poniedziałek, 18 listopada 2013

Niall- cz. XXII


- Na pewno chce to pani zrobić? Później nie będzie odwrotu...- zapytał już po raz setny starszy pan z łysiną.
- Na pewno. Proszę mi pokazać gdzie mam się podpisać.
- Tutaj, tu i jeszcze tu.- mężczyzna podał dokumenty, które dziewczyna podpisała swoim nazwiskiem.
- Dziękujemy pani bardzo. Nawet nie wie pani jak się cieszymy.- powiedziała młoda kobieta i mocno ścisnęła rękę swojego męża.
- To ja dziękuję. Wy będziecie szczęśliwi, a ja pozbyłam się problemu.- odpowiedziała z uśmiechem.W gabinecie zapanowała niezręczna cisza, po wyznaniu kobiety.
- Czy to wszystko? Bo jestem trochę zajęta.
- Yyy... tak, tak. Już idziemy. Niech pani dba o siebie i o dziecko.- powiedział starzec i podniósł się z krzesła.
- Jeszcze raz dziękujemy panno Schiffer.- powiedział młody chłopak i uścisnął jej dłoń. W końcu wszyscy wyszli. Kobieta głośno westchnęła i zmęczona usiadła na wygodnej sofie. Położyła ręce na swoim brzuchu i zaczęła do delikatnie gładzić. Była zła na siebie, że nie podjęła decyzji o aborcji wcześniej. Ale nie! Ona musiała dopiąć swego i zemścić się na Liamie, którego miała już głęboko gdzieś. Od kiedy dowiedziała się że Lily nie żyje, była cała w skowronkach. Cały czas się uśmiechała i przestała marudzić, na swój duży brzuch. Teraz wystarczało czekać do kwietnia aż w końcu urodzi i będzie miała spokój.
Podniosła się z sofy i podeszła do dużego okna w swoim gabinecie. Głośno westchnęła, usiadła na krześle i zaczęła sprawdzać plotki w swoim laptopie.
Usłyszała ciche puknie i nie zdążyła nawet powiedzieć proszę a drzwi już się otwierały.
- Można?- usłyszała znajomy głos mężczyzny.
Podniosła wzrok na gościa i ruchem ręki zaprosiła go do środka. Chłopak od razu rozsiadł się na sofie i zaczął rozglądać się po wnętrzu pokoju.
- Ładnie tu masz. Kiedy się tak urządziłaś?- zapytał.
- Miałam wystarczająco dużo czasu.
- A jak dzidziuś? Który to już miesiąc?- pytał dalej chłopak
- Zaczyna się szósty. Dziewczynka. Oddaje do adopcji. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
Zamilkł. Dziewczyna głośno westchnęła i zamknęła laptopa.
- Powiedz mi, jak to jest, żeby nie odezwać się ani jednym słowem, przez prawie trzy tygodnie? Gdzieś ty do jasnej cholery był?! Zapadłeś jak kamień w wodę! Zero kontaktu, nawet nie wysłałeś głupiego sms-a, a teraz tak nagle sobie przychodzisz i rozmawiasz ze mną jak gdyby nigdy nic. Może mi to wytłumaczysz? Przecież jakieś wyjaśnienia mi się należą, nie sądzisz?!
- Przestań się drzeć, bo jeszcze urodzisz ze stresu. A tak w ogóle to nie muszę ci się tłumaczyć co robiłem. Mam swoje życie, a ty swoje i przestań się do mojego wtrącać!- krzyknął zdenerwowany i podniósł się na równe nogi.
- Nie zapomnij, że jesteś mi coś winien...
- Ja nikomu nie jestem niczego winien.- syknął w jej stronę i już otwierał drzwi, kiedy do jego głowy wpadł pewien pomysł.- Mam nadzieję, że to dziecko nie odziedziczy po tobie charakteru. I jeszcze jedno, mam dla ciebie wspaniałą wiadomość.
- Mianowicie?
- Paula żyje.- powiedział z uśmiechem Mike i wyszedł z pokoju.

- Mamy kłopoty...
- Liam, co znowu zrobiłeś?- zapytał zdenerwowany Harry.
- Paul dzwonił. Powiedział, że będzie za kilka minut. Podobno to coś ważnego.
Wszyscy zamilkli. Oczy wszystkich zwrócone były w bruneta, który stał w przejściu.
- I co teraz?- zapytał Louis.
- Jak to co? Powiemy prawdę.- powiedziała Alex.- Przecież Niall jutro wraca, a...
- A Zayn?- przerwał jej pasiasty.
- A Zayn, musiał wyjechać do rodziny.- dokończyła blondynka.
- Nie złapie tego...- szepnął Li
- To niby, co mamy powiedzieć? Prawdę? To będzie jeszcze gorsze od kłamstwa...- powiedział Louis.
Usłyszeli dzwonek . Wszyscy głośno westchnęli i żadne z nich nie ruszyło się, żeby otworzyć. Dopiero po trzecim dzwonku Styles poszedł otworzyć.
- Wy głusi jesteście, czy co?- zapytał zdenerwowany mężczyzna.
- Coś się stało?- zapytał od razu Liam.
- I tak i nie... ale zaraz. Gdzie jest reszta?
- Niall  musiał wyjechać do mamy, do Niemiec. Jutro wróci.- powiedział ze pokojem Harry.
- A Zayn?- dopytywał się Paul.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Nie wiedzieli kto ma powiedzieć o i co.
- Tt...teżżżż muuu..musiał wywywy...wyjechać. Na po...po...pogrzeb. Wujka.- zaczął się jąkać Louis.
- Kiedy wróci?- zadawał kolejne pytania manager.
- Nie wiemy...- Li wzruszył ramionami.
- Jak to nie wiecie?!- krzyknął mężczyzna.
- No, nie wiemy!- również krzyknął Harry.
- Ma wrócić w przeciągu 5 dni.- syknął Paul.
- A co jest za 5 dni?- zapytał Lou.
- Wywiad w radio, później w telewizji, sesje do magazynów, koncerty i inne duperele. Ale mają być wszyscy, a nie połowa One Direction. Nie zapomnijcie, że to już są ostatnie trzy miesiące z waszym kontraktem. Mam szykować papiery na przedłużenie umowy?
- Wiesz co Paul? Pogadamy o tym, jak będą wszyscy. Teraz nie ma sensu...- powiedział zmarnowany Daddy.
Mężczyzna kiwnął głową i bez słowa opuścił dom.
- Trzy miesiące? Tylko tyle?- zapytał Li.
- Wiecie co? Tak szczerze mówiąc, to ja wolę poszukać jakiegoś innego managera...- powiedział cicho Harry.
- Szczerze? Ja też...- powiedział Lou.
- Ej, nie załamujcie się.- powiedziała stanowczo Alex.- Wytrzymacie jeszcze te trzy miesiące, a potem zobaczymy co będzie dalej.
*
Czy to sen? Czy to znowu wspomnienie? Nie miała pojęcia... Ale miała nadzieję, że to jeden z tych koszmarów, które lękają małe dzieci.
Dziewczyna była kompletnie wyczerpana. Nie mogła w nocy usnąć, a do tego obudziła się o 06.27. Rozejrzała się po pokoju i widząc śpiącego Zayna, który leżał na samym brzegu łóżka, od razu się uśmiechnęła. Przykryła zmarznięte ciało chłopaka, swoją puchową kołdrą, w którą od razu się wtulił. Zdziwiła się piżamą Zayna, która składała się z krótkich spodenek, białej bluzki i szarej bluzy z długim rękawem. Zauważyła, że Malik zawsze chodził w długim rękawie, nawet jeśli w domu było ciepło, to on zawsze chodził w bluzie.
Wzruszyła ramionami i bezszelestnie wyszła z pokoju. Udała się do salonu, gdzie na swoim posłaniu drzemała Ori. Zachichotała pod nosem i poszła do kuchni. Zamierzała zrobić niespodziankę Zaynowi i zrobi mu śniadanie do łóżka jako podziękowanie za dzisiejszą noc. Chciała go również przeprosić, za to że go obudziła. Miała wyrzuty sumienia, że przez całą noc Zayn musiał marznąć w jej pokoju, kiedy ona usiłowała zapomnieć o tym koszmarze. Oczekiwała zupełnie inną odpowiedź niż jaką dostała na jej pytanie.
- Zayn kim jest Aria?
- Nikt ważny. To nie jest teraz pora, żeby o tym rozmawiać.
- To było straszne. Ja...
- Już ciii... nic ci nie będzie. Nie bój się, jestem z tobą i nigdzie się nie ruszę.
Jak powiedział tak zrobił. Spał razem z Paulą i nawet na sekundę nie opuścił jej pokoju. Postanowiła nie zaprzątać sobie głowy wydarzeniami z dzisiejszej nocy i wzięła się za przygotowanie śniadania. Kiedy wlewała ciasto na naleśniki na patelnię, usłyszała jak ktoś schodzi po schodach.

- Hej.- przywitał się Badboy.
- No nie! Miałam nadzieję, że zdążę zanim się obudzisz...- powiedziała smutna.
Zayn nalał sobie wody do szklanki i spojrzał na dziewczynę.
- Ale o co ci chodzi?- zapytał.
- No bo miałam zrobić, śniadanie do łóżka jako podziękowanie. No, ale oczywiście musiałeś zepsuć mój plan...- powiedziała, udając obrażoną.
Malik parsknął śmiechem i upił łyk wody.
- Za co chcesz mi podziękować?- zapytał.
- I przeprosić.
- I przeprosić?
- Przeprosić to za to, że cię obudziłam a potem musiałeś przeze mnie marznąć w nocy...- powiedziała cicho- A podziękować, że przyszedłeś i mnie uspokoiłeś.- doda szybko.
- Po pierwsze to wcale nie zmarzłem, a po drugie to nie ma za co.
- Ale tak czy siak idź się teraz umyj, a ja dokończę śniadanie.- powiedziała brunetka i wygoniła Zayna z kuchni.
Chłopak poszedł do swojego pokoju, wziął cichy na przebranie i poszedł do łazienki. Zimna woda, od razu obudziła jego ciało. Dokładnie wytarł swoje mokre włosy i ubrał się wcześniej przygotowany zestaw. Oczywiście nie zapomniał o bluzie z długim rękawem, które zasłaniało jego tatuaż. Za wszelką cenę próbował go ukryć, tak aby dziewczyna niczego się nie domyśliła.
Wszedł jeszcze raz do swojego tymczasowego pokoju i spojrzał na wyłączony od kilku dni telefon. Po krótkim namyśle w końcu go włączył. Jego oczy od razu zwróciły uwagę na ilość nieodebranych połączeń i nie odczytanych sms-ów. Spojrzał na listę dzwoniących. Harry, Niall, Louis, Liam, nawet Alex i Lexi i... Paul? Nie musiał długo czekać, a zaraz Styles próbował nawiązać z nim kontakt. Nie chciał odbierać, ale nie miał już innego wyboru.
- Tak?
- Zayn?! No nareszcie! Myślałem, że już nigdy się nie odezwiesz.- zaczął krzyczeć Harry.
- Żyję, nic mi nie jest. A co u was?
- Teraz nie czas na pogaduszki. Paul był dzisiaj u nas. Musisz wrócić. Jeżeli nie będzie cię w przeciągu 5 dni, to nas rozszarpie! Musisz jak najszybciej wrócić Zayn.
- Będę za trzy dni.- powiedział po krótkim namyśle.
- Znalazłeś ją?- zapytał cicho Hazza.
- Sam powiedziałeś, że to nie czas na pogaduszki...
- Zayn!
- Tak. Znalazłem ją. Więcej nie powiem. Do zobaczenia za 3 dni.- powiedział szybko i się rozłączył.
Wyłączył od razu telefon i głośno westchnął. Po kilku minutach zszedł na dół, gdzie brunetka właśnie stawiała dwa talerze na stole.
- Jak ładnie pachnie...- powiedział.
- Mam nadzieję, że też tak smakuje...- powiedziała rozbawiona dziewczyna.- Za 5 minut przyjdę tylko muszę się ogarnąć. Mógłbyś dać jeść Ori?
- Jasne.
Paula pobiegła na górę, a chłopak zaczął nakładać psu jedzenie z puszki. Postawił miskę na podłodze przed futrzakiem i myślał, że zaraz rzuci się na nie, ale się mylił. Ori siedziała i patrzyła się na Malika.
- Czemu nie jesz?- zapytał.
Pies w odpowiedzi podniósł prawą łapę, którą chłopak złapał i zaczął lekko trząść.
- Tak, tak. Smacznego Ori.- powiedział z uśmiechem i poszedł umyć ręce.
- Jestem!- krzyknęła Paula i w podskokach wpadła do kuchni.
Usiedli do stołu i zaczęli konsumować przyrządzone jedzenie. Jednak Zayn miał rację, mówiąc że dziewczyna wyśmienicie gotuje. A w szczególności naleśniki.
- Posłuchaj . Mam pewien kłopot.- przerwał Zayn rozmowę na temat filmów.
- Coś się stało?- zapytała przejęta Paula
- Muszę już wracać. Do Londynu.- powiedział smutno.
Paula zamarła. Wiedziała, że kiedyś będzie musiał wyjechać, ale nie spodziewała się że to tak szybko nastąpi! Chciała aby został przy niej. Aby jej pomógł i żeby jej nie opuścił. Nie chciała się żegnać. Nie z Zaynem, którego bardzo polubiła...
- Nie będę cię zmuszał, ale... Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybyś pojechała razem ze mną.
- Zayn, ja... ja nie wiem czy powinnam. Z jednej strony bardzo bym chciała. Nawet nie wiesz jak bardzo. Poznałabym w końcu swojego brata i twoich przyjaciół, zwiedziłabym Londyn, ale... boję się.
- Czego?
- Sama nie wiem. To tak jakby wewnętrzna intuicja podpowiada mi, że nie mogę tam jechać. Powiedz mi tylko. Czy ja już tam byłam?
- Przyjechałaś na początku lipca. W między czasie wróciłaś znowu do Bradford, ale tylko na tydzień. Później znowu przyjechałaś aż do połowy września.
- A później?
- Wyjechałaś.
- Dlaczego?- zadała kolejne pytanie.
Zayn westchnął. Wiedział, że nie będzie się bez tego pytania. Ale nie miał najmniejszego pojęcia, co jej odpoweidzieć? Na prawdę było jeszcze za wcześnie, a kolejne kłamstwo ciągnęło za sobą wiele komplikacji.
- To był trudny czas dla wszystkich. Uważałaś, że nie warto walczyć i się poddałaś. Postanowiłaś wyjechać, bo uważałaś, że tak będzie lepiej.
- A ty co byś zrobił?
- Został i walczył dalej.
- A było o co?
- O miłość.
Paula zamilkła. Nie mogła uwierzyć, że ona uciekła. Gdyby miała drugi raz wybór, zostałaby. Uważała, że o miłość trzeba toczyć nawet zawzięte walki.
- Więc, co robimy?- zapytał po chwili Malik.
Dziewczyna spojrzała na niego niepewnie, a po chwili się szeroko uśmiechnęła.
- Z tego co pamiętam, to mam przegrany zakład. A wypłaty trzeba dokonać.
Zayn również szeroko się uśmiechnął. Był zadowolony. Szczęśliwy. Usatysfakcjonowany. Nie mógł już wytrzymać kiedy wrócą do Londynu. Ale do jego głowy wpadł jeszcze jeden pomysł.
- W takim układzie jeżeli jedziesz ze mną, to zacznij się pakować.
- To kiedy ty masz zamiar wyjechać?- zapytała zdezorientowana.
- Jak najszybciej. Musimy pojechać w jeszcze jedno miejsce.
- Ale Zayn! Nie można od tak sobie wyjechać! A co z domem? Co z tym wszystkim?- pytała zdenerwowana dziewczyna.
- Im dłużej będziesz gadać, to tym bardziej nic nie załatwimy. Z tego co ogarnąłem, to jest twój dom i możesz sobie z nim zrobić co tylko  zechcesz. A teraz idź się spakuj, a ja tutaj posprzątam.
- Jesteś niemożliwy.- syknęła w jego stronę.
- Ale i tak mnie lubisz.
- Inaczej się nie da.- powiedziała z uśmiechem i wzięła swój brudny talerz.
- Powiedziałem, że ja tutaj wszystko posprzątam, a ty idź się pakuj.- powtórzył.
- Tak jest kapitanie!- krzyknęła dziewczyna i poszła do swojego pokoju.
Zayn parsknął śmiechem i podniósł się od stołu. Spojrzał na Ori, która leżała pod ścianą i bacznie mu się przyglądała.
- A ty na co czekasz? Pakuj swoje zabawki, bo ty jedziesz z nami.- powiedział do niej z uśmiechem. Pies szybko się zerwał i pobiegł do salonu. Chłopak zaczął zmywać brudne naczynia, a potem je dokładnie wytarł. Rozejrzał się jeszcze dookoła i również poszedł na górę. Wszedł do pokoju brunetki, która pakowała swoje ubrania do jednej walizki.
- Spokojnie, jak mi się uda to w jedną się zmieszczę.- powiedziała z uśmiechem.
- Dla mnie to i nawet pianino możesz zabrać.- powiedział z uśmiechem.
- Bardzo śmieszne. To ja pójdę po drugą.
- Jakbyś miała problem z zapięciem walizki to jestem w pokoju obok.
Paula bez słowa minęła Zayna i poszła na dół. Brunet również zaczął się pakować. Zbyt wielu ciuchów, to on nie miał i po 15 minutach był już gotowy do wyjazdu. Za to dziewczyna nie za bardzo. Co chwila mówiła, że nie może jechać, a po 5 minutach krzyczała że nie może się spakować. Kiedy minęły 2 godziny, wszyscy siedzieli już w samochodzie Zayna. Ori miała rozłożony kocyk na tylnych siedzeniach i tak samo jak właścicielka była zdenerwowana podróżą. W końcu ruszyli. Ale Malik nie zamierzał jechać do Londynu. Wręcz przeciwną stronę. Miał nadzieję, że jego plan się uda i że Paula coś sobie przypomni, przynajmniej z okresu dzieciństwa.
- Yyy... Zayn? Dokąd jedziemy?- zapytała Paula, kiedy chłopak zamiast skręcić w lewo jechał prosto i ciągle omijał znaki z napisem Londyn.
- Mówiłem ci, że musimy jechać w jeszcze jedno miejsce.- powiedział ze spokojem.- Może się prześpij. Najwcześniej będziemy za 4 godziny.
- Chyba to jest dobry pomysł.- mruknęła dziewczyna i ułożyła się wygodnie na fotelu.
Nie minęło kilka minut, a można było usłyszeć  równomierne oddechy dziewczyny. Zayn uśmiechnął się pod nosem i dalej prowadził samochód. Ori wychyliła swój łeb do przodu i polizała Zayna w policzek.
- A to za co?- zapytał z uśmiechem. W odpowiedzi pies jeszcze raz polizał jego twarz, a później wrócił na swoje miejsce.
Przed godziną 19.00 byli na miejscu. Zayn zapakował samochód pod dawnym domem Horanów. Spojrzał na dziewczynę, która zaczęłam rugać oczami.
- Gdzie jesteśmy?- zapytała zaspanym głosem.
- W Bradford
- Co takiego?!- podniosła się i wyjrzała przez okno.
- Dokładnie przed twoim domem.- odpowiedział ze spokojem chłopak.
Paula wyszła z samochodu i stanęła na chodniku. Zimna powietrze muskało jej skórę, ale ona na to nie zwracała uwagi. Z samochodu wyskoczyła zaraz Ori i podeszła do dziewczyny.
- To jest mój dom?- zapytała i wskazały na mały budynek ogrodzony drewnianym płotem.
- Tak. Ale zanim do niego wejdziemy musimy załatwić klucze.
- A kto je ma?
- Twoja przyjaciółka.
Paula nic nie odpowiedziała. Wsiedli powrotem do pojazdu i Zayn odpalił silnik. Po niecałych 5 minutach byli już pod domem Alice.
Zdenerwowana dziewczyna stanęła przed drzwiami i zadzwoniła dzwonkiem. Po paru sekundach otworzyła je szczupła blondynka, ubrana w gruby sweter.
- Paula?
- Hej Alice.- przywitał się Zayn, który stał za dziewczyną.
- O Boże Paula! Już myślałam, że cię nie zobaczę.- krzyknęła blondynka i mocno przytuliła do siebie dziewczynę. Ale ta nie odwzajemniła uścisku. Nie wiedziała co się dzieje. Znała tą szczupłą blondynkę. Znała te niebieskie oczy i tą barwę głosu. Dziewczyna wpuściła gości do środka, żeby nie marzli na zewnątrz.
- Paula, co ci jest?- zapytała po chwili.
Brunetka nic nie odpowiedziała. Zamknęła oczy i zaczęła swoje poszukiwania w głowie, na temat Alice.
- W Wigilię Paula miała wypadek. Straciła pamięć. Nikogo i niczego nie pamięta. Nawet własnej rodziny.- powiedział cicho mulat.
Alice złapała się za głowę. Nie mogła uwierzyć, w to co mówi Malik. To było jakieś szaleństwo! Jej przyjaciółka? Nie, to nie możliwe.
- To straszne...- szepnęła Alice.
- Pojechałem do niej do Cambridge. Posiedziałem kilka dni, ale muszę wracać z powrotem do Londynu. Pomyślałem, żeby przyjechać tutaj. Może sobie coś przypomni...
Paula w ogóle nie zwracała na nich uwagi. Do jej głowy przychodziły blade wspomnienia. Wspólne zabawy, krótkie rozmowy, żary na lekcjach i zakupy w sklepach. Po chwili szeroko otworzyła oczy i spojrzała znowu na blondynkę, która rozmawiała z chłopakiem.
- Alice?!- głośno zapytała i po czym podeszła wolnym krokiem do dziewczyny i mocno ją do siebie przytuliła.- Tęskniłam.- szepnęła jej na ucho.
- Ja za tobą też kochanie.
Zayn bacznie przyglądał się temu wydarzeniu. Znowu odczuł dumę. Znowu dzięki niemu Paula odzyskała fragment jej dawnego życia. Oby tak dalej.
- Co was do mnie sprowadza?- zapytała po chwili Alice.
- Masz może klucze od domu Horanów?- zapytał.
- Oczywiście! Poczekaj, zaraz przyniosę.- odrzekła i na chwilę wyszła.- Proszę. Przychodziłam co dwa dni, żeby podlewać kwiatki i wytrzeć kurze.
Z Alice porozmawiali jeszcze przez kilka minut, ale musieli już wychodzić, gdyż Ori została sama w samochodzie. Pożegnali się i wrócili do domu Horanów. Malik otworzył drzwi i wolnym krokiem weszli do środka. Dziewczyna zaczęła bacznie rozglądać się po wnętrzu. Kiedy weszła do kuchni, w jej głowie pojawił się obraz gotującej kobiety, koło której biegały dwójka dzieciaków. Przeszła do salonu i zaczęła oglądać stare zdjęcia stojące na drewnianym kredensie. Dotykając za każdym razem inną fotografię w jej głowie pojawiało się wspomnienia związane ze zdjęciem. I tak za każdym razem, kiedy dotykała jakiś mebli, czy też przechodziła do innego pokoju. Zayn nie przeszkadzał jej. Wiedział, że dziewczyna musi to wszystko sama uporządkować w głowie.
- Ten dom... On ma tyle wspomnień...- szepnęła dziewczyna kiedy stała w swoim pokoju przy toaletce.
- Masz siłę jeszcze na spacer, czy chcesz poczekać do jutra?- zapytał ją Zayn.
- Chodźmy.- powiedziała stanowczo.
Przypięła smycz Ori i wyszli na zewnątrz. Na samym początku Zayn  skierował ją do starego teatru, w którym poznał dziewczynę.
- Kiedy się poznaliśmy, pracowałaś tutaj.- powiedział i wskazał na budynek.- Zbierałaś pieniądze na...
- ...Na wyjazd do Paryża...- dokończyła za niego.
Kolejnym miejscem był park, w którym urządzony był piknik.
- Pewnego dnia zorganizowany był tutaj piknik. Wszyscy się głośno śmiali i dobrze bawili. Tutaj stały różne stoiska z jedzeniem i różnymi pracami plastycznymi zrobione przez dzieci ze szkoły.
- Piknik charytatywny. Ja tam stałam.- powiedziała i pokazała palcem na scenę.- Śpiewałam. My razem śpiewaliśmy.
Dalej poszli w głąb parku i usiedli na ławeczce. Paula bacznie przyglądała się temu miejscu i spojrzała na swoje ręce. W jej głowie pojawił się obraz lampionu szczęścia.
Poszli później na wzgórze. Dalej była szkoła i różne sklepy. Na sam koniec Zayn zostawił miejsce wypadku.
Paula stanęła na środku ulicy i tak jak wcześniej zamknęła oczy. Usłyszała głośny krzyk, pisk kół od samochodu i dźwięk klaksonu.
- Miałam wypadek.- powiedziała i zwróciła się do Zayna, który skinął głową.
Malik zaprowadził ją do szpitala. Weszli do środka, a specyficzny zapach tego miejsca od razu dotarł do nosa. Przechodząc różnymi korytarzami, różne wydarzenia wracały do głowy dziewczyny. Najpierw badania, później kilkakrotne kłótnie  lekarzami, śpiączka, operacja, a później znowu badania kontrolne. Przypomniała sobie każdą chwilę spędzoną w tym miejscu.
- Chodźmy już. Jesteś zmęczona.- powiedział Zayn i wyszli ze szpitala. Udali się prosto do jej byłego domu.
Ori położyła się na mięciutkim dywanie w salonie. Zmęczona dzisiejszymi zdarzeniami, szybko usnęła.
- Nie mogę uwierzyć...- szepnęła Paula.- Jednego dnia przypomniałam sobie... no może nie wszystko ale dosyć sporo. Ale były to same wydarzenia, czasami widziałam jakieś osoby, ale to rzadko...
- Dobrze, że w ogóle sobie coś przypomniałaś. Mam taką nadzieję, że nie żałujesz że pojechałaś ze mną...- powiedział Zayn.
- Nie. Nie żałuję.
*

*włącz*
- Cześć Alice.
- Hej Zayn. Właśnie miałam do ciebie dzwonić.
- Tak? A coś się stało?
- Chciałam się zapytać, czy mogłabym do was przyjść. Mam taki pomysł, żeby przypomnieć Paula dzieciństwo. Przyniosę kilka starych zdjęć i jak znajdę to jakieś rzeczy, które miały dla nas jakieś znaczenie.
- O to samo chciałem się ciebie zapytać.
- Na prawdę? No widzisz, jednak cię wyprzedziłam. To przyjdę za jakieś pół godziny.
- Okej, to czekam.
- Do zobaczenia.
Zayn rozłączył się i od razu wyłączył telefon. Schował go do kieszeni i wrócił do Pauli, która siedziała w salonie.
- Alice zaraz przyjdzie.- powiedział.
- Dziwnie się czuję.- odrzekła dziewczyna, która patrzyła się w jeden punkt.
- Coś cię boli?- zapytał przejęty Zayn.
- Tak. Serce.- powiedziała i spojrzała na chłopaka.- Moje serce, które w połowie jest pełne, a w drugiej puste. W tej pełnej połowie są blade wspomnienia, które napotykają mnie na każdym kroku. Jest tam Alice i po części ty.
- Dlaczego tylko "po części"?
- Bo druga część ciebie znajduje się w tej drugiej połówce. Nie pamiętam cię. Szczerze, to nawet nie znam na tyle dobrze że powinnam ci zaufać. Ale to moje Serce, które jest rozdarte, wręcz nawet krzyczy że to jesteś ty. Tylko nie rozumiem słowa ty. Czy to ty, który coś dla mnie znaczył, czy może tylko przynosiłeś mi pocztę? Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. A wiesz co jest w tym najgorsze? Że nie wiem jakbym się starała, żeby się na jaki kolwiek sposób zbliżyć, mój mózg od razu krzyczy "Odejdź od niego. To wszystko jego wina." I teraz mam słuchać serca, czy rozumu?
Dziewczyna zamilkła. Miała nadzieję, że chłopak wydusi chodź jedno słowo. Ale przeliczyła się. Zayn stał jak posąg, niezdolny do wykonania jakiego kolwiek ruchu.
- Kiedy zamyka się oczy do snu, dusza zwija się w ciele jak kłębek, pozostawione samemu sobie ciało sprawdza, czy jeszcze istnieje. Wzbudza w sobie wspom­nienia, bo każdy wykonany kiedyś gest, każde doznanie zostało przez nie za­pamiętane. Ciało ma pamięć absolutną, jego wspomnienia przepadają tylko wtedy, gdy ciało ginie.- ciągnęła dalej dziewczyna patrząc się w oczy bruneta.
Usłyszeli jak ktoś dzwoni do drzwi. Ale oni dalej stali i patrzyli się w swoje oczy. Zayn nie mógł uwierzyć w to co usłyszał parę minut temu, a ona nie mogła uwierzyć w to co powiedziała.
- Myślisz, że wspomnienie rozbite na tysiąc kawałków przestaje być wspom­nieniem? A może ma się wtedy zamiast jednego tysiąc wspomnień? Jeśli tak, to myślisz, że teraz każde z tego tysiąca będzie bolało z osobna?- zapytał Zayn. Wyszedł z salonu i poszedł otworzyć drzwi. Czy tą rozmowę, można było zaliczyć do kłótni? Raczej nie. Ale czuł się strasznie po tej krótkiej wymianie zdań.
- No nareszcie! Myślałam, że nikogo nie ma.- krzyknęła Alice i weszła do domu.
- Napijesz się czegoś?- zapytał.
- Nie dzięki. A tak w ogóle to przyszło mi coś do głowy.- powiedziała i ściągnęła swoją kurtkę.- Co powiesz na spacer do starej studni?
- W sumie to nie jest zły pomysł, ale nie sądzisz że powinniśmy przywoływać miłe wspomnienia? A nie te, o których chciałaby zapomnieć?
- Może i tak, ale mówiłeś coś, że nie pamięta nikogo ze swojej rodziny. W ten czas, kiedy Paula wpadła do tej studni Niall cały czas przy niej był. Opiekował się nią na wszelkie sposoby. Szkoda tylko, że tego jednego wieczora zachciało mu się na popisywanie się przed kolegami...
- Chyba masz rację. Zamierzam jutro wracać do Londynu i jakoś nie wyobrażam sobie miny Nialla, kiedy dowie się że Paula go nie pamięta... W ogóle nie chcę widzieć miny chłopaków, kiedy dowiedzą się co się stało...
- Już jutro jedziecie?- zapytała przejęta.
- Niestety, ale muszę.- westchnął.
- W sumie ja też mam zamiar pojechać do Londynu. Moja ciocia prowadzi pewną firmę i potrzebuje pomocy, a mi się przyda trochę kasy. Wyjeżdżam za 4 dni.
- No to fajnie. Jak będziesz wyjeżdżać to daj znać.
- Nie ma sprawy. No doba, a gdzie jest tak w ogóle Paula?
- W salonie. Idź do niej, a ja wstawię wodę na herbatę.
Blondynka weszła w głąb domu i przeszła do wskazanego pomieszczenia.
- Hej Paula!- przywitała się z brunetką, która stała przy oknie i patrzyła na świat skuty lodem. Czuła, jak po tej rozmowie z Zaynem jej serce również zaczyna być zimne.
- Coś się stało?- zapytała Alice.
Dziewczyna odkręciła się w do niej i przywitała ją promiennym uśmiechem, za którym chowała smutek.
- Cieszę się, że ci widzę.- powiedziała i przytuliła swoją przyjaciółkę.
- Ja też, ale... na pewno wszystko jest w porządku?
- Tak tak. W jak najlepszym.- skłamała. Nic nie była w porządku.
- Przyniosłem herbatę.- usłyszały głos Zayna, który postawił tacę z napojem.- Mam zostać z wami, czy wolicie same porozmawiać?
- Moż...- zaczęła blondynka.
- Jakbyś mógł, to idź z Ori na spacer. Jeszcze dzisiaj nigdzie nie wychodziła.- przerwała jej Paula.
Malikskinął głową i zawołał psa, który zaraz pojawił się w salonie i zaczął wąchać nowo przybyłego gościa.
- A czyj to zwierzak?- zapytała Alice i zaczęła głaskać czarną sierść psa.
- Mój.- skomentowała szybko Paula i znowu odwróciła głowę w stronę okna.
Zayn spojrzał na nią i przez moment poczuł lekkie ukłucie w sercu. Zawołał Ori i przypiął jej smycz. Po chwili wyszli z domu.
- Pokłóciliście się?- zapytała blondynka.
- Po czym to wnioskujesz?
- Po waszym zachowaniu.
- To nie była kłótnia. To była szczera wymiana zdań. Dobra, to teraz nie ważne...
- W tym momencie nie, ale za kilka minut pewnie tak...- szepnęła Alice- Mam coś, co może ci pomóc.- powiedziała już pewniej.
Paula usiadła na kanapie, a zaraz koło niej Alice i wyciągnęła ze swojej torebki niewielkie pudełko.
- Co to jest?- zapytała Paulina.
- Otwórz a się dowiesz.- zachęcała ją dziewczyna.
Brunetka podniosła wieko pudełka ,a jej oczom ukazały się stare fotografie i kilka przedmiotów. Zaczęła wszystko dokładnie oglądać. Przyglądała  się datom robionych zdjęć i próbowała sobie cokolwiek przypomnieć. Blade wspomnienia znowu zaśmieciły jej głowę, ale niczego konkretnego sobie nie przypomniała. Do ręki wzięła starą bransoletkę z przywieszką połówki serduszka.
- Dostałyśmy takie bransoletki od mojej babci. Nosiłyśmy je zawsze, dopóki nie urosły nam ręce. Niestety nie mieszczą się już na nasze nadgarstki.- powiedziała z uśmiechem.
Paula spojrzała na nią niepewnie i po chwili wstała. Od razu poszła na górę, stanęła na środku korytarza i zaczęła przyglądać się sufitowi.
- A tobie co?- zapytała ją przyjaciółka, która od razu za nią pobiegła.
- Tutaj gdzieś powinno być wejście...- powiedziała cicho i zaczęła dotykać sufitu. W końcu natrafiła na klapę, którą lekko nacisnęła, a potem odsunęła się kawałek, tak aby schody które wysuwały się od razu po otwarciu, nie uderzyły jej w głowę.
Dziewczyny niepewnie weszły na strych, gdzie kurz sięgał ponad 2 centymetry. Paula zaczęła otwierać i zamykać każde napotkane pudełko w poszukiwaniu tego jedynego. W końcu znalazła. Na dnie starej skrzyni. Otworzyła ciężkie wieko i wyjęła małe drewniane pudełeczko pomalowane w kolorowe motylki.
- Tutaj chowałam moje skarby.- powiedziała cicho i podniosła pokrywkę. W środku znajdowało się jedno zdjęcie, kilka muszelek, zasuszone polne kwiaty i srebrna bransoletka. Wyjęła zdjęcie i zaczęła głodzić palcami po każdej twarzy.
- To zdjęcie było robione, kiedy ty wpadłaś do tej studni.- powiedziała Alice i pochyliła się nad dziewczyną.- Tutaj jest mój brat Robert, a obok niego ja. Dalej jesteś ty i Niall.
Przez kilka dobrych godzin dziewczyny siedziały na poddaszu i oglądały stare zabawki, zdjęcia i niepotrzebne przedmioty, które kiedyś miały wielkie znaczenie w ich zabawach. W między czasie przyszedł Malik, ale nie poszedł do nich. Wiedział, że dziewczyny potrzebują same porozmawiać. Usiadł na kanapie i zaczął oglądać telewizję. Zaraz koło niego pojawiła się Ori, która położyła swój pysk na jego nogach.
W końcu przyjciółki zeszły na dół, całe zakurzone i szeroko uśmiechnięte.
- Ja już będę uciekać.- powiedziała Alice. Zayn momentalnie podniósł się z kanapy i przytulił blondynkę.
- Dziękuję.- szepnął jej na ucho.
- Nie ma za co.- powiedziała i odsunęła się od chłopaka. Przytuliła Paula i zaczęła gładzić jej włosy.- Zobaczymy się niedługo. Bądźcie ostrożni. I Zayn nie jedź za szybko. Pozdrów ode mnie chłopaków.
- Zadzwoń do mnie, jak będziesz wyjeżdżać. Przyjadę po ciebie.
Dziewczyna skinęła głową. Ostatni raz pomachała ręką i wyszła z domu.
- Chciałabym cię przeprosić...- usłyszał za sobą głos Pauli.
- Za co?
- Za to co powiedziałam. Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. Co raz więcej wspomnień wraca i co raz bardziej jestem tym wszystkim rozdrażniona.
- Nie masz mnie za co przepraszać. To nie twoje wina.- powiedział i przytulił do siebie dziewczynę.
Tylko moja.- dokończył w głowie.
- Chciałabym już jechać do Londynu. Chciałabym spotkać się z bratem.
- Jutro rano jedziemy prosto do Londynu.- powiedział z uśmiechem i przycisnął do siebie brunetkę.
*
- Zaraz chwila! Chcesz mi powiedzieć, że Paula miała wypadek? I że w tym wypadku zginęła? A teraz tak nagle ożyła?!- pytał przejęty mężczyzna.
- Też jestem zdziwiona. Myślałam, że nie przeżyje tego wypadku....
- Do jasnej cholery, co ty najlepszego zrobiłaś?!
- Ja? Ja nic nie zrobiłam! Za to powiem ci, co ty masz zrobić. Dziewczyna w każdej chwili może pojawić się w mieście. Nie chcesz mieć chyba znowu przez nią problemów...
- A kto by chciał je mieć! Tylko nie zapomnij, że nie mamy sporo czasu. Za 3 miesiące kończy się umowa.
- To zrób wszystko aby ci idioci podpisali kolejną!
- To nie ode mnie zależy.
- Jeżeli siostra Horana wróci, będzie z nami źle. I to bardzo.
- Zobaczę co da się zrobić. A ty idź odpoczywaj. Jeżeli mam być szczery, to ciąża ci nie służy.



niedziela, 17 listopada 2013

Niall- cz. XXI

Rozdział 21 
* 4 dni później *
- Na serio boisz się wody?- zapytała rozbawiona Paulina.
- Nie to, że się boję, tylko...- zaczął mówić Zayn
- Tylko się boisz.- dokończyła za niego brunetka.
Zayn westchnął, na co dziewczyna zachichotała pod nosem.
- Hm, mam pewien pomysł.
- Mianowicie?
- Przez dwa dni nie będę używać  wody.- powiedziała stanowczo.
Zayn zaczął się śmiać, przez co dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Z czego się śmiejesz?
- Nie uda ci się. Jak będziesz się kąpać?- powiedział pewny siebie.
- Zakład?- zapytała i wyciągnęła rękę w stronę chłopaka.
- Okej. O co?- powiedział tak samo pewny jak wcześniej i uścisnął jej rękę.
- Hm... Jeżeli wygram to... Jeżeli wygram to będziesz gotował przez... No jeszcze się zastanowię.
- Nieee! Proszę tylko nie gotować!- zaczął marudzić.
- No to co innego wymyślisz?
- Jeżeli ja wygram, to jedziesz ze mną do Londynu.
- Zayn, przecież wiesz doskonale o tym, że ja nie mogę jeszcze tam jechać. Byłam u lek...
- Z którym później rozmawiałem i powiedział, że nie widzi żadnych wskazań abyś nie mogła jechać. Naucz się kłamać.- powiedział z uśmiechem
- No dobra. Ale jeżeli ja wygram, to odśnieżasz moje podwórko i wychodzisz z Ori na spacery.- powiedziała i się szeroko uśmiechnęła.
- Dobra.- powiedział pewny siebie.- Kto przecina?
Z podłogi zerwała się Ori, która położyła swoją łapę, na splecionych dłoniach Pauli i Zayna. Chłopak jak i dziewczyna głośno się zaśmiali i w końcu zabrali ręce.
- Zacznij się pakować.- powiedział Mulat i szeroko się uśmiechnął.
- Mam ci kupić nową łopatę, czy wolisz tamtą starą?- zapytała rozbawiona dziewczyna.
Obydwoje znowu wybuchli głośnym śmiechem.
Przez kilka dni, Zayn codziennie przyjeżdżał do Pauli. Wspólnie spędzali czas na różnych rozmowach, czy też długich spacerach. Niestety brunetka niewiele sobie przypomniała. Cały czas miała luki we wspomnieniach. Próbowała się do tego przyzwyczaić, ale po mału zaczynało ją to irytować.
Od ostatniej rozmowy Mike nie pojawił się w domu brunetki. Dziewczyna zaczynała się bać o niego, gdyż chłopak nie dawał żadnego znaku życia. Przecież to on zaopiekował się nią, przywiózł ją ze szpitala i wymieniał opatrunki na jej ręce. Dzisiaj wystarczają dwa plastry, zakrywające szwy, których Paula nie chciała oglądać. Ale miejsce Mike, zajął Zayn. Okazał się bardzo opiekuńczy i zabawny. Nie był nachalny, dzięki czemu Paula była my bardzo wdzięczna. Nie wymagał od niej, żeby natychmiast sobie wszystko przypomniała. Chłopak wiedział, że to nie będzie łatwe. Należało robić malutkie kroczki do przodu. Przyjeżdżał do niej z samego rana, a do hotelu wracał późnym wieczorem.
Raz wysłał sms-a do chłopaków, żeby się nie martwili i że jest wszystko dobrze. Nie napisał nic o Pauli. Zamierzał zrobić im niespodziankę. Ale wiedział, że to nie będzie miła niespodzianka. Nie wyobrażał sobie, jak przyjaciele mogą zareagować na przyjazd kogoś, kto ich kompletnie nie pamięta.
Zayn kilkakrotnie opowiadał jej o chłopakach, o Lexi i Alex. Ale dziewczyna nie mogła sobie niczego przypomnieć. Najbardziej bolało go to, że nie pamięta jak mocno się kochali.
- No to co robimy?- zapytał Zayn po długiej ciszy.
- Nie mam zielonego pojęcia...
- Spacer, film, Scrabble?
- O nie! Tylko nie Scrabble!- marudziła Paula.
- A co ci się nie podoba w Scrabblach?- zapytał rozbawiony
- Może to, że zawsze wygrywasz? A tak w ogóle to jestem za filmem.
- To nie moja wina, że mam większy poziom inteligencji od ciebie... Jaki film oglądamy?
- Jasneee... Obojętnie, co kolwiek. To ty coś włącz, a ja pójdę zrobić popcorn.
Dziewczyna wyszła z salonu i poszła do kuchni. Zayn za to zaczął przeglądać płyty, jakie miała brunetka. Kiedy w jego ręku znalazła się płytka z horrorem, od razu szeroko się uśmiechnął i nie czekając dłużej od razu nastawił film.
- Co włączyłeś?- zapytała Paula i usiadła na kanapie. W ręku trzymała tacę z dużą miską popcornu, dwoma szklankami i dwulitrową Colą.
- The Ring. Dosyć stary, ale za to bardzo ciekawy film.- odpowiedział niewzruszony.
- A jaki to gatunek?
- Horror.
Dziewczyna usiadła koło niego i wzięła miskę. Rozsiadła się wygodnie na kanapie i położyła głowę na ramieniu Zayna.
- Nie wiem czemu, ale mam takie przeczucie, że nie powinnam tego oglądać.
- To dlatego, że zawsze bałaś się horrorów.- powiedział i położył swoją rękę na ramieniu dziewczyny.
- No właśnie! Tak mi się wydawało...
- To co? Oglądamy to, czy co innego?- zapytał przejęty chłopak.
- Już się wygodnie ułożyłam...- zaczęła marudzić.
Zayn parsknął śmiechem i wcisnął na pilocie Play. Obydwoje zaczęli pałaszować słony popcorn i komentować różne sceny filmu.
- Nie boisz się?- zapytał cicho Zayn, kiedy na ekranie pojawiła się studnia.
- Jeszcze nie... Ale ta studnia... Ja ją skądś kojarzę...- zaczęła mamrotać pod nosem. Nagle Pauli rozmył się obraz. Biała plama zamieniła się w czarną. Nie wiedziała gdzie jest.
- Niall! Niall!- usłyszała dziewczęcy głos. Podniosła swoje powieki i rozejrzała się dookoła. Leżała na ziemi, a wszędzie rosły drzewa i różne krzewy. Parę metrów od niej szła mała dziewczynka z długimi, aż do pasa, włosami. Mocno przytulała do swojego serduszka pluszowego misia. Paula przyjżała się jej dokładniej. Miała może siedem lat, chuda i blada na twarzy. Ubrana była w kolorową sukienkę, która była lekko ubrudzona na samym dole.
- Niall!- krzyczała najgłośniej jak mogła. Z jej oczu płynęły ogromne łzy, które Paula za wszelką cenę chciała otrzeć. Ale ona nie mogła się ruszyć. Stała i tylko patrzyła. Chociaż tak bardzo chciała podjeść i porozmawiać, ale nie mogła. Jej ciało jakby było sparaliżowane, niezdolne do wykonania jakiego kolwiek ruchu, a jej język odcięty, aby nie mogła nic mówić.
Dziewczynka szła przed siebie, dalej krzycząc męskie imię. Zapewne się zgubiła- pomyślała Paula. Szła za nią. O ile to chodem można nazwać. Ona unosiła się nad ziemią i nie zmieniała odległości między nią a spotkanym dzieckiem. Wydawało jej się, że zna tą dziewczynkę. Że zna to miejsce. Ale ta cholerna utrata pamięci dawała się we znaki. Podążając za dziewczynką, doszły do pewnej studni, przy której mała usiadła. Oparła się o szare cegły i pociągnęła nosem. Ciągle przytulając swojego misia zaczęła chlipać. Schowała głowę miedzy kolana i rozpłakała się na dobre. Siedziała tak od dłuższego czasu i nikt po nią nie przyszedł. Paula również usiadła i oparła się o studnię, która wydała z siebie dziwny dźwięk. Przestraszona dziewczynka zaczęła się oglądać na wszystkie strony, myśląc że jakiś niedźwiedź, będzie chciał ją zjeść. Oparła się jeszcze bardziej, przez co stare cegły zaczęły się osuwać do tyły. Spadły w dół.
- Paula? Wszystko okej?- usłyszała nad uchem głos bruneta.
Dziewczyna szeroko otworzyła oczy i znowu spojrzała na telewizor. Zayn włączył pauzę, a na ekranie nadal była studnia.
- Tam było ciemno... I zimno... Bałam się...- mówiła dziewczyna patrząc przed siebie.
- O czym ty mówisz?- zapytał zdezorientowany chłopak.
- Studnia. Ja wpadłam do studni.- powiedziała i spojrzała na chłopaka.
Zayn na początku nie wiedział o co chodzi. Dopiero po chwili zrozumiał. Przypomniała sobie. O to mu właśnie chodziło. Cel został osiągnięty.
- Co widziałaś?- zapytał.
- Byłam w lesie. Szłam za jakąś dziewczynką, która błąkała się wśród drzew. Dotarłyśmy do pewnej studni, przy której usiadłyśmy. Oparłyśmy się o cegły, która nagle się ruszyły. I spadłyśmy.- zaczęła mówić szeptem.
- Jak wyglądała ta dziewczynka?- zadał kolejne pytanie.
- Miała długie włosy. Ubrana w letnią sukienkę. Ciemna i duże oczy, z których cały czas leciały łzy...- zaczęła wymieniać.- Miała około 7 lat.
- A wiesz może co ona tam robiła?
- Nie mam pojęcia. Wołała czyjeś imię. O Boże...- jęknęła, kiedy przypomniała sobie kogo wołała dziewczynka.
Zayn szeroko się uśmiechnął. Było dobrze. Wręcz bardzo dobrze. Nie miał pojęcia, jak jeden film może tyle zrobić. Był z siebie dumny, że udało mu się przywrócić, chociaż wspomnienie z dzieciństwa Pauli.
- Niall...- szepnęła brunetka.- Tym dzieckiem... Tą dziewczynką... Byłam ja?
Chłopak siknął głową. Paula wyrzuciła z siebie powietrze i zaczęła kręcić głową. Nie mogła uwierzyć. To małe, bezbronne dziecko, które błąkało się po lesie, to była ona. Zamknęła jeszcze raz oczy. Przypomniała sobie chłód. Ciemność. I ból. Potworny ból wyrządzony przez upadek. Jej ręce i nogi wygięły się na wszystkie strony. A ona nic nie mogła zrobić. Leżała i była pewna, że nikt jej nie znajdzie. Że nikt nie będzie się interesował jakimś dzieckiem, które nawet po lesie nie umie chodzić. Doszedł jeszcze głód. I spragnienie. Jej usta były całkowicie pozbawione wody. Czekała. Nie na pomoc. Tylko na śmierć. Miała nadzieję, że umrze.
- Czemu płaczesz?- zapytał cicho Zayn.
- Ja... nie wiem.- powiedziała i wybuchła głośnym płaczem. Zayn objął ją swoimi ramionami, tak aby czuła się bezpiecznie. Nie mógł pozwolić, aby jego szczęście miało cierpieć.
Siedzieli tak przez dłuższą chwilę. Paula nadal płakała chociaż sama nie wie dlaczego. Ale musiała się w końcu wypłakać. Emocje wzięły w górę. Dopiero teraz sobie uświadomiła jak jej jest ciężko. Jak bardzo chciałaby przypomnieć sobie swoją rodzinę, przyjaciół. Ale nie mogła.
- Wiesz co? Współczuję tym, którzy mnie znają. I sobie. Nie przypomnę sobie, kto kiedyś dla mnie znaczył... Nie przypomnę sobie tych wszystkich wydarzeń, które pewnie miały wielkie znaczenie w moim życiu.- Paula oswobodziła się z ramion Zayna i wyjęła złote serduszko.- I nie przypomnę sobie, kto mnie kochał, skoro podarował mi ten naszyjnik.- szepnęła i zaczęła znowu chlipać.
Zayn również nie mógł opanować łez. Najchętniej to by wszystko powiedział. O tym że byli razem. Że się mocno kochali. Że to przez niego ona wyjechała. I o tym, że Aria oszukała go i że mogą być razem. Ale nie zrobi tego. Nie może stracić zaufania dziewczyny, która w ogóle go nie pamięta.
- Proszę cię nie płacz już...- powiedział i objął dziewczynę ramieniem.- A tak w ogóle to od kiedy masz zamiar przestać używać wody?- zapytał po chwili rozbawiony.
Paula spojrzała na zegarek a potem szeroko się uśmiechnęła.
- Jest godzina 18.45. Zakład trwa do do środy, do godziny 18.45. Szykuj się na porażkę.- powiedziała i wystawiła język.
*
- Co tam u was?
- Nic ciekawego. Siedzimy i czekamy aż w końcu odezwie się Zayn. A u was? Wszystko w porządku z mamą?
- Na szczęście tak. Ta niemiecka policja oskarżyła ją, że jest jakąś uciekinierką z więzienia. Ma podobne nazwisko i jest podobna z wyglądu do jakieś przestępczyni i musiałem przyjechać, żeby potwierdzić że jestem jej synem i że mama przyjechała tutaj pracować, a nie że uciekła z więzienia. Od dzisiaj nienawidzę Niemiec.
- Ale tam są też nasze fanki...- jęknął Liam
- Powiedziałem, że nienawidzę Niemiec, a do fanek nic nie mam. A wiecie coś? O Zaynie i o Pauli?
- Zayn wysłał nam jednego sms-a dwa dni temu. "Wszystko jest okej. Nic mi nie jest. Niedługo wrócę. Trzymajcie się."- przeczytał sms-a Harry
- Dużo to on nie powiedział... Dobra będę leciał. Macie pozdrowienia od Lexi.
- A gdzie ona teraz jest?- zapytała Alex
- Poszła się przejść i zrobić drobne zakupy. Dobra, tylko nie pozabijacie się tam.
- Wszyscy to samo... Niall my nie mamy pięciu lat!- krzyknął obrażony Louis
- Pięć to jeszcze nie. Ale trzy to już na pewno. Dobra zmykam. Za dwa dni wrócimy. Trzymajcie się.
- Pa Niall!
Liam zamknął laptopa i upił łyk wody z butelki.
- Przynajmniej on się odezwał...- szepnął Harry
- Spokojnie. Założę się, że Zayn znalazł Paulę i są cali i zdrowi.- powiedziała Alex i przytuliła się do swojego chłopaka.

- Hej Paula!- krzyknął  kiedy przekroczył próg domu dziewczyny
- Cześć!
Brunet zaczął się rozbierać, a do przedpokoju zaraz przybiegła Ori, która od razu wskoczyła na gościa.
- Hej Ori! Też się cieszę, że cię widzę.- zaśmiał się, kiedy pies zaczął lizać jego twarz.
- Zjesz ze mną śniadanie?- usłyszał głos dziewczyny dochodzący z kuchni.
- Z chęcią.- powiedział głaszcząc psa.
Poszedł do salonu i rzucił gumową piłeczkę psu, który skoczył do góry i złapał w powietrzu zabawkę. Do salonu przyszła Paula z talerzem kanapek i dwoma herbatami.
- Koniec zabawy. Bo zaraz mi tu wszystko zwalicie.- powiedziała stanowczo i zabrała piłeczkę. Ori od razu posmutniała i zaczęła piszczeć, na co dziewczyna głośno westchnęła.
- Później się pobawisz...
- Jak tam samo poczucie?- zapytał Zayn.
- Całkiem  dobre. Nie mogłam wczoraj usnąć przez ten horror, ale Ori wskoczyła do łóżka i razem spałyśmy.                                                                                                                                                                                                  
- Czym ty zrobiłaś herbatę? Jakoś mi się przypomina, że do tego potrzebna jest woda.- powiedział rozbawiony Mulat.
- Kurcze, przegrałam zakład.
- Hahahahaha, nie no dobra dam ci jeszcze jedną szansę.

Od czasu do czasu można było usłyszeć cichy pisk Ori, która nie mogła się doczekać aż przybyty gość, zacznie się z nią bawić.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Już to zrobiłaś.- powiedział rozbawiony Zayn.- Co chcesz wiedzieć?
- Po co przyjechałeś do Cambridge?- zapytała cicho.
Chłopak zamilkł. Nie wiedział co ma powiedzieć. Miał skłamać czy powiedzieć prawdę? Przyjechał tutaj żeby znaleźć Paulę, czy w celu załatwieniu kilku spraw? Wiedział, że jeżeli raz skłamał, to nie uniknie kolejnych kłamstw. Ale prawdy nie może powiedzieć. Co tu zrobić?
- Musiałem odpocząć. A przy okazji dowiedziałem się, że mieszkasz w pobliżu, więćc chciałem cię też odwiedzić...- powiedział z uśmiechem.
- A kiedy wracasz do Londynu?- zadała kolejne pytanie.
Zayn westchnął. I co ma teraz powiedzieć?
- Szczerze? Nie wiem.
Paula uśmiechnęła się. Ta odpowiedź bardzo jej pasowała. Chciała, aby jak najdłużej Zayn został w Cambridge. Była szczęśliwa, że ktoś ją odwiedza i że z tym kimś ma bardzo dobry kontakt. Była po prostu szczęśliwa, że spotkała Malika. A może ona już znała go wcześniej? To pytanie nasuwa jej się praktycznie codziennie, kiedy leży sama w łóżku. Zamyka oczy i próbuje zajrzeć w głąb swojej głowy z nadzieją, że może coś sobie przypomni. Ale wtedy zawsze dochodzi do wniosku, że to na marne.
Jedynie przy chłopaku może cokolwiek sobie przypomnieć. Pojedyncze zdania, czasami dłuższe dialogi, bądź niektóre miejsca. Nie jest to jednak zbyt wiele, ale w przeciągu dwóch dni przypomniała sobie więcej, niż po powrocie ze szpitala. Kilka razy szukała w internecie informacji o amnezji. Na większości forach i blogach pisało, że są marne szanse aby odzyskać pamięć. Ale ona w to nie wierzyła. Miała nadzieję że odzyska wspomnienia.
- A coś się stało?- zapytał.
- Nie, tylko...- przerwała.
Zayn spojrzał na nią i wyczekiwał dalszego wyjaśnienia. Dziewczyna westchnęła i spuściła wzrok w dół.
- Tak się zastanawiam... Czy... Czy nie zechciałbyś mieszkać razem ze mną? Dopóki nie wyjedziesz?- zapytała cicho.- Oczywiście zrozumiem, jeśli się nie zgodzisz... Po prostu pomyślałam, że skoro przyjeżdżasz codziennie i z tego co zauważyłam nie masz nic do roboty, a na górze jest jeden pusty pokój, więc...
Paula w końcu podniosła wzrok, a w jej oczach można było dostrzec takie jasne światełka nadziei. Podniosła lekko do góry swoje kąciki ust i czekała na odpowiedź. Zayn patrzył się i znowu nie wiedział co powiedzieć. Był taki szczęśliwy, że mógłby zaraz skakać po całym domu!
- Jeżeli nie będę w niczym przeszkadzać to...
- Oczywiście, że nie będziesz przeszkadzać!- przerwała mu od razu Paula.
- No to w takim układzie...
Zayn znowu nie mógł dokończyć, gdyż brunetka wręcz rzuciła mu się na szyję. Zaskoczony tym gestem zaczął się śmiać, a potem również oplótł swoje ramiona na jej plecach. Po chwili dziewczyna odsunęła się od niego i spojrzała mu w tęczówki. Przed jej oczami znowu pojawiła się biała plama, która zaczęła się przekształcać.
- Liam, dupku!
- Oczekiwałem na lepsze powitanie, ale co tam.
 - Co ty tu robisz?
- A tak sobie przyszedłem. Zobaczyłem, że śpisz i nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zrobić ci zdjęcia, jak tak słodko sobie drzemiesz. Poczekałam przez chwilę, no i mam! Zdjęcie Pauli po przebudzeniu.

Otworzyła szerzej oczy i głośno wypuściła powietrze z płuc. Zaczęła głębiej oddychać. Znowu go widziała. Znowu miała przed sobą twarz Zayna. To nie może być przypadek, że akurat jego ciągle widzi. Spojrzała się na chłopaka, który cały czas się uśmiechał.
- Coś nie tak?- zapytał
- Widziałam cię. Znowu.- powiedziała z szerokim uśmiechem.
- To chyba dobrze, nie?- zapytał rozbawiony.
- Wręcz bardzo dobrze!- krzyknęła i znowu rzuciła mu się na szyję.
Przez kilka godzin Zayn i Paula wspólnie spędzali czas na opowiadaniu sobie dowcipów, wspólnym śpiewaniu przy pianinie i bawieniu się z Ori. W między czasie Zayn pojechał do hotelu po swoje rzeczy i zapłacił za pobyt. Był szczęśliwy, że udało mu się zdobyć zaufanie Pauli. Że będzie miał ją pod swoją opieką 24 godziny na dobę. Wiedział doskonale, że będzie musiał wrócić do Londynu. Paul się wścieknie, jak się dowie o jego nagłym wyjeździe. O ile już się nie dowiedział. Nie wie. Miał wyłączony telefon i jakoś nie zależało mu na kontaktowaniem się z rzeczywisotścią. Inaczej tego nie mógł określić.
- To co robimy?- zapytała dziewczyna, kiedy Zayn skończył rozpakowywać swoje ciuchy w szafie.
- Mówiłaś coś, że masz gitarę...- zaczął i się uśmiechnął.
- No mam. Ale nie mam pojęcia skąd!- krzyknęła i wyszła z pokoju. Po chwili wróciła z czarną gitarą w ręku.
Zayn wziął instrument i okręcał go dookoła szukając na pudle rezonansowym znaczących wypukleń.
- O są!- powiedział zadowolony, kiedy znalazł, to czego szukał.
Dziewczyna spojrzała niepewnie i usiadła koło niego na łóżku. Zayn doskonale znał tą gitarę. Razem z Liamem wybierał kolor instrumentu. Wiedział, że dziewczyna będzie zadowolona z takiego prezentu. Ale Liam wpadł na jeszcze jedne pomysł.
- A może podpisać się na niej? Będzie wiedziała od kogo dostała i w jakich okolicznościach. Wtedy na pewno nie zapomni ile dla nas znaczy.- zaproponował.
- Hm, w sumie dobry pomysł. A jak ty chcesz to zrobić?- zapytał Zayn.
- Mój znajomy bawi się w takie coś. Mieszka na obrzeżach Londynu. Półgodziny drogi.
- No to dawaj jedziemy.
- Co znalazłeś?- zapytała Paula.
- Daj swoją rękę i zamknij oczy.- powiedział cicho. Dziewczyna chwilę się zawahała i wykonała polecenie Zayna.- A teraz przeczytaj to co poczujesz.
Paula przyłożyła rękę do instrumentu i zaczęła gładzić opuszkami palców drewno, które w niektórych miejscach było wypukłe.
- Hm, jakieś litery...- szepnęła.
- Jakie?
- H, A, chyba F, albo P ale raczej P. Dwie litery P...
Paula zaczęła wymieniać wszystkie litery, jakie miały do czynienia z jej palcami, a Liam wszystko zapisywał w swoim notesie.
- ...Na końcu są jeszcze trzy wykrzykniki.- powiedziała z uśmiechem i otworzyła oczy.
- A teraz przeczytaj to.- nakazał chłopak i podał jej notes.
- Happy Birthday Lily wish Niall, Liam, Zayn, Louis and Harry. No i trzy wykrzykniki.
Paula spojrzała na gitarę, potem na notes, a na samym końcu na Zayna. Ten tylko oczekiwał, żeby chodź jedno wspomnienie wróciło, ale chyba się przeliczył.
- Nic sobie nie przypominasz?- zapytał po chwili.
- Nic. Niestety... Przepraszam...- szepnęła i spuściła wzrok w dół.
- Ej, nie masz za co.- powiedział i objął ją ramieniem.
- Uwierz mi, mam. Ty cały czas przebywasz ze mną i pomagasz mi jak tylko możesz, żebym sobie cokolwiek przypomniała. Ale twoje starania jak widać idą na marne... Nie mam pojęcia co robić. W głowie mam taką blokadę. Jakby żelazną bramę, do której nie mam odpowiedniego klucza...
- I obiecuję ci, że znajdziesz ten pasujący klucz. A ja ci w tym pomogę.- powiedział z uśmiechem.
Paula westchnęła i w końcu spojrzała na chłopaka. Miała tylko nadzieję, że jego słowa nie będą głupimi obietnicami, które dla niego niczego nie znaczą i że jej pomorze. Chociaż już to zrobił. Pomógł jej się podnieść, kiedy ona leżała na skraju swoich emocji. Gdyby nie on, już dawno leżałaby w grobie. Nie chciała żyć. Nie miała dla kogo... Miała żyć dla siebie? To nie był wystarczający argument w jej przypadku.
- No to może coś zagrasz?- zapytała w końcu.
- Dawno nie grałem...
- To samo mówiłeś z pianinem.- powiedziała z przekąsem, na co obydwoje się zaśmiali.
- Ja nie powinienem...- zaczął mówić.
- Dlaczego?
- To jest twoja gitara. Twój prezent. Twoja własność.
- Ale ja...- wyrwała się Paula, ale Zayn jej przerwał.
- To ja ci przypomnę.- powiedział i pokazał dwa rządki białych ząbków. Wziął instrument i zaczął delikatnie szarpać struny. Dziewczyna uważnie przypatrywała się każdemu ruchowi. Każda nutka wydobyta z tego instrumentu była jak narkotyk dla Pauli. Dopiero teraz przypomniała sobie, jakie piękne dźwięki wydobywa ten drewniany przedmiot.
- Przepraszam, ale nie umiem za dobrze grać...- powiedział i odłożył na bok gitarę.
- Nic się nie stało. I tak mi się podobało. Jak zawsze.- powiedziała z uśmiechem.
Do pokoju przyszła Ori i zaczęła piszczeć. Paula spojrzała na zegarek i zerwała się na równe nogi.
- Z tego wszystkiego zapomniałam dać Ori jeść!- krzyknęła i szybko pobiegła na dół a za nią futrzak.
Zayn zaśmiał się pod nosem i również podniósł się z łóżka. Spojrzał jeszcze raz na gitarę i wyszedł. Poszedł prosto do kuchni, gdzie brunetka w pośpiechu przygotowywała posiłek dla psa. Wzięła srebrną miskę i zaczęła nakładać, ale...
- Wygrałem!- krzyknął Zayn- O co chi chodzi?- zapytała zdezorientowana dziewczyna i wróciła do wcześniej przerwanej czynności.
- Wygrałem zakład.- powiedział z uśmiechem.
Paula szybko upuściła miskę z wodą, która się rozlała i spojrzała na zegarek.
- Wcale że bo nie! Już jest 18.46!- krzyknęła zadowolona.
- Z tego co pamiętam podczas zakładu patrzyłaś na zegarek, który wisiał w salonie, a tam pokazuje... dokładnie 18.44. Wygrałem.- powtórzył jeszcze raz.- Zacznij się pakować.
Paula położyła miskę z jedzeniem na ziemię, do której od razu podszedł husky.
- Ale Zayn! To był nagły wypadek! Miałam pozwolić, żeby pies zdechł z pragnienia  ?
- Ja w nagłych wypadkach nie używam wody.- powiedział i pokazał język.
- Nigdzie nie jadę.- powiedziała stanowczo i nawet tupnęła nogą.
- Przegrałaś i musisz dokonać wypłaty. Jedziesz ze mną do Londynu.
- A Ori? Przecież jej tutaj nie zostawię...- zaczęła mówić.
- Ori jedzie z nami.
- No ale...- przerwała
- Co? Już ci się argumenty skończyły? Przykro mi innych nie znajdziesz.
- Ale przed chwilą się wprowadziłeś. I teraz znowu masz zamiar się pakować?
- Hm, w sumie masz rację. Dlatego pojedziemy gdzieś tak za trzy dni. Okej? Zdążysz się spakować i przy okazji pójdziesz do lekarza na badania kontrolne.
- I tak nigdzie się stąd nie ruszę.- powiedziała stanowczo.- A tak w ogóle to ja nie znam Londynu. Nigdy tam nie byłam i... Chociaż, nawet nie wiem czy tam byłam, czy nie...- powiedziała cicho.
- No to będziesz miała okazję się przekonać. Przykro mi, ale innej opcji nie przewiduję.
Dziewczyna zaczęła zgrzytać zębami. Była wściekła na siebie. Bez słowa minęła Zayna i poszła do salonu. Usiadła na kanapie i włączyła pierwszy lepszy kanał na jaki trafiła.  Zaraz do niej dosiadł się Zayn, który cały czas był rozbawiony całą tą sytuacją i nie mógł powstrzymać chichotu.
- Na serio wolisz oglądać anatomię żaby, niż ze mną rozmawiać.
Paula nic nie odpowiedziała tylko jeszcze bardziej rozsiadła się na kanapie. Zayn znowu parsknął śmiechem na co dziewczyna od razu walnęła go poduszką. Oczywiście chłopak zaraz jej oddał. Przez kilka dobrych minut bili się poduszkami nie ruszając się z miejsca. Brunetka próbowała mieć dobrą minę do złej gry, ale zbytnio nie udawało jej się to.
- I co się tak cieszysz jak głupi do sera?- zapytała z przekąsem.
- Po prostu cieszę się, że dzięki swojej głupocie wygrałem zakład. A teraz przestań udawać że się gniewasz, bo nie za bardzo ci to wychodzi.
- A skąd wiesz, że ja udaję?
- Nie zapomnij o tym, że ja już ciebie doskonale znam.
- A ty to oczywiście perfidnie wykorzystujesz, że ja ciebie nie.
- Ja tego nie powiedziałem. A teraz co robimy?
- Szczerze? Jestem wykończona dzisiejszym dniem.
- Przecież jest dopiero 19.14!
- Ale ja idę spać.- powiedziała i podniosła się z kanapy.- Wyłącz później telwizor, okej?
- Jasne. Ja też nie będę zbyt długo siedział. Dobranoc Paula.
- Dobranoc Zayn.
Dziewczyna poszła na górę prosto do łazienki. Opłukała dokładnie swoje ciało, które później zawinęła ręcznikiem. Założyła swoją piżamę i położyła się do łózka.
Li zaczął oglądać jakiś przygodowy film, ale w połowie mu się znudził. Poszedł do siebie i wziął szybki prysznic. Ten dzień również go wykończył i nie miał pojęcia dlaczego. Nie minęło kilka minut, a już udał się do krainy Morfeusza.
W środku nocy Zayna obudził krzyk brunetki. Zerwał się szybko i pobiegł do jej pokoju. Zobaczył jak Paulina rzuca się na całe łóżko i głośno krzyczała.
- Paula obudź się!- krzyknął zayn i zaczął delikatnie potrząsać jej ciało. Dziewczyna otworzyła czerwone oczy od łez i kiedy zobaczyła bruneta od razu wtuliła się w jego tors.
- Już ciii... To był tylko sen. Już jest dobrze...- próbował ją uspokajać.
- Ale ja... ja nawet nie wiem czemu płaczę!- krzyknęła i kolejne łzy spłynęły jej po policzku.
- Opowiedz mi...
- To była jakaś impreza... Dużo ludzi... Głośna muzyka... Było świetnie. Nagle ktoś wszedł... Kobieta. Kasztanowe włosy sięgały jej do ramion... Zaczęła się kłótnia... Nie pamiętam o co dokładnie, ale ta dziewczyna miała chyba na imię Aria, bo co chwila ktoś szeptał to imię. Ale jedno zdanie zapamiętałam...- Paula spojrzała w oczy bruneta- Jestem w ciąży. Zostaniesz ojcem, Zayn.
Malik zamarł. Jego twarz automatycznie zrobiła się blada, a źrenice powiększyły się do maksymalnych rozmiarów.
- Zayn, kim jest Aria?


Dobra, w związku z tym, że było 6 komentarzy,a Oli nadal na blogu nie ma, więc (mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi) udostępniam rozdział za nią. 
1 - Imagin nie jest mój, tylko innej Oli, która razem ze mną i Kasią prowadzi tego bloga,jednak obecnie jest ona niedostępna i poprosiła mnie, żebym ja wstawiała kolejne rozdziały
2 - Rozdziały są pisane przez Olę, nie przeze mnie, gdyż całe opowiadanie jest już napisane, jednak jak widać nie wszystko jeszcze trafiło na bloga. Wielkie pozdrowionka dla Oli! :* <3 

Nie obraźcie się, ale żeby nadrobić trochę nie będę teraz oczekiwała ustalonej liczby komentarzy. Jednak oczywiście zasadą jest CZYTASZ - KOMENTUJESZ. Kolejne rozdziały będą teraz dodawane częściej, może nawet się zdarzyć, że z dnia na dzień, ale przy nowych opowiadaniach zasada z komentarzami wróci. ZMIANY SĄ TYLKO CHWILOWE!!! 
~Malikowa i Hazzowa (tylko udostępniłam i napisałam notkę pod spodem)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Zayn - część X

** z punktu widzenia Zayn'a **

- Cześć kochanie, tęskniłeś? - Usłyszałem od razu po otwarciu drzwi. Momentalnie zastygłem w bezruchu. 
- Adelaide?! - Z moich ust wydobył się cichy syk. Dziewczyna uśmiechnęła się kpiąco w moją stronę
- A niby kto inny? Przeszkadzam ci kochanie? - Na jej twarzy cały czas gościł ten irytujący uśmieszek. Bardzo dobrze wiedziała, że nie byłem tu sam. Chwyciłem ją za nadgarstek i pociągnąłem w stronę kuchni. Brunetka wyrywała mi się, ale nie miałem zamiaru ją puścić. Przeciwnie, zacisnąłem mocniej swój uścisk. 
- Ała! Puszczaj mnie! - Krzyknęła. Zrobiłem to co kazała, a Adelaide'a wpadła na blat. Złość we mnie sięgnęła zenitu. 
- Co ty tu robisz do jasnej cholery?! - Krzyknąłem prosto na dziewczynę, jednak pamiętając, by nie zrobić tego za głośno, bo TI była na górze. 

mina Zayn'a podczas rozmowy z Adelide'ą
- Zayn, przyszłam cię przeprosić... - Zaczęła dziewczyna, jednak przerwałem jej, uderzając pięścią w blat. W moich oczach panowała furia. 
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie chcę tego słyszeć?! Odczep się w końcu ode mnie kobieto! Zostaw mnie w spokoju! - Powiedziałem ostro, jednak Adelide'a nic sobie z tego nie robiąc, kontynuowała dalej.
- Ale Zayn, ja cie kocham... - Nie zdążyłem odpowiednio szybko zareagować, gdy dziewczyna złapała za moją koszulę i przyciągnęła do siebie, zmuszając mnie do pocałunku. Kilka sekund później usłyszałem jak drzwi wejściowe zamykają się z głośnym hukiem. TI...

** z punktu widzenia TI **

- ... Cześć kochanie, tęskniłeś? - Słowa wysokiej brunetki obijały się niczym echo w moich uszach. Zamknęłam oczy i próbowałam uspokoić oddech. Nogi wzrosły mi w ziemię i za wszelką cenę nie chciały się poruszyć. Gdy z powrotem otworzyłam powieki zobaczyłam jak Zayn ciągnie dziewczynę za nadgarstek do kuchni. Wykorzystałam moment i pobiegłam do pokoju Malika po swoje rzeczy, które wcześniej tam zostawiłam. Moje ręce całe się trzęsły, dlatego spakowanie się zajęło mi więcej czasu.
- Na co ty w sumie liczyłaś TI?! Że w końcu twoje życie będzie pełne miłości i kolorów?! Nigdy tak nie było, więc dlaczego miałoby tak być tym razem! - W kącikach moich oczu zgromadziły się łzy. Szybko wypadłam z pokoju i zbiegłam na dół, uważając przy tym, żeby Zayn mnie nie usłyszał. Mijając kuchnię przystanęłam, a widok, który ujrzałam sprawił, że nie kontrolowałam już swoich emocji. Mulat stał przy blacie i namiętnie całował tą suke! 


- Zayn, ty idioto! Jak mogłeś?! - Powiedziałam z wyrzutami sama do siebie, po czym wybiegłam jak najszybciej z domu chłopaka, trzaskając przy tym drzwiami. 
Szłam szybkim krokiem w stronę swojego mieszkania. Na polu było już całkiem ciemno, do tego widoczność zasłaniały mi łzy spływające po policzkach. Od kilku godzin padał deszcz, dlatego moje ubranie było już przemoknięte do suchej nitki. Gdy znalazłam się już dostatecznie od domu Zayn'a, zatrzymałam się na środku chodnika i ukryłam twarz w dłoniach. Dookoła mnie siało pustką, co sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej przygnębiona. Mój oddech zdążył zwolnić, a łzy się zatrzymały. Uniosłam swoją twarz do góry, a ręce wystawiłam do przodu, pozwalając tym samym, by mokre krople deszczu spadały wprost na nie.



Pod wpływem deszczu, moje ciało się odprężyło i zrelaksowało. Idąc dalej, wyciągnęłam telefon i wybrałam numer jedynej osoby, na którą zawsze mogłam liczyć. Po kilku sekundach usłyszałam kojący głos, po drugiej stronie słuchawki.
- Halo? - Powiedziała lekko zaspana Nicki.
- Hej, mogłabym do ciebie wpaść? - Chciałam brzmieć jakoś normalnie, ale najwidoczniej mi się nie udało, gdyż moja przyjaciółka od razu oprzytomniała
- TI! Coś się stało?! Boże, gdzie ty jesteś? - W jej głosie wyraźnie było słychać panikę. 
- Idę do domu. Będę u ciebie za niecałe 30 minut, dobrze? - 
- No pewnie przychodź! Przygotuję ciepłą herbatę! - Dokończyła, po czym usłyszałam tylko pikanie oznajmiające zakończone połączenie. W tym samym czasie skręciłam w ulicę, na której znajdowało się moje mieszkanie. Szukając kluczy w torebce nadal trzęsły mi się ręce, ale tym razem również z zimna.
- Boże... jaka ja jestem bezradna - Powiedziałam otwierając drzwi, a po moich policzkach znów spłynęła fala łez. Wchodząc do środka, oparłam się o drzwi i zjechałam na podłogę.


Siedziałam tak chyba przez 10 minut, jednak przemoknięte ubrania dały się we znaki. Powlokłam się na górę, zmieniłam ciuchy na to ubranie TI, po czym, chwytając w przelocie kurtkę i torbę z rzeczami, wcześniej przygotowanymi do Nicki, wyszłam z powrotem na deszcz. Gdy dotarłam do przejścia dla pieszych bez zastanowienia weszłam na ulicę. Ostatnim co zobaczyłam i usłyszałam były światła nadjeżdżającego samochodu i głośny klakson.


10 komentarzy = następny rozdział 

sobota, 9 listopada 2013

Niall-cz. XX

*włącz*
- W czymś mogę pomóc?- zapytała z uśmiechem na ustach.
- Paula?
Dziewczyna popatrzyła na niego przez chwilę, a potem znowu szeroko się uśmiechnęła.
- Tak to ja. A ty...?
- Nie poznajesz mnie?- zapytał łamiącym się głosem Zayn.
Brunetka przyjrzała mu się dokładniej, ale i tak nie wiadomo ile by się wysiliła to i tak nie mogła sobie niczego przypomnieć. Miała czarną dziurę w głowie. Wszystkie wspomnienia wygasły, jak płomyk ostatniej zapałki.
- Przepraszam, ale nie mogę sobie przypomnieć. Jak masz na imię?- zapytała, mając nadzieję, że może sobie coś przypomni.
Chłopak stanął jak wryty. Nie mógł zrozumieć. Ona udaje, czy na serio nie pamięta?
- Paula to nie jest śmieszne...- powiedział poważnym tonem.
Dziewczyna westchnęła. Była szczęśliwa, że w końcu znalazła kogoś, kto ją zna, ale za to ona nie znała tego chłopaka o brązowych oczach. Wydawało jej się, że skądś zna chłopaka, ale nie wiedziała skąd. Jedynym wyjściem, żeby czegoś więcej się dowiedzieć było lepsze zapoznanie się z chłopakiem.
- Przykro mi, ale ja... Nie przypominam sobie, żebym cię znała...- powiedziała i spuściła głowę w dół.- Ale skoro ty mnie znasz, to może... Nie zechciałbyś wejść na chwilę i napić się gorącej herbaty?- zapytała, mając nadzieję na przyjęcie zaproszenia.
Zayn nadal stał jak słup soli. Nie wiedział co miał robić. Miał nadzieję, że Paula tylko udaje i że zaraz będzie mógł ją mocno do siebie przytulić. Ale ta nadzieja nawet na najmniejszy uścisk bladła z każdą minutą.
- Więc?- zapytała znowu dziewczyna.
- Emm... jeżeli nie będę ci w niczym przeszkadzał...- zaczął jąkać się chłopak.
- Ależ oczywiście, że nie!- krzyknęła uradowana brunetka i aż ze szczęście klasnęła w swoje dłonie. Za chwilę podeszła do bramy i przekręciła w niej kluczyk.- Mam nadzieję, że nie boisz się psów...- powiedziała, kiedy husky zaczął wąchać gościa.
- Nie, nie. Lubię psy.- powiedział uśmiechnięty.
Na jego odpowiedź futrzak zaczął skakać na Zayna, co wywołało głośne śmiechy u Malika jak i u brunetki.
- Ori! Przestań skakać!- krzyczała właścicielka.
Otworzyła drzwi wejściowe do małego domku i zachęciła chłopaka, aby ten wszedł do środka. Od razu do jego nosa doszły zapachy cynamonu i wanilii, który roznosił się po całym mieszkaniu.
- Już wstawiam wodę na herbatę.- powiedziała z uśmiechem dziewczyna i poszła do kuchni.
Zayn w tym czasie zdjął swoją ciepłą kurtkę i powiesił na wieszaku. Rozejrzał się po wnętrzu domku. Nie wiedział dlaczego, ale wystrój i sam dom, bardzo przypominały mu o jego posiadłości nad jeziorem, po jego dziadkach. Trafił do salonu, w którym znajdowała się kanapa, jeden fotel, który od razu zajął pies, stolik do kawy, dwa regały, na których stały kwiaty. Ale jego oczy przykuł duży fortepian, stojący w oddali od wszystkich mebli, a zaraz koło niego sztaluga.
- Przyniosłam jeszcze ciasteczka.- usłyszał za sobą głos dziewczyny, która postawiła tacę z dwoma filiżankami gorącej herbaty i wcześniej wspomnianymi ciasteczkami.
- Moje imię już znasz, a teraz chciałabym poznać twoje.- powiedziała Paula i podeszła do niego.
Zayn był teraz pewny swoich przypuszczeń. I chociaż nie wie jak bardzo chciał to i tak musiał w to uwierzyć. Ona straciła pamięć. Nie pamięta go. I pewnie niczego z pobytu w Londynie.
- Zayn.- przedstawił się i wyciągnął swoją rękę, którą dziewczyna od razu uścisnęła.
Paula, a możesz nam coś zaśpiewać?
Dziewczyna od razu wycofała swoją rękę i szeroko otworzyła oczy.
- Coś nie tak?- zapytał przejęty chłopak.
Ona sama nie wiedziała co się stało. W jednej chwili zobaczyła tego samego chłopaka, który tak samo się uśmiechał jak pięć minut temu. Z niedowierzeniem zaczęła kręcić głową i stopniowo zwiększała odległość między nią, a nowo poznanym brunetem. A może ona już go znała?
- Emm, nie wszystko jest okej.- powiedziała spokojnie i wymusiła uśmiech.
Zachęciła chłopaka, aby usiadł koło niej na kanapie i po chwili pili gorący napój, który rozgrzewał ich zmarznięte ciała.
- Skąd jesteś?- zapytała po chwili dziewczyna.
- Z Londynu...- opowiedział smutno chłopak. Dziwnie się czuł odpowiadając na pytania Paula, których nie powinien w ogóle słyszeć.
- Może to być głupie pytanie, ale... dobrze mnie znasz?- zapytała przejęta.
Chłopak nic nie odpowiedział. Dalej siedział i patrzył się na swoją miłość, która w ogóle go nie pamięta.
- Przepraszam, powinnam w ogóle zacząć od początku.- powiedziała i odstawiła filiżankę z herbatą.- Nie wiem kim jestem, skąd jestem, a nawet nie wiem gdzie mieszkam. Wiem tylko tyle, że miałam wypadek w Wigilię, przez który straciłam pamięć. Mam pustkę w głowie, kiedy próbuję sobie co kolwiek przypomnieć. Nie pamiętam żadnych wydarzeń, a o osobach już nie wspomnę. Wszystko wydaje się takie rozmyte i niewyraźne. Pamiętam za to, jak przyjechałam do szpitala. Bolała mnie strasznie prawa ręka, z którą było ciężko.- i kiedy powiedziała ostatnie zdanie podwinęła rękaw swojego swetra ukazując przy tym zabandażowaną rękę.- Jesteś pierwszą osobą, która z tego co dzisiaj wywnioskowałam, chyba mnie zna. Nic o sobie nie wiem. Nie wiem, gdzie jest moja rodzina, czy mam w ogóle rodzinę, czy mam rodzeństwo, po prostu nic. Dlatego proszę cię, jeżeli wiesz o mnie cokolwiek to proszę powiedz mi...
W salonie zapanowała cisza, którą po chwili przerwała znowu brunetka.
- Jedynie co mi zostało po starym życiu to ten tatuaż w kształcie puzzla.- podwinęła tym razem lewy rękaw swetra.- I jeszcze ten naszyjnik.- powiedziała smutna i wyciągnęła na wierzch złote serduszko.- Nie mam pojęcia skąd je mam, a w szczególności ten tatuaż. Ale sądząc po tym wszystkim, to ktoś musi mieć drugą część tego puzzla, a ten wisiorek musiałam od kogoś dostać. Na odwrotnej stronie jest literka Z i P. Cały czas noszę go przy sobie, mając nadzieję, że w końcu spotkam kogoś, kto pomorze mi w odzyskaniu pamięci... Zayn, ty płaczesz?- zapytała dziewczyna, kiedy spojrzała na chłopaka.
Szybkim ruchem chłopak wytarł słone łzy, których nie mógł powstrzymać. To wszystko wydawało mu się nierealne. Miał nadzieję, że zaraz ktoś przyjdzie i krzyknął Mamy cię! i że to będzie jeden wielki żart. Jednak to była prawda. Przeczesał ręką swoje włosy i głośno westchnął.
- Ktoś cię tutaj przywiózł, czy sam tutaj dojechałaś?- zapytał po chwili chłopak.
- Jak się obudziłam w szpitalu, to nawet nie pamiętałam jak się nazywam.- prychnęła dziewczyna.- Za to w sali siedział Mike. Nie mam pojęcia skąd go znam, ale on nie chce mi nic powiedzieć na temat przeszłości. Cały czas powtarza, że trzeba żyć dalej a nie martwić się o przeszłość. A ja właśnie chc...
- Zaraz, chwila!- przerwał jej chłopak.- Kogo widziałaś?
- Mike. Tak mi się wydaje, że tak ma na imię. Przyjeżdża tutaj codziennie z zakupami. W sumie to powinien zaraz tu być.- ostatnie zdanie powiedziała patrząc na zegarek.
- Mike powiadasz...
Zayn zaczął kręcić głową. Znowu nie mógł uwierzyć. Jego kumpel oszukał go i nic nie mówił, że wie gdzie jest Paula! Już po raz kolejny zawiódł się na swoich przyjaciołach.
- A ten Mike, coś jeszcze mówił?- zapytał po chwili.
- Niewiele. Mówił, że przed wypadkiem bardzo ładnie malowałam, dlatego stoi tu sztaluga. Ale nie mam pojęcia skąd jest tutaj pianino. A na górze mam jeszcze gitarę. Nie wiem, czy umiem grać, czy to wszystko tutaj stoi tak tylko dla ozdoby. Mike mówił, żebym nawet nie próbowała siadać do pianina, bo nie umiem grać, a tym bardziej śpiewać. Więc na razie skupiam się na malowaniu, które nie za bardzo mi wychodzi...- powiedziała zmarnowana i zaczęła głaskać swojego psa.- Tak samo jak z Ori. Nie przypominam sobie, żebym kupiła psa. Ale z drugiej strony cieszę się, że mam tutaj jakiegoś towarzysza. Przez cały dzień nic nie robię, tylko próbuję sobie przypomnieć, moje dawne życie. Ale na marne. Do dzisiaj...- powiedziała szeptem.
- Przypomniałaś sobie coś?- zapytał przejęty.
- Niewiele. Widziałam... ciebie.- powiedziała z uśmiechem.- Mówiłeś coś w rodzaju  Paula, a możesz nam coś zaśpiewać? Wtedy jak się z tobą witałam. Co tak odskoczyłam... 
Zayn przysunął się do niej i złapał ją za rękę.
- Obiecuję, że przypomnisz sobie wszystko. A ja ci w tym pomogę.- powiedział patrząc w jej oczy.
Nagle usłyszeli jak drzwi wejściowe się otwierają, a Ori od razu pobiegła zobaczyć kto przyszedł.
- Jestem!- usłyszeli męski głos, dochodzący z holu.
- Cześć Mike!- krzyknęła Paula.- Chodź do salonu. Mamy gościa.- powiedziała z uśmiechem.
- Już idę. Rany jak jest zimno. Lepiej nie wychodzić z domu, bo moż...
Do salonu wszedł chłopak, który przerwał swoją wypowiedź kiedy zobaczył Zayna. Ten podniósł się z kanapy i stanął naprzeciwko Mike.
- Mike, to jest Zayn. Zayn to jest właśnie Mike, o którym ci mówiłam.- powiedziała z uśmiechem.
- Miło mi cię poznać.- powiedział z sarkazmem Malik i wyciągnął swoją rękę. Mike nadal stał, do tego z otwartą buzią.
- Paula, mogłabyś zostawić nas samych?- zapytał po chwili chłopak.
- Oczywiście. To ja pójdę z Ori na spacer.- powiedziała z uśmiechem i wyszła z salonu. Po chwili wróciła spowrotem do pomieszczenia.- Miło mi było cię poznać Zayn. I mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.- powiedziała i puściła oczko chłopakowi. Po chwili można było usłyszeć jej śmiech, spowodowany przez  psa.
- Co ty tu robisz?- zapytał Mike.
- Co ja tu robię? Chyba powinienem o to ciebie zapytać!
- Nie miałem innego wyboru.- powiedział chłopak przez zaciśnięte zęby i wyminął Malika.
- Nie miałeś innego wyboru... Rozumiem. A nie przyszło ci do głowy, co przeżywaliśmy przez te kilka dni?! Paula brała udział w wypadku. Nie no fajnie, ale gdzie ona teraz jest? Do jasnej cholery, Mike! Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi!
- Nie możesz tego zrozumieć, że ja nie mogłem nic zrobić? Nawet jeśli bym chciał to i tak nie mogę! Aria zabiłaby mnie, gdyby dowiedziałaby się że Paula żyje.
- A co ma Aria do tego?!
- Nawet nie wiesz jak bardzo ona jest w to wciągnięta...
- To może z łaski swojej w końcu powiesz mi prawdę?
Mike westchnął. Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał wyjawić prawdę. Z kieszeni kurtki wyjął starą fotografię, przedstawiającą młodą dziewczynę o blond włosach.
- Kto to jest?- zapytał Zayn.
- Vanessa. Była moją dziewczyną przez 5 lat. Zanim przeprowadziłem się do centrum Londynu, mieszkaliśmy w małym domku, na skraju miasta. Żyło nam się cudownie. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ona. Niestety przez moją pracę w studiu, do którego musiałem dojeżdżać, nasze kontakty były ograniczone. Pewnego dnia do studia przyszła Aria. Nie mam pojęcia po jaką cholerę ona tam była. Ale to właśnie przez nią wpakowałem się w niezłe gówno... Zaproponowała mi pewien układ, który wydawał mi się dobry. Miałem pomóc jej w rozgłosie, a w zamian za to ona miała mi pomóc w mojej karierze. Musiałem chodzić z nią na różne imprezy. Niby nic wielkiego, ale jak później się okazało to był najgorszy błąd, jaki mogłem popełnić. Zacząłem ćpać. Narkotyki były dla mnie wszystkim. Nie widziałem świata bez nich. Pewnego dnia, przyjechałem do domu. Oczywiście byłem już nieźle wstawiony. Zacząłem bić Vanessę, która niczego nie zawiniła. Ciągnąłem ją za włosy i targałem po ziemi. Rzuciłem ją w kąt i zacząłem szukać benzyny. Wylałem chyba z 5 litrów. A potem, wszystko podpaliłem. Razem z Vanessą w środku. Wyszedłem na zewnątrz i tylko patrzyłem, jak moja dziewczyna smażyła się w ogniu... Oczywiście to wszystko nagrała Aria, która znalazła się tam, zupełnie bez przyczyny. Powiedziała, że nikomu nie powie o moim małym wybryku, jeżeli będę wykonywał jej polecenia. Od tamtej pory jestem uwięziony, a moimi sznurkami pociągała Aria. Jeżeli czegoś nie zrobię, od razu idę za kratki...
Mike pociągnął nosem i wytarł swoje mokre oczy.
- To ona mi kazała wjechać w tą cholerną taksówkę. To ona mi kazała zabić Paulę, kiedy dowiedziała się że ta znowu pojawi się w mieście. Ona zrobiłaby wszystko dla swojej kariery. Poświęci niewiadomo ile ludzi, żeby być na szczycie. Nie mogłem tego zrobić. Musiałem ją uratować. Dlatego nikt nie mógł znaleźć jej ciała. Od razu zabrałem ją do szpitala, gdyż jej ręka była w opłakanym stanie. Na szczęście teraz wystarczą tylko bandaże. Nie miałem pojęcia, że ona straci pamięć. Obawiałem się najgorszego, ale tej opcji nie przewidywałem. Aria myśli, że Paula nie żyje. I niech tak na razie zostanie. Dlatego okłamuję dziewczynę. Wciskam jej jakieś bzdury, żeby nikt nie mógł jej poznać...
Zayn zamilkł. Nie miał pojęcia co powiedzieć. Był wściekły. Na Mike. Na Arię. Na siebie.
- Zayn, powiedz coś...- szepnął chłopak.
- Powinieneś smażyć się w piekle, za to co zrobiłeś.- syknął w jego stronę i opuścił kuchnię. Po chwili wrócił i rzucił jeszcze jedno zdanie w stronę Mike.- Nie chcę cię tutaj widzieć. Masz nie zbliżać się do mnie, do chłopaków i do Paula. Wyjedź stąd, jak najdalej. Nie chcę cię znać.                                                  Mike szybko opuścił dom i pośpiesznie odjechał. I co Zayn miał teraz zrobić? Zostać i pomóc Pauli w odzyskaniu pamięci, czy może wyjechać i dać sobie spokój? Ale nie mógł wyjechać. Nawet jeśli był zmuszony, to i  tak nie mógł zostawić tutaj brunetki. Musi jej pomóc. Nie wie jeszcze jak, ale na pewno pomorze.
Ale strach był wielki. Bał się. Bał się, że ona znowu go odrzuci, zanim będzie mógł wszystko wyjaśnić. Przecież to przez niego ona wyjechała. Przez jego głupotę i naiwność. Obiecał sobie, że trzeci raz nie pozwoli aby Aria owinęła go wokół palca. Miał ją w dupie. Głęboko.
Zayn podniósł się w końcu z łóżka i poszedł do łazienki. Wczoraj udało mu się znaleźć niewielki hotel, w którym zatrzymał się na noc. Miał nadzieję, że nikt go nie rozpozna. Że nazwisko Zayn Malik w tej części Cambridge nie będzie znane.
Kiedy się wykąpał, chciał od razu jechać do dziewczyny. Ale przecież musiał powiadomić chłopaków co się z nim dzieje. Nie odzywał się od wczorajszego południa. Nie chciał wiedzieć, przez co przechodzą jego przyjaciele. Wziął swój telefon i już miał wybrać telefon do Harrego, ale... Co on mu powie? Cześć, znalazłem Paulę i nic jej nie jest. Ale straciła pamięć i nikogo nie pamięta. Nie, to raczej jest głupi pomysł. Głośno westchnął i usiadł na łóżku. Schował głowę w ręce i przeczesał włosy. Nie miał innej opcji. Musiał to zrobić. Wysłał sms-a do Harrego i odpalił laptopa.

*

W tym samym czasie, w domu One Direction panowała cisza i spokój. Harry, Niall, Louis i Alex siedzieli w salonie. Ich telefony leżały na stole, jeden, koło drugiego czekające na chodź jeden sygnał od Nialla, czy od Zayna.
Od wczoraj blondyn, ani Malik nie odezwali się słowem. Bali się, że coś mogło się stać. W końcu telefon loczka zabrzęczał, informując o nowej wiadomości. Właściciel komórki zerwał się na nogi i od razu przeczytał wiadomość.
- Gdzie jest mój laptop?- zapytał szybko.
- Koło telewizora.- odpowiedział zdenerwowany Liam.
Styles pośpiesznie włączył swój sprzęt i od razy wszedł na Skype. Postawił laptopa na stole i dołączył do reszty przyjaciół, którzy siedzieli mocno ściśnięci na kanapie. W końcu na ekranie zobaczyli twarz Zayna.
- Cześć wszystkim.- przywitał się chłopak.
- Zayn!- krzyknął Payne.
- Cześć Li. Co tam u was słychać?
- Ty się nie pytaj co u nas, tylko opowiadaj co u ciebie.- powiedziała Alex.- Znalazłeś ją?
- Jeszcze nie. Wczoraj dopiero przed północą dotarłem do Cambridge. Droga przedłużyła mi się z 4 do 8 godzin jazdy. Straszne korki były i ogólnie ciężko się jechało. Po drodze minąłem chyba z 3 wypadki samochodowe, co jeszcze bardziej utrudniało jazdę.
Wszyscy głośno westchnęli. Mieli nadzieję, na jakikolwiek informacje.
- Ale zaraz wsiadam w samochód i jadę ją szukać. Tylko muszę się jeszcze trochę ogarnąć...
- Daj nam znać jak coś będziesz wiedział.- powiedział Louis.
- Nie wiem czy dam radę. Tu jest strasznie słaby sygnał i sam się dziwię, jak udało mi się połączyć z internetem. Dowiedziałem się, że przez nocne śnieżyce mają utrudnienia z liniami elektronicznymi. Ale postaram się jakoś was zawiadomić. Niall dzwonił?
- Właśnie nie. Trochę się martwimy, bo nic nie wiemy. Dobrze, że w ogóle ty się odezwałeś, bo byśmy tu oszaleli.- powiedział Harry.
- Dobra, będę już leciał. Trzymajcie się i nie rozrabiajcie tam. Alex jesteś za nich odpowiedzialna.
- Co?! Dlaczego ona?- zapytał oburzony Louis.
- Bo jako jedyna z waszego towarzystwa jest na tyle odpowiedzialna.
- Nie martw się Zayn. Wszystko jest pod kontrolą.- uśmiechnęła się blondynka.
- Dobra, spadam. Postaram się jak najszybciej się skontaktować. Na razie!- pożegnał się i już go nie było.
- Oby ją znalazł...- powiedział Louis.
- Trzeba myśleć pozytywnie. A teraz, kto jest głodny?- zapytała Alex.
- Ja!- krzyknęli wszyscy razem i poszli do kuchni.

Wiedział, że źle zrobił. Ale miał inny wybór? Musiał ich okłamać. W tym momencie to było najlepsze w tej sytuacji. Spojrzał na zegarek, na którym mrugały cyferki pokazujące godzinę 11.43. Zerwał się na równe nogi i pośpiesznie zaczął wiązać swoje zimowe bytu. Założył jeszcze kurtkę, zabrał kluczyki od samochodu i już był na zewnątrz hotelu. Wsiadł do swojego samochodu i odpalił silnik. Kiedy był już na miejscu, zaparkował samochód w tym samym miejscu co wczoraj. Uśmiechnął się widząc brunetkę, która odśnieżała biały puch. Wokół niej oczywiście skakał husky, który co chwila popychał ja w zaspy.
- Ori, oddaj moje rękawiczki!- krzyczała na futrzaka. Nie zważając na jej krzyki, pies zaczął biegać wokół domu, a za nim dziewczyna. Ten widok wywołał szeroki uśmiech na twarzy bruneta i nie mógł się powstrzymać od cichego chichotu. Ta dziewczyna miała w sobie tyle energii, że tylko zazdrościć.
W końcu Zayn wszedł na posiadłość dziewczyny i oparł się o ogrodzenie. Nie musiał długo czekać, a brunetka zaraz pojawiła się nadal biegając za swoim psem, który zaraz znowu ją wrzucił w zaspę śniegu. Chłopak od razu do niej podszedł i pomógł wstać dziewczynie.
Przez zsuniętą czapkę na oczy, nie mogła dostrzec swojego wybawcę.
- Dziękuję bardzo, kimkolwiek jesteś.- powiedziała i zdjęła swoją czapkę.- Ooo, cześć Zayn.- przywitała się i od razu szeroko się uśmiechnęła.
Odwzajemnił jej uśmiech tym samym, przez co dziewczyna lekko się zarumieniła. Schowała swoje zmarznięte ręce do kieszeni kurtki. Widząc to Zayn od razu poszukał wzrokiem psa o czarnej sierści, który siedział na ganku, a w pysku trzymał własność dziewczyny. Podszedł do zwierzaka i wyciągnął rękę w stronę rękawiczek, które za chwilę oddał mu pies.
- Jak ty to zrobiłeś?- zapytała dziewczyna.
- Psy nie umieją mówić. Ale rozumieją każde twoje słowo. Jeżeli będziesz na nie krzyczeć, one będą robić to samo.- powiedział ze spokojem i wziął jedną rękę dziewczyny. Założył jej ciepłą rękawiczkę. To samo zrobił z drugą ręką.
- Cieszę się, że przyjechałeś.- powiedziała lekko zawstydzona.
- A ja się cieszę, że cię widzę.
- Nie wiem jak ty, ale ja troszeczkę zmarzłam. Wejdziesz?- zapytała.
- Jeżeli poczęstujesz mnie tak samo dobrą herbatą jak wczoraj, to oczywiście.
- Obiecuję, że będzie jeszcze lepsza.- powiedziała z uśmiechem i już mieli iść w stronę domu, kiedy poczuli jak coś wielkiego i ciężkiego wrzuca ich w zaspę śniegu.
- Ori!- krzyknęła dziewczyna w stronę psa, który merdał ogonem i dwa razy szczeknął.
- Kto ją tego nauczył?- zapytał Zayn. Próbował podnieść się z puchu, ale śnieg był zbyt ciężki i uniemożliwiał na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.
- A bo ja wiem? Od kiedy wróciłam ze szpitala, nic innego nie robi, jak tylko wywala mnie w śnieg! Albo zabiera mi moje ciuchy, co też pewnie zauważyłeś.
Ich głośny śmiech, można było usłyszeć w całej dzielnicy. Leżeli tak przez kilka minut, nadal zwijając się ze śmiechu i nie zapowiadało się, żeby ruszyli się z tej zaspy.
- No dobra, zaczynają mi marznąć stopy.- powiedziała dziewczyna.
Zayn rozejrzał się dookoła, żeby znaleźć coś, co mogłoby mu pomóc w podniesieniu się. Złapał się ogrodzenia i stopniowo podnosił się do góry, aż w końcu znalazł się w pozycji siedzącej.
- Nie no, brawo dla ciebie. Jestem z ciebie dumna. A teraz bądź tak miły i podnieś mnie.- powiedziała brunetka, kiedy tamten stanął na równe nogi. Zayn odwrócił się w jej stronę i już wyciągnął ręce do pomocy, kiedy poczuł, że znowu coś z tyłu zepchnęło go prosto na dziewczynę.
- Ori...- powiedzieli obydwoje, na co pies znowu zaszczekał. Stykali się praktycznie nosami, jak i czołami, a odległość między ich ustami wynosiła kilka milimetrów, przez co mogli poczuć swoje oddechy.
- Przynajmniej jest mi cieplej.- powiedziała z uśmiechem Paula.
- Za to mi nie za bardzo...
Zaczęli się znowu śmiać i spojrzeli prosto w swoje oczy.
Paula znała to spojrzenie. Ona znała już te oczy. Oczy, które mają ten tajemniczy błysk. Powiększone źrenice chłopaka wręcz zlewały się z tęczówką. Ale ona nadal się patrzyła. Nie mogła nic zrobić. Jej ciało było bezwładne, a mózg cały czas prosił o nie przerywanie tej magicznej chwili.
Zayn za to nie wiedział co robić. Dziewczyna patrzyła mu głęboko w oczy, tak jakby chciała się z nich czegoś dowiedzieć. Nie przerywał jej. Może dzięki temu, przypomni sobie, co kiedyś ich łączyło. To silne uczucie, które nadal daje się we znaki. Po chwili brunetka przekręciła głowę, a jej policzki oblały słodkie rumieńce.
- Dobra, jeżeli mamy zamiar dzisiaj wyjść z tego śniegu to potrzebuję twojej pomocy.- odezwał się w końcu chłopak.
- Niby jak mam ci pomóc?
- Połóż swoje ręce na mojej klatce piersiowej i z całej siły popchnij mnie w drugą stronę.
- Okej.
Po chwili brunetka zrobiła to co kazał jej Zayn. Popchnęła go najmocniej jak mogła, dzięki czemu chłopak w końcu mógł się ruszyć. W końcu udało mu się stanąć. Odruchowo spojrzał na psa, który już szykował się do kolejnego pchnięcia.
- Nawet nie próbuj.- Zayn pokręcił palcem, na co pies odszedł kawałek dalej ze spuszczoną głową.
Zaśmiał się pod nosem i tak jak wcześniej wyciągnął swoje ręce w stronę dziewczyny, która od razu je chwyciła.
- Śnieg mam nawet w tyłku.- powiedziała Paula i zaczęła trzepać swoje ubranie.- W takim układzie zapraszam na herbatę.- powiedziała z uśmiechem i tak jak wczoraj otworzyła drzwi przed Malikiem. Między ich nogami prześliznął się również pies, który od razu zajął swoje miejsce na fotelu.
Zayn poszedł za psem do salonu i usiadł na kanapie. Po chwili przyszła Paula z dwoma filiżankami herbaty.
- Śniłeś mi się dzisiaj.- powiedziała dziewczyna.
- Na prawdę? Mam nadzieję, że to był dobry sen.- uśmiechnął się brunet.
- Od razu kiedy wstałam, wszystko sobie zapisałam, żeby później nie zapomnieć.- powiedziała i spojrzała na psa- Ori, przynieś mój zeszyt.
Zwierzak od razu pobiegł na górę i zaraz się pojawił trzymając w pysku mały notatnik.
- Wow, dobra jest.- powiedział Zayn.
- Właściwie to dzięki niej mogę normalnie funkcjonować.- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła.
Otworzyła swój zeszyt i zaczęła przewracać kartki.
- O mam! Byliśmy chyba na jakieś imprezie, bo strasznie głośno było. Trochę to dziwne, ale pamiętam każde słowo, jakie zostało wypowiedziane.- powiedziała lekko zdziwiona i zaczęła czytać.
- Dlaczego to robisz?- zapytałeś
- Co takiego?
- Pocieszasz mnie. A sam ciebie zraniłem.
- Obiecałam sobie, że będę wam pomagać kiedy będziecie potrzebowali pomocy. Jestem wam dłużna i zawsze będę. Muszę się jakoś odwdzięczyć, że mogę żyć. Bo to dzięki wam, jestem tutaj.
- Dla mnie nie musisz nic robić. Tylko...
- Tylko co?
- Tylko bądź. I nigdy nas nie opuszczaj.

Paula zamknęła zeszyt i spojrzała na Zayna. Ten szeroko się uśmiechnął. Przypomniała sobie. Niewiele, ale jednak sobie coś przypomniała.
- Nie mam pojęcia, czy to był sen, czy...
- Wspomnienie.- dokończył za nią Zayn.
- Na serio?
- Na serio. To się działo na prawdę.- powiedział z uśmiechem.
Pauli aż oczy się zaświeciły ze szczęścia. Szeroko się uśmiechnęła i mocno przytuliła Zayna, który był lekko zdziwiony, tego co zrobiła brunetka. Ale nie odepchnął jej. Wręcz przeciwnie. Przyciągnął jeszcze mocniej do siebie swoje szczęście, które nie zdawało sobie sprawy z tego, co tak na prawdę czuje do niej chłopak.
Po chwili Paula odsunęła się od niego i znowu lekko się zarumieniła.
- Przepraszam... ja... nie powinnam... ja...- zaczęła się jąkać na co Zayn znowu się zaśmiał.
- Nic się nie stało.
Dziewczyna spojrzała na niego. Miała wrażenie, że znała już Zayna. I to bardzo dobrze. Ale nie mogła sobie niczego przypomnieć.
Po chwili brunetka pociągnęła nosem i kichnęła.
- Na zdrowie.- powiedział Malik.
W jej głowie pojawił się pewien obraz. Bardzo niewyraźny, ale mogła dostrzec Zayna, który opierał się o blat kuchenny. Nagle dziewczyna kichnęła.
- Na zdrowie.-  usłyszała męski głos
- Dzięki.- powiedziałam i wróciłam do sprzątania
- Em, trochę dziwnie wyszło...
- Nie rozumiem.
 - No, bo...
 
- Paula? Wszystko okej?- zapytał chłopak.
Dziewczyna zamrugała kilka razu i zaczęła kręcić głową.
- Przypomniałaś sobie coś?- zapytał znowu Zayn.
 Ta tylko skinęła twierdząco głową i po chwili szeroko się uśmiechnęła.
- Mówiłem ci. przypomnisz sobie wszystko.
- W takim układzie powiedz coś o mnie.- zażądała dziewczyna.
- Nie rozumiem...
- No chyba mnie dobrze znasz, nie? Więc powiedz mi, jaka jestem, czym się interesuję, czy mam jakiś przyjaciół. Proszę cię, powiedz cokolwiek.- prosiła.
- A więc...
- Mam jakąś rodzinę?- przerwała mu brunetka.
- Masz starszego brata, który mieszka w Londynie. A twoja mama musiała wyjechać do Niemiec.
- A ojciec?
- Nic nie wiem na ten temat.
- Mieszkaliśmy razem? W Cambridge?- zadawała kolejne pytania.
- Nie. Mieszkaliście w Bradford.
- Znasz mojego brata?
- Oczywiście. Ma na imię Niall i ma prawie 21 lat. Za rok  będzie miał urodziny.
- Powiedz mi coś jeszcze. Proszę...
- Hm... Niall jest piosenkarzem i jest w zespole, tak samo jak ja.
- Ty śpiewasz?- zapytała lekko zdziwiona.
- Tak.- powiedział z uśmiechem.
- Ale fajnie. Zaśpiewasz mi coś?
- Mam śpiewać, czy mówić dalej, bo sam już nie wiem co mam robić.- powiedział znowu się śmiejąc.
- Mów, mów! Już ci nie przeszkadzam. Ale powiedz coś o mnie.
- Więc, jesteś skromną dziewczyną, która uważa że nie wyróżnia się z tłumu, co w cale nie jest prawdą. Hm, robisz przepiękne zdjęcia. A tak w ogóle to też umiesz śpiewać i to bardzo ładnie.
- Ja umiem śpiewać?
- I grać na pianinie jak i gitarze.- powiedział.
- A co z malowaniem?
- Jakoś nigdy nie widziałem, żebyś malowała... Ciągnąc dalej. Robisz najlepsze naleśniki i w ogóle super gotujesz. Hm... nie lubisz, jak ktoś każe ci co masz robić i jak ktoś wtrąca ci się w twoje życie. Jesteś bardzo samodzielna, zawzięta, odważna no i uparta.
Paula zachichotała pod nosem i wzięła kolejny łyk herbaty.
- To co, może coś zaśpiewasz?- zachęcił ją chłopak.
- Najpierw wolałabym ciebie usłyszeć. A później zobaczymy.
- Ja zaśpiewam, a potem ty.
- Niech ci będzie.
Zayn odstawił swoją herbatę i usiadł do pianina.
- Ale nie spodziewaj się czegoś rewelacyjnego. Dawno nie grałem...- zaczął mówić.
- Oj, przestań gadać.- marudziła i usiadła koło niego.
Chłopak parsknął śmiechem i przez chwilę zastanowił się, co by tu takiego zagrać. Po chwili zaczął wydobywać z pianina piękne dźwięki i zaczął 
śpiewać. Dziewczyna była zafascynowana jego głosem. Na kilka dobrych minut odpłynęła. Zamknęła oczy i dała się ponieść wyobraźni, która zabrała ją w nieznane miejsce. Siedziała na drewnianej ławeczce nad jeziorem. Czuła jak lekki podmuch wiatru witał się z jej bladą cerą. Ptaki, które siedziały w koronach wysokich drzew, śpiewały swoją melodię. Zapach polnych kwiatów roznosił się po całej okolicy, co dało jeszcze większy urok. Nie miała pojęcia, czy to jej wyobraźnia, czy kolejne wspomnienie. Ale nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Kiedy Zayn przestał grać, wszystko zniknęło. Jak bańka mydlana, która urzeka swoim widokiem, przez dobre parę minut, a potem znika i nikt o niej nie pamięta.
- To było piękne.- szepnęła dziewczyna.- Bardzo piękne.
- Cieszę się, że  ci się podobało. A teraz, zgodnie z umową, twoja kolej.
- To może ja przyniosę ciasto...
- O nie. Nie wykręcaj się teraz.
- Zayn, ale ja na serio nie umiem grać!
- Wierz mi. Nigdy wcześniej nie spotkałem takiej osoby, która wydobywała z tego instrumentu piękne dźwięki.
Paula głośno westchnęła. Nie wiedziała co ma robić. Za to Zayn doskonale wiedział. Przyciągnął do siebie dziewczynę i złapał ją za nadgarstki.
- Po prostu daj się ponieść emocjom.- szepnął jej na ucho.
Dziewczyna blado się uśmiechnęła i zaraz poczuła jak jej palce dotykają zimnych klawiszy pianina. Przez chwilę Zayn razem z nią. Ale później stopniowo odsuwał się od niej, tak aby mogła w końcu sama 
grać.
- Nie wierzę... Ja gram!- krzyknęła uradowana.
Zayn uśmiechnął się i dalej przysłuchiwał się melodii, którą grała brunetka. Był szczęśliwy. Wiedział, że to jest jeden mały kroczek do przodu. A nie do tyłu. W końcu od kilku miesięcy, poczuł ciepło w swoim sercu. I chociaż ta dziewczyna, która siedzi koło niego, która nie może uwierzyć, w to co właśnie robi, nie wie jak bardzo ją kocha to i tak wierzy, że niedługo ją odzyska.
Po chwili usłyszał jej głos. Jej przepiękny głos, który śpiewał 
Animal. Brakowało mu tego. Tej ciepłej barwy głosu. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy. Już po raz kolejny dziewczyna doprowadziła go do płaczu. Ale to już nie były łzy smutku. Tylko szczęścia. Tego wielkiego szczęścia, jakie dostał od tego na górze. W tej chwili Zayn uświadomił sobie, że nie warto tracić nadziei. Że trzeba wierzyć, nawet jeśli inni przestali. On będzie dalej walczył, aby uczucia jakimi darzyła go dziewczyna, wróciły. I znowu będą razem. Już do końca życia.
Dziewczyna przestała grać. Przez chwilę siedziała i nadal patrzyła na klawisze.
- Nie wiedziałam... ja nie wierzyłam... ja...- zaczęła się jąkać.
- Zrób to czego się obawiasz, a osiągniesz to czego pragniesz.- odpowiedział Zayn i posłał jej kolejny uśmiech.

6 komentarzy = nastepny rozdzial!