kocham. Ty nikomu nie przeszkadzasz.. A wręcz odwrotnie. Zarażasz ludzi pozytywną energią. Wiem to bo wiem jak czułam się przy tobie, a jak się rozstaliśmy.. Czułam sie jak wrak człowieka. - jaka ja zaczęłam być prawdomówna. Ale ja nie chce mieć tajemnic przed najjważniejszą osobą w moim życiu. Zielonooki podniósł swoje ciało, pomagając mi również się unieść z zimnej podłogi.
- Dziękuję. - zacisnął mnie w szczelnym uścisku, a następne delikatnie mnie pocałował. Kocham takie chwile.
- Dobra. To co dzisiaj robimy? - radośnie zapytałam Loczka. Nie wiem skąd u mnie taka energia, ale teraz jakoś nie będę nad tym rozmyślać.
- Idziemy.. Do parku. Dawno tam nie byłem. - uśmiechnął się do mnie, pokazując szereg zębów. Jego urocze dołeczki zagościły również na jego twarzy.
- Harry. Ale wiesz, tam będą pewnie ludzie z gazet, których ja osobiście nie lubię.
- Wiesz co.? Ja jakoś się nimi już nie przejmuję. Niech sobie piszą co tam chcą. My i tak wiemy co jest prawdą, a co nie. Ale jeśli nie chcesz nie musimy nigdzie iść. - szczerze mówiąc troszke mnie zaskoczył, ale pozytywnie. Ja tylko się uśmiechnęłam czym dałam mojemu chłopakowi znak, że jednak pójdziemy.
Przez całą drogę trzymaliśmy się za ręce, śmialiśmy się i rozmalialismy ze sobą. Brakowało nam tego. Oczywiście spojrzeń ludzi, fanek i ludzi z aparatami nie brakowało, ale nie było ich też aż za dużo. Bylismy oby dwoje przygotowani na to. Po jakimś 20 minutowym spacerze zrobiło nam się już trochę zimno, więc poszliśmy do najbliższego domu czyli domu chłopaków. W domu oczywiście nigdy nie jest spokojnie i cicho jak i teraz było. Zayn krzyczał do telefonu, Louis i Niall gonili jakiegoś kota po całym domu, a Liam kżyczał po nich, że wszysko demolują i mają zostawić tego kota. Ja i Harry spojrzeliśmy się na siebie i wybuchliśmy niepochamowanym śmiechem. Ten dom wyglądał jak wariatkowo. Gdy mi zwijakliśmy się ze śmiech 4 chłopaków podeszła do nas i czekali aż się uspokojimy. Po chwili w końcu nam się udało, a moje policzki były mokre od płaczu, ze szczęścia oczywiście.
- A wy co?! Dobrze się czujecie? - zapytał mulat.
- My moglibyśmy was zapytać się o to samo. - powidział Loczek z szerokim uśmiechem.
- Dobra nie ważne. Trzeba tu ogarnąć chłopaki... - oczywiście Liam.
- Jaki słodki koteek! - Harremu oczy aż się zaświeciły, a my tylko się zaśmialiśmy.
- No słodki, słodki... - powiedziałam głaskając kotka trzymanego przez Hazzę na rękach. Kot zamruczał cicho, a chłopak tylko się na mnie dziwnie popatrzał - a skąd wy wogóle wzięliście tego kota i po co on wam był?! - spojrzałam pytające na pozostałą część tej bandy. Oni tylko wzruszyli ramionami i zaczeli sprzątać dom. Po około 2 godzinach dom był czyściutki. Wszyscy opadliśmy na kanapy w salonie w jednym momencie.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę się zdrzemnąć. - Niall. Liam, Louis i Zayn pokiwali tylko głowami i ruszyli za Niallem do swoich pokoji. Ja przysunełam się lekko do Hazzy, a on objął mnie rameniem......
                                                                                                                             
Kolejny. Wiem że nie czytacie, ale co mi tam... Pisać sobie mogę.
8 KOMENTARZY=ROZDZIAŁ
No i to na dzisiaj tyle.
Pozdrawiam. Kate Xxx.

niedziela, 3 listopada 2013

Imagin z Melanie i Harrym

Ten dość długi imagin dedykuję moim najlepszym przyjaciołom, dzięki którym codziennie na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Dla kochanej Ewuni M. za to,że po prostu jest i zawsze mogę na nią liczyć. I przede wszystkim dla mojej kochanej Julki P. dzięki której jeszcze tu jestem, która mnie wspiera i jest moją najlepszą przyjaciółką <3 No i oczywiście dla Oli O. i Kasi C., które razem ze mną wkładają ciężką pracę w tego bloga :) Dziękuję Wam dziewczyny :* :') Jesteście wspaniałe! <3 Kocham was xoxo. 
Specjalna dedykacja należy się też Klaudii, którą... którą po prostu kocham jak siostre <3 Nie wiem co by było gdyby nie ona :* Nawet nie wiesz jak jestem szczęśliwa, że cie "poznałam":) ;* :D ZACZYNAMY!

- Harry! - Krzyknęłam do osoby krzątającej się po kuchni. Po chwili usłyszałam szybkie kroki na schodach
- Coś się stało Mel? - Spytał przystojny chłopak z burzą loków na głowie,który stanął w drzwiach od łazienki. Widząc mnie pochyloną nad ubikacją, szybko podszedł w moją stronę i pomógł wstać, mocno trzymając za moją talię, bym nie upadała
- Melanie, co się stało?! Wszystko okey?! Dobrze się czujesz?! - Od jakiegoś czasu nie widziałam go tak zmartwionego.
Czyżby coś się zmieniło?.
Pokiwałam przecząco głową tym samym oznajmiając mu,że czuje się fatalnie. Brunet pomógł mi dojść do dużego łóżka,a ja opadłam na nie kompletnie nie mając siły.
- Hazz przyniesiesz mi wodę? - Powiedziałam zachrypniętym głosem. Chłopak ucałował mnie w czoło i po chwili już go nie było.
Czyżbyś zaczął się martwić? 
Wymiotowałam już trzy razy w tym tygodniu,jednak to był pierwszy raz,gdy mój chłopak był przy tym obecny. Nie powiedziałam mu o poprzednich momentach. Kilka sekund później lokaty stał już nade mną ze szklanką wody i z mokrym ręcznikiem,który zaraz potem znalazł się na moim czole.
- Dziękuję - wychrypiałam prawie niedosłyszalnie
- Kochanie,ja muszę iść do pracy. Nagrywamy nową płytę rozumiesz... -
Nie,jednak wszystko było po staremu.
- Tak,rozumiem. Idź już. - Uśmiechnęłam się lekko,chociaż wcale nie miałam na to ochoty. Chłopak zbliżył się do mnie i złączył nasze usta w prawie niewyczuwalnym pocałunku,po czym poszedł w stronę drzwi, jednak zatrzymał się w pół drogi
- Jakby cokolwiek się działo,dzwoń - I już go nie było.
Może jednak nie wszystko stracone?


   ***

Przez kolejne trzy dni,praktycznie nie wstawałam z łóżka,chyba,że szarpało mną do toalety. Byłam kompletnie wycieńczona ciągłym zwracaniem resztek jedzenia. Harrego nie było prawie przez całe dnie,a gdy wracał wykończony ze studia, upewniał się tylko,że jest ze mną wszystko w porządku i czy czegoś nie potrzebuje,a potem kładł się od razu obok mnie i po chwili było słychać już tylko jego lekkie chrapanie.
Czy zmiana musi trwać tak długo?
Tego wieczoru było tak samo. Jak zwykle Hazza podszedł do mnie i cmoknął mnie w czoło,sprawdzając tym samym czy mam gorączkę. Następnie skierował się pod prysznic. Ja w tym czasie sięgnęłam po telefon znajdujący się na szafce nocnej,który przed chwilą zawibrował. Czytając treść sms-a,którego dostałam na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech

"Tęsknimy! xoxo /LNLZ "

Nie miałam siły na odpisywanie,ale wiedziałam,że chłopcy się przez to nie obrażą. Odłożyłam telefon z powrotem w tej samej chwili,gdy drzwi do łazienki otworzyły się,a z jej wnętrza wyszedł lokaty w zawiniętym ręczniku wokół bioder. Przejechałam wzrokiem po sylwetce chłopaka,obserwując każdy jego najmniejszy ruch. Harry z obojętnym wyrazem twarzy podszedł do szafy,wyciągnął z niej same bokserki i szybkim ruchem założył je na siebie.
Idealny na zewnątrz nie zawsze znaczy piękny od środka...
Po chwili chłopak znalazł się obok mnie na łóżku i przykrył się kołdrą do szyi. Jeden z rozwichrzonych loczków spadł mu na czoło,więc szybko sięgnęłam, by odłożyć go na miejsce. Jednak chłopak wyprzedził mnie i sam poprawil włosy przeczesując je dwa razy palcami. Szybko cofnęłam dłoń i przekręciłam się plecami do chłopaka
Ja chce tylko żebyś mnie kochał...
- Dobranoc - Powiedziałam i zamknęłam oczy. Po chwili poczułam,że ręka Styles'a oplotła mnie w szczelnym uścisku i przyciągnęła w jego stronę.
Nie potrzebuję niczego oprócz ciebie
- Dobranoc - Odpowiedział cicho zaciągając się przy tym zapachem moich włosów,po czym obydwoje zasnęliśmy w tym samym czasie.

          ** z perspektywy Harrego **

- Czemu te cholerne słońce musi świecić prosto w moje oczy?! - Narzekając na promienie słoneczne, które właśnie mnie obudziły skierowałem się pod prysznic. Pod wrzącą wodą spędziłem 15 minut,po czym wyszedłem z łazienki czochrając włosy rękami,by szybciej je wysuszyć. Spojrzałem na zegarek. 6:15.
- Świetnie - Pomyślałem rozdrażniony. W tym samym czasie łóżko lekko zaskrzypiało,bo Mel obróciła się na drugi bok nadal głęboko śpiąc. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Podszedłem do niej i przez chwilę wpatrywałem się w bezbronną i kruchą osóbkę, która znajdowała się pode mną. Dziewczyna lekko westchnęła, jednak nie obudziła się. Nachyliłem się, by złożyć na jej malinowych ustach szybki pocałunek, po czym, upewniając się jeszcze, że nie ma rozpalonego czoła, obróciłem się w stronę drzwi i zszedłem na dół.
Gdy podjechałem pod studio wybiła akurat godzina 7:10, czyli spóźnienie o dziesięć minut. 
- Cholerne korki! - Przeklinałem w myślach udając się przy tym na pierwsze piętro, na którym zapewne czekali już na mnie chłopaki. Gdy moja stopa znalazła się na wyznaczonym piętrze, do moich uszu dobiegły głosy moich przyjaciół.
-...Oj dajcie spokój! Może coś się stało z Mel i musiał z nią chwilkę dłużej zostać... - Mówił blondas oparty do mnie tyłem o ścianę. 
- Albo po prostu zaspał jak to kiedyś miał w zwyczaju... - Dodał mulat wpatrujący się tempo w okno. Chrząknąłem, by przerwać ich bezsensowną wymianę zdań. Od razu wszystkie cztery pary oczu skierowały się w moją stronę. Podszedłem do nich szybkim krokiem.
- Sorry chłopaki, ale były straszne korki. - Powiedziałem zgodnie z prawdą, ale przyjaciele chyba mi nie uwierzyli. Przewróciłem zdenerwowany oczami. - To możemy już zaczynać? - Dokończyłem raczej nie oczekując odpowiedzi tylko skierowałem się w stronę naszego studio. Po chwili usłyszałem kroki za sobą, co oznaczało, że chłopcy podjęli słuszną decyzję.

***

- Na dzisiaj koniec! - Powiedział Mike i zaraz potem wszystkie mikrofony zostały wyłączone. Ściągnąłem swoje słuchawki i odłożyłem je na miejsce. To samo zrobili Liam, Lou, Zayn i Niall. Przez chwilę panowała pomiędzy nami krępująca cisza, czego jeszcze nigdy nie doświadczyliśmy, ale Horan, który chyba to wyczuł, postanowił zabrać głos. 
- Ej Hazz... - Zaczął. Popatrzyłem prosto w jego błękitne oczy, dając mu tym samym znak, żeby kontynuował. -... Jak z Melanie? - Spytał prosto z mostu. No tak, w końcu nie obeszłoby się od tego tematu.
- Wydaję mi się, że już lepiej - Powiedziałem twardo, nie odrywając się przy tym od układania instrumentów, które były nam potrzebne w trakcie nagrania. I znowu ta cholerna cisza!
- Stary... - Odezwał się Liam, ale ja już nie wytrzymałem i odwróciłem się gwałtownie, strącając przy tym talerze od perkusji, które spadły z donośnym brzękiem na podłogę.
- Nie wiem jak z Melanie!!! - Wydarłem się - My prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy!!! Odsunęliśmy się kompletnie od siebie! Nie poznaję się! Nie jestem już taki jak dawniej! Nie potrafię... nie chcę... - Ukryłem twarz w dłoniach, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Po chwili poczułem, że znajduję się w czyiś ramionach. Rozpoznałbym je wszędzie.
- Już... będzie okey Hazz...proszę przestań... - Szepnął Lou jeszcze bardziej zaciskając swój uścisk. 
- Ja nie chcę żeby to się skończyło.... nie chcę jej stracić... - Nie mogłem się uspokoić. Przez cały czas łzy spływały po mnie strumieniami,a ja nie mogłem nic na to poradzić.
- Hazz,zbierz się w sobie i do niej jedź. Nie powinna widzieć,że płakałeś. Nie możesz się poddawać. Musisz walczyć do samego końca,choćby nie wiem co - Poczułem dłoń Zayn'a na swoim ramieniu, a zaraz po jego słowach mój oddech nabrał nieco normalniejszego tempa. Odetchnąłem głęboko i przygarnąłem się do porządku. Powoli odsunąłem się od Louis'a i stanąłem twarzą w twarz z czwórką moich najlepszych przyjaciół.
- Dzięki chłopaki,jesteście najlepsi. - Po raz pierwszy podczas dzisiejszego dnia na moje usta wpłynął szczery i szeroki uśmiech ukazując dołeczki,które Mel kiedyś tak uwielbiała... . Chwilę jeszcze stałem w otępieniu po czym pędem rzuciłem się w stronę wyjścia z budynku nie myśląc o niczym innym tylko o mojej Melanie.

** z perspektywy Melanie **
( 4 godziny wcześniej ) 

"Uśmiechnij się i powiedz, że wszystko jest okej. Widząc go, odwróć się i wytrzyj łzę, która właśnie spływa ci po policzku..."

Gdy otworzyłam oczy pierwszym co zrobiłam było sprawdzenie czy Harry leży obok mnie. Nie myliłam się, nie było go.
Obiecuję Ci, że kiedyś zatęsknisz, ale wtedy będzie już za późno
Westchnęłam lekko i wstałam, żeby się ogarnąć. Wskazówka na zegarze właśnie przesunęła się na 8:20. Po porannej toalecie zeszłam na dół kierując się prosto do lodówki. Byłam straszliwie głodna, co raczej nigdy mi się nie zdarzało. Po jajecznicy i pięciu tostach z dżemem w końcu zaspokoiłam swój głód. Zmywając naczynia lekko zakręciło mi się w głowie. Złapałam się za blad żeby nie upaść. Dzisiaj na szczęście nie ciągnęło mną do toalety, ale czułam się bardzo słaba. Zrobiwszy sobie mocną kawę skierowałam się do salonu i opadłam ciężko na kanapę. Od razu w mojej głowie pojawił się temat, z którym walczyłam od wczorajszego wieczoru. 
- Ale czy to jest dobre rozwiązanie? - Cały czas powtarzałam sobie to zdanie w głowie.
W życiu odnosisz przegraną jedynie wtedy gdy poddajesz się nie podejmując nawet walki
Jednak ja nie mogłam już dłużej walczyć. Nie byłam w stanie od tego uciec,nie mogłam...Po prostu nie miałam już siły.Wstając z kanapy i idąc w stronę sypialni poczułam jak kilka pojedynczych łez spływa po moich policzkach.
- Mam nadzieję, że podjęłam dobrą decyzję. Dla nas obojga... - 


** z perspektywy Harrego **

Pędziłem jak wariat, by zdążyć jeszcze zanim kwiaciarnia zostanie zamknięta. Miałem 15 minut do 16:00. Ponad cztery godziny spędziłem na wybieraniu czekoladek i srebrnego naszyjnika z napisem "I love you". Do tego wszystko utrudniły mi fanki, które zbiegły się pod sklepem w którym kupowałem ozdobę. Zanim przyjechała policja i mogłem w spokoju wyjść ze sklepu minęło ponad 45 min. Byłem zły, nawet bardzo, ale cieszyłem się, że za chwilę spotkam się ze swoją ukochaną. Miałem tylko ogromną nadzieję, że mi wybaczy. Gdy podjechałem pod kwiaciarnie była 15:55. Odetchnąłem z ulgą widząc za szybą sklepu kobietę krzątającą się pomiędzy wazonami z kwiatami. Nie czekając ani chwili dłużej, wszedłem do środka.
- Dzień dobry - Powiedziałem uśmiechając się przy tym lekko. Wzrok pracownicy od razu znalazł się na mojej osobie. Kobieta miała ponad 50 lat, ale wyglądała na bardzo miłą. Uśmiechnęła się promiennie.
- Witam. Czym mogę służyć? - Zapytała melodyjnym głosem, przechodząc teraz do flakonu z liliami. 
- Potrzebuję jakiegoś ładnego bukietu. - Powiedziałem. Kobieta popatrzyła na mnie uważnym spojrzeniem, po czym podeszła w kąt sklepu skąd wyciągnęła piękną, kolorową wiązankę. 


- Jest idealny! - Powiedziałem zachwycony. Kwiaciarka uśmiechnęła się promiennie. 
- Bardzo się cieszę. Obłożyć papierem, czy może wstążka? - 
- Nie, dziękuję. Wezmę taki, bez ozdób. A czy ma pani może małe karteczki, na których znalazł by się taki napis jak "Przepraszam"? - Zapytałem lekko skrępowany. Kobiecie zaświeciły się oczy i po chwili zniknęła na zapleczu. Nie musiałem długo czekać, aż pojawiła się z powrotem z małą karteczką w dłoni, którą zaraz zamieściła w bukiecie. 


- Musi pan ją bardzo kochać... - Powiedziała pod nosem,jednak wiedziała, że to usłyszałem. Chwyciłem bukiet w ręce i wręczyłem należytą sumę kobiecie, która znów posłała w moją stronę lekki uśmiech. Podziękowałem i poszedłem w stronę szklanych drzwi. Wychodząc, oglądnąłem się jeszcze do tyłu i szepnął w stronę kwiaciarki. 
- Ma pani rację. Kocham ją całym sercem. -

***

Parkując przed willą o mało nie wjechałem w doniczki z kwiatkami. 
- Cholera...- Przekląłem sam do siebie, po czym biorąc ze sobą wszystkie podarunki, wyszedłem z auta. Gdy wszedłem do domu od razu coś mi nie pasowało. 
- Mel, wróciłem! - Krzyknąłem by dziewczyna mogła mnie usłyszeć. Jednak nie doczekałem się odpowiedzi. - Pewnie śpi - Pomyślałem i z wielkim uśmiechem na twarzy ruszyłem na górę. Stojąc przed drzwiami do naszej sypialni lekko zapukałem zanim wszedłem do środka. Nikt mi nie odpowiedział więc szybko znalazłem się za drzwiami. Od razu mój wzrok przykuło ogromne łoże na środku pokoju, jednak... było ono puste. Kwiaty, które do tej pory trzymałem w dłoni, leżały teraz na podłodze. Zacząłem szybciej i ciężej oddychać. 
- Mel?! - Pobiegłem do łazienki z nadzieją, że znajdę tam swoją dziewczynę, jednak była ona pusta. Zajrzałem do szafy, która była pozbawiona wszelkich ubrań. Przez następne 10 minut latałem z pokoju do pokoju, jednak mojej księżniczki nigdzie nie było. Do tego widoczność powoli zasłaniały mi łzy, które zbierały się w kącikach moich oczu. 
- Nie nie nie.... to nie może być prawda!!! - Złapałem się za głowę i zsunąłem po ścianie w holu.
- Melanie...- Nie kontrolowałem już mokrej cieczy spływającej po moich policzkach. Po prostu pozwoliłem się ponieść emocją. 

- Harry idioto! Przestań płakać! - Mówiłem sam do siebie. Po kilku sekundach przyniosło to zamierzany efekt. W tym samym momencie przypomniałem sobie, że zostało mi jeszcze jedno pomieszczenie do sprawdzenia. Kuchnia! Prawie spadając ze schodów zbiegłem na dół i popędziłem w wyznaczonym kierunku. Wchodząc do niej straciłem już wszelkie nadzieję, ponieważ okazała się ona pusta. Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem z niej butelkę zimnej wody, która natychmiast w zetknięciu z moimi ustami, zmroziła mnie od środka. Już miałem wychodzić, gdy moje spojrzenie zatrzymało się na białej kartce papieru znajdującej się na stole. Chwyciłem ją w rękę i zacząłem studiować po kolei napisana na niej słowa.


Gdy kończyłem czytać ostatni wyraz już dawno po mojej twarzy lał się potok łez. 


- Czemu to wszystko musiało się tak potoczyć?! Czemu nie zauważyłem tego wcześniej do jasnej cholery!?- Darłem się na cały dom, by wyładować swoją złość. - Przecież ja ją kocham... - Szepnąłem sam do siebie, po czym kolejny raz osunąłem się na podłogę, bo moje nogi odmówiły posłuszeństwa.

** z perspektywy Melanie **

Szłam przed siebie już dobrą godzinę. Ostatnie promienie słoneczne zatrzymały się na mojej spuchniętej od płaczu twarzy. Jednak ja nadal szłam dalej. 
Bo w końcu dobrze zrobiłam, prawda? 
Nogi same niosły mnie do jakiegoś miejsca. Nie miałam zielonego pojęcia dokąd zmierzam, lecz postanowiłam się nie poddawać. Coraz bardziej kręciło mi się w głowie, a żołądek wydawał nietypowe odgłosy. Lecz nie mogłam stanąć w miejscu, bo każda chwila była cenna. Nie martwiłam się o nagłe nadejście Harrego. 
Przecież napisałam mu, żeby mnie nie szukał.
Wraz ze zniknięciem słońca za widnokręgiem stanęłam przed drzwiami jakiegoś dużego domu. Znajomego domu... . Zdążyłam zapukać, gdy w tym samym czasie poczułam ogromny ból w brzuchu. Oparłam się o ścianę budynku i zaczęłam ciężej oddychać.
- Boże Melanie! - Krzyknął spanikowany Niall, który właśnie stanął w drzwiach.
Ahh... to już wiem gdzie trafiłam. Ale czemu tutaj?
Szybko podszedł do mnie i pomógł mi w utrzymaniu równowagi. Widok twarzy blondyna zaczął się powoli rozmazywać sprzed moich oczu.
- Nie mów nic Harremu... - Zdążyłam wyszeptać, zanim opadłam tracąc przytomność, prosto w ramiona chłopaka.

***
- Melanie...? - Usłyszałam cichy lecz przyjemny głos. Otworzyłam lekko oczy by zorientować się co się wokół mnie dzieje. Gdy zobaczyłam Niall'a siedzącego na skraju ogromnego łóżka w którym leżałam, przypomniałam sobie wszystko co się działo przed moim zemdleniem. Widząc, że posyłam w stronę chłopaka ciepły uśmiech, oczy blondyna zaiskrzyły. 
- Jak się czujesz? Coś cie boli? Przynieść ci coś? - Dopytywał mnie Irlandczyk nawet nie dając dojść do słowa. 
- Niall jest wszystko w porządku - Przerwałam mu kładąc swoją dłoń na jego rozgrzany policzek. Chłopak odetchnął głębiej trzy razy, po czym posłał w moją stronę lekki uśmiech. Odsunęłam rękę i przekręciłam głowę w przeciwną stronę.
- Przepraszam za to całe przedstawienie...- Powiedziałam cicho, a po moich policzkach spłynęły pojedyncze łzy. 
- Mel... - Niall momentalnie przyciągnął mnie do siebie i zamknął w czułym uścisku. W tym samym momencie nie kontrolowałam już potoku łez, które spływając moczyły koszulkę Irlandczyka. Nie wiem ile czasu siedzieliśmy tak przytuleni, a ja wypłakiwałam sobie oczy, ale byłam bardzo wdzięczna Niallowi,że był wtedy ze mną. Na początku zastanawiałam się czemu właśnie do blondyna zaniosły mnie nogi, jednak teraz to wiedziałam. Niall był moim najlepszym przyjacielem. Zawsze potrafił mnie rozśmieszyć, pocieszyć, przytulić... lecz nigdy Niall nie zastąpi mi Harrego... . Szybko odsunęłam od siebie myśli lokatego bruneta, po czym łagodnie odsunęłam się od Irlandczyka. Patrzyliśmy jeszcze sobie chwilę w oczy, po czym blondyn wstał i podszedł do drzwi.
- Na szafce w łazience masz czyste ubranie i ręczniki. Idę przygotować śniadanie. Jakby coś się działo, to krzycz. - Powiedział z czarującym uśmiechem i już go nie było. Westchnęłam i podniosłam się z łóżka. Lekko się zachwiałam, lecz pewnym krokiem ruszyłam w stronę wyznaczoną przez Horana. Wychodząc z łazienki po niecałych 30 min. usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Podeszłam do niego i spojrzałam na wyświetlacz.


Gdy połączenie ustało popatrzyłam na rząd literek na ekranie. Miałam 37 nieodebranych połączeń i ponad 25 wiadomości,a wszystko od Harrego. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, jednak szybko ją otarłam i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół, gdzie Niall właśnie kładł jajko sadzone na swój talerz. Stanęłam w drzwiach do kuchni i chwile przyglądałam się mojemu przyjacielowi. Irlandczyk najwyraźniej wyczuł, że mu się przyglądam, ponieważ odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął w charakterystyczny dla siebie sposób.

- Chodź, zapraszam - Odsunął mi krzesło od stołu. Podeszłam i usiadłam na swoim miejscu. Horan zrobił to samo. Podczas śniadania rozmawiało nam się bardzo dobrze, ale wyraźnie było widać,że blondyna coś trapi. Bardzo dobrze wiedziałam co. Dlatego podczas składania po śniadaniu nie zdziwiłam się gdy z ust Niall'a padło pytanie, które za wszelką cenę chciałam ominąć.
- Melanie... powiesz mi co się stało wczoraj pomiędzy tobą a Harrym? - Powiedział niepewnie chłopak i zaraz potem spuścił wzrok. Moje ręce zacisnęły się mocniej wokół talerza, który właśnie myłam.
- Niall ja... - Zaczęłam szukając odpowiednich słów, jednak blondyn nie pozwolił mi dokończyć.
- Nie chcesz mówić to nie mów. Do niczego cie nie... -
- Niall, ja odeszłam. - Wypaliłam na jednym oddechu. Przez chwilę pomiędzy nami panowała krępująca cisza.
- Przecież Harry cie kocha jak nikogo innego... - Powiedział Horan ze smutną miną. - My cie kochamy...- Patrząc w jego oczy w moich samych pojawiły się łzy. Otarłam je szybko końcem rękawa.
- Niall ty nic nie rozumiesz... ja po prostu nie mogę... - znów dałam upust swoim emocją. Irlandczyk podszedł do mnie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego całą swoją osobą. Byłam na siebie zła, ponieważ znów moczyłam koszulkę blondyna, ale własnie tego teraz potrzebowałam. Potrzebowałam tego uścisku. Poczucia, że jednak komuś na mnie zależy...
- Ciii... - Szeptał ciągle Horan, gładząc przy tym moje włosy, co dało zamierzany efekt, ponieważ uspokoiłam się. Niall czując, że mój oddech znów nabrał normalnego tempa, odsunął mnie lekko od siebie tak, że staliśmy teraz twarzą w twarz, jednak nie rozluźnił uścisku.
- Mała ja... muszę iść do studia. Jesteśmy umówieni z chłopakami i na prawdę chciałbym zostać tu z tobą, ale nie mogę... - Na jego twarzy panował wyraźny smutek. Uśmiechnęłam się lekko bardziej sama do siebie i pocałowałam go w policzek.
- Rozumiem. I strasznie przepraszam za to wszystko. Dziękuję, że ze mną wytrzymujesz... - Powiedziałam odwracając wzrok od twarzy blondyna. Niall bardziej mnie do siebie przyciągnął i powiedział z uśmiechem na twarzy
- Mel kocham cię jak siostrę. Jesteś dla mnie bardzo ważna, dlatego wiedz,że zawsze możesz do mnie ze wszystkim przyjść. Zrozumiano? - Zdziwiła mnie bardzo jego szczerość, ale z drugiej strony dobrze wiedział, że uważałam dokładnie tak samo. Był dla mnie jak starszy brat. Pokiwałam głową nie mogąc zbytnio wydobyć żadnych słów. Horan uśmiechnął się jeszcze szerzej i cmoknął mnie w czoło, po czym wyszedł z kuchni kierując się do siebie. Chwilę jeszcze stałam w miejscu, analizując wszystko co do tej pory się stało. W tym samym momencie poczułam ogromny ból w okolicach brzucha. Złapałam się za blat by nie upaść i wciągnęłam głęboko powietrze. Tak samo szybko jak ból się pojawił, zniknął. Chwilę później usłyszałam kroki po schodach.
- Niall! - Krzyknęłam i pobiegłam na holl gdzie Irlandczyk przygotowywał się do wyjścia. Spojrzał na mnie zaniepokojony.
- Ja... - odwróciłam spojrzenie na ścianę, która nagle okazała się być tak bardzo interesująca. Wzięłam głębszy oddech - ... ja chciałam cię prosić, żebyś nic nie mówił Harremu. Wiem, że to trudne, ale błagam cię zrób to dla mnie... - Dokończyłam cicho. Usłyszałam jak z ust Niall'a wydobywa się cichy jęk. Chłopak podszedł do mnie i wtulił mnie w siebie. Bez jakiegokolwiek sprzeciwu oddałam uścisk.
- Masz moje słowo,siostrzyczko - Cmoknął mnie w czubek głowy po czym wyszedł zostawiając mnie sam na sam z ogromnym mętlikiem w głowie.

** z punktu widzenia Niall'a (miesiąc później) **

- Uff... kolejny tydzień za nami - Szedłem właśnie alejkami prowadzącymi przez park, który o tej porze roku rozbłysnął w promieniach zachodzącego słońca na różne odcienie złota, brązu, czerwieni i pomarańczy. Westchnąłem, a na moją twarz wpłynął dawno zapomniany uśmiech. 
- Tak dużo się zmieniło w naszym życiu przez ten czas... - Wspominając dawne chwile odpłynęło ze mnie całe szczęście spowodowane przez zaczynający się weekend. 
- Bo co z tego, że dzisiaj piątek jak będzie on polegał na samodzielnym oglądaniu jakiegoś dennego filmu i obżeraniu się paczką chipsów? - 
Wchodząc do swojego domu spodziewałem się zaraz usłyszeć melodyczny głos Melanie, jednak do moich uszu nie dobiegł żaden dźwięk. Znów westchnąłem przerywając panującą od miesiąca ciszę. 
- Miesiąc...dziś równy miesiąc... - Powiedziałem sam do siebie wlecząc się w stronę kuchni. Oparłem się o framugę drzwi. 

- Cześć Niall! Jak dobrze, że już wróciłeś! - Mała brunetka posłała w moją stronę przepiękny uśmiech. Uśmiech, który oprócz szczerości wyrażał też ukryty ból i cierpienie. Podszedłem do niej i pocałowałem w policzek. Dziewczyna zachichotała i wróciła do nakrywania do stołu.
- Zrobiłam twoje ulubione naleśniki - Powiedziała po czym nałożyła na dwa talerze po znakomicie pachnącym cieście i zabraliśmy się do jedzenia. 
- Niall... - Zaczęła Mel odwracając przy tym swój wzrok. Zaniepokojony spojrzałem na dziewczynę. Była wyraźnie czymś zmartwiona. Wiedziałem czym.
- Jak... jak Harry? Wszystko u niego w porządku? - Nadal wpatrywała się tempo w okno.
- Mel.. nie mogę ci powiedzieć, że wszystko jest ok, bo tak nie jest. Hazz praktycznie w ogóle się nie uśmiecha. Na próbach jest jakby nieobecny. Nie chce nigdzie z nami wychodzić, trzeba go wyciągać siłą z domu... - Przerwałem, bo usłyszałem ciche siąknięcie nosem. Szybko poderwałem się z miejsca i kucnąłem naprzeciwko niej. Melanie spojrzała na mnie swoimi pełnymi bólu oczami. Zdecydowanie za często płakała. Na ten widok krajało mi się serce. 
- Ja nie chciałam żeby tak było... - Powiedziała wtulając się w moje ramię. Przyciągnąłem ją do siebie zamykając w szczelnym uścisku. Poczułem jak na mojej koszulce pojawiła się mokra plama spowodowana przez łzy mojej siostrzyczki. 
- Mel, obiecaj mi coś... - Dziewczyna uniosła swoje spojrzenie kierując je prosto w moje oczy. - Obiecaj mi, że nie będziesz już więcej płakać. Nigdy. Dobrze? - Brunetka uśmiechnęła się lekko i pocałowała mnie w policzek. 
- Obiecuję - 

Starłem łzę, która nieświadomie spłynęła po moim policzku. Podszedłem do lodówki i otworzyłem w poszukiwaniu jakiegokolwiek jedzenia, ale zamiast tego przywitała mnie totalna pustka. Zamykając drzwiczki mój wzrok przykuła kartka znajdująca się na samym ich środku przypięta magnesem. Zatrzymałem się na niej po raz setny. Staranne pismo, wąskie litery, dokładne i przemyślane słowa... Melanie.

Kochany Niallerku, 

nie zdziwię się, jeżeli po formie mojego pożegnania nie zechcesz ze mną utrzymywać dalej kontaktu. Nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczna za cały tydzień spędzony w Twoim domu. Wiem, jak trudne było ukrywanie mnie przed chłopakami, a szczególnie przed Harrym, za co Ci bardzo ale to bardzo dziękuję. Dlatego też, postanowiłam, że muszę wyjechać. Nie mogłam już dłużej znieść tego, że mój braciszek przeze mnie jest zmuszony do okłamywania swoich najlepszych przyjaciół. Po drugie codziennie myślę o Harrym... Niall, muszę wreszcie stąd uciec. Podaję ci namiary na mój nowy adres, numer telefonu, e-mail'a. Proszę Cię, nie szukaj mnie. Kocham Cię jak własnego brata i naprawdę trudno mi się z Tobą rozstać, ale tak będzie lepiej. Nie możesz ciągle żyć w kłamstwie, a ja... ja po prostu muszę odejść. Możemy pisać nawet codziennie, o ile po tym liście nadal tego chcesz. Ściskam Cię mocno braciszku
Twoja Mel xX

Przesunąłem wzrok na drugą, mniejszą karteczkę, na której znajdował się adres e- mail, numer komórki oraz adres mieszkania.

Francja 14/52 A, Paryż xX 

 - Boże.. gdzie ją wywiozło? - Pomyślałem zresztą jak zwykle podczas czytania tej wiadomości. Melanie miała racje. Bardzo trudnym było dla mnie okłamywanie chłopaków. Za każdym razem gdy widziałem zdołowaną twarz Hazzy miałem ochotę wsadzić go do samochodu i pojechać z nim czym prędzej do mojego mieszkania, które przez tydzień należało też do niskiej brunetki. Jednak nie mogłem tego zrobić. Nadal nie wiedziałem co między nimi zaszło, ale nie potrafiłem zrobić tego mojej siostrzyczce. Cierpiała. Bardzo, ale ja nie mogłem nic zrobić. Od jej wyjazdu rozmawialiśmy przez skypa codziennie. Melanie stanowczo zbledła na twarzy. Nie miałem pojęcia dlaczego, ale cholernie się o nią bałem. 
Dzisiaj mija dokładnie miesiąc. Miesiąc od momentu, w którym to nasze życie obróciło się o 180°. 

** z punktu widzenia Melanie ( 7,5 miesiąca później ) **


- Panienko Melanie! - Wracałam właśnie ze sklepu z dwoma torbami, gdy nagle usłyszałam za sobą jakiś chłopięcy głos. - Pomóc panience? - Jake wyrósł przede mną w mgnieniu oka i patrzył na mnie wyczekująco. W jego oczach zobaczyłam błysk radości. 
- Jake, mówiłam ci już żebyś mówił do mnie Mel - Powiedziałam uśmiechając się promiennie do uroczego 14-latka. Chłopak wcale nie wyglądał jak na młodszego ode mnie od 4 lata. Mieszkał po drugiej stronie ulicy i wprost uwielbiał ze mną spędzać czas, co było bardzo zaskakujące, ale zarazem miłe.

Jake
Nastolatek spłonął rumieńcem i obrócił twarz w innym kierunku, żebym nie mogła zobaczyć słodkich rumieńców wkradających się na jego policzki. Zachichotałam. Chłopak wziął ode mnie jedną z siatek i ruszyliśmy dalej w stronę mojego domu.
- Kiedy TO będzie? - Zapytał nagle chłopak przerywając swoją opowieść o zabawnych wydarzeniach ze szkoły. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Powinno za tydzień... - Powiedziałam cicho. Chłopak uśmiechnął się od uch do ucha.
- Nie mogę się doczekać - Słysząc szczerość w jego głosie posłałam mu szeroki uśmiech, po czym znów zostałam zasypana masą opowieści.

***

- Cześć Niall! Co u ciebie? - Powiedziałam do uśmiechniętego Irlandczyka po drugiej stronie kamerki na skypie. 
- Hej siostrzyczko. Wszystko okey, a u cb? Melanie nadal jesteś blada... czy coś się stało? - Dopytywał Horan, a w jego głosie słychać było ogromny niepokój. 
- Nie nie, no co ty. Jestem po prostu zmęczona to tyle... - Odpowiedziałam nie do końca z prawdą. Niall wyglądał jakby się przez chwilę nad czymś poważnie zastanawiał po czym widząc, że mu się badawczo przyglądam, zmienił temat.
- Wczoraj skończyliśmy nagrywanie nowej piosenki. Na pewno ci się spodoba. Większość śpiewa Harry gdyż.. - Przerwał natychmiast ałysząc jak odruchowo wciągam szybciej powietrze. Przez chwilę panowała pomiędzy nami krępująca cisza, która normalnie nigdy nie miała miejsca.
- Mel... uważam, że powinnaś z nim porozmawiać. On musi przynajmniej wiedzieć dlaczego... -
- Niall ja... chciałabym. Ale to nie jest takie proste jak ci się wydaje... - Powiedziałam czując jak do moich oczu napływają dawno już zapomniane łzy.
- Mała, pamiętasz co mi obiecałaś? - Nialler spojrzał na mnie zatroskanym spojrzeniem po czym uśmiechnął się najpiękniej na świecie.
- Tak tak - Powiedziałam przecierając rękawem oczy by wytrzeć wodę zbierającą się w kącikach.
- Muszę już kończyć, bo zaraz chłopaki wrócą. Kocham cię siostrzyczko - Znów zniewalająco się uśmiechnął. - Aha i Melanie... - Spojrzałam na niego zaciekawiona - Jesteśmy teraz tydzień w Londynie więc.. tylko ci mówię. Dobranoc - Wysłał mi buziaka po czym rozłączył się. Chwilę jeszcze siedziałam w miejscu ciężej oddychając.
- Może Niall miał rację? Może naprawdę muszę mu powiedzieć. O wszystkim... - Poczułam, że znów wzbierają się we mnie łzy. - Nie, ja już tak dłużej nie mogę... - Powiedziałam sama do siebie i podniosłam się z kanapy tak szybko jak pozwalał mi na to mój stan, po czym pobiegłam na górę, by spakować najpotrzebniejsze rzeczy do małej walizki. Zamówiłam w tym czasie bilet lotniczy do Londynu i zadzwoniłam po taksówkę, która 15 minut później stała już pod moimi domem. Sięgając do klamki od drzwi obleciał mnie strach.
- A jeśli on nie ma ochoty mnie widzieć? A tym bardziej jak pokażę mu się TAK... - Szybko odgoniłam od siebie te myśli, żeby w ostatniej chwili się nie wycofać i przekroczyłam próg domu kierując się w stronę żółtego pojazdu.
Droga taksówką zajęła mi ponad 20 min., ale przyjechałam akurat w sam raz by spokojnie zdążyć na samolot. Siedząc w latającej maszynie znów poczułam jak po moim ciele przechodzą ciarki.
- Przepraszam, zimno pani? - Usłyszałam nagle głos miłej staruszki siedzącej obok mnie, która w wyciągniętej dłoni trzymała swój wełniany sweter.
- Nie nie, wszystko w porządku - Odpowiedziałam szybko. Kobieta dokładniej mi się przyglądnęła.
- Jest pani pewna? - Powiedziała po chwili zatroskana. Przez moment czułam się jakbym rozmawiała z moją własną babcią, która niestety odeszła zbyt wcześnie. Tak dużo miałabym jej teraz do opowiedzenia... . Nie zastanawiając się ani chwili dłużej z moich ust wypłynął niekontrolowany potok słów.
- Nie, nic nie jest w porządku. Co by pani zrobiła, gdyby pani mąż po ponad 8 miesiącach rozłąki przyjechał bez zapowiedzi pod pani dom i prosił o wybaczenie? - Popatrzyłam prosto w oczy staruszki. Przez chwilę jeszcze wpatrywała się we mnie w totalnym osłupieniu, po czym kąciki jej ust uniosły się do góry tworząc lekki uśmiech.
- Kochana, oczywiście, że bym mu przebaczyła. Po co komplikować życie? Tęsknisz za kimś - zadzwoń, chcesz się spotkać? - zaproś, Chcesz być zrozumianym? - wytłumacz, masz pytania? - zapytaj, coś ci się nie podoba? - powiedz, chcesz czegoś? - poproś o to, kochasz kogoś - powiedz to. Nie poddaj się, bierz życie takim jakim jest i pomyśl, że na drugie nie masz szans. - Dalej na jej twarzy widniał ten przemiły uśmiech. Po jej słowach dosłownie wbiło mi w fotel. Nie wiedziałam co mam zrobić. Najchętniej rozpłakałabym się jej prosto w ramiona, ale nie mogłam. W końcu obiecałam.
- Próbuję o nim zapomnieć, ale to jest raczej oszukiwanie samej siebie... - Zaczęłam niepewnie spuszczając wzrok. Po chwili poczułam jak ręka mojej rozmówczyni zaciska się na mojej samej. Czując jej dotyk, słowa pewniej wypłynęły z moich ust. - Tak naprawdę tęsknię za nim każdą cząsteczką ciała, a każdy mój oddech jest błaganiem, by powrócił. Zachowałam funkcje życiowe, ale jestem jak cień samej siebie... - Samotna łza opuściła moje oczy.
- Bardzo dobrze wiem, jak się czujesz - Powiedziała łagodnie kobieta. Uniosłam na nią pytające spojrzenie - Gdybym wtedy nie podjęła stosownej decyzji, straciłabym mężczyznę mojego życia na zawsze, a po miesiącu urodziła się nasza ukochana Esmeralda. -

** z punktu widzenia Harrego **

- Harry no weź! Dzisiaj piątek! Nie możemy przepuścić takiej okazji! - Od ponad 30 min. Louis zawracał mi głowę swoimi szalonymi pomysłami. 
- Nie Lou, mówiłem ci już, że nigdzie nie idę - Wychrypiałem ledwo słysząc sam swoje słowa. Zmieniłem się. I to strasznie. Szczerze? Nie poznawałem siebie. Moje kiedyś idealnie kręcone loki opadały teraz bezwładnie wzdłuż twarzy. Oczy, niegdyś bijące blaskiem nie świeciły już tak mocno od ponad pół roku. Nie śmiałem się prawie wcale oraz praktycznie w ogóle nie wychodziłem z domu chyba, że musiałem. Co się ze mną stało?
-... Hazz słyszysz mnie? - Powtarzał po raz kolejny mój przyjaciel. Kiwnąłem głową. - Oj Hazz... ty tak nie możesz...- W głosie Tomlinson'a było słychać wyraźny żal i smutek. Po chwili znalazłem się w ramionach starszego. Odwzajemniłem uścisk. 
- Dzięki - Powiedziałem odsuwając się od Lou. Chłopak tylko uśmiechnął się przyjaźnie. 
- A dasz się wyciągnąć przynajmniej do parku? - Zapytał z powrotem Louis. Zayn, Liam i Niall wyszli jakąś godzinę temu do centrum pozostawiając mnie z Tomlinsonem sam na sam i dotąd nie wrócili. Przeanalizowanie wszystkich za i przeciw zajęło mi kilka sekund. 
- Eh, no okey - Powiedziałem z rezygnacją i powlokłem się w stronę drzwi od naszego wspólnego domu. Z salonu dobiegły mnie piski przyjaciela. Jak można być tak uradowanym z powodu wyciągnięcia kogoś z mieszkania? - Idziesz czy nie? Bo wiesz, w każdej chwili mogę zmienić zdanie... - Nie dokończyłem, a Lou stał już obok mnie. 
- No to wychodzimy! - Krzyknął mój przyjaciel z ogromnym uśmiechem na twarzy. Widząc jego uradowaną minę, kąciki moich ust lekko podniosły się w górę, tworząc prawie niewidzialny uśmiech. 

** z punktu widzenia Melanie **


Po bezpiecznym lądowaniu na lotnisku w Londynie szybko uporałam się z odnalezieniem walizki, a następnie taksówki, która stała na zewnątrz. Wychodząc przed budynek na moją twarz padły promienie słońca, które właśnie wyszło zza chmur. W tym mieście nie codziennością jest, żeby świeciło słońce, dlatego uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, że pogoda również mi sprzyja. 
- Dzień dobry! Dokąd panią zawieść? - Przywitał mnie naprawdę miły kierowca jednej z taksówek, do której wsiadłam. Uśmiechnęłam się i grzecznie podałam adres ulicy, na której znajduje się wspólny dom chłopców, po czym usadowiłam się wygodnie na tylnym siedzeniu, rozglądając się przez okno. Jechaliśmy już dobre 20 min., gdy nagle taksówkarz odezwał się. 
- O! Słyszała już pani ich nową płytę? Jest świetna! A tą piosenkę moje córki uwielbiają szczególnie! Szczerze mówiąc mi samemu się podoba. - Mężczyzna podgłośnił radio, z którego wydobywała się cicha muzyka, która zaraz potem rozniosła się po całym samochodzie. 

The story of my life I take her home
I drive all night to keep her warm and time…
Is frozen (the story of, the story of)
The story of my life I give her hope
I spend her love until she’s broke inside
The story of my life (the story of, the story of)

Słysząc ten głos uroniłam kilka łez.
 - Jezu, ale on się zmienił... - Pomyślałam sama do siebie. Gdy głos Harrego ucichł, pojawił się na jego miejsce głos Niall'a. Uśmiechnęłam się słysząc go. Wszyscy wydorośleli. Byłam tego na 100 % pewna. Zmieniła im się barwa głosu, może oni sami się zmienili. Nie wiem, w końcu od 8,5 miesiąca widziałam tylko Niall'a i to do tego nie w całej okazałości. Nagle zobaczyłam, oczy kierowcy spoglądające na mnie z niepokojem z przedniego lusterka.
- Czy wszystko w porządku? - Podczas moich rozmyśleń musiał ściszyć muzykę, ponieważ głos Zayn'a obijał się cicho w głośnikach. Skinęłam głową na znak, że nic mi nie jest. Nagle nie wiadomo skąd wyrosła przed nami duża ciężarówka jadąca wprost na nas. Taksówkarz sprawnie wykonał manewr omijający pojazd, jednak przez to samo wpadając w poślizg. Potem nie pamiętam już nic tylko samotne drzewo, wbijające się prosto w maskę naszego samochodu.

Widok taksówki po wypadku (nie tak wyglądała taksówka)

** z perspektywy Harrego **

- Harry! A pamiętasz jak razem z chłopakami włożyliśmy ci głowę do tortu? Albo jak Liam uciekał przed koniem?... - Razem z Lou przez ponad godzinę szlajaliśmy się po prawie pustych uliczkach w parku. Na szczęście nikt nas jak dotąd nie rozpoznał. Mój przyjaciel cały czas próbował poprawić mi humor i powiem szczerze nawet mu się to udało. Opowiadał mi śmieszne historie, głównie związane z naszą piątką. Jak to Niall przez pół lotu do Irlandii gadał przez sen o jedzeniu przygotowywanym przez jego mamę, jak Lou wpadł przez nieuwagę do jeziora i dużo więcej zabawnych zdarzeń. Z każdą nową opowieścią przypomniały mi się nasze stare czasy, kiedy to, jako rozbrykane nastolatki rzucaliśmy się jedzeniem, goniliśmy na scenie i poza nią, podmienialiśmy sobie ubrania. Cały czas to robimy, bo to uwielbiamy. Chcemy być po prostu sobą. W pewnym momencie wspomnienie Louis'a dotyczące Zayn'a, który z dwoma tackami jedzenia przewrócił się przez potknięcie o bieliznę jednego z nas, zostało brutalnie przerwane przez mój dzwoniący telefon. Tomlinson popatrzył na mnie z miną mordercy, która była spowodowana przez przerwanie opowieści. Pokazałem mu język i spojrzałem na wyświetlacz. Numer nieznany. Normalnie raczej bym nie odebrał, ale coś mnie do tego zmusiło. Spojrzałem na Lou, na którego twarzy panowała teraz ciekawość. 
- Halo? - Powiedziałem do mikrofonu w Iphonie
- Pan Harry Styles? - Usłyszałem dość twardy i niepokojący głos po drugiej stronie. Lekko się wzdrygnąłem, lecz nie przerwałem połączenia
- Tak - Odpowiedziałem nieznajomemu, a to co potem usłyszałem sprawiło, że nie mogłem złapać powietrza w płuca i zacząłem się dusić. 

***

- Gdzie ona jest?! - Wpadłem do budynku jak poparzony. Louis przez całą drogę do szpitala próbował mnie uspokoić, jednak mu się to nie udało. Podbiegłem do jednej z pielęgniarek, która akurat przechodziła trzymając jakąś teczkę w ręce. 
- Przepraszam, gdzie znajdę Melanie Sheridan? Miała wypadek samochodowy i podobno tutaj trafiła - Wyrzuciłem z siebie na jednym wdechu. Pielęgniarka zaczęła przerzucać kartki w arkuszu. Zatrzymała wzrok na jakimś wyrazie i uniosła głowę patrząc wprost w moje oczy. 
- Przykro mi, ale nie jest pan upoważniony do otrzymania tej informacji - Powiedziała z obojętnym wyrazem twarzy. Wściekłość we mnie sięgnęła zenitu. 
- Jestem jej bratem, a to jej narzeczony - Louis, który dotąd nie wiedział co powiedzieć postanowił zabrać głos. Spojrzałem na niego dziękując.Skinął lekko głową tak, żeby kobieta nie mogła tego dostrzec. Pielęgniarka znów zaczęła coś przeglądać w papierach. 
- Sala nr. 148, piętro 2 - Powiedziała i jak gdyby nigdy nic, odeszła. Szybko pobiegliśmy w wyznaczonym kierunku, potrącając co chwilę kogoś w ramię. Gdy dotarliśmy pod salę, w której znajdowała się moja Mel, usłyszałem ten sam męski głos, który słyszałem przez komórkę. 
- Pan Styles? - Lekarz podszedł w naszym kierunku. Skinąłem głową na potwierdzenie tożsamości. 
- Przykro mi, ale nie może tam pan teraz wejść - Powiedział tym samym tonem co pielęgniarka na dole. 
- Do jasnej cholery wszystkim w tym szpitalu jest przykro, ale nikt nie chce mi powiedzieć co się dzieje z moją dziewczyną! - Krzyknąłem mężczyźnie prosto w twarz. Całe moje mięśnie się napięły, a krew buzowała w żyłach w napięciu. Poczułem, że dłoń Lou spoczęła na moim ramieniu. 
- Naprawdę nie mogę teraz panu pomóc. Lekarze robią wszystko co w ich mocy, by uratować jej życie. Jej stan jest krytyczny. Naprawdę to cud, że jeszcze żyje. - Powiedział lekarz. W moich oczach wezbrały się łzy. Ręka mojego przyjaciela zacisnęła się mocniej na mojej koszulce. - Jeśli cokolwiek się wydarzy poinformujemy pana natychmiast. W końcu teraz musi walczyć za dwojga. - Dokończył i odszedł znikając nam z pola widzenia.
- Jak to za dwojga? Nic nie rozumiem! - Osunąłem się na krzesło znajdujące się przed drzwiami do sali 148. Schowałem twarz w dłoniach, by powstrzymać cieknące łzy. 
- Hazz, zadzwoniłem już do chłopaków. Są w drodze. - Powiedział Tomlinson siadając obok mnie. Spojrzałem na niego. W jego oczach też było widać łzy. Chłopak przeczesał ręką włosy i również schował twarz w dłoniach. 


Po moich policzkach jak na zawołanie spłynęła fala słonej cieczy.
- To nie tak miało być! Nie tak! Ona nie może zginąć! Nie może się poddać! Musi walczyć. Jak nie dla mnie to dla siebie... - Powtarzałem cały czas w myślach. 


Po niecałych 10 minutach Liam, Niall i Zayn przyjechali do szpitala. Na ich twarzach panował strach i smutek, a po Horanie było widać, że płakał. Wszyscy dołączyli do nas w milczeniu. 

Zayn i Lou w szpitalu
Liam w szpitalu
Niall w szpitalu
Harry w szpitalu

Nie wiem jak długo siedzieliśmy wszyscy w totalnej ciszy. Co chwilę słychać było tylko siąkanie nosem jednego z nas. Gdy usłyszałem skrzypnięcie drzwi poderwałem się z krzesła jak oparzony tak samo zresztą jak moi przyjaciele. Z sali wyszła piątka lekarzy i kierowała się w stronę schodów. Mężczyzna, który wcześniej z nami rozmawiał podszedł do nas, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wstrzymałem oddech. 
- Przykro nam. Zrobiliśmy naprawdę wszystko co się dało, ale jej serce było za słabe. Nie mogliśmy nic więcej... - Słysząc słowa lekarza osunąłem się na podłogę, a z moich oczu popłynęła już niekontrolowana fala łez. Chłopaki też nie panowali nad swoimi emocjami. 







- Jednak z maluszkiem jest wszystko w porządku. Mała będzie musiała zostać dłużej w szpitalu, ale oprócz tego jest w bardzo dobrym stanie. Jeśli pan chce, mogę poprosić pielęgniarkę o to, żeby ją przyniosła - Spojrzałem na lekarza z totalnym oszołomieniem. Pomiędzy nami zapanowała zadziwiająca cisza. Świat przed moimi oczami zaczął wirować.
-Przepraszam, że co? - Nie miałem kompletnie pojęcia co się wokół mnie dzieje. Zachwiałem się i gdyby nie Lou,dawno leżałbym na podłodze.
- To pan nic nie wie? - Spytał zbity z tropu lekarz. Pokiwałem głową, gdyż tylko na tyle było mnie stać. - Pani Sheridan była w końcówce ósmego miesiąca ciąży. Urodziła się panu zdrowa córeczka. - Dokończył.
- Nie, nie! To niemożliwe! Przecież... Melanie... - Słysząc słowa mężczyzny znów zalałem się łzami. Po chwili poczułem jak cztery pary silnych ramion oplatają mnie w uścisku.
- Harry jest ojcem... - Szepnął raczej do siebie Liam. Chwilę staliśmy jeszcze w grupowym uścisku, gdy za nami usłyszeliśmy ciche chrząknięcie.
- Przepraszam,że przerywam, ale pan doktor powiedział, że mam tu ją przynieść. Który z panów jest ojcem? - Odwróciłem się w stronę kobiety, a to co zobaczyłem spowodowało, że na moją twarz wpłynął lekki uśmiech. Noworodek spał spokojnie na rękach pielęgniarki, uśmiechając się przez sen. Wysunąłem się lekko do przodu, tym samym dając jej znać, że dziecko jest moje. Kobieta z ogromną ostrożnością podała mi moją śpiącą córeczkę.

po lewej: tak wyglądała mała, gdy pielęgniarka podała ją Harremu
Dziecko pod wpływem mojego dotyku otworzyło oczka. Były intensywnie brązowe jak u mojej Melanie.
- Rosalie - Wyszeptałem i uniosłem wzrok na chłopaków,którzy nadal w otępieniu przypatrywali się całej sytuacji.
- Co? - Powiedział zdumiony Niall
- Rosalie. Tak ją nazwę. Ma takie same oczy jak Mel... - Przełknąłem ślinę i odetchnąłem głęboko licząc w myślach do pięciu. - Po drugie ona zawsze chciała mieć córeczkę o imieniu Rose... - Dokończyłem już ciszej. Rosalie jakby słysząc swoje nowe imię, uśmiechnęła się leciutko. Zaśmiałem się przez łzy, które zdążyły spłynąć po moim policzku. Pocałowałem małą w czółko, po czym oddałem pielęgniarce.
- Przepraszam - Usłyszałem za sobą chłopięcy głos. Odwróciłem się zdezorientowany w stronę nastolatka, który stał za mną z czerwonymi od płaczu oczami i wyciągał w moją stronę jakieś pismo. - Jestem Jake i mieszkałem naprzeciwko panny Melanie... Mel. - Zrobił przerwę - Ona... ona powiedziała, że jakby kiedyś coś jej się stało, a nie zdążyłaby się z panem zobaczyć to mam to panu przekazać. - Dokończył Jake, a łzy ponownie wezbrały się w jego oczach. Czując jak ściska mi się gardło, sięgnąłem po kartkę i od razu rozpocząłem czytanie.

Drogi Harry,
czytasz to, co zapewne znaczy, że nie zdążyłam Ci powiedzieć tego osobiście. Proszę, nie mniej o to do mnie żalu. W tym liście, pragnę wyjaśnić Ci powód mojego nagłego wyjazdu, jednak myślę, że jest on Ci już dobrze znany. Dziecko spowodowałoby, że twoje życie związane z zespołem stałoby się całkiem inne i na pewno utrudniłoby to Waszą dalszą pracę. Bardzo dobrze wiedziałam jak zależało ci na chłopakach, nowych płytach, trasach koncertowych, a mała tylko by to skomplikowała. Byłeś bardzo młody i uznałam, że nie będziesz jeszcze gotowy na wieść o mojej ciąży. Ostatnio podjęłam kilka ważnych decyzji i jedną z nich był powrót do Londynu i bez względu na twoją odpowiedź, powiedzenie Ci o dziecku. Jednak jak widać, nie zdążyłam tego zrobić. Harry kocham Cię,kochałam i zawsze kochać będę, dlatego przepraszam, jeżeli przez mój wyjazd w to zwątpiłeś. Tak samo jak kocham chłopaków. Dziękuję Wam za wszystko. Byliście dla mnie jak jedna wielka rodzina. Jeśli moje zdanie w tej sprawie się liczy, chciałabym, aby to Niall został ojcem chrzestnym małej, a reszta oczywiście wujkami. Hazz proszę, nigdy się nie poddawaj i wierz w siebie. Popełniłam ogromny błąd wyjeżdżając, jednak wtedy tego nie wiedziałam. Byłbyś na pewno świetnym ojcem i poradzilibyśmy sobie ze wszystkim. Błagam nie płacz, bo to nic nie zmieni. I oczywiście przytul ode mnie Jake'a. To najlepszy nastolatek jakiego miałam okazję poznać i był dla mnie jak młodszy braciszek. To bardzo dobry chłopak i jeśli będziesz chciał, wyjaśni ci wszystko czego ja niestety nie zdążyłam. 
Kocham cię Harry, zawsze o tym pamiętaj. I kocham naszą córeczkę. Lekarz mówił, że będzie mieć loki jak ty. Zawsze przy Was będę, nawet gdy nie będziecie mnie widzieć. Zawsze. 

PS: Myślę, że chciałbyś zobaczyć to zdjęcie, dlatego je dołączam. 




Wasza na zawsze kochająca, Melanie xX

Gdy skończyłem czytać list, uśmiechnąłem się, przebijając się przez falę łez. 
- Ja też cię kocham Melanie. Zawsze. - 
Niall z Rose jeszcze w szpitalu

Harry i Rosalie

** 4 lata później **

Od śmierci Melanie minęły dokładnie cztery lata. Wiele się zmieniło w naszym dotychczasowym życiu, jednak zespół nadal istnieje. Zrobiliśmy sobie tylko długą przerwę w koncertowaniu. Rose wyrosła na śliczną dziewczynkę z lokami i przepięknymi piwnymi oczami po mamie. Właśnie wyszła z Niallem do parku, więc miałem chwilkę na odpoczynek. Opadłem bezwładnie na kanapę trzymając w ręce list pożegnalny Mel. Jak co roku w ten dzień zacząłem studiować napisane w nim słowa. Kochałem ją. Była jedynym powodem, dla którego żyłem. Czasami obwiniałem się za to, że w porę nie zauważyłem, że moja ukochana jest w ciąży, albo, że nie pojechałem za nią do Francji, jednak nie mogłem pozwolić sobie na chwilę zmartwienia, bo musiałem być silny. W końcu obiecałem to Melanie. Nie zorientowałem się, kiedy po moim policzku zaczęły spływać łzy. Nagle usłyszałem szczęk otwieranego zamka, a zaraz potem do salonu wpadła rozradowana Rose. Widząc moją minę jej twarz zmarkotniała. Szybko otarłem rękawem buzię.


- Tatusiu, dlaczego płaczesz? - Mała kucnęła przede mną i podparła swoje rączki o brodę. Próbowałem się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko grymas.
- Nie płaczę kochanie - Odpowiedziałem, usadawiając ją sobie na kolanach. Rosalie dotknęła dłonią mojego, jeszcze mokrego, policzka i wpatrzyła prosto w moje oczy.
- Tęsknisz za mamą, prawda tatusiu? - Zaniemówiłem. To dziecko było czasami dużo mądrzejsze niż mi się wydawało. Kiwnąłem tylko głową, bo stwierdziłem, że dalsze oszukiwanie jej i tak nie przyniesie efektu. Moja księżniczka wtuliła się we mnie, obejmując mnie przy tym za szyję.
- Przecież mamusia cały czas z nami jest. Całuje mnie na dobranoc, opowiada mi bajeczki, je razem z nami śniadanie, jeździ na zakupy. Dopóki będziemy o niej pamiętać zawsze z nami będzie. Bo mamusia nas kocha i nigdy nas nie zostawi tatusiu, wiesz? - Po moich policzkach znów spłynęły łzy, połączone ze łzami szczęścia. Przytuliłem swoją córeczkę mocniej do siebie, po czym wyszeptałem.
- Kocham cię kochanie najmocniej na świecie. -
- Ja też cię kocham tatusiu. I mamusię. Zawsze. - Odpowiedziała mała.
- Zawsze - Dokończyłem. 

O mamo.... nie wiem jak wy, ale ja sama ryczę :'( Jeszcze nigdy nie napisałam tak smutnego i tak długiego imagina. Piszę go od ponad miesiąca i wreszcie skończyłam. Za jakiekolwiek błędy przepraszam, poprawię je dopiero jutro, bo dzisiaj nie mam już czasu. Mam nadzieję, że choć imagin smutny to wam się podoba i zostawicie po sobie jakiś komentarz. Pozdrawiam xX ~Hazzowa

sobota, 2 listopada 2013

Harry - Część VIII

Coldplay - The Scientist.. Można sobie cicho włączyć.
Drzwi. To śmieszne, ale pierwszy raz w życiu boję się drzwi. Słysze ogłosy rozmów chłopaków i z tego co wywnioskowałam właśnie się ubierają do wyjścia. Ja mam wejść oni wyjść. Nie pasował mi ten układ. Bałam się zostać z... Harr'm. Sama. Nie planowałam jak się zachowam jak to zwykle robię przed trudnymi sytuacjami. Unikałam moich myśli na temat 1D jak tylko mogłam. Jednak ja na złość wszyscy zaczeli wysyłać mi wiadomości wieczorem ''co tam u Ciebie? Xx. '' itd. Z jednej strony fajnie, że mam kogoś takiego z drugiej... No właśnie nie ma drugiej strony. Porywam się z motyką na słońce, ale chce to mieć już za sobą. Puk! Puk! Jak zwykle w drzwiach ukochany blondynek.
-Cześć Ciara! Jak ja dawno cię nie widziałem - przytulił mnie z całej siły i wciągnął do domu nogą zamykając drzwi. I znowu to przyjemne uczucie ciepła. - Jak ty wypiękniałaś! Nie mówię, że wcześniej byłaś brzydka czy coś... Dobra nie ważne. - Zaśmiałam się cicho
- Dzięki Niall. Ty zawsze wiesz co powiedzieć kobiecie - powiedziałam z lekkim sarkazmem - ale dziękuję ci bardzo za komplement - blondyn uśmiechnął się do mnie przyjacielsko i podszedł do drzwi.
-Dobra, my już musimy się zbierać. - w końcu zauważyłam Louis'a.
- Ja już lece do auta. Macie 5 minut! - Zayn. Pomachał mi tylko na pożegnanie i tyle go widziałam.
Odgłos kroków dochodzący ze strony skrzypiących schodów sprawił, że chłopaki wraz ze mną jak na zawołanie odwrócili głowy. Na schodach stał Harry. Zauważyłam, że moi przyjaciele są lekko zdziwieni. Haryy za to zaś przyglądał mi się jakby nie wierzył, że ja tu stoję. Ja spuściłam tylko głowę i starałam się uspokojić.
- Zgrajo! Zbieramy się! Louis, rusz się. - poganiał wszystkich Liam. Nie chciałam zostać sama z Loczkiem. Nie wiem co mam mu powiedzieć. Loius patrzał na mnie z troską i poczuciem winy.
-Ciara, jak nie chcesz teraz z nim rozmawiać to cię do niczego nie zmuszam. - Szepnął do mnie niemal niesłyszalnie. Pokiwałam tylko głową na znak, że jestem gotowa i dam sobie radę. Bynajmniej sobie to wmawiałam. Louis uśmiechnął się pocieszająco i wyszedł. Nastała krępująca cisza między mną, a Harry'm.
-Cześć. - powiedziałam prawie szeptem. Co ja mam mu powiedzieć. Większego mętliku w głowie jeszcze nigdy nie miałam. Nerwowo pocierałam dłonie, a Loczek dalej stał z obojątną miną lustrując moje ciało.
- Szczerze? Może to zabawne, ale wydaje mi się, że właśnie śnie. I pewnie tak jest. Prawda? - zdziwił mnie trochę. Jego kąciki ust powędrowały w dół, a oczy stały się szkliste dzięki czemu zieleń jego tęczówek aż przyciągała wzrok.
- Przykro mi Harry, ale to nie jest sen. - sama nie wiem czemu, ale zachciało mi się płakać. Spuściłam głowę zamykając oczy, aby powstrzymać łzy napływające do moich oczu.
- Nie mam pewności. Co noc mi się śnisz. A ja już w marzenia nie pokładam nadzieji. Więc innego wyjścia nie ma, to tylko sen. Tylko w snach cię widzę i wątpie żebyś do mnie przyszła po tym co zrobiłem. Obiecałem sobie, że będę cię chronił i bronił przed łzami, a z tego co słyszałem od chłopaków to przeze mnie płaczesz. Nie chce żeby ten sen się kończył. - Mówił to z ogromną powagą i smutkiem. On chyba naprawdę myślał, że to sen. Śniłam mu się, jakie marzenia. Jak dobrze rozumiem ja jestem jego marzeniem. Ale to przecież nie jest możliwe. - nie mogę cię dotknąć bo zawsze w tym momenice się budzę. Niestety.
- To może zaryzykuj i uwierz, że to nie jest sen. Przyszłam tu. Porozmawiać. - nie wiem czy on tak wyrażał emocje czy tak naprawdę było, że to jest sen. Ten chłopak zawsze był zagadką i do tej pory jest. Popatrzał na mnie. Jego oczy zabłysneły, a on zaczął podążać w stronę mojej osoby.
- To może jednak zaryzukuje. - zatrzymał się przede mną i spojrzał mi w oczy. - czy mogę... czy mogę cię przytulić? - zapytała niepewnie. Pokiwałam niepewnie głową na 'tak'. Loczek przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił zaciągając się moim zapachem. Pod jego dotykiem poczułam motyle w brzuchu. Tęskiniłam za jego ciepłem i zapachem. Kilka łez spłynęło po moim zaróżowionym poliku. Harry odsunął delkatnie moje ciało od swojego i prawą dłonią starł moje łzy. Uśmiechnął się i dokładnie badał każdy kawałek mojej twarzy. Ja zaczęłam robić to samo, starając się zapamiętać każdy najmniejszt kawałek jego anielskiej twarzy. - w tej chwili poczułem, że znowu mam cały mój świat w moich rękach. Dziękuję...
- Nic nie mów. Zapomnijmy o tym co było.
- Nie mogę...
- No to już chyba nie powinno mnie tu być. - nie zapomni. Zraniłam go. Poszłam w stornę drzwi. Uchyliłam je, ale Harry złapał mnie za rękę i patrząc głęboko w oczy dotknął dłonią mojego policzka, a potem ust.
- Nie mogę zapomnieć o tym jak wtulałaś się we mnie jak oglądaliśmy horrory i jak płakałaś na romansach, jak śmiałaś się ze mnie jak zrobiłem coś głupiego, jak goniliśmy się po całym domu z mąką - na to wspomnienie oboje się zaśmialiśmy - ale też nie zapomnę jak przez ten krótki czas mnie zamieniłaś na osobę kochającą i doceniającą to co ma. Jak mnie pocieszałaś gdy miałem gorsze dni i że po mimo kłótni tak kończyło się pocałunkiem i słowami 'Kocham cię'. Zawsze będę o tym pamiętał. I mam nadzieję, że ty też nie zapomnisz. - jego oczy znowu się zeszkliły tak jak i moje. - Miałem cię chronić przed łazami, a sam cię do nich doprowadziłem. Nie zdziwię się jak powiesz, że mnie nienawidzisz... - zakryłam mu usta dłonią.
- Nie zapomnę o najpiękniejszych i najważniejszych chwilach w moim życiu. Nigdy nie powiem, że cię nienawidzę. Bo widzisz jest tylko taki mały problem. Ja cię kocham. - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Harry spojrzał na mnie ze zdezorientowaniem, ale jednak po sekundzie w jego policzkach powstały dwa dołeczki. Kochałam je.
- A czy mogę cię Ciaro w tej chwili pocałować i powiedzieć, że cię kocham najbardziej na świecie?
- Hmm. musiałabym się pożądnie zastanowić. - znowu się z nim droczę.
- No to mi przykro, ale ja nie mam czasu... - zachłannie wpił się w moje wargi, a ja starałam się jak najlepiej oddać pocałunek. Chłopak złapał mnie w tali i przysunął do siebie, że nie było między nami ani cienia przerwy. Zabrakło nam powietrza i musieliśmy przerwać tą piękną chwilę. Uspokajaliśmy swoje nierówne oddechy spoglądając na siebie z szerokim uśmiechem. Odwróciliśmy się w stronę już otwartych drzwi, a stała w nich... Mama Styles'a. Sądząc po jej uśmiechu widziała całą sytuację przy drzwiach.
- Yhyym. To ja już może pójdę. Ty Harry masz gościa nie będę przeszkadzać. Pa. - już miałam iść, ale mama Harrego mnie zatrzymała.
- Naprawdę zostań, nie będziesz przeszkadzać, a przy okazji jestem Anne. Ale wiedzę, że ty już chyba wiesz kim ja jestem. - uśmiechnęła się przyjaźnie i mnie przytuliła. - Pięknie razem wyglądacie. - powiedziała podczas uścisku tak aby Harry nie słyszał. Ja lekko się zarumieniłam.
- Już będę szła. Naprawdę nie chce przeszkadać. Do widzenia. - pomachałam na porzegnanie
- Do zobaczenia. - krzyknęła jeszcze pani Styles. Podczas drogi do domu rozmyślałąm nad tym co się dzisiaj stało. Nie wierzę w to do tej pory. Jeszcze jakiś czas temu płakałam patrząc na jego twarz w ekranie telewizora. A teraz? Chyba znowu jesteśmy razem. Chyba. Mróz zimowy daje już powoli w kość. Przyśpieszyłam kroku, ale tak żeby się nie przewrócić na lekko śliskim chodniku. Idąc przez całą drogę do domu miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Ach. Zdaje mi się. Wchodząc do domu zdjęłam zdjęłam całe moje ubranie nawierzchnie i podreptałam do kuchni, aby zrobić sobie herbaty. Czekając aż woda się zagotuje myślałam nad przyszłością. Co będzie? Za niedługo święta, które będę spędzać sama. Trochę mnie dołują te wszystkie stroiki i choinki. Dobra, zastanowię się nad tym jutro. Zalewając herbatę wrzątkiem do moich uszu dobiegł dźwięk dochodzący z mojego telefonu oznajmiający, że ktoś dzwoni. Harry. A kogo innego mogłam się spodziewać. Jak spojrzałam na wyświetlacz zaczęłam się szczerzyć do telefonu jak nie wiem co.
- Halo? 
- Witam księżniczko. Co porabiasz?
- A popijam sobie gorącą herbatkę, a ty nie powinieneś teraz zajmować się swoją mamą, a nie do mnie dzwonisz? - zachichotałam
- Wiesz ty co? Nie drocz się ze mną. Ale nie wiem czy wiesz, ale ona wszystko prawie widziała. Mów, że wydajesz się bardzo sympatyczna i że cię chyba polubi. 
- Serio?! Pozdrów ją tam, a teraz do niej leć. Nie widzisz jej na codzień przecież.
- Ciebie nie widziałem też przez jakiś czas. Ja nie wiem jak to przeżyłem.
- No widzisz. Jak tamto przeżyłeś to teraz też przeżyjesz. 
- Harry! Jedziemy na zakupy świąteczne! - usłyszałam w tle głos Pani Anne. Posmutniałam. Na samą myśl świąt które spędzę sama robi mi się przykro. Zazdroszcze im. Moja mama poleciała gdzieś i nie kontaktuje się ze mną. Wiedziałam, że mnie prędzej czy później oleje. Nie ważne.
- Słyszę, że musisz lecieć. 
- Tak, niestety. Ciara. Stało się coś? Masz teraz taki smutny głos. 
- Nic się nie stało. A co się takiego miało stać?
- Nie wiem. Nie chce się rozłączać, ale muszę. Pa. Kocham Cię.
- Ja ciebie też. Pa.
Po wypiciu herbaty ruszyłam do mojej sypialni. Wzięłam do ręki telefon i słuchawki. Puściłam sobie kilka moich głośnych piosenek. Gdy mnie już delikatnie głowa rozbolała wyłączyłam muzykę i wstałam do mojej szafy, aby przebrać się w moją piżamę czyli zaduża bluzkę i getry do kolan. Wróciłam do łóżka. Pod poduszkę włożyłam telefon i wtuliłam się w moją jeszcze zimną kołdrę. Po chwili jednak usłyszałam dźwięk Sms'a. A nawet dwóch. Pierwszy od Niall'a. : Sądząc po humorze naszego Loczka się pogodziliście. Dziękujemy. Xx. Zaśmiałam się pod nosem. Druga wiadomość była od Harrego : Dobranoc! Tęsknię. Jutro spodziewaj się mnie o 12 w swoim domu. Kocham Cię. Twój Harry. Xx. Na podpis 'Twój Harry' poczułam przyjemne ciepło. Dzisiaj chyba najwięcej się nauśmiechałam niż w ciągu ostatnich kilku tygodni. A sprawiła to jedna osoba. Chociaż nie. Tak teraz myślę, że jednak cała 5 chłopaków sprawia, że się znowu uśmiecham...
                                                                                                      
5 KOMENTARZY=ROZDZIAŁ
Witam. Rozdział jak zwykle, daremny. Przepraszam za błędy jak zawsze. Szczere komentarze. I jeśli można czy te komentarze mogą by dluższe? Chodzi mi o dokładniejszą wypowiedź. Jak nie to nie. Informuję, że moja przygoda na tym blogu powoli dobiega końca. Tak to jest jak się nie umie pisać ;D Dobra nie przedlużam już. Miłego dnia?
Kate Moore. Xx.