środa, 18 września 2013

Niall- cz. XII


*Zayn*

*5 dni później*
- Wszystko wzięłaś?
- Tak, tak. Chodźmy już. Chcę jak najszybciej być w domu.
Otworzyłem Pauli drzwi od samochodu i już odjeżdżaliśmy z pod parkingu szpitala.
Przez 4 dni Paulina leżała w szpitalu i podawano jej leki. Szczerze mówiąc sam, nie wiem co jej jest. Nie chciano udzielić mi żadnych informacji, a sama Paula mówiła że to nic poważnego.
Szczerze mówiąc byłem również zmęczony jak dziewczyna. Przez te dni cały czas byłem przy niej. Nie chciałem siedzieć sam w domu mojej dziewczyny.
Tak, jesteśmy razem. Nareszcie.
Dziwię się tylko, że jeszcze żaden dziennikarz nie przyłapał nas razem... W ogóle nie spotkałem, nikogo kto prosił mnie o autograf, czy o wspólne zdjęcie. Raz tylko spotkałem fankę.
Pamiętam, jak któregoś dnia siedziałem w szpitalu na korytarzu i czekałem aż przywiozą Paulę z badań. Podeszła do mnie wtedy dziewczynka, która miała może 7 lat.
- Ty jesteś Zayn Malik?- zapytała mnie
- Tak, to ja.
Dziewczynka tylko się szeroko uśmiechnęła i podała mi moje zdjęcie do podpisania.
- Zazdroszczę tej dziewczynie...- powiedziała kiedy oddałem jej już podpisaną fotografię.
- Jakiej?
- Tej, na którą czekasz. Musisz ją bardzo kochać, skoro codziennie u niej jesteś. Mnie nawet rodzice tak często nie odwiedzają...
- To nie znaczy, że cię nie kochają... Na pewno chcą cię zobaczyć, ale nie mają czasu...
- Może tak, może nie... Życzę szczęścia tobie i tej osobie, którą kochasz.- powiedziała i pobiegła w swoją stronę.
Ta dziewczynka miała bardzo bystry wzrok jak na swój wiek. 
Ale miała rację. Jeszcze nigdy nie kochałem nikogo tak mocno jak Pauli. Nawet Arii.
W końcu dojechaliśmy. Wziąłem z samochodu walizki i weszliśmy do środka.
- Nareszcie w domu... Już po woli rzygałam tym szpitalem...
- Nie przesadzaj. Nie było aż tak źle.
- Mam ci przypomnieć, kto leżał na tym cholerny łóżku i komu co chwila podawali jakieś leki?
Zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć przycisnąłem ją do siebie i mocno pocałowałem.
- Ty wiesz, jak mnie zamknąć...- powiedziała Paula, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- A ty wiesz, jak mnie do tego sprowokować.
- Bardzo śmieszne... Dobra ja idę pod prysznic, może chodź trochę się obudzę.
- To ja zrobię kolację.
Paula poszła do siebie, a ja wziąłem się za gotowanie.
Nie jestem dobrym kucharzem, ale jakoś poradziłem sobie ze spaghetti.
Kiedy siedzieliśmy przy stole, nagle zadzwonił mi telefon.
- Tak?
- Zayn?! No nareszcie! Już myślałem, że nie dodzwonię się do ciebie!
- Hej, stary spokojnie! Przecież żyję!
- No słyszę przecież. Dlaczego miałeś wyłączony telefon i w ogóle jak u was?
- Wszystko w najlepszym porządku. Pogadamy jak przyjadę okej?
- No dobra, tylko przyjedźcie jak najszybciej, bo nie mogę już wytrzymać z tymi idiotami. Daj mi znać, kiedy będziecie wracać.
- Okeeej. Tylko nie pozabijajcie się tam, dobrze?
- Nie wiem, czy to będzie wykonalne. Słuchaj muszę kończyć. Chłopaki znowu leją się wodą. Dobra, na razie!
Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo Niall już się rozłączył.
- Twój braciszek martwi się o nas.- powiedziałem do Pauli
- Nic nowego. Co tam u nich?
- Szczerze, to boję się teraz wrócić do domu. Wiadomo w jakim stanie jest ten budynek?
Paula spojrzała w górę, a potem pokręciła głową.
- Nawet nie umiem sobie tego wyobrazić...
Zaczęliśmy się śmiać. No tak, miała rację. Nie można sobie nawet tego wyobrazić, co teraz tam się dzieje.
Po skończonym posiłku, posprzątałem wszystko i poszedłem do salonu, gdzie siedziała już Paula i oglądała telewizję.
Usiadłem koło niej, a przy okazji wziąłem stojącą przy ścianie gitarę.
Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie, a ja tylko szeroko się uśmiechnąłem i zacząłem grać Little Things.
Paula szeroko się uśmiechnęła i wyłączyła telewizor. Popijała przy tym swoją zieloną herbatę, której wręcz nienawidzę.
- If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself, Like I love you.- powiedziałem, kiedy skończyłem śpiewać.
Paula odstawiła kubek na stolik, wzięła ode mnie gitarę, którą również odłożyła na bok i nachyliła się nade mną.
- Może tak, może nie... Ale to i tak nie zmienia postać rzeczy, że ja również kocham ciebie.
Zaczęła mnie delikatnie całować. Przyciągnąłem ją mocniej do siebie, tak żeby nie mogła się odsunąć.
Jej usta miały smak tej obrzydliwej zielonej herbaty, ale i tak mi to nie przeszkadzało.
Nasze pocałunki były co raz gwałtowniejsze. Wsadziłem swoje ręce pod jej koszulkę i zacząłem gładzić ją po plecach i brzuchu.
- Zayn, masz zimne dłonie...- powiedziała Paula i lekko się ode mnie odsunęła.
- I co w związku z tym? Już mnie nie kochasz?
Dziewczyna zaśmiała się i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach.
- Niezależnie od wszystkiego to i tak będę cię kochać.- powiedziała i wstała ze mnie.
- Więc kochajmy się razem..
- Nie dzisiaj Zayn, jestem zmęczona...
Paula poszła do kuchni, a ja za nią
- Kiedy wracamy do Londynu?- zapytałem.
- Lekarz powiedział, że jak dobrze pójdzie to może w tym tygodniu, ale niczego nie obiecuje... A co? Źle ci ze mną?
- Oczywiście, że nie! Tylko zaczynam tęsknić za tymi idiotami.
- Ja też .Jak chcesz, to jedź do nich, a ja przylecę za kilka...
Podszedłem do niej szybko i znowu zatkałem jej usta.
- Znowu to robisz...
- Co takiego?- zapytałem rozbawiony
- Przerywasz mi, kiedy coś mówię...
- Ja cię tylko całuję i nic więcej.- powiedziałem, a ta tylko westchnęła.
- Jesteś żywym dowodem na potwierdzenie tezy, że pocałunki wymyślili mężczyźni, żeby zamknąć usta kobietom.
Zacząłem się śmiać, na co ona tylko wzruszyła ramionami i poszła na górę.
- Wiesz co? Dawno nie słyszałem jak śpiewasz...- powiedziałem kiedy stałem w drzwiach jej pokoju.
- I jeszcze długo nie usłyszysz...
- Pewna jesteś?
- A co? Chcesz mnie zmusić?
- Czemu nie?
- Zayn proszę cię, nie męcz mnie już dzisiaj. Jestem śpiąca i o niczym innym nie marzę jak o ciepłym łóżku.- powiedziała i położyła się.
- Na serio o niczym innym nie marzysz, niż o zwykłym materacu?
- A no fakt, zapomniałam jeszcze o tobie.
- Jak możesz o mnie zapomnieć?
- Zamknij się i chodź tu.- powiedziała zmęczona.
Położyłem się koło niej i mocno ją przytuliłem.
- Kocham cię.- szepnąłem jej do ucha.
- Ja ciebie też.
*3 dni później*
- Wszystkie wyniki są dobre... nie mam żadnych uwag. Serce znowu pracuje dobrze i nie powinno już szwankować... Musi pani teraz dużo odpoczywać. Zero stresu, tylko cisza i spokój.
- To nie będzie takie łatwe...- szepnąłem Pauli na ucho, na co ta walnęła mnie w brzuch.
- Czy mogę wyjechać do Londynu?- zapytała lekarza.
- Raczej tak. Jak mówiłem, nie mam żadnych uwag...
- Dziękujemy panu bardzo.- powiedziałem
- Mam nadzieję, że nasze następne spotkanie będzie przebywało w miłych okolicznościach, niż w sali operacyjnej.- powiedział lekarz i szeroko się uśmiechnął.
- Ja też mam taką nadzieję, panie doktorze. Jeszcze raz bardzo panu dziękujemy.
Lekarz tylko się uśmiechnął i poszedł w swoją stronę.
- To co? Kupujemy bilety i wracamy do Londynu?- zapytałem
- Skoro nalegasz...
- A nie chcesz?
- Przestań pierniczyć, tylko chodź już do domu i pakujemy się.
Uśmiechnąłem się pod nosem, wziąłem Paulę za rękę i wyszliśmy z budynku.
- Dzwonimy do chłopaków, czy robimy im niespodziankę?- zapytała mnie Paula, kiedy byliśmy już w mieszkaniu.
- Myślę, że to chyba oni zrobią nam niespodziankę wyglądem domu.
- W sumie racja...
Zamówiłem przez internet dwa bilety do Londynu. Lot o 19.00, czyli mamy jeszcze 5 godzin.
- Co powiesz, na krótki spacer przed wylotem?- zaproponowałem.
- Hm, czemu nie. Ale najpierw spakujemy się, żeby potem nie było problemu.
- Okeeej.
Kiedy wszystkie walizki były już wypełnione naszymi rzeczami mogliśmy w końcu wyjść. Oczywiście musiałem wziąć aparat, na co Paula nie była zbytnio zadowolona, ale nie przejmowałem się tym zbytnio. Przechadzaliśmy się po parku, głośno się przy tym śmiejąc i oczywiście wydurniać. Ludzie patrzyli na nas, jak na parę idiotów, którzy uciekli ze szpitala psychiatrycznego. Ale i to nie zepsuło nam wspólnej zabawy.
Przy niej mogłem być sobą. Nie musiałem być grzecznym chłopczykiem trzymającym za rękę swoją dziewczynę, tak jak to było przy Ari. O nie. Jest inaczej.
Teraz zrozumiałem, że kiedy spotkałem Paulę moje życie odwróciło się o 180 stopni. Dzięki niej patrzę na świat z zupełnie innej perspektywy.
- Co się tak uśmiechasz?- zapytała mnie Paula. Siedzieliśmy na ławce w parku. Dziewczyna miała położoną głowę na moich kolanach i głaskała mnie po policzku.
- Zastanawiam się co takiego zrobiłem, że zasłużyłem sobie na takie szczęście, jakim jesteś ty.
Ta tylko szeroko się uśmiechnęła. Podniosła się i delikatnie mnie pocałowała.
- Jesteś Zayn. To wystarczy.- szepnęła i znowu mnie pocałowała.
- Kocham cię. Cholernie cię kocham.- powiedziałem do niej.- Kocham twoje oczy, twój uśmiech, twoje usta...- zacząłem wymień, ale nie dane mi było dokończyć, bo ta położyła swój palec na moich ustach.
- Już cii... nie musisz mi tego mówić...
- Ale chcę. Chcę żebyś wiedziała.
- Ja chcę, żebyś tylko był. I żebyś mnie nie opuścił.
- Już nigdy.
- Obiecujesz?
Pokazałem jej mały palec u ręki, na co ta znowu wybuchła śmiechem, ale zaraz przyłożyła swój palec, który zacisnąłem.
- Obiecuję. Na zawsze razem.
Siedzieliśmy jeszcze dosyć długo, ale niestety musieliśmy już wracać. Poszliśmy do domu po walizki i pojechaliśmy na lotnisko taksówką.
Siedzieliśmy już w samolocie i wtedy przypomniałem sobie, jak Paula leciała po raz pierwszy samolotem.
- Mam cię znowu przytulić, jak ostatnim razem?- zapytałem
- Nie pogniewałabym się... Chyba nigdy się nie przyzwyczaję do tych cholernych samolotów...- powiedziała zdenerwowana.
Zaśmiałem się przez chwilę, po czym objąłem ją swoim ramieniem.
W końcu wystartowaliśmy. Paula mocno złapała mnie za rękę i schowała głowę.
*Paula*
- Następnym razem pojedziemy pociągiem.- powiedziałam stanowczo.
Po 4 godzinach wylądowaliśmy w Londynie.
Wyszliśmy z samolotu i pojechaliśmy prosto do domu.
Zayn otworzył delikatnie drzwi mieszkania, w którym panowała cisza.
- Nie uważasz, że tu tak trochę za cicho?- zapytałam
- Ja bym powiedział, że tu trochę dziwnie za czysto...
Weszliśmy w głąb domu, który mnie zaskakiwał.
Poszliśmy na górę i zaczęliśmy sprawdzać wszystkie pokoje chłopaków.
- Dziwne...
- Może poszli do jakiegoś klubu?
- Może... Skoro cały dom jest pusty...
- Chyba jednak nie cały...- powiedziałam kiedy otworzyłam drzwi od mojego pokoju
Zayn spojrzał na mnie ze znakiem zapytania i po chwili stanął koło mnie.
- Nie no, nie wierzę...
- W swoim życiu widziałam już bardzo dużo, ale tego jeszcze nie...
Na moim łóżku leżała 4 idiotów. Wszyscy mocno ściśnięci i każdy obejmował poduszkę z łóżka.
- Mam pewien pomysł...- powiedziałam i podeszłam do swojego biurka, skąd wyjęłam dwa czarne markery.
Podałam jeden chłopakowi i zaraz malowaliśmy buzie chłopaków. Później oczywiście zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i wrzuciliśmy na Twittera.
- To co? Śpisz u mnie?- zapytał.
- Ehh... jakoś będę musiała to przeżyć... chociaż kanapa w salonie też jest niczego sobie...
- Pożałujesz!- krzyknął i przerzucił mnie przez swoje ramię
- Zayn, głupku! Puść mnie!
- Nigdy.
Nim zdążyłam coś powiedzieć leżałam na łóżku Zayna, który zaczął mnie gilgotać.
- Hahaha, Zayn proszę cię! Przestań!
- Jeżeli dostanę buziaka, to może...
- No nie wiem... Że niby ja mam ciebie pocałować? Twoje fanki od razu by mnie zabiły.- powiedziałam do niego.
- A czy one muszą o tym wiedzieć?
- Nie ładnie tak okłamywać ludzi panie Malik. A podobno to ty jesteś...- nie zdążyłam już nic powiedzieć, bo Zayn wpił się w moje usta. Całował co raz zachłanniej i z coraz większą pasją. Później zaczął całować moją szyję i obojczyk.
- Myślisz, że będziemy się kochać, kiedy za ścianą śpi 4 zboczonych idiotów?- zapytałam go.
- W sumie masz rację, ale czego się nie robi dla miłości?
- Ale jakoś nie mam zamiaru patrzeć na ich głupie miny...
Zayn chyba zrozumiał o co mi chodzi.
- Szkoda, a już miałem nadzieję... No trudno...- powiedział smutnym głosem.
- Nie gniewaj się...
- Ale ja się nie gniewam. Szanuję twoją decyzję i myślę że masz rację. No dobra, a teraz kładziemy się spać.
Poszłam do łazienki, umyłam się, ale zapomniałam że nie wzięłam ze sobą żadnej piżamy.
- Masz może pożyczyć jaką koszulkę? Walizki zostały na dole...- zapytałam Zayna, kiedy wyszłam z łazienki.
- Jak dla mnie możesz spać bez niczego.
- Wiem o tym doskonale, dlatego proszę cię żebyś dał mi jakąś koszulkę.
- Jesteś niemożliwa.- powiedział zmarnowany.- Ale i tak cię kocham.
Podszedł do swojej szafy i dał mi jakąś bluzkę, którą szybko założyłam na swoje ciało.
- Na serio, chcesz mi to zrobić?
- Jak na serio mnie kochasz, to poczekasz.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Będę czekać, nawet jeśli to były wieki.
- No aż tak długo to chyba nie będziesz musiał...
*Kolejnego dnia*


Obudziło mnie smyranie po plecach, a potem delikatne pocałunki na karku.
Uśmiechnęłam się pod nosem i przewróciłam się na drugą stronę.
Spojrzałam na uśmiechniętą twarz Zayna, który złożył mi delikatny pocałunek na moich ustach.
- Dzień dobry królewno.
- Mmm... takie pobudki to ja rozumiem.- powiedziałam i dałam soczystego buziaka Zaynowi.
- Stanowczo za długo śpisz...
Spojrzałam na zegarek i zaczęłam się śmiać z komentarza chłopaka.
- Bez przesady, jest dopiero 08.27...
- Ale nie mogłem wytrzymać, kiedy w końcu się obudzisz...
Zaczęliśmy się śmiać, a potem znowu nasze usta złączyliśmy w pocałunek. Z każdą chwilą kochałam go jeszcze mocniej. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Był wszystkim co miałam. Tylko on się liczył.
- Wiesz co? Mam pewien pomysł...- zaczęłam mówić, kiedy odsunęliśmy się od siebie.
- Związany z czym?
- Nie uważasz, że tu trochę jest za czysto jak na chłopaków?
- Do czego zmierzasz?
- Wstawaj, szkoda czasu.
Kiedy wtajemniczyłam Zayna w swój plan, od razu zabraliśmy się za działanie. Nie mogłam doczekać się miny chłopaków, kiedy zobaczą co dla nich przygotowaliśmy.
Jesteśmy trochę okropni dla pozostałych, ale czego się nie robi dla dobrej zabawy?
Po skończonej robocie usiedliśmy zmęczeni na kanapie i tylko czekaliśmy, aż któryś z chłopaków w końcu się obudzi.
*Liam*
Znowu spaliśmy w pokoju Pauli. Wszyscy za nią tęsknimy i nie możemy wytrzymać nawet jednego dnia. Oczywiście dzwoniliśmy i próbowaliśmy się z nią skontaktować, ale ta nie odbiera od nas telefonów. Dlatego nic nie wiedzieliśmy kiedy przyjedzie i postanowiliśmy że nie będziemy robić żadnych, ale to ŻADNYCH imprez. Chociaż pokusa była o wiele silniejsza, ale jakoś daliśmy radę. Dom zawsze był czysty, co trochę nas samych zszokowało.
Opornie wstałem z łóżka i poszedł od kuchni. Mój żołądek dawał się już we znaki. Zaspany wszedłem do pomieszczenia gdzie panował istny burdel! Butelki i puszki po piwie walały się po podłodze, a kartony po pizzie i innych smakołykach zagradzały kuchenne blaty.
- A co tu się stało?- zapytał Harry, który zaraz pojawił się koło mnie.
- Mnie się pytasz?
- Liam? Czy my robiliśmy jakąś imprezę?
- Nic nie pamiętam! Ale sądząc po twojej twarzy to musiało być grubooo...
- Z twojej też można wiele wywnioskować.
Poszedłem szybko do lustra i spojrzałem w swoje odbicie. Twarz miałem pomalowaną markerem. Dorysowane miałem wąsy, okulary, piegi i znak pioruna, jaki miał Harry Potter na czole.
- Siema...- usłyszałem zaspany głos Louisa, który również miał całą twarz wymazaną markerem, a za nim pojawił się Niall.
- Liam... Możesz mi wyjaśnić, skąd tu ten burdel?- zapytał mnie rozwścieczony Horan.
- Niall! Piękna buźka!- krzyknął Lou.
- Twoja też niczego sobie...
- Masz coś do mojej twarzy? Bo jest na pewno ładniejsza od twojej!
- Louis, masz królicze wąsy, a Niall...- powiedział Hazza
Obydwoje szybko odepchnęli mnie i zaczęli przeglądać się w lustrze.
- Nieee! Co to ma być! Który to zrobił!- wydzierał się Horan
- Jak widzisz, każdy ma coś na twarzy... a sądząc po wyglądzie mieszkania to musiała być niezła impreza....- powiedziałem
- Jaka znowu impreza?! Kurwa! Ja nic nie pamiętam!- wydzierał się dalej Niall
- Siema chłopaki!- usłyszeliśmy głos Zayna
- Zayniulku! No nareszcie!- krzyknął Harry, który od razu rzucił się na chłopaka.
- Hej Harry!
Pobiegliśmy wszyscy do nich i z dużego miśka, wyszła duża kanapka na podłodze.
- A mnie to już nikt nie przywita?- usłyszeliśmy za nami dziewczęcy głos.
Szybko się podniosłem i pobiegłem do Pauli, która stała koło schodów.
- Kiedy przyjechaliście?- zapytałem
- Jakąś godzinkę temu.- powiedział szybko Mulat, który już podniósł się z podłogi.- Ale wiecie co? Zawiodłem się na was...
Spuściliśmy wszyscy głowy, bo wiedzieliśmy czym to się skończy.
- Ale Zayn! My nic nie pamiętamy!- krzyknął Harry.
- Jak się tak schlaliście, to nic dziwnego że nic nie pamiętacie! Nie było mnie przez tydzień, a wy od razu musieliście robić jakieś imprezy! Następnym razem, będę musiał zostawić wam niańkę, bo sami to chyba nie umiecie się zająć.
- Przepraszamy Zayn... my... my to zaraz szybko posprzątamy. Tylko nie gniewajcie się na nas...- zaczął jąkać się Louis.
- Macie dwie godziny.- powiedział stanowczo Malik, a my od razu wzięliśmy się za sprzątanie.
- Cholera Harry! To jest twoja wina!- krzyknął Niall, kiedy byliśmy w kuchni.
- Moja?! Niby z jakiej racji!
- To ty cały czas gadałeś o imprezach! A teraz masz za swoje!
- Przestańcie się kłócić, tylko bierzcie się do roboty!- krzyknąłem
Rozdzieliliśmy się pokojami. Harry i Lou ogarniali kuchnię, jadalnię i ogród, a ja z Niallem salon i basen.
- Taka impreza, a ja nic nie pamiętam...- marudził Louis.
Kiedy dom był w dobrym stanie, przyszła Lexi.
- Hej chłopaki! A co wy tak sprzątacie?
Podeszła do Nialla i dała mu buziaka w policzek.
- Wczoraj użądziliśmy niezłą imprezę, z tego co można wywnioskować po licznych butelkach po piwie...- powiedział smutny Niall.
- A ja nic nie pamiętam! Rozumiesz to?! Nic!- wydzierał się Louis.
- Hej Lexi!- krzyknęła Paula.
Podeszła do przyjaciółki i zaczęły się witać.
- Chłopaki, nie chcę was martwić, ale... wczoraj nie było żadnej imprezy... Oglądaliśmy film. Nie pamiętacie?- zapytała nas Lexi.
*Paula*
Hahahaha, boże... ich miny były po prostu zabójcze!
- To skąd ten cały burdel?- zapytał Harry.
Nie mogłam wytrzymać i w końcu wybuchłam śmiechem, tak samo jak Zayn.
Chłopaki patrzyli na nas z wielkim znakiem zapytania, a my dalej zwijaliśmy się ze śmiechu.
- Możecie w końcu powiedzieć, o co tu chodzi?- zapytał wkurzony Niall.
- Oj braciszku, nie denerwuj się! Złość piękności szkodzi!
- Swoją drogą, w końcu posprzątaliście śmieci, które walały się po garażu...- powiedział nadal się śmiejąc Zayn.
Przybiliśmy sobie piątkę, a chłopaki nadal nie wiedzieli o co chodzi.
- Chcesz nam powiedzieć, że to wasza sprawka?- zapytał wkurzony Louis
- Dziwnie za czysto było w tym domu.- powiedział Zayn.
- Wręcz za bardzo. Jak nie w domu One Direction.- powiedziałam a potem znowu wybuchłam śmiechem.
- A tak w ogóle, to śliczne maci buźki. Aż miło się na was patrzy.- powiedziałam.
- Jesteście okropni!- krzyknął Harry.
- To co? Mamy znowu wyjechać?- zapytałam
- Nie!- krzyknęli wszyscy.
- W nagrodę jedziemy na kręgle? Co wy na to?- zapytałam, nadal obrażonych chłopaków.
-Siostrzyczko twoja propozycja jest bardzo kusząca… No może... A potem pojedziemy na pizzę...- powiedział blondyn.
- Niall! Mamy być obrażeni!- krzyknął Liam.
- No, ale kręgle i pizza wydają mi się bardzo kuszące...- upierał się Niall.
- To jak?- zapytał Malik.
- No niech wam będzie...- uległ również Harry.
- Ale najpierw idziecie się umyć, a ja zrobię śniadanie.- powiedziałam.
- Kiedy wróciliście?- zapytała nas Lexi, kiedy tamci wyszli.
- Około pierwszej w nocy.- powiedziałam.
- Chłopaki dostawali niezłego bzika. Nie mogli się doczekać, kiedy wrócicie. Dlatego nie robili żadnych imprez, żeby dom został czysty.- powiedziała nam Lexi.
- Upsss... no jaka szkoda, że nabałaganiliśmy...
I znowu zaczęliśmy się śmiać.
W garażu chłopaków panował istny burdel. Pełno śmieci po wielu imprezach. Chłopaki byli tak leniwi, że nawet nie chciało im się wyrzucić śmieci do kosza, tylko do garażu. Postanowiliśmy to z Zaynem wykorzystać, a przy okazji wrobić chłopaków. Ich miny były rewelacyjne, kiedy zobaczyli to co się dzieje w mieszkaniu. Oczywiście wszystko nagraliśmy i zrobiliśmy kilka zdjęć, kiedy chłopcy sprzątali.
Chociaż, trochę mi się szkoda ich zrobiło, kiedy dowiedziałam się że przez cały ten czas, dom utrzymywany był w czystości. No, ale. Czego się nie robi, dla dobrej zabawy?
Poszłam do kuchni i wzięłam się za smażenie moich naleśników. Pogadaliśmy trochę z Lexi, która nam opowiedziała jak tamci się nudzili przez ostatni tydzień.
- Proszę bardzo. W ramach przeprosin.- powiedziałam do chłopaków, którzy zeszli na dół.
Postawiłam na stole stos ulubionych naleśników One Direction.
Kiedy śniadanie było zjedzone, pojechaliśmy prosto do kręgielni.
Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja byłam z Zaynem, Lexi i Niallem, a reszta tworzyła drugi zespół.
Bawiliśmy się rewelacyjnie. Nie zabrakło przy tym śmiechów i oczywiście głupich żartów chłopców.
Cały czas był remis i to mój rzut był ostatecznym.
Wzięłam jedną kulę i ją pocałowałam na szczęście.
- Czekaj.- powiedział Zayn, który pojawił się zaraz koło mnie.
Przytulił mnie od tyłu i również pocałował kulę. A potem razem ją potoczyliśmy.
Jeszcze parę metrów i...
- Jest! Wygraliśmy!- krzyknęłam.
Za pierwszym razem, kula zbiła wszystkie kręgle.
- To jest nie fair! Zayn, pomagałeś jej!- krzyknął Harry.
- Ja? Skądże znowu! Co to za pomysł?- bronił się Zayn, który dalej obejmował mnie w pasie.
- Chcę dogrywki!- krzyknął Lou.
- Może nie dzisiaj? Niall, jesteś głodny?- zapytałam
- Nie zmieniaj tematu!- krzyknął Harry.
- Idziemy jeść!- wydarł się blondyn.
Wszyscy wybuchli śmiechem, oczywiście oprócz Hazzy i Louisa, którzy dalej upierali się o dogrywkę.
A my z Zaynem dalej staliśmy na torze i zaczęliśmy się całować.
- O fuuu! Musicie przy nas?- usłyszałam głos braciszka.
Nie zważając na ich komentarz, całowaliśmy się dalej.
- Nie no, dajcie sobie już spokój! Nie w miejscu publicznym, do cholery!- krzyczał Louis.
- A co zazdrosny?- zapytał Zayn, kiedy odkleiliśmy się od siebie.
Lou nic nie powiedział, tylko pokręcił głową.
Wyszliśmy z kręgielni i poszliśmy do pizzerii. Oczywiście chłopcy znowu musieli się pokłócić, jaką pizzę zamówić, a ludzie gapili się na nas jak na jakąś bandę rozwydrzonych gówniarzy.
W końcu doszliśmy do kompromisu i zamówiliśmy 5 pizz.
W między czasie zadzwonił telefon Nialla.
- Jak zwykle coś, albo ktoś musi nam zepsuć dobrą zabawę...- powiedział wkurzony i odrzucił połączenie.
- Kto to?- dopytywała się Lexi
- Paul.
- Znowu?- zapytał Louis
- Jak to znowu?- zapytałam.
- Od kilku dni męczy nas swoimi telefonami. Mówiliśmy mu, że chcemy odpocząć po trasie koncertowej, ale ten nie daje nam spokoju.- wyjaśnił mi brat
- Koncerty, wywiady, sesje zdjęciowe i tak w kółko.- uściślił Harry.
- Ale nasi chłopcy się nie poddają i walczą o swoje.- powiedziała Lexi i objęła Nialla ramieniem.
Przez resztę popołudnia bawiliśmy się w najlepsze. Po napełnieniu żołądka Nialla poszliśmy całą grupką na spacer, ale... taa... z chłopakami na spacer? To musi być wyczyn.
Lou oczywiście ganiał gołębie, Harry znalazł małego kotka, który szwędał się za nami, Niall marudził że jest głodny, a Zayn przeglądał się w każdej szybie.
Od czasu do czasu podchodziły fanki. Grzecznie prosiły o zrobienie zdjęcia i o autograf i uciekały w swoją stronę.
Robiło się co raz ciemniej i postanowiliśmy wracać do domu.
- My będziemy za jakąś godzinę.- powiedział Zayn i pociągnął mnie w nieznanym kierunku.
- A tobie jeszcze mało jak na dzisiaj?- zapytałam.
- Nie, ale po prostu, chciałbym spędzić trochę czasu z moją dziewczyną.
Uśmiechnął się szeroko i złapał mnie za rękę. Szliśmy dosyć długo, a ja nadal nie wiedziałam gdzie jest nasz cel.
- Jesteśmy.- powiedział Malik.
- Chyba cię pogięło.
- Dlaczego?
- Ja tam nie wejdę!
- Sama na pewno nie.
- Zayn proszę...
- Przykro mi, ale na marne twoje prośby.
I zaraz byłam na jego rękach. Stanęliśmy w kolejce, która szybko minęła i już siedzieliśmy w jednej kapsule London Eye.
- Piękna róża dla pięknej pani.- powiedział Zayn i podarował mi czerwony kwiatek.
- Ty to już sobie wszystko obmyśliłeś, prawda?- zapytałam.- Najpierw będziesz milutki, a potem zaciągniesz mnie w jakieś krzaczory i tam mnie zostawisz.
- W sumie, to chciałem spędzić uroczy wieczór z tobą, ale twoją propozycja jest o wiele lepsza.
Zaczęliśmy się śmiać i w końcu ogromne kółko ruszyło, a my podziwialiśmy nocne życie Londynu.
Zayn cały czas mnie przytulał do siebie i nie puścił mnie nawet na sekundę. Z resztą, ja bym mu nie dała. Kurczowo trzymałam jego rękę, tak żeby mnie nie wypuścił. Szczerze mówić, to strasznie się bałam. Może i widok był piękny, ale strach jeszcze większy.
W końcu wyszliśmy z machiny i ruszyliśmy w stronę domu z uśmiechami na twarzach.

No i kolejny rozdział mojego opowiadania ;> Myślę, że sie podoba i zachęcam do komentowania. <33 Malikowa ;*

sobota, 14 września 2013

Niall- cz. XI

*Niall*
- Przesadziłeś stary.- powiedział Harry.
- Ja przesadziłem? Ja?! Ty widziałeś jak się dusiła 10 minut temu? Widziałeś jak nie mogła złapać powietrza?! Jeszcze parę minut, a już by nie żyła!
- Ale nie musiałeś od razu tak na nią krzyczeć. Mogłeś na spokojnie z nią porozmawiać w domu. Widziałeś, że była zmęczona...- zaczął mówić Lou.
- Powinniśmy jechać jak najszybciej do szpitala, a nie jeszcze do domu!
- A nie pomyślałeś, że ona po prostu miała już tego dosyć? Za dużo wrażeń jak na dzisiaj, nie uważasz?!- krzyczał Harry.
- Kłótnią nic nie wskóracie!- krzyknął Liam, który wyszedł z samochodu.
No pięknie. Jeszcze on się zgubi i będziemy musieli szukać i Liama i Pauli. Zajebiście.
Oparłem się o kierownicę i miałem w dupie to, że sparaliżowaliśmy całe skrzyżowanie.
Czy ja robię coś złego?
Czy to grzech, że po prostu martwię się o własną siostrę?
Ja nie wytrzymam kolejnej rozłąki. Te dwa lata były dla mnie udręką. Chociaż super się bawiłem razem z chłopakami, ale to nie to samo co przy Paul. 
Ona nie była moją siostrą. Ona była częścią mnie. Moim drugim organizmem, bez którego nie da się żyć...
*Liam*
- Kłótnią nic nie wskóracie!- krzyknąłem i wybiegłem z samochodu.
Biegłem najszybciej jak tylko mogłem. Co trochę utrudniał mój żołądek zapełniony kanapkami z baru. Swoją drogą były przepyszne.
Ale biegłem dalej. Nie mogę jej zostawić teraz samej.
Wiadomo, co jej teraz strzeli do tej głowy?
Dobiegłem do parku, gdzie zobaczyłam jak siedziała na jednej z ławek i usiłowała złapać oddech.
Zacząłem krzyczeć jej imię i szybko do niej podbiegłem.
- Już myślałem, że cię nie dogonię...
- Co ty tu robisz?
- Pobiegłem za tobą. Myślałaś, że cię zostawię samą?
- Tak, tak właśnie myślałam. Miałam nadzieję na 15 minutowe pobycie tylko koło swojej osoby.
- Przykro mi, ale zmienię ci plany.
Paula spojrzała na mnie złym wzrokiem, a potem głośno westchnęła.
- Jeżeli masz mi prawić kazania na temat, żebym pojechała do szpitala to tracisz tylko czas.
- Nawet nie mam zamiaru nic takiego mówić.
- To po co tu jesteś?
- Siedzę z moją przyszywaną siostrą.
- Chociaż z przyszywanym bratem mogę pogadać, bo z rodzonym będzie trudniej...
- Jemu też nie jest łatwo. Zrozum to. On... on po prostu martwi się o ciebie. Nie chce, żeby stała ci się krzywda.
- To co? Nawet jak się skaleczę, to od razu będzie chciał jechać do lekarza, bo może mi się wdać jakiejś zakażenie?
- No tak, trochę przesadza, ale może pogadacie o tym? Jak będziecie się kłócić, to nic z tego nie wyjdzie...
Usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz.
- Tak?
- Znalazłeś ją?
- Tak. Za parę minut będziemy.
- To dobrze. Przyjdźcie jak najszybciej. Niall chce dzwonić już na policję. Nie mogę go uspokoić. Co chwila staje przed lustrem i krzyczy na siebie. Boże, po raz pierwszy widzę go tak wkurzonego.
- Zaraz będziemy.
- Dobra, na razie.
- Powinniśmy już iść...- powiedziałem do Pauli.
- A co? Niall tak ci karze?
- Nie. Tym razem to Zayn.
Dziewczyna popatrzyła na mnie przez chwilę, a potem spuściła wzrok w ziemię.
- Coś się stało?- zapytałem
- Nie, nic.
- Jasne ja boję się łyżek?
Paula zaśmiała się i w końcu pokazała swój piękny uśmiech.
- To jak? Powiesz mi, co się dzieje? Mi możesz zaufać...
- Wiem Liam, ale to nie jest takie łatwe do wytłumaczenia.
- Chodzi ci o Zayna?
Dziewczyna spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, na co się tylko uśmiechnąłem.
- Może chłopaki nic nie widzą, ale ja mam jednak dobry wzrok. Przecież widzę, że jest coś z wami nie tak...
- Właściwie, to sama nie wiem. Niby uważam go za najlepszego przyjaciela, ale...
- Kochasz go?
Westchnęła. Czyli jednak miałem rację. Wiedziałem, że coś jest pomiędzy nimi, ale nie mogłem dociec, co takiego.
- Powiedz mi... czy Zayn był szczęśliwy kiedy był z Arią?- zapytała niepewnie.
- Powinnaś sama go o to zapytać, ale jeśli chcesz znać moje zdanie to... nie. Męczył się strasznie przy niej. Aria pomiatała nim na wszystkie strony, a Zayn był jak piesek na zawołanie. Kilka razy, Zayn próbował z nią zerwać, ale wtedy ona szła do Paula. Ten oczywiście robił wszystko aby ich związek przetrwał, bo podobno dzięki niej nie straciliśmy reputacji...
- Współczuję wam. Nie macie w ogóle życia, przez to że jesteście gwiazdami...
- Ale wiesz, zawsze są z tego jakieś korzyści. Mam czterech braci i od niedawna młodszą siostrę, którą zawsze chciałem mieć. I nie zależnie od sytuacji, zawsze będę po twojej stronie.
Chciałem objąć ją ramieniem, ale ptak narobił mi na rękę.
Paula głośno się zaśmiała, po czym wstała z ławki i pociągnęła mnie za ręce.
- Lepiej już chodźmy, zanim przyleci jeszcze jeden ptak przyleci i ci to poprawi.
- Paula, obiecasz mi coś?
- Co takiego?
- Porozmawiaj z Zaynem. Tylko o to cię proszę...
Paula nic nie powiedziała. Zamiast tego pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
W czasie drogi powrotnej opowiedziała mi o wszystkim. Co wydarzyło się na balu, potem jak przerwałem ich rozmowę w samochodzie. Jak Zayn próbował ją dzisiaj pocałować, ale oczywiście Lou musiał im w tym przeszkodzie. Opowiedziała mi też dzisiejszą rozmowę w telewizji. Trochę mnie to zszokowało, to co Paulina powiedziała. Zayn, jeszcze nigdy tak się nie zachowywał...
- Ja już na serio nie wiem co mam robić...- powiedziała zmarnowana Paula, kiedy staliśmy już przed domem.- Jeszcze doszedł do tego Niall, który traktuje mnie jak małolatę...
- Hej, spokojnie. Wszystko jakoś się ułoży. Jak nie jutro, to na pewno za kilka dni, ale na pewno wszystko będzie dobrze. Obiecuję...
- Dzięki Liam. Dziękuję, że wysłuchałeś mnie i że mi pomagasz.
- Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć... No dobra, a teraz, nie żeby coś ale...
- Tak, tak. Oczywiście że zrobię ci kolację.- powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
Weszliśmy do domu z głośnym śmiechem. W środku, panowała cisza. Hm, jak na mój gust, to albo chłopaki gdzieś się wynieśli, albo...
- Louis! Odwal się ode mnie!- krzyczał Harry, który zbiegł szybko po schodach w samych bokserkach i bluzce.
- Gdzie są moje szelki?!- wydzierał się pasiasty, który biegł za Harry, z prostownicą w ręku.
- Yyy... o co tutaj chodzi?- zapytała zdezorientowana Paula.
- Nie mam zielonego pojęcia...
Poszedłem do salonu, gdzie na kanapie siedział Zayn i oglądał wiadomości.
- Zayn, co tu się dzieje?
- O, jesteście już. Nareszcie. W zależności o co ci konkretnie chodzi...
- Chodzi mi o...
Nie dokończyłem bo zostałem oblany wodą, przez Louisa.
Odwróciłem się w stronę chłopaka, który stał za mną. W jednej ręce trzymał wiadro z wodą, a w drugiej prostownicę.
- Emmm, może wyprostować ci włoski?- zapytał po czym szybko pobiegł na dwór, a ja za nim.
*Paula*
To co się działo w domu, to było jakieś istne szaleństwo! Harry bez spodni, Lou z prostownicą, a Zayn jak gdyby nigdy nic siedział sobie w salonie.
Liam pobiegł za Louisem, który oblał go niechcący wodą, a ja zostałam sama z Mulatem.
- Gdzie jest Niall?- zapytałam
- Pięć minut temu pojechał do Lexi.
- Aha...
Przez ten dzisiejszy wywiad nie widziałam się moją przyjaciółką. Trochę za nią tęskniłam, bo tylko z nią mogłam poważnie pogadać. No i teraz jest Liam, ale to nie jest to samo co rozmawianie z Lexi.
Bez słowa opuściłam salon i poszłam do siebie. Przebrałam się w wygodniejsze ciuchy i już byłam w kuchni w celu zrobienia kolacji. Postanowiłam zrobić zapiekankę ziemniaczaną.
Kiedy danie wstawiłam do piekarnika  kuchni pojawił się mój brat.
-Paula, ja... ja przepraszam. Nie powinienem tak od razu na ciebie naskakiwać. Ale spróbuj mnie też zrozumieć. Myślałem, że dzisiaj... tam pod tym budynkiem... Bałem się... Cholernie się bałem...
Podeszłam do niego i zrobiłam mocnego miśka.
- Rozumiem cię, ale zrozum, że trochę przesadzasz. I następnym razem, tak łatwo ci nie wybaczę.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.- A teraz wołaj chłopaków, kolacja jest już gotowa.
*14 dni później*
Dni mijały w zaskakującym szybkim tempem.
Przez codzienne przygotowania chłopaków, do koncertów i trasy w ogóle ich nie widziałam. Swoją drogą również miałam próby, na bal charytatywny.
Chłopaki codziennie siedzą po kilka godzin w studiu nagraniowym, ja jeżdżę na salę kongresową. Każdy ma co robić. Można tylko usłyszeć głuche "cześć" przy śniadaniu, co się rzadko zdarzało, a potem powrót zmęczonych chłopaków do domu i głośne chrapanie. Dobrze, że przynajmniej jest ze mną Lexi, bo inaczej zanudziłabym się tam na śmierć. Dziewczyna mówi, że to wszystko zaraz minie, że znów będzie tak jak wcześniej. Mam taką nadzieję.
W ciągu tych paru dni, mój stan zdrowia znacznie się pogorszył. Nie wiedziałam tylko dlaczego. Codziennie atakował mnie nagły kaszel, miałam duszności i silne ukłucia w sercu.  Przez to musiałam zrezygnować ze wspólnej trasy i koncertów. Kiedy chłopaki pojadą, ja polecę do domu i pogadam z lekarzami. Oczywiście byłam w miejscowym szpitalu, ale to właśnie oni kazali mi wracać i w domu zrobić wszelkie badania.
Wiedziała tylko o tym Lexi. Prosiłam ją, żeby nikomu nic nie mówiła. Niallowi powiedziałam, że Alice ma urodziny i po prostu chcę być z nią w tym ważny dla niej dniu. A on jak głupi mi uwierzył.
Z Zaynem nie rozmawiałam. Chłopak musiał wyjechać do rodziny. Z tego co mi wiadomo jego ojciec leży w szpitalu i jest z nim bardzo ciężko. Przyjedzie dopiero na koncerty, akurat wtedy kiedy ja wyjeżdżam.
No cóż... chyba nie jest nam pisane bycie ze sobą...
Mój występ okazał się kolejnym krokiem do mojej kariery, z czego nie byłam zadowolona. Ale mniejsza o to.
Właśnie siedzę wygodnie w samolocie i lecę do domu. Nie wiem czy wrócę do Londynu. Z jednej strony pokochałam to miasto, ale z drugiej nie mogłam znieść nieobecności ważnych dla mnie osób...
*Zayn*
W końcu wracam do Londynu. Nareszcie. Już myślałem, że się nie doczekam. 
Z moim ojcem jest już wszystko dobrze i wyszedł ze szpitala. W trakcie mojej obecności w domu rozmyślałem nad wieloma sprawami i doszedłem do wniosku, że muszę powiedzieć Paul, że ją kocham. Ta rozłąka była dla mnie udręką. Marzyłem tylko o tym, żeby ją znowu spotkać, przytulić i powiedzieć na głos "kocham cię".
- Wróciłem!- krzyknąłem, kiedy przekroczyłem próg domu One Direction.
Od razu na dół zleciała się cała czwórka i zaczęła mnie witać.
Zaraz, chwila. Ale gdzie jest Paula?
- Musiała pojechać do domu...- wyjaśnił loczek, który zobaczył jak się rozglądam po pomieszczeniu.
- Ale...
- Urodziny Alice, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Z tego co pamiętam Alice miała urodziny w zimę, a nie w wakacje...- zaczął mówić Niall.- Powiedziała też, że kontaktował się z nią lekarz i kazał jej zrobić badania kontrolne.
- I nie pojechaliście z nią?- zapytałem zszokowany.
- Zayn, jutro koncert, a za 3 dni zaczynamy trasę...- powiedział Liam.
- Miała przecież jechać z nami.
- "Będę wam tylko przeszkadzać"- próbował naśladować jej głosu Louis.
- Swoją drogą, trochę odpocznie od nas. No, a co tam u ciebie? Z ojcem wszystko w porządku?- zapytał Niall.
- Tak, tak. Sorry chłopaki, ale pójdę się trochę zdrzemnąć. Pogadamy jutro.
I poszedłem do siebie. Jak ona mogła? Ja przez całą drogę martwiłem się jak ona zareaguje na moje wyznanie, a tu co? Wyjechała...?
*16 dni później*
Trasa dobiegła końca. Nareszcie. Nie to, że mi się nie podobało, ale już miałem dosyć tego wszystkiego. Bawiłem się świetnie z chłopakami, ale za bardzo tęskniłem za Paulą.
Odwołano nam kilka koncertów, przez co mogliśmy wcześniej jechać do domu.
- Jedź do niej.
- Co?
- Mówię, żebyś jechał do Pauli. Przecież widzę, jak za nią tęsknisz.
- Niall, ja nie wiem o czym ty...
- Przestań pieprzyć i jedź do niej! Ja też za nią tęsknię, ale ty to chyba bardziej.
- Na pewno? Poradzicie sobie?
- Masz. Już ci nawet bilet kupiłem. Lot masz za 3 godziny.- powiedział blondyn i wręczył mi bilet.
- Dzięki stary.
- Tylko wiesz, żeby zaraz się nie okazało że zostanę wujkiem.
Nie powiem jego komentarz troszeczkę mnie zdziwił. Pobiegłem szybko do siebie i zacząłem pakować swoje rzeczy do walizki, która stała jeszcze nie sprzątnięta po trasie koncertowej.
Pożegnałem się z chłopakami i pojechałem na lotnisko. Byłem taki zdenerwowany, że uhhh...
W końcu siedziałem w samolocie.
Lot trwał 4 godziny. Szybko zamówiłem taksówkę i podałem adres dziewczyny.
Byłem na miejscu. Stałem przed jej drzwiami i zadzwoniłem dzwonkiem.
No Zayn, teraz pokarz na co cię stać.- powiedziałem do siebie.

Drzwi się otworzyły i zobaczyłem jakiegoś chłopaka. 
- Emm... jest Paula?- zapytałem niepewnie.
- Paula! Ktoś do ciebie!- krzyknął chłopak i zaprosił mnie do środka.- Jestem Colin.
- Zayn.
- Już idę!- usłyszałem głos Pauli. Boże, jak mi go brakował przez ostatnie tygodnie.
Dziewczyna szybko zbiegła po schodach i kiedy mnie zobaczyła stanęła jak wryta.
- Paula...- zacząłem.
Dziewczyna zmieniła się. I to bardzo. Była strasznie chuda i blada. Ale dla mnie zawsze piękna. Na jej rękach można było zobaczyć liczne blizny, tylko nie miałem pojęcia po czym.
- Tato! Gdzie jest Maula?- usłyszałem dziewczęcy głos. Po schodach zaraz zbiegła dziewczynka, w wieku może 4 lat.
- Colin zabierz Ashley.- powiedziała Paula, nadal patrząc na mnie.
- Ashley, chodźmy już...- powiedział Colin
- Ale ja nie chcę!- krzyczała mała i pobiegła do Paul.
- Przykro mi, ale muszę załatwić ważną sprawę z tym, o to panem.
- A jutro się spotkamy?- zapytała ze łzami w oczach Ashley
- Jak nie będziesz płakać to na pewno.- powiedziała Paula i dała dziewczynce buziaka w policzek.
- Zdzwonimy się.- powiedziała Paula do Colina.
Ten podszedł do niej i również pocałował ją w policzek.
Zaraz, chwila!
Co tu jest grane?! Kim jest ten cały Colin?! I co to za dziecko?!
- Czego chcesz?- zapytała mnie Paula, kiedy tamci wyszli.
- Kto to jest?
- A co cię to interesuje? Zadałam ci pytanie.
- Ja również. Kim jest ten facet i to dziecko?
- A co? Zazdrosny?
- Nawet jeśli, to i tak chcę wiedzieć kto to jest.
- Nie będę nic mówić, komuś kto mnie okłamywał.
- Co takiego?
- Myśli, że co? Że ja nie mam uczuć? Że te wszystkie nasz spacery tutaj i w Londynie, to ja brałam za wypad przyjacielski? Wiesz, jak mnie zabolał, jak powiedziałeś że masz dziewczynę? Moje serce rozpadło się i nie chce się podnieść do tej pory, nawet jeśli już nikogo nie masz. A potem jeszcze ta cholerna impreza! "Przepraszam za to co powiedziałem, lub zrobiłem."- Paula zacytowała moje słowa- Przepraszasz, za to że powiedziałeś że mnie kochasz?
Czyli pamiętała... Ona wszystko pamiętała...
- Myślałem... myślałem, że nic nie pamiętasz... że...
- Nie pamiętam, jak powiedziałeś "Kocham cię Paula"? Mylisz się... Potem jeszcze twoje dziwne zachowanie… Zayn ja miałam tego dosyć! A teraz najlepiej by było gdybyś już sobie poszedł.
- Nigdzie się stąd nie ruszam. Przez te kilka tygodni, nawet nie wiesz co ja przeżywałem! Kiedy wróciłem do Londynu, chłopaki powiedzieli że pojechałaś do domu. To był jedne wielki koszmar, że nie mogłem cię zobaczyć, że nie mogłem ci powiedzieć czegoś co zmieni moje życie.
- Zayn, proszę cię wyjdź...
- Paula, ja cię kocham! I to co mówiłem na imprezie to też była prawda! Nie rozumiesz tego?
Spojrzałem na jej bladą twarz, po której spływały łzy.
- Już teraz wiesz, dlaczego przyjechałem. Nie mogę wytrzymać bez ciebie. Działasz na mnie jak narkotyk. Jesteś moim małym uzależnieniem. Moją własną słabością. Jesteś moim całym życiem...
- Zayn, ja... ja nie wiem co powiedzieć. Ja myślałam, że zapomniałeś o tym co było. Że zapomniałeś o mnie. Codziennie patrzyłam w internecie gdzie teraz się znajdujecie. Oglądałam filmiki z koncertów, na których wyglądało że jesteś szczęśliwy... Uśmiechałam się samowolnie do siebie. Nawet nie wiesz co ja tu przeżywałam. Myślałam, że oszaleję...
- Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłem. Patrz. Zawsze to noszę na sercu.- powiedziałem i wyciągnąłem z kieszeni koszuli zdjęcie moje i Pauli .- Miałem je zawsze. Na koncertach, wywiadach. Wszędzie. Długo rozmyślałem nad tym, co do ciebie czuję i teraz już wiem!
Dziewczyna patrzyła na zdjęcie, które jej podałem. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi. I chociaż jeszcze wtedy łączyła nas przyjaźń to i tak uwielbiałem to zdjęcie.
Ale potem przypomniałem sobie o tym Colinie i tej małej dziewczynce... Oni razem tak fajnie wyglądali. Jedna szczęśliwa rodzina.
- Ale chyba ktoś mnie uprzedził... Bądź... bądźcie razem szczęśliwi...- powiedziałem.
Podszedłem jeszcze do niej i mocno pocałowałem w czoło. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
Zayn, to przecież twoja wina. Powinieneś walczyć o nią dużo wcześniej, a nie teraz.
Bez słowa opuściłem dom, w którym zostawiłem moją cząstkę siebie. Moje całe życie...
*Paula*
Czy... czy on... czy ja dobrze zrozumiałam?
"Paula, ja cię kocham!"
Czyli jednak on pamiętał, to co mówił po tej gali. On wszystko pamiętał...
Zanim mogłam coś powiedzieć, jego już nie było.
Wybiegłam szybko przed dom i zobaczyłam jak odchodzi.
-Zayn!
Chłopak stanął, a potem odwrócił się w moją stronę.
Zaczęłam biec.
Nie mogłam znowu go stracić! Nie po tym, co mi powiedział!
Biegłam co raz szybciej, a odległość między nami nadal była taka sama.
W końcu i on się ruszył i biegliśmy teraz razem.
Jeszcze tylko 5 metrów... 4... 3... 2...
Nim ogarnęłam co właśnie zrobiłam, a już staliśmy na środku ulicy całując się.
- Zayn, ja ciebie też kocham.- powiedziałam i musnęłam go w usta.
Zobaczyłam, jak jego oczy zaczęły błyszczeć.
Podniósł mnie do góry i zaczął kręć wokół własnej osi.
- Proszę cię, nie opuszczaj mnie...- powiedziałam do niego przez łzy.
- Teraz, to już nigdy.
I znowu mnie pocałował, a w moim brzuchy już nie było motyli jak poprzednim razem.
O nie.
Teraz to były wielkie ptaki, trzepoczące swoimi skrzydłami.
Zayn złapał mnie za rękę i poszliśmy do mojego domu.
Kiedy byliśmy już w środku, zamknął drzwi na klucz i zasłonił wszystkie okna. Potem wrócił do mnie i zaczął mnie całować.
Najpierw delikatnie, a potem co raz zachłanniej.
Próbowaliśmy wszystko nadrobić. Ten czas kiedy się nie widzieliśmy nadrabialiśmy poprzez nasze pocałunki, które doprowadzały mnie do szaleństwa.
Czy może być coś lepszego, od tego że właśnie dowiedziałam się, że Zayn mnie kocha?
Że ja kocham jego? 
Że my kochamy siebie?
- Nigdy cię nie opuszę. Już zawsze będziemy razem. Do końca życia.- szepnął mi do ucha.
Spojrzałam na niego. Na jego oczy, w których nadal były łzy. Otarłam je delikatnie opuszkami palców.
- Na prawdę tego chcesz? Męczyć się ze mną?- zapytałam rozbawiona
- To nie żadna udręka. To spełnienie swoich marzeń, że w końcu mam przy sobie osobę, dla której mam żyć.
***
Obudziły mnie promienie słońca, które przedarły się przez nie zasłonięte okno.
Przewróciłam się na drugą stronę i zobaczyłam śpiącego Zayna.
Czyli jednak to nie był sen. On był i jest tu na prawdę.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Musnęłam chłopaka w usta i już chciałam wstać, ale ten pociągnął mnie za rękę i już obdarowywał mnie swoimi pocałunkami.
- Myślałam, że jeszcze śpisz.
- Jak mógłbym przegapić taką pobudkę? Hm?
I znowu mnie pocałował.
- Dobra, koniec tego dobrego.- powiedziałam kiedy oderwaliśmy się od siebie i spojrzałam na zegarek.- Za 2 godziny muszę być w szpitalu.
- Co? Po co? Dlaczego? Ale...- zapytał zdezorientowany chłopak.
I gdybym mu nie przymknęła usta swoimi, pewnie zadawał jeszcze parę innych pytań.
- Jak wstaniesz, to ci wszystko powiem, dobrze?
Zayn niechętnie wypuścił mnie ze swych objęć, ale w końcu dałam za wygraną.
Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, 
przebrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż.
Zaraz po mnie do łazienki wszedł Zayn.
Poszłam do kuchni i zaczęłam robić kanapki.
- No dobra. A teraz powiesz mi, po co masz jechać do szpitala i kim jest ten cały Colin?- zapytał wkurzony chłopak, kiedy siedzieliśmy już przy stole.
- Zazdrosny jesteś?
- O ciebie? Zawsze.
- Colin jest moim znajomym ze szkoły. Jak widziałeś ma córkę Ashley, którą nie ma się kto zająć, bo teraz Colin jeździ na uczelnię. Jestem tak jakby opiekunką Ashley.
- A gdzie jest jej matka?
- Miała wypadek samochodowy 2 lata temu. Dziewczynka wychowuje się bez matki. Dlatego nazywa mnie Maula. Skrót od mamy i Paula. Czasami też nazywa mnie swoją mamą, co trochę jest dla mnie ciężkie...
- A ja już myślałem, że...
- Że Colin jest moim chłopakiem?
- No wiesz, ta wczorajsza sytuacja była dla mnie trochę dziwna.
Zaczęłam się z niego śmiać, na co on zrobił tylko obrażoną minę.
- No dobra, a do szpitala to po co?
- Jestem na obserwacji i w sumie to powinnam tam leżeć, ale mniejsza z tym. Moje serce znowu szwankuje. Codziennie robię badania i w ogóle.
- To po tym masz te blizny?- zapytał mnie i wskazał na moje ręce.
- Codziennie mnie kują, więc chyba jakiś ślad musi zostać, nie?
- A ty, tak to wszystko odbierasz z uśmiechem i w ogóle się nie martwisz.
- A co mam płakać?
Zayn nic nie powiedział, tylko zaczął kręcić głową.
- Wracasz ze mną do Londynu?- zapytał po krótkiej ciszy.
- Właściwie, to... zamierzałam już tutaj zostać...
- Co takiego?! Nie możesz! Skoro ty zostajesz, to i ja też.- krzyczał.
Westchnęłam. Wiedziałam, że tak będzie. Dlatego nic nikomu nie mówiłam.
- Zayn proszę cię, nie denerwuj się. Ja... ja nie wiem czy chcę tam wrócić... Muszę czekać jeszcze na wyniki badań. To nie jest takie proste jak ci się wydaje.
- Przepraszam, poniosło mnie... Ja nie wytrzymam bez ciebie. Z resztą nie tylko ja. Niall, miał tutaj lecieć, ale oddał mi swój bilet.
- Na serio?
- Prosił tylko, żeby nie został zaraz wujkiem.
- Bardzo śmieszne... Idziesz ze mną?
- Jeszcze się pytasz.
15 minut później byliśmy w drodze już do szpitala. Chciałam jechać samochodem, ale Zayn powiedział że trochę Świerzego powietrza mi nie zaszkodzi.
No tak, cały Zayn. Przez całą drogę nie puścił mojej ręki nawet na pięć sekund.
W końcu doszliśmy do budynku. Chłopak czekał w poczekalni, a ja siedziałam już wygodnie w fotelu i pobierano mi krew. Zrobiono mi jeszcze EKG i kilka innych badań.
- Chyba już wiemy, co pani dolega.- powiedział lekarz, kiedy siedziałam w jego gabinecie.- Jutro jeszcze przyjdą potwierdzające wyniki i będziemy mogli zacząć leczenie. Ta nagła zmiana pracy pani serca, spowodowana była życiem w stresie. Proszę się oszczędzać, to dla pani zdrowia.
- Ile czasu potrwa leczenie?- zapytałam lekarza.
- Przez 4 dni będzie musiała pani zostać w szpitalu. Będziemy podawać pani leki przez kroplówkę. Tak chyba będzie najlepiej. A potem zobaczy się jeszcze co i jak.
- Dziękuję panu bardzo...- już miałam wychodzić, ale do mojej głowy wpadło jeszcze jedno pytanie.- Panie doktorze? Czy po tej serii leków będę mogła wyjechać spowrotem do Londynu?
- Pożyjemy zobaczymy. Na razie niczego pani nie obiecuję.
Podziękowałam jeszcze raz i wyszłam z gabinetu.
- I jak?- zapytał mnie Zayn, który czekał przed samymi drzwiami.
- Mam jeszcze jutro przyjść, potem zostaję w szpitalu na 4 dni. A później się zobaczy...
- Wszystko będzie dobrze.- powiedział i pocałował mnie czule w usta.
Uff, w końcu udało mi się dodać rozdział XI, który jest meeeeeeegaaaaa długi, zresztą jak moje wszystkie rozdziały. Myślę, że się podoba ;> < 33 Malikowa

czwartek, 12 września 2013

Harry - część III

-O czym ty chcesz ze mną człowieku rozmawiać?! - zapytałam siedząc przed nim w pięknej kawiarni...
Siedzieliśmy przy moim ulubionym stolik przy oknie. Z okna był widok na fantastyczny i kolorowy ogród. Były tam chyba wszystkie rodziaje kwiatów. Gdy ja podziwiałam widok za oknem, chłopak cały czas mi się uważnie przygląda. Kiedy tylko odwróciłam się w jego stronę uśmiechnął się uwodzicielsko. Na co ja tylko prychnełam. On tylko spojrzał na mnie marszcząc brwi. 
- Chciałem z tobą porozmawiać... Wiesz o czym. Czy ty jesteś za to na mnie zła? - Ostatnie zdanie wypowiedział ze smutkiem w głosie.
- Nie! Wcale! Na codzień osoba której nie znam mnie całuje! - powiedziałam z sarkazmem. Wkońcu sarkazm to mój rodzony brat. Chłopak wydawało mi się albo się zawstdził i jeszcze bardziej posmutniał. 
- Przepraszam cię za to. To był impuls... Ale i tak nie ważne. Chciałbym cię poznać....
- Wiesz co. Żyjemy w dwóch różnych światach. Ty jesteś gwiazdą, a ja normalną osobą. I niech tak zostanie. - Harry patrzał na mnie z niedowierzeniem. Chyba pierwszy raz ktoś mu odmówił i powiedział prawdę prosto w twarz. - Dziękuję za podwózkę. Miłego dnia. Cześć Harry! - krzyknełam, wychodząc już z kawiarenki. Zaczerpnełam świeżego powietrza i ruszyłam w stronę swojego domu. Po drodze sobie wszytsko przemyślałam. Harry, dom, szkoła i tak daalej mogłabym wymieniać. Dom. Z tym domemw którym mieszkam wszystko kojarzy mi się z moim tatą. Tata umarł 2 lata temu. Bardzo to z mamą przeżyłyśmy.  Wiem. To brzmi jak jakiś denny film, ale właśnie tak było. Ojciec był moim przyjacielem. Mogłam mu o wszystkim powiedzieć. Nie krzyczał na mnie tylko starał się mnie pocieszać i pomóc. Po jego śmierci bardzo się zmieniłam. Zamknęłam się w sobie, wpadłam w złe towarzystwo. Przez 1 tydzień był straszny o czym świadczą moje blizny na nadgarstkach, ale to było jednorazowe i żałuję tego. Otatułowałam sobie całe ręce itd. A moja mama. Nie wiem. Interesowała ją tylko praca, a potem znalazła Toma. Teraz jest wszystko dobrze, ale i tak mam ślady na rękach (czyt. tatuaże) i nikt nie potrafi do mnie dotrzeć.Nie jestem już taka kontaktowa. Dlatego tak traktuję Harrego. I te moje przmyślenia zakończyły się przy dzrwaich wejściowych do mojego domu. Teraz właśnie poczułam jak bardzo jestem zmęczona. Nawet nie mam siły iść się wykąpać. ŁÓŻKO! Jak tylko znalazłam się w sypialni biegiem ruszyłam w stronę mięciutkiego łóżeczka. I tak w mgnieniu oka zasnęłam. 
*Następnego dnia 9:00*
Obudził mnie dzwonek dochodzący prawdopodobnie z mojego telefonu. 
-Halo? - powiedziałam niemal niesłyszlnie do słuchawki nie patrząc kto dzwoni.
-Halo! (T.I) przypominam ci że muszisz dzisiaj iść na galę z okazji 2 urodzin teatru ojca. - o nie! kompletnie zapomniałam! Nie wspomniałamm ale mój ojciec był reżyserem. I to bardzo dobrym i za to sławnym. Ja zawsze się chowałam, ale na pogrzebie mnie niestety 'wyłapali'. Nie lubię takich gali. Mają na niej być same sławy i ja.
-Mamoo.. Muszę tam iść. Sama wiesz, że nie lubię takich wydarzeń! Nie jestem jakąś sławą! Wiem że to teatr ojca, ale mogę to uczcić sama w domu!
-(T.I) muszisz iść! Koniec tematu. W szafie czeka na ciebie niespodzianka. Na 18 jest ta gala. Pa!- rozłączyła się zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Yhh! Jak ja tego nie lubię. Ja, sukienka i gala. Wstałam z mojego ogromnego łoża, odkładając telefon na półkę. O... Mój brzuch daje po sobie znak. Czas na tosty i kakao. Jak mój brzuch napełniłam po brzegi, rozpoczełam poranną toaletę. Założyłam dresy i jakąś koszulkę która była w łazience, wysuszyłam moje dość długie brązowe włosy i związałąm je w kucyk. A włąśnie. Mama mówiła coś o niespodzinace w szafie. No to poszłam do pokoju i zobaczyłam co moja rodzicielka dla mnie przgotowała. To co zobaczyłąm troszkę mnie zaskoczyło. W szafie wisała sukienka. Co jak co, ale ta sukienka mi się podoba. Usmiechnełam się do siebie i wyciągnęłam sukienkę do rąk. Ubrałam ją i przy okazji dobrałam dodatki : wysokie czarne szpilki i bransoletki. Nie chcę wyglądać jak choinka. Jest już godzina 13! Wow! Jak ten czas szybko leci. Okey. Ogarnę dom to zajmie mi około godzinę, zrobię sobie obiad i go oczywiście zjem to kolejna godzina, a potem zacznę się stroić. Haha... Jak widać moje 'obliczenia' były dobre. O godzinie 16 zaczełam się malować. Nałożyłam pudry, przyciemiłam troszkę oczy  brązowym cieniem itd. Efekt końcowy mi osobiście się podobał. Szybko się ubrałam i ruszyłam w stronę samochodu. 15 minut później byłam na miejscu, miałam jeszcze 5 minut. Miałam nadzieję że wejdę do teatru bez żadnych kłopotów i zdjęć, ale nadzieja matką głupich. Niestety nie dało się przejść bez zdjęcia, bo 'impreza' się rozkręciała, ponieważ odwiedzili nas One Direction. Chciałm przejść szybko kóło nich jak przeprowadzany był z nimi wywiad, ale reporterka jadnak mnie zauważyła i zawołała. Jak Harry mnie zobaczył aż oczy mu się zaświciły,  na twarzach reszty zawitał tajemniczy uśmieszek. O co im wszytskim chodzi. Odpowiedziałam dziennikarce na kilka pytań i ruszyłam do środka. Na moje nieszczęcie siedziałm rząd przed Loczkiem. Na szczęście podczas występu mnie nie zaczepiał, bo byłam pewna że to zrobi. Więc się mogłam skupić. I nie żałuję. Nigdy nie widziałm tak dobrego przedstawienia. Na końcu były owacje na stojąco i nale żało im się. Teraz czas na after party. Chcę na nim poznać tych aktorów, więc na pójdę. Zwykle nie chodzę na takie imprezy. Same sztywniaki, no może kilka normalnych się trafi. 
-Pięknie wyglądasz. - nagle usłyszałam za plecami, zmysłowy męski głos. Harry. No tak. A któż by inny. 
-Dziękuję bardzo. Ty też całkiem nieźle wyglądasz - odpowiedziałam mu wymuszając uśmiech. Zapadłą niezręczna cisza. On mi się przytpatrywał i próbował załapać mój wzrok. Ja unikałam jego zielonych tęczówek. Na szczęscie przerwano nam i zaczęło się szukanie stolików i zabawa. Stolik miałam z osobami których nigdy w życiu nie widziałm. Patrząc na nich zdawało mi się, że oni jednak bardzo dobrze się znają. Ja siedzałm cicho jak myszka nie wdając się w żadną rozmowę. Kilka stolików dalej zauważyłam wstającego Hazzę. Chłopak ruszył w moją stronę z łobuzerskim uśmiechem. 
- Czy zatańczy pani ze mną? - ukłonił się lekko wyciągając rękę w moja stronę. Popatrzałam na towarzystwo. Raz kozie śmierć. Wolę już iść potańczyć niż zanudzić się tu na śmierć. 
Muszę że wywijaliśmy z Harrym na parkiecie zawodowo. Poznałam go przy tym trochę i nawet polubiłam. Jest inny niż myślałam. Jest normalną osobą jak ja, a nie rozpieszczoną gwiazdeczką. Na przytulańcu odbił mnie Louis.  
-Harry cię bardzo polubił... Chodził wczoraj cały w skowronkach. I chyba przez ciebie - powiedział mi na ucho. Odsunełam się trochę od niego, aby móc na niego spojrzeć czy mówi poważnie. Z tego co wyczytałam z jego miny był śmiertelnie poważny. Szczerze mówiąc, teraz uświadomiłam sobie,że cały czas myślę o Loczku. Nie, nie, nie! Przecież to nie jest możliwe...
___________________________________________________
Witam... Jest III część. Proszę o komentarze i mam nadzieję,
że może się komuś spodoba. Dobranoc ;D
Mrs.Moore

wtorek, 10 września 2013

Niall- cz. X


*Paula*
Kiedy jest źle, zawsze powtarzałam sobie, że gorzej już być nie może. Ale potem dochodzę do wniosku, że jednak może...
Czy to tak trudno zrozumieć? Że tak cholernie ci na kimś zależy, że nie możesz bez tej osoby wytrzymać nawet godziny.
Przechadzałam się po jednym z londyńskich parków i robiłam zdjęcia. Zazdrościłam tym ludziom, co koło mnie przechodzili. Mieli uśmiechnięte twarze, że aż miło było na nich patrzeć. Czy to takie trudne unieść jedne z kącików ust do góry? W moim przypadku tak. Nie da się od tak zapomnieć, to co wydarzyło się minionego wieczoru. Może on tego nie pamięta, ale ja będę.
- Mogę prosić o autograf?- zapytała jedna dziewczyna.
Siedziałam na jednej z ławek, do których podeszła grupka młodych dziewczyn.
- Przepraszam, co takiego?- zapytałam zdezorientowana.
- Paula Horan??- zapytała druga dziewczyna.
Mimo woli uśmiechnęłam się.
- Tak, to ja.
Dziewczyny pisnęły z radości i podsunęły mi kartki i długopisy.
- Przepięknie śpiewasz! Mogłabym cały czas słuchać twojego głosu!- zaczęła mówić jedna, a ja podpisywałam się na białych kartkach.
- Dziękuje, to bardzo miłe to co mówisz.
- Ale jednak najbardziej podobało mi się jak śpiewałaś z Zaynem. To było coś... A on tak na ciebie patrzył, że ohh... Sama bym chciała, żeby ktoś patrzył na mnie z taką miłością, jak on patrzył na ciebie.
Zamurowało mnie jej wypowiedź. Dziewczyny spojrzały na mnie niepewnie, a potem wybuchły głośnym śmiechem.
- Nie mów, że tego nie zauważyłaś...
- Gdyby Zayn nie byłby z Arią, już dawno powiedziałabym że jesteście parą. Chociaż, teraz Aria zrobiła mu takie świństwo że lepiej nie mówić... Więc, co? Jesteście razem?- zapytała przejętym głosem brunetka
- Nie, my się tylko przyjaźnimy...- o ile można nazwać to przyjaźnią...
- Szkoda, fajnie byście razem wyglądali. A tak w ogóle to przepięknie wyglądałaś! Normalnie, rewelacja!- zaczęła piszczeć blondynka. Ludzie te dziewczyny mogły mieć gdzieś tak po 14 lat, a zachowywały się jak pięciolatki, które patrzą na swoją wymarzoną zabawkę.
- Mogłybyśmy zrobić z tobą zdjęcie?- zapytała kolejna dziewczyna.
- Jasne. Nie ma sprawy.
I już miałyśmy kilka fotek. Poprosiłam, żeby zrobiły też moim aparatem. A co mi tam, trzeba mieć jakąś pamiątkę.
- Ojejku! Mam zdjęcie z Paulą Horan!-zaczęła drzeć się jedna dziewczyna. Zaczęłam się śmiać z tej dziwnej sytuacji.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszymy, że cię spotkałyśmy.
- Spokojnie, przecież jestem zwykłą dziewczyną, która tylko zaśpiewała i nic więcej...- zaczęłam mówić.
- Zwykłą? Chyba jeszcze nie ogarnęłaś, że jesteś rozpoznawana już w całym Londynie. Ludzie będą bić się o twój autograf.
- Na razie to wam jako pierwszym dawałam, także...
Moją wypowiedź przerwał dzwonek telefonu.
- Wybaczcie dziewczyny, ale muszę odebrać.
- To my już nie będziemy przeszkadzać. Do zobaczenia!- krzyknęła jedna dziewczyna i już ich nie było. Wariatki. No normalnie wariatki. Spojrzałam na wyświetlacz i odebrałam telefon.
- Jeszcze się nie zgubiłam braciszku.
- A skąd wiesz, że akurat o to chcę cię zapytać? A może, zupełnie o coś innego?
- Jasne, bo ci uwierzę. Coś się stało?
- Nic po prostu... eh no dobra, martwię się o ciebie. Już od trzech godzin nie ma cię w domu. Gdzie jesteś?
- Niedaleko. Właśnie rozdawałam swoje pierwsze w życiu autografy.
- Na serio? Gdzie?
- Na teraz złapały mnie jakieś dziewczyny. No dobra, mniejsza o to, co chcesz? Obiad, czy już kolację?
- Właściwie to chcieliśmy obejrzeć jakiś film, ale twoja propozycja jest bardziej kusząca.
- Ehh, zamknij się Horan...
- Dobra, to gdzie jesteś? Mam przyjechać po ciebie?
- Za godzinę będę, okej?
- Hm, dosyć długo... A tak w ogóle, to jak ty jesteś ubrana, co? Z tego co pamiętam wyszłaś w samym sweterku, bez żadnej kurtki, a zaraz będzie padać!
- Niall, to moja sprawa w to co się ubieram! I przestań się o mnie aż tak martwić! Przecież małą dziewczynką już nie jestem.
- Ale na zawsze będziesz już moją młodszą siostrą, o która będę się troszczyć. To gdzie jesteś? Za pięć minut przyjadę po ciebie.
Podałam adres i Niall szybko się rozłączył. Dopiero teraz zauważyłam, ze wszyscy byli ciepło poubierani, tylko ja oczywiście musiałam być inna. Zaczęłam odczuwać chłód, który do tej pory mi nie przeszkadzał.
Skuliłam nogi pod brodę i dalej siedziałam na ławce, pomimo, że zaczął padać deszcz. Schowałam aparat do torebki, żeby mi się nie uszkodził. Rozejrzałam się dookoła. Wszyscy tylko uciekali od deszczu, chowali głowy a kapturach, zapinali się pod samą szyję. Dziwna jest tu pogoda. Najpierw świeci słońce, potem pada deszcz. Jak na razie to dosyć chłodne są te wakacje...
Nagle poczułam jak ktoś okrywa mnie ciepłą kurtką, w którą od razu się wtuliłam.
- Nie lepiej wrócić do domu? Czy wolisz na  serio wylądować w łóżku z katarem?
- NIall miał po mnie przecież przyjechać...
- Tak wiem. Zatrzymał go Paul, który załatwił wam już wywiad w jednej telewizji. Prosił, żebym po ciebie pojechał. A przy okazji wziąłem coś ciepłego do ubrania.
- Jaki znowu wywiad?
- Na serio chcesz rozmawiać kiedy pada deszcz?
- Jak nie chcesz ze mną rozmawiać, to przecież nie musisz.
- Możesz mi powiedzieć, co ci się stało?
- A dlaczego miałoby mi się coś stać?
- Jesteś smutna. Gdzie pojawiła się tamta Paula, z której aż biło ciepło?
- Powiedziałam już. Jak nie chcesz ze mną rozmawiać, to odejdź.
- Nie zostawię cię. Ty mnie nie zostawiłaś na imprezie. Pomogłaś mi. Więc i ja tobie teraz pomogę.
- Tylko, że ja nie potrzebuję niczyjej pomocy.
- Chodźmy już. Chłopaki będą się martwić.
- Idź sam. Ja jeszcze tutaj zostanę.
- Zła odpowiedź.
I zaraz Zayn wziął mnie na ręce. Chciałam się wyrwać, ale ten mocno mnie trzymał i kierował się prosto do samochodu, cały czas patrząc się w moje oczy, jakby chciał czegoś się z nich dowiedzieć.
Co chcesz wiedzieć? To jak bardzo cię nienawidzę, czy to że cię kocham? Czy może chcesz się dowiedzieć, ile zadałeś mi bólu kiedy powiedziałeś, że nic nie pamiętasz. Że przepraszasz, za to co zrobiłeś. Powiedziałeś. Tylko, że ja nie chciałam usłyszeć przeprosin...
W końcu doszliśmy do samochodu. Zayn usadowił mnie na siedzeniu, a ja skuliłam tylko nogi. Zamknął za mną drzwi i zaraz pojawił się koło mnie.
Ruszyliśmy, a Liam włączył ogrzewanie. Krople wody zaczęły spływać mi po policzku. Byłam cała mokra. Do suchej nitki przesiąknięta deszczem. Tak samo jak on. Gdyby nie Zayn, pewnie siedziałabym w parku jeszcze przez dobre parę godzin.
- Przeze mnie to ty będziesz chory.- powiedziałam, kiedy Zayn kichnął.
- Czego się nie robi dla ważnej w twoim życiu osoby.
Zamurowało mnie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Chciałam już wyjść z samochodu, gdyż już byliśmy pod domem, ale Zayn mnie zatrzymał.
- Pala, ja... ja muszę się ciebie o coś zapytać...
- Pytaj...-powiedziałam obojętnie, chociaż bardzo się bałam, tego co chce wiedzieć.
- Czy ty... czy...- zaczął się jąkać, a mi zachciało się śmiać, ale zauważyłam, że to nie jest dobra pora na śmiechy.
- Cz ty pam...-znowu zaczął mówić, ale drzwi od strony pasażera gwałtownie się otworzyły.
- Długo będziecie jeszcze tak siedzieć w tym samochodzie? Wszyscy czekamy na was!- krzyknął Liam.
Zayn spiorunował go wzrokiem, przez co się lekko zaśmiałam.
- No chodźcie już!
Opuściłam bez słowa wnętrze samochód i poszłam za Li do domu.
Byłam ciekawa co takiego chciał się mnie zapytać Zayn. Szkoda, że Liam mu przeszkodził. Trudno, jak to coś ważnego to sam przyjdzie.
- Rany boskie! Wyglądasz gorzej niż zmokła kura!- krzyknął Lou, kiedy byłam już w środku.
- Dzięki Lou za komplement.
- Zawsze do usług.- skłonił się nisko i szeroko się uśmiechnął.- Idź się przebierz. Paul czeka na ciebie w salonie.
Westchnęłam tylko. Ciekawe co chce ode mnie ten człowiek? Zayn coś mówił o jakimś wywiadzie. Jakoś nie mam ochoty  odpowiadać na jakieś durne pytania dziennikarzy.
Poszłam do siebie i przebrałam się w suche ciuchy. Włosy rozczesałam i związałam w niedbałego koka. Po 15 minutach zeszłam na dół.
- No, jesteś nareszcie!- krzyknął mój brat.
- Co się stało?- zapytałam.
- Witaj, miło cię znowu widzieć.- przywitał się grzecznie Paul. Jakoś nie miałam ochoty z nim gadać.
- Możemy przejść do rzeczy?
- Załatwiłem wam wywiad. Jutro o 09.00 macie się zjawić w telewizji. Wszyscy.
- Mówiłeś, że tylko nasze rodzeństwo...-zaczął Harry.
- Tak, ale zmieniłem zdanie. Dobrze wam zrobi taki wywiad przed trasą koncertową.
Co takiego? Jaka znowu trasa koncertowa? O czym on pierdoli?!
- Rozmawiałem też z kilkoma znajomymi. W przyszłym tygodniu Paula masz zaśpiewać na balu charytatywnym.
- A kim ty jesteś dla mnie, że będziesz mi mówić co ja mam robić?- zapytałam zdenerwowana- Jesteś przecież managerem Ona Direction, a nie Pauli Horan.
- Nie bądź głupia... Jutro wywiad, w sobotę na balu, hm... z tego co pamiętam macie jeszcze dwa koncerty, a potem trasa.  Będzie ona trwać zaledwie dwa tygodnie, także nie ma wielkiej rewelacji. Oczywiście w trasę Paula też jedzie.
- Pieprz się.- powiedziałam tylko i wyszłam z salonu. Na schodach zatrzymał mnie Niall.
- Co ty odwalasz?
- Co ja odwalam?! To chyba ty powinieneś zadać sobie to pytanie! Nie jestem, ani nie chcę być jakąś gwizdką na zawołanie! Nikt mi nie będzie mówił co ja będę robić, gdzie śpiewać, z kim rozmawiać. Rozumiesz, nikt! A na pewno nie ten ktoś, kto myśli że jest już wszystko okej, po tym co powiedział!
- Jeżeli ten ktoś się tobą interesuje, to myśli, że warto się tobą zająć.- powiedział Paul, który dołączył do naszej dyskusji, a zanim przyszła reszta chłopaków.
- W dupie to mam! Chcę być normalną dziewczyną, która ma normalne życie. Jutro wywiad? Okej, nie ma sprawy. Na balu, również mogę zaśpiewać, ale w żadną trasę koncertową nie jadę!
- Zastanów się jeszcze...
- Decyzja już podjęta.- powiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.
Wiedziałam. Znowu miałam rację. Ale czy ktoś będzie słuchał Pauli? Oczywiście, że nie!
Chciałabym wrócić do domu. Do mamy i do Alice. Tak bardzo za nimi tęsknię...
Położyłam się na łóżko i zaczęłam szlochać.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do mojego pokoju. Usiadł za mną na łóżku i mocno mnie objął. Odwróciłam się w drugą stronę i nie zważając kim była to osoba, mocno się do niej przytuliłam.
Łzy zaczęły płynąć strużkami po moich policzkach.
Dlaczego moje życie musi być takie trudne? Bo co, bo nie chcę zagrać koncertu? Nie, to nie o to chodzi... Po prostu miałam dosyć tego, że każdy mi mówi co mam robić. Jakbym była jedną z tych kukiełek i ktoś cały czas ciągnie mnie za sznurki. Miałam po prostu tego dosyć.
- Hej, nie płacz. Pogadamy jeszcze z Paulem. Tylko proszę cię, nie płacz.- powiedział Liam, który trzymał moją głowę w swoich rękach.
- Powiedz mi, dlaczego wszyscy się tak mnie uczepili? Dlaczego wszyscy mi mówią co będzie dla mnie najlepsze i co mam robić?
- Dlatego, że jesteś niesamowitą dziewczyną. Wszyscy chcą dla ciebie jak najlepiej. Musi się ktoś tobą zająć. A że jesteś teraz znana jako siostra Nialla i to właśnie dzięki tobie będziemy rozpoznawani.
- Czyli wy macie to, że macie więcej fanów, a ja...?
- Czwórkę zwariowanych kumpli, jednego bardzo kochającego brata i wspomnienia, które zostaną do końca życia.- powiedział Li i szeroko się uśmiechnął.
- Dziękuję Liam. Przynajmniej ty wiesz co powiedzieć.
- Zawsze do usług. No dobra, a teraz proszę cię już nie płacz i chodź na dół. Paul, chce z tobą jeszcze pogadać.
- Muszę? Nie chcę widzieć tego człowieka...
- Nie dziwię ci się, ale im szybciej zejdziemy na dół, tym szybciej Paul sobie pójdzie a my będziemy oglądać film.
Podziękowałam jeszcze raz Liamowi i poszliśmy razem na dół do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i milczeli.
- Okej, to co jeszcze chcesz ode mnie?- zapytałam Paula.
Rozmowa trwała około 15 minut, a potem facet sobie poszedł. Powiedział nam kilka szczegółów związanych z jutrzejszym wywiadem, przyszłymi koncertami no i trasą koncertową. Mam szczęście, że to będą tylko 2 tygodnie. Niby przy okazji zwiedzę kawałek świata, ale ja najlepiej pojechałabym do domu. Do mojego domu.
- To co oglądamy?- zapytał Harry
- Sorry chłopaki, ale ja już jestem wykończona dzisiejszym dniem...-powiedziałam
- O nie! Nie ma takiej opcji! Poprzednim razem też nie oglądaliśmy, bo... no z wiadomych przyczyn. Dzisiaj ci nie odpuszczę!- krzyczał Lou.
- No niech ci będzie. To wybierzecie coś. Może być nawet horror, bo i tak pewnie usnę w połowie.
- Za pół godziny wszyscy na dole w piżamach.- powiedział Harry i wszyscy pobiegli do swoich pokoi.
Po 30 minutach siedzieliśmy już wygodnie na kanapie.
-Paula, na pewno możemy horror? Jak chcesz to obejrzymy coś innego...- zapytał niepewnie loczek.
- Przestań już Harry. Przeszłości nie da się zmienić, a ja powinnam już o tym zapomnieć. Dawaj jakiś, byleby był straszny.- zaśmiałam się. Harry spojrzał na mnie niepewnie, a potem szeroko się uśmiechnął.
Kiedy nastawił film, lokers usiadł koło mnie.
- Wrazie czego to wiesz, że możesz się do mnie przytulić?- szepnął mi na ucho.
W odpowiedzi walnęłam go poduszką, na co on tylko się zaśmiał i szeroko się uśmiechnął.
Na samym początku, jak to w horrorach nic nie było. Dopiero później była jakaś istna masakra. Bałam się. Cholernie się bałam. Nie zauważyłam kiedy, a leżałam wtulona w Zayna, który siedział koło mnie.
W końcu film dobiegł końca, a ja odetchnęłam z ulgą.
- No i jak? Było aż tak strasznie?- zapytał mnie Lou.
- Chyba tak, bo gdyby było inaczej to Paula nie przytulałaby się tak mocno do Zayna.- zauważył Niall
- Ej! Jestem zazdrosny!- krzyknął Harry.
- A co ja mam powiedzieć? Moja siostra przytula się do każdego chłopaka w tym domu!
- Gdyby były jakieś dziewczyny, robiłbyś to samo...- zauważył Lou.- Dziwne, że Lexi nie jest jeszcze zazdrosna.
Wszyscy zaczęli się głośno śmiać. Niall na początku był lekko wkurzony, a potem zaczął bić Pasiastego poduszkami.
- Dobra chłopaki, pora na spanie. Jutro mamy wcześnie wstać powiedziałam.
Wstałam z kanapy, ale zakręciło mi się dosyć ostro w głowie i opadłam spowrotem na pufy.
- Hej wszystko okej?- zapytał Zayn.
- Tak, tylko zakręciło mi się w głowie...
- Zayn, weź zanieś Paulę do pokoju. Ja muszę tu skończyć wojnę!- krzyczał Niall, który bił się z resztą.
Nim zdążyłam coś powiedzieć, Zayn trzymał mnie na rękach i już szliśmy schodami na górę.
- Chodzić umiem i sama poradzę sobie z dojście do swojego pokoju. Nie musisz wykonywać przecież wszystkich poleceń które da ci Niall.
Zayn nic nie powiedział , tylko szedł dalej. W końcu doczłapaliśmy się do mojego pokoju. Chłopak położył mnie w moim łóżku i przykrył kołdrą.
- Chora też nie jestem, ale i tak dziękuję.
- Jak ci się podobał film?
- Emm, szczerze mówiąc to nie wiem czy usnę...
- Nie przesadzaj, widziałem gorsze.
Podniosłam się z łóżka i usiadłam na materacu.
- Nie dokończyłeś swojego pytania, kiedy siedzieliśmy w samochodzie...
Zayn tylko westchnął, a potem spojrzał na mnie niepewnie. Otwierał już usta, żeby coś powiedzieć, ale w tym momencie walnął piorun. Nagle zrobiło się bardzo jasno, a potem wszystkie światła zgasły.
- Zayn... jesteś tu?- zapytałam i zaczęłam rozglądać się dookoła pokoju, w którym nic nie widziałam.
Boże, normalnie kolejna scena z horroru! Zaczęłam się cała trząść ze strachu.
- Jestem, jestem.- powiedział i złapał mnie za rękę.- Zaraz przyjdę. Zobaczę tylko co się stało.
- Nie! Proszę nie odchodź!- zaczęłam histeryzować.
Poczułam jak Zayn obejmuje mnie swoim ramieniem i przyciąga mnie do siebie.
- Proszę, nie idź.- zaczęłam szlochać.
- Dobrze, spokojnie. Jestem tu i nigdzie się nie wybieram.
Siedzieliśmy tak przez kilka minut, a mnie zaczęło ogarniać zmęczenie. Poczułam jak Zayn kładzie mnie znowu do łóżka i przykrywa ciepłą kołdrą. Chciał już iść, ale ja w porę złapałam go za rękę.
- Zostań. Nie chcę sama spać...-powiedziałam pół przytomna.
Ten zaraz położył się koło mnie i przytulił mnie od tyłu. Mocniej wlepiłam się w jego ciało, tak żebym wiedziała, że mnie nie opuści w środku nocy.
- Dobranoc księżniczko.- powiedział Liam i dał mi całusa w czoło.
- Dobranoc, dobranoc...
*Zayn*
Może nie byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, ale nie zważałem na to. Nie mogłem zrozumieć, jak jedna osoba, może zmienić wszystko. Dosłownie.
To uczcie, że jesteś z tobą, teraz, w tej chwili jest niedopisania. Przynajmniej przez chwilę, mogę poczuć jak samowolnie przytula się do mnie i usypia w moich ramionach. Magiczna chwila.
Na pytanie, czy kocham Paulinę Horan, mogę odpowiedzieć bez żadnego zastanowienia.
Tak kocham ją. Całym sercem, całym sobą. Chcę, żeby to uczucie trwało wiecznie. Żebym nigdy nie przestawał jej kochać. Żeby...
- Długo nie śpisz?- zapytała mnie dziewczyna.
Spojrzałem na nią i szeroko się uśmiechnąłem. Była wtulona w moje ciało i nie zapowiadało się, żeby odsunęła się ode mnie. Mnie to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie.
- Już od paru minut.
- Aha...- ziewnęła i spowrotem zamknęła oczy, a ja ją jeszcze mocniej przyciągnąłem do siebie.
- Zayn?
- Tak?
- Dziękuję.
- Za co?
- Za to, że zostałeś przy mnie wczoraj. Najpierw ten horror, potem burza, a na koniec te światła...
Podniosłem jej głowę, tak żeby spojrzała na mnie.
- Nigdy cię nie zostawię. Rozumiesz? Nigdy.
Po tych słowach Paula patrzyła na mnie z wielkim zdziwieniem, a potem lekko się uśmiechnęła.
Zacząłem powoli zbliżać się do niej. Nie wiedziałem czy dobrze robię, ale to było silniejsze ode mnie.
- Zayn, co ty robisz...?- zapytała mnie niepewnie.
- To co już od dawna zamierzałem.
Kiedy stykaliśmy się nosami, chciałem ją już pocałować, ale oczywiście ktoś musiałam nam przeszkodzić.
- Tutaj się schowaliście! Ej chłopaki znalazłem ich!- krzyknął Lou, który wskoczył do łóżka.
Za chwilę w pokoju pojawili się reszta chłopaków, którzy od razu zaczęli bitwę na poduszki.
W tym momencie chciałem ich wszystkich udusić. Każdego po kolei. Jak zwykle muszą nam przerwać. W samochodzie Liam, potem te cholerne światła, a dzisiaj już cała czwórka.
- Wstawajcie śpiochy! Zaraz jedziemy!- krzyczał Harry.
- Zayn, a co ty tu w ogóle robisz? Prosiłem cię tylko, żebyś odprowadził Paulę do jej pokoju, a nie żeby od razu z nią spać!
- Ja go poprosiłam, żeby został. Wczoraj, ten horror... potem jeszcze ta burza, a na koniec zgasły światła...- zaczęła się jąkać.- Po prostu, nie chciałam zostawać sama.
- Dobra, niech cię będzie. Ale następnym razem, to weź mnie zawołaj, a nie do Zayna się przytulasz...
- A co zazdrosny?
- O swoją siostrę, zawsze.
Wszyscy parsknęli śmiechem. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, a potem każdy poszedł do siebie, żeby się ogarnąć.
Wkurzyłem się. Nie powiem, że nie. Dlaczego właśnie wtedy musieli wejść? Grrr, zabiję ich następnym razem. O ile jeszcze będzie następny raz...
*Paula*
Czy ja dobrze ogarnęłam? On chciał mnie pocałować? Nie to nie możliwe... a może...
Eh, sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Muszę z nim w końcu na poważnie porozmawiać. Ja nie mogę tak dłużej. Muszę znać prawdę. Muszę wiedzieć kim jestem dla Zayna Malika.
W końcu wszyscy wyszli z mojego pokoju, a ja mogłam się zacząć szykować na ten cholerny wywiad.
Poszłam się wykompać i 
ubrałam się. Rozczesałam włosy i już byłam na dole w kuchni i robiłam sobie kanapki.
- Uuu, moja siostra w sukience? No nie wierzę!
- Przymknij się Horan. Lepiej zapamiętaj ten widok, bo będziesz musiał jeszcze długo czekać, żeby zobaczyć mnie w odsłoniętych nogach.
- No mam nadzieję, że nie.
Za chwilę na dół zbiegła reszta chłopaków, którzy rzucili się na talerz z moim kanapkami. Na szczęście udało mi się uratować jedną.
W końcu musieliśmy wyjść z domu.
- Kto dzisiaj prowadzi?- zapytałam.
- JA!- krzyknęli wszyscy i już biegli w stronę samochodu i kłócili się o miejsce dla kierowcy.
Co za ludzie... W końcu doszli do kompromisu i prowadził Niall. Usiadłam koło niego i już wyjeżdżaliśmy na ulicę.
Po 40 minutach jazdy dojechaliśmy w końcu do wielkiego budynku, gdzie czekał tam już tłum fanek.
- A te to skąd wiedziały...
- Pewnie Paul, już się komuś wygadał.- przerwał mi Harry.
Wyjrzałam przez okno, gdzie zobaczyłam przeróżne transparenty z imionami chłopaków, ale także i moim. Trochę mnie to zdziwiło, bo przecież byłam nikim, ale dobra.
Drzwi otworzył mi Harry i kiedy wyszłam z samochodu od razu rozbrzmiał się piski i okrzyki. Zaczęłam się śmiać z tej całej sytuacji i spojrzałam na Harrego z pytającym wzrokiem.
- No idź do nich! One tylko czekają na ciebie, żebyś mogła dać im autografy.- powiedział loczek i puścił mi oczko.
- Co takiego?
- Dobra, pójdę z tobą.
I już ciągnął mnie do tłumu fanek, które zaczęły jeszcze głośniej piszczeć. Harry od razu zabrał się za podpisywania różnych zdjęć, a ja stałam i nie wiedziałam co robić.
Zobaczyłam małą dziewczynkę trzymającą moje zdjęcie z gali. To dziecko mogło mieć około 6 lat, a już prosiło o autografy. Podeszłam do niej i zaczęłam z nią rozmowę.
- Hej, jak masz na imię?
- Vitoria.- powiedziała nieśmiało i zaraz wyciągnęła do mnie zdjęcie.
- Dla ślicznej Victorii od Pauli Horan.- zaczęłam mówić co piszę na zdjęciu i podałam je dziewczynce.
Ta znowu spojrzała na mnie i chyba się zawstydziła, bo od razu poszła w głąb tłumu. 
Ojejku, jaki słodziaczek! I pomyśleć, że ona tu specjalnie stała i czekała na mnie, żebym mogła podpisać się na jednym zdjęciu...
Nie zastanawiając się już dłużej, zaczęłam rozdawać swoje podpisy reszcie fanom. Kilka prosiło mnie o wspólne zdjęcie, na co się zgadzałam.
- Paula, chodź musimy już iść.- powiedział do mnie Niall, który objął mnie w talii.
- Już, już. Jeszcze tutaj i...
- Widzę, że spodobało ci się bycie sławnym co?
- Ja po prostu robię to co mi karzą...
Weszliśmy do środka budynku, gdzie była już reszta i rozmawiała z Paulem.
- Za godzinę macie wejście na antenę. Na sam koniec programu, chciałbym żebyście wszyscy razem zaśpiewali.- powiedział Paul.
- Nie mogłeś trochę wcześniej nam tego powiedzieć? I że niby co mamy zaśpiewać?- zapytał wkurzony Lou.
- Zdaję się na wasze pomysły.- i już go nie było.
Ten człowiek doporwadzał mnie do szaleństwa. Jak możne być takim egoistą, no pytam się jak?!
- Dobra, trzeba coś wymyślić...- powiedział Harry.
- Chodźmy może na kawę, co?- zaproponowałam i poszliśmy w stronę baru.
Przez 30 minut myśleliśmy, co można byłoby zaśpiewać pod koniec programu. Niestety, nic nam nie wpadało do naszych głów.
W końcu zawołano nas na górę do studia. W programie trwała właśnie reklama, więc usiedliśmy wygodnie na kanapach.
- Nie, chwila! Lou, usiądź koło Harrego. Tak jest. Potem Zayn, Paula, Niall i Liam. Tak Teraz jest dobrze.- zaczął dyrygować nami Paul.
- 3 minuty!- krzyczał operator.
Na przeciwko stanęli jakaś kobieta, a zaraz koło niej pojawił się facet.
- Witamy was, na naszych skromnych kanapach. Jestem Jess, a to Marus. Nie powinniście się obawiać pytań. Wasz manager, już wybrał które mamy wam zadać, a które nie.
Zaczęłam się trochę denerwować. Próbowałam ukryć moje dłonie, które trząsały się jak nigdy.
- Hej, uspokój się. Będzie dobrze. To tylko 10 minut i po kłopocie.- powiedział do mnie Zayn.
- Łatwo ci powiedzieć...
- Minuta!
- Ej siostra, spokojnie!- powiedział Niall i objął mnie swoim ramieniem. Od razu poczułam się lepiej.
- Uwaga! Trzy! Dwa! Jeden! Wchodzicie na antenę!
- Witamy was bardzo serdecznie po krótkiej przerwie.- zaczęła mówić kobieta.
- A teraz tak jak mówiliśmy wcześniej na naszych kanapach zasiądzie zespół One Direction. Pięciu uzdolnionych chłopaków w towarzystwie pięknej brunetki, którą widzieliśmy już na ekranach naszych telewizorów.- odezwał się Marcus.
- Louis Tomilson, Harry Styles, Liam Payn, Zayn Malik, Niall Horan no i nasza bohaterka sobotniego wieczoru Paulina Horan.- przedstawiła nas Jess.- Zacznę od razu pytać. Niall, możesz nam powiedzieć, kim jest dla was Paula?
Niall spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął.
- Więc, pewnie większość już to wie, ale jeszcze raz to powtórzę.Paula, jest moją młodszą siostrą.
- No tak, ale Paula już wcześniej widniała na pierwszych stronach gazet plotkarskich. Zapewne widzieliście te artykuły, z których wynikało, że jesteście razem.- powiedział Marcus i wskazał na nas.- Mówiłeś na gali, że po prostu czekaliście na odpowiedni moment.
- Tak, to prawda. Chcieliśmy, żeby jak najwięcej osób się o tym dowiedziało.
- Mam pytanie od fanek do Pauli. Jak to jest być siostrą Nialla, który należy do One Direction?- zapytała mnie Jess.
Spojrzałam niepewnie na chłopaków, którzy tylko szeroko się uśmiechnęli i zachęcali mnie do odpowiedzi.
- Hm... Niall, jest jak każdy starszy brat, który troszczy się o swoją młodszą siostrę. Jest bardzo opiekuńczy, chociaż czasami aż za bardzo...
- A reszta zespołu? Jak ci się z nimi mieszka?
- Chłopków również traktuję jak rodzinę. Każdy każdego dopełnia się i to jest niesamowite. Nie brakuje im głupich pomysłów i po prostu nie da się przy nich nudzić. Jesteśmy jedną, wielką rodziną.- odpowiedziałam, chociaż sama się zdziwiłam swojej wypowiedzi.
- A wam? Jak się mieszka z siostrą Nialla?
- Paula jest niesamowitą dziewczyną. Nie dość, że przepięknie śpiewa i gra, to jeszcze super gotuje!- krzyknął Lou.
Wszyscy się zaśmialiśmy z tej wypowiedzi. No tak, według pasisatego moje naleśniki podbijają kosmos.
- Powiem tylko tyle. Cieszę się, że Paula mieszka z nami. Długo nie widziałem tak szczęśliwego Nialla, któremu w końcu spełniły się marzenia. Aż miło patrzeć na tę dwójkę.- powiedział Harry
Przez kolejne minuty zadawano nam pytania. Szczerze mówić, nie było aż tak źle. Kompletnie zapomniałam o tym, że jesteśmy w telewizji i odbierałam to za zwykłą rozmowę. Niektóre pytania były dosyć zabawne. Oczywiście musieliśmy opowiedzieć o mojej operacji i o tym jak udało się chłopakom zebrać pieniądze.
- Czas na potwierdzenie waszych statusów. Liam?
- Jestem singlem. Dziewczyny ten facet jest do wzięcia- powiedział i pokazał swoje mięśnie.

Znowu wybuchnęliśmy śmiechem.
Zauważyłam, że Jess nie była zadowolona z tej odpowiedzi, ale pytała dalej.
- Harry?
- Hm, myślę że za niedługo będziecie wiedzieć o wszystkim.
- Lou?
- Na razie jeszcze nikt nie zagościł w moim sercu.
- Niall, a ty jesteś nadal z Lexi?
- Tak, oczywiście. Właściwie to chciałbym ją serdecznie pozdrowić.- powiedział mój brat i pomachał do kamery.
- Słyszeliśmy Zayn o Arii. Spodziewałeś się tego?
- Już od dłuższego czasu nie układało nam się i tak na prawdę to ja chciałem zerwać z Arią. Ale dziewczyna była szybsza ode mnie. To co zrobiła, zostawiam bez komentarza.
- Przykro nam bardzo. A nasza Paula?
- Jestem w Londynie już od ładnych paru tygodni i szczerze mówiąc, jeszcze nie miałam okazji nikogo spotkać na swojej drodze.
- Fani oczekują na koncert One Direction plus Paula. Czy jest szansa na wspólny występ?
- Właściwie, to za dwa tygodnie gramy koncerty, a później jest jeszcze trasa koncertowa. Jeżeli Paula będzie chciała to miło przywitamy ją na scenie.- powiedział Zayn.
- Dziękujemy bardzo, że przyszliście i udzieliliście nam wywiadu. Zobaczymy się jeszcze pod koniec programu, kiedy One Direction wystąpi na naszej scenie.
- Jeszcze raz bardzo dziękujemy i mamy nadzieję, że zobaczymy się jeszcze i to nie raz.- powiedział Marcus.
Ufff, na reszcie koniec. Już myślałam, że nie wytrzymam na tej cholernej kanapie.
- No no no, spisaliście się na medal. Jestem z was dumny.- powiedział do nas Paul, kiedy mogliśmy już wyjść ze studia.- A co do piosenki to już wiecie co macie zaśpiewać?
- Daj nam 10 minut.- powiedziałam.
Wyszłam na korytarz i stanęłam przed oknem. Tłum fanek nadal wrzeszczało nasz imiona. Ja pierniczę, one chyba na serio nie mają co robić.
- Nawet dobrze sobie poradziłaś.- usłyszałam za sobą głos Zayna, który trzymał w ręku dwa kubki z gorącą czekoladą.
- Nawet mnie nie denerwuj. Myślałam, że już nigdy nie zejdziemy z tej kanapy.
Zayn stanął koło mnie i podał mi jeden kubek.
- Dzięki.
- Ale z drugiej strony uciszymy tych wszystkich ludzi, którzy nas hejtowali na różne tematy.
- Podobno One Direction nie przejmuje się opinią krytyków.
- Czasami trzeba zobaczyć, co nie podoba się innym.
- Kiedy przyjechałam do Londynu fanki chciały mnie zabić, za to że mieszkam z wami...
- A przejmowałaś się tym?
- No w sumie nie, ale to trochę zabolało. Ludzie nie znali prawdy, a pisali przeróżne głupoty.
- No widzisz. Ważne, że my znamy prawdę.
- Zayn, czy to co mówiłeś, o tobie i o Arii, to była prawda?- zapytałam niepewnie.
- To, że już od dawna zamierzałem skończyć nasz związek? Tak, to prawda... Aria była strasznie zazdrosna o ciebie. Uważała, że więcej czasu spędzam z tobą, niż ze swoją dziewczyną. Miałem po prostu dość jej komentarzy na twój temat, krytykowała cię na wszelkie sposoby. To było nie do wytrzymania. Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś obrażał osobę, którą kocham...
Zamurowało mnie. 
Zaraz!
Chwila! 
Wrrrrrrrróć! 
CO ON POWIEDZIAŁ?!
- Paula ja już od dawna chciałem ci to powiedzieć... Ja...
- Paula!Zayn! Chodźcie szybko!- usłyszałam głos rozwcieczonego Paula.
Zayn tylko głośno westchnął i widziałam jak złość wręcz gotuje się w nim. Wkurzony poszedł w stronę Paula i usłyszałam tylko jak kłóci się z nim.
A ja stałam nadal w miejscu. Czy ja dobrze zrozumiałam? Czy znowu coś palnął od tak sobie?
"Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś obrażał osobę, którą kocham..."
Jego słowa nadal tkwiły w mojej głowie.
W końcu otrząsnęłam się z transu i poszłam znowu do studia, gdzie chłopaki śpiewali jakiś test z kartki.
- Znaleźliśmy piosenkę, ale jest jedne mały problem...- zaczął Niall i podał mi kartkę.
- Nie nauczymy się tekstu piosenki przez 30 minut.- dokończył loczek.
Spojrzałam na kartkę.
- To nie jest żadne kłopot. Tekst wyświetlimy na głównym ekranie.- powiedział jedne z operatorów.
Można i tak.- pomyślałam.
Przez te pół godziny, każdy siedział w swoim koncie i próbował cokolwiek zapamiętać z tekstu. W końcu nadszedł czas na występ.
Stanęliśmy na mini scenie i Zayn zaczął śpiewać jako pierwszy 
Beneath your beautiful. Potem Harry no i tak każdy śpiewał chociaż po jednej linijce tekstu. Potem nadeszła moja kolej. Oczywiście nikt nie był na tyle mądry, żeby mi pomóc, więc musiałam sama śpiewać drugą zwrotkę i refren. Dopiero później chłopaki dołączyli do mnie i śpiewaliśmy razem.
W końcu skończyliśmy i mogliśmy wracać do domu.
Kiedy wychodziliśmy z budynku, znowu usłyszeliśmy głośne krzyki fanów. 
Nagle poczułam silne ukłucie w sercu. Ale to nie było wywołane przez emocje. To było jakby ktoś podszedł do mnie i wbił mi ogromną igłę. Nie mogłam złapać powietrza i zaczęłam się dusić.
Zaraz koło mnie pojawił się Niall, który wypytywał mnie co się stało, a ja nie mogłam mu nic powiedzieć. Cały czas czułam to okropne ukłucie...
W końcu mogłam złapać powietrze. Serce przestało mnie boleć i wszystko wróciło do normy.
Spojrzałam na Nialla, który był cały blady na twarzy.
- Proszę cię. Jedźmy już...- powiedziałam tylko.
Brat pociągnął mnie do samochodu i nie zważając na krzyki fanek opuściliśmy parking.
- Wszystko okej?- zapytał mnie Lou w samochodzie.
- Tak, raczej tak...
Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam nieznane mi ulice. Dziwne, nie przypominam sobie, żebyśmy tędy jechali.
- Yyy, Niall? Chyba pomyliłeś drogę.- powiedział Harry.
- Nie pomyliłem. Jedziemy do szpitala.
- Niall proszę cie! Już jest wszystko dobrze! Chcę wrócić do domu, jestem zmęczona.
- Gówno mnie to obchodzi! Widziałem jak się dusisz! Nie chcę znowu do tego dopuścić. Niech cię zbadają i jak zobaczę wszystkie wyniki wtedy będziemy mogli pogadać.
Samochód stanął na światłach.
- Przesadzasz Horan!- krzyknęłam w jego stronę.
Odpięłam pasy i wyszłam z samochodu. Pobiegłam prosto przed siebie.
Nie chciałam jechać do szpitala. Znowu się zaczną te wszystkie badania i dawanie mi lekarstw, które w ogóle nie pomagają.
Biegłam dalej.
Pogratulowałam sobie, że założyłam dzisiaj tą cholerną sukienkę, ale przynajmniej miałam dobre buty do biegania.
Dobiegłam do jakiegoś parku, gdzie usiadłam na ławce.
Znowu pogratulowałam swojej kondycji. Myślałam, że będzie o wiele gorzej, jednak dwa lata codziennego biegania na coś się przydały.
Nie wiedziałam co mam robić. Śmiać się, czy płakać? Jeszcze niedawno mówiłam, że kocham mojego brata, a teraz? Myśli, że znowu będę leżeć w szpitalu tylko dlatego, że nie mogłam złapać powietrza? No dobra, to było trochę podejrzane jak mój organizm zachował się parę minut temu, ale miałam to w dupie. Prędzej czy później i tak umrę. Czy teraz, czy za 20 lat. Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia...
Nagle usłyszałam jak ktoś mnie woła. 
Odwróciłam się w stronę ulicy i zobaczyłam...

Proszę bardzo! Oto kolejny rozdział;> Zachęcam do komentowania, bo naprawdę nie wiecie ile jeden komentarz daje chęci do pisania następnego rozdziału ;) Myślę, że się podoba ;* <Malikowa>