środa, 29 stycznia 2014

Zayn część I

!notka pod rozdziałem!

Dzień jak zwykle zaczął się od porannej kawy. Na polu było dość pochmurno jak na drugą połowę września,dlatego zdecydowałem się na założenie białej koszulki,czarnych rurek i skórzanej kurtki. Churchill wygrzewał się przy elektrycznym kominku patrząc na mnie tępym wzrokiem i mrucząc z zadowolenia. Pogłaskałem go po grzbiecie po czym wyszedłem na zewnątrz do samochodu. Gdy podjechałem pod firmę była dokładnie za pięć dziewiąta. Wchodząc do ogromnego hallu uderzył we mnie charakterystyczny zapach skórzanych foteli,a recepcjonistka podniosła swoje ciekawskie spojrzenie na moją osobę i płynnym ruchem podniosła się z obrotowego krzesła
- Dzień dobry panie Malik - Posłała w moją stronę typowo sztuczny uśmiech, na co ja nie odpowiadając nic ruszyłem w stronę windy,a następnie prosto do swojego gabinetu. Oczywiście nie ominęły mnie jak zwykle pytania pracownic "Dzień dobry panie Malik" "Jak się dziś pan czuje?" "Czy szybko przejechał pan przez miasto?" "Kawę przynieść teraz czy po południu?",które najnormalniej w świecie zignorowałem. Po co one zadają pytania osobie,którą tak naprawdę mają w wysokim poważaniu? Chore.

Duży,przeszklony gabinet z drewnianym biurkiem na środku i szafkami po bokach. Telewizor plazmowy służący bardziej do przeprowadzania konwersacji na odległość oraz kilka obrazów dodatkowo wypełniających wnętrze pomieszczenia. Ogromne okna dawały widok na całą Wall Street*. Na moim miejscu pracy leżał stos kartek, który zapewne Jeny przyniosła mi do przeglądnięcia. Wzdychając ciężko,opadłem na krzesło i obróciłem się w stronę szyb. Setki samochodów stojących w korkach,taksówki jeżdżące w te i wewte,ludzie przepychający się na chodnikach... czemu zawsze wszystko musiało wyglądać tak samo? Nienawidziłem tego. To samo tempo,te same kolory,ten sam czas... z moich rozmyśleń wyrwał mnie donośny głos jednej z dziewczyn,przypuszczałem że Jeny, dochodzący z korytarza. Zaciekawiony podniosłem się z siedzenia i wyszedłem z gabinetu
-...to już trzeci raz w tym miesiącu! Powiedziałam ci,że jeszcze raz, a wylatujesz! Pracujesz tu od kilku tygodni i prawie w każdym się spóźniasz! W naszej korporacji nie możemy pozwolić sobie na spóźnialskich i leni! Jeśli nasz reguły ci nie wystarczają radzę poszukać innej...- Nie słuchałem już kobiety, gdyż moją całą uwagę skupiła osoba, na którą wrzeszczała. Jak zwykle stała tam prawie skulona ze spuszczoną głową i długimi włosami upiętymi w kok. Miała zaróżowione policzki i podgryzała wargę ze zdenerwowania. Jej idealnie dopasowane ubranie sprawiało, że w moich bokserkach zaczynało robić się ciasno, a miniówka, którą miała na sobie powodowała, że miałam ochotę pozbyć się materiału teraz w tym momencie. Z podniecenia oblizałem dolną wargę językiem. Dziewczyna spojrzała na czubki moich butów po czym jej przepiękne, błękitne oczy napotkały moje natarczywe spojrzenie. Jeny nadal paplała coś na temat innych wielkich firm, w których ludzie nie mogą pozwolić sobie nawet na jedną minutę spóźnienia, ale miałem wrażenie, że słowa dyrektorki działu nie docierają teraz do uszu szatynki, tak samo jak do moich. Piękność zatrzepotała swoimi długimi rzęsami, po czym znów spuściła głowę.
- Dzień dobry panie Malik - z jej ust wydobył się cichy szept. Jeny zdezorientowana odwróciła się w moją stronę, a jej twarz zamarzła.
- Oh, panie Malik! Nie wiedziałam, że pan tu stoi - Uśmiechnęła się sztucznie jak gdyby nigdy nic, przez co jeszcze bardziej mnie zdenerwowała. Przeniosłem znów swoje spojrzenie na drobną dziewczynę, która nadal nie patrzyła w moim kierunku.
- Ona znów się spóźniła! Nie możemy trzymać takich ludzi w firmie! Trzeba ją zwolnić, bo dłużej tak być nie może. - Nie odrywając wzroku z szatynki, dopiero teraz spostrzegłem pojedynczą łzę spływającą po jej policzku, a moja złość osiągnęła zenitu.
- Przypominam ci Atkinson, że tylko i wyłącznie ja mam prawo do zwalniania i zatrudniania pracodawców. Zapomniałaś już jak to ty przez swój pierwszy rok spóźniałaś się niemal codziennie? Nadal czasami to robisz, a ja nie zamierzam zwalniać dobrej pracownicy tylko dlatego, że spóźniła się kilka razy w pierwszym miesiącu pracy tutaj. Pamiętaj, że mam również prawo do zmieniania pracownikom ich posad i dawania je jakimś innym osobom, dlatego wyraźnie zastanowiłbym się na twoim miejscu gdybym następnym razem miał zamiar kogokolwiek opieprzyć - Gdy skończyłem, Jeny miała zupełnie czerwony kolor twarzy a z jej oczu buchał żywy ogień. Spojrzałem w stronę niebieskookiej, która teraz z szeroko otwartymi oczami i lekko rozchylonymi ustami przyglądała się mojemu nagłemu wybuchowi.
- Tak jest panie Malik - Powiedziała kobieta przez zaciśnięte zęby, po czym odeszła grzmocąc przy tym głośno obcasami o posadzkę. 
- A ty - Zwróciłem się w stronę piękności - chodź do mojego gabinetu - Po czym odwróciłem się nie patrząc już na brunetkę i ruszyłem w stronę drzwi. Kilka sekund później usłyszałem lekkie stukanie jej wysokich szpilek tuż za moimi plecami. Uśmiechnąłem się szelmowsko sam do siebie. Dobry wybór kochanie...

Wall Street* – ulica w Nowym Jorku, w południowej części Manhattanu



Ello kochani! :D No więc pierwsza część opowiadania o Zaynie już jest i mam nadzieję, że wam się spodobała c: Nie powiem wam na dzień dzisiejszy ile będzie rozdziałów, bo mam aktualnie dużo pomysłów, ale nie wiem ile z nich przeleje na papier. Ostatnio prawie w ogóle nie ma komentarzy pod imaginami, a my się bardzo staramy pisząc je dlatego jeśli dalej tak będzie będziemy zmuszone do wstrzymania bloga :( naprawdę nie chcemy tego robić, ale nie dajecie nam wyboru :c No to nie zanudzam wam już i miłego dnia kochani <3 ~Alex

piątek, 24 stycznia 2014

Niall- cz. XXIX OSTATNIA!

- Rozumiem, że wszystko jest już jasne?- zapytał mężczyzna, który miał około 35 lat.
- Jak słońce.- skinęła głową Paula.
- No to w takim układzie, nie mogę doczekać się soboty.- powiedział i uśmiechnął się szeroko.
- Ja również.- dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Paula, jesteś pewna? Wiesz, że później nie będzie odwrotu.- zapytał zatroskany Horan.
- Niall, wiem w jakie gówno się pakuję i wiem też, że ty też w nim jesteś, także będziemy razem.- powiedziała z uśmiechem i podpisała ostatnie papiery leżące na stole.
- Cieszę się, że się pani zgodziła.- mężczyzna uśmiechnął się szeroko i schował kartki do swojej teczki.
- Mówmy może po imieniu.- brunetka uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła swoją dłoń.- Paula.
- Jack.- również się uśmiechnął i uścisnął kruchą dłoń dziewczyny.- Chciałbym jeszcze powiedzieć, żebyście byli tego świadomi, że Paul to wymyślił. Powiedział, że tak będzie łatwiej.- wyjaśnił.
- I miał rację. Teraz będzie o wiele łatwiej.- powiedział Zayn i pocałował Paulę w policzek.
- Jutro próba. Macie być wszyscy, bez wyjątku.- nakazał Jack i podniósł się z kanapy.- O 16.00 chcę was widzieć. Tylko nie spóźnijcie się.- głośno westchnął i udał się do wyjścia.
- O 15.00 mam wizytę kontrolną w szpitalu...- szepnęła dziewczyna.
- No to spotkamy się o 16.15 i ani minuty dłużej.- powiedział Jack. Pożegnał się i wyszedł z domu.
Kiedy usłyszeli zamykające się drzwi, wszyscy głośno krzyknęli i skoczyli do góry z radości.
- Nareszcie! Wolność!- krzyknął uradowany Lou, na co wszyscy się zaśmiali.
- Nie tak do końca, ale po części masz trochę racji.- zaśmiał się Harry i poklepał Louisa po ramieniu.
- Gdzie są tak w ogóle dziewczyny?- zapytała Paula i rozejrzała się po pokoju.
- Pojechały coś załatwić.- wypalił szybko Zayn i objął brunetkę ramieniem.- Kto głodny?- zapytał szybko.
- To jest pytanie retoryczne Zayn...- westchnął Harry i spojrzał na Nialla, który chichotał pod nosem.- Pójdę zamówić pizzę.
- Od razu 10.- powiedziała z sarkazmem Paula i pocałowała swojego chłopaka w usta.
- Już wolałem jak się kłócicie.- wyznał Tomlinson, na co dostał od Zayna poduszką, którą szybko zabrał z kanapy.- Ała! A to za co?
- Za niewinność!- krzyknęła dziewczyna i wyszła z salonu.
Z uśmiechem na ustach weszła do swojego pokoju. Odsłoniła zasłony w oknie i pozwoliła, aby wiosenne promienie wpadły do pomieszczenia. Otworzyła drzwi balkonowe i wyszła na zewnątrz. Zaciągnęła się świeżym powietrzem spowodowanym przez padający niedawno deszcz. Rozejrzała się dookoła i znowu się uśmiechnęła. Wiosnę nie było tylko czuć, ale i widać. Zbliżała się dużymi krokami, wypędzając srogą zimę. Wśród koronach drzew, można było usłyszeć śpiew ptaków, które niedawno zaszczyciły swoją obecnością w Londynie. Spojrzała na kwiaty, które posadziła w doniczki i postawiła na balkonie. Już było widać pojedyncze zielone listki i malutkie pąki poszczególnych rodzajów roślin.
Spowrotem odwróciła wzrok w stronę słońca i zamknęła oczy. Jej włosy zaczęły tańczyć pod wpływem ciepłego wiaterku.
Poczuła znajome dłonie na swoich biodrach, a potem delikatne pocałunki w okolicy szyi. Zachichotała pod nosem, kiedy Zayn pogładził opuszkami palców jej brzuch, zakryty zwykłą koszulką.
- Zayn, to łaskocze.- powiedziała cicho.
- Wiem to doskonale.- odezwał się chłopak i po woli odwrócił dziewczynę w swoją stronę.- Boże, ale ty jesteś piękna.- powiedział łagodnym tonem i położył swoje ręce na jej policzkach.
- Znowu zaczynasz?- zapytała z sarkazmem.
- Ja jeszcze nie skończyłem.- powiedział i musnął usta dziewczyny.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że tyle czasu wytrzymałeś, kiedy ja niczego nie pamiętałam.- powiedziała szeptem, kiedy oderwali się na kilka centymetrów.- Jesteś...- zaczęła, ale nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa, aby dokończyć swoją wypowiedź.
- Jaki?- zapytał z zaciekawieniem.
- Wspaniałym człowiekiem Zayn. I nie mam pojęcia, jak to się stało że JA jestem z tobą. Że JA jestem tą z tych wielu, które mogłeś wybrać podczas każdej swojej podróży.
- Zaczynam wątpić, że nie podoba ci się to, że cię kocham.- powiedział chichocząc.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo mi się to podoba.- szepnęła mu na ucho i wpiła mu się w usta.
Jego ręce zaczęły błądzić delikatnie po plecach Pauli. Wiedział, że mocne uściski sprawiają dziewczynie odrobinę bólu, spowodowane przez nie zarośnięte jeszcze kości żeber. Na samą myśl o nich, Zaynowi jak i Pauli przychodzą do głowy tamte chwile z nocy, o której najchętniej by zapomnieli. Jednak po tych kilku miesiącach, słowa takie jak "wspomnienia" czy "pamięć" nabrały zupełnie innego znaczenia.
- Ale ja ciebie kocham.- szepnął jej na ucho.- A wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze?- zapytał podnosząc już wzrok na dziewczynę.
- Oświeć mnie.- zachichotała brunetka.
- To, że w ciągu tych kilku tygodni, mogłem się jeszcze raz w tobie zakochać i wiem, że nie popełniłem żadnego błędu, wyznając tobie miłość.- powiedział opierając przy tym swoje czoło o jej.
- W sumie, mogę powiedzieć o tobie to samo.- odparła z uśmiechem.- Nawet nie wiesz, jak bardzo było mi ciężko ukrywać moje uczucia jakie zawładnęły moje serce...- pocałowała go w nos i po chwili dodała jeszcze jedno zdanie.- Które w całości należy do ciebie.
*
- Londyn! Chcemy was słyszeć!- krzyknął Niall do mikrofonu, na co w odpowiedzi dostał głośny krzyk ze strony publiczności.
- Dziękujemy bardzo!- odezwał się Harry.- Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy po raz kolejny się z wami spotkać.
- Dziękujemy, a zarazem przepraszamy.- powiedział Louis, na co na hali zrobiło się strasznie cicho. Jak to przeprosić? Za co?
- Przeprosić, za to że my już nie zagramy dzisiaj.- odezwał się Zayn.
Fani nie mogli kompletnie tego zrozumieć. Jak to nie zagrają? Przecież na scenie są dopiero od niecałej godziny, a oni już chcę ich opuścić! Chłopcy usłyszeli głośne protesty ze strony tłumu ludzi, na co oni popatrzyli po sobie i szeroko się uśmiechnęli.
- Mamy dla was niespodziankę.- wyjaśnił Niall.- I to nie byle jaką.
Fani nadal byli oburzeni i głośno krzycząc liczne protesty, nie dawali się uspokoić, nawet przez ochronę. Chłopcy znowu popatrzyli po sobie i wzruszając ramionami nie wiedzieli co robić. Przecież taki był plan! Nie mogli niczego zrobić! Oczywiście z chęcią zostaliby jeszcze na scenie, ale ich nowy manager miał inne plany co do tego koncertu.
- Rozumiemy, że jesteście zdenerwowani, ale my na prawdę nie możemy nic zrobić. Czekaliśmy na tę chwilę dosyć długo, żeby teraz się wycofać.- odezwał się w końcu Liam, na co tłum fanek nieco się uspokoiło.
- Pamiętacie datę 23 sierpień 2012 rok?- zapytał Harry.- Podpowiem, że to był nasz koncert na którym stało się coś ważnego.
Wszyscy zaczęli zastanawiać się, co było 7 miesięcy temu na koncercie One Direction. Niektóre fanki zaczęły głośno krzyczeć, mówiąc o po raz pierwszy zaśpiewanie nowej piosenki, czy też, że zeszli ze sceny, aby rozdać autografy.
- Przykro nam, ale to nie jest poprawna odpowiedź.- powiedział Louis, kiedy w końcu usłyszał odpowiedzi z prawej strony sceny.- To było bardzo ważne wydarzenie.
- Kto odgadnie ten...- zaczął Harry i spojrzał na głowę Nialla, na której spoczywała czapka full cap- Ten dostanie czapkę Horana z naszymi autografami, plus zaprosimy tą osobę na scenę i zrobimy z nią zdjęcie. To jak? Wiecie co to było?
Zdenerwowanie można było wyczuć od fanów, którzy zaczęli sobie przypominać wszystkie tamtego roczne wakacyjne koncerty. Niestety na marne. Nikt nie mógł sobie przypomnieć dokładnie, co takiego ważnego stało się 23 sierpnia.
- No trudno. A już miałem nadzieję, że pozbędę się kolejnej rzeczy z garderoby Nialla.- powiedział loczek, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Ej, to nie było śmieszne.- stwierdził później blondynek, który zrozumiał żart lokersa.
Horan spojrzał w lewą stronę, gdzie najprawdopodobniej siedział Jack. Nie mylił się. Mężczyzna skinął głową, na znak, na co Niall wykonał ten sam ruch.
- Teraz, zobaczycie coś, czego na pewno nie spodziewaliście się, że ujrzycie dzisiejszego wieczoru.- odezwał się Horan.- Powiem wam tylko tyle. Jestem bardzo z tego powodu dumny.
Nie mówiąc nic więcej, chłopcy stanęli na wyznaczonych miejscach i po chwil znajdowali się pod sceną, a na całej hali zgasły światła.
Wszyscy zamilkli nie wiedząc co się dzieje i rozglądali się dookoła czy przypadkiem coś przeoczyli. W końcu usłyszeli cichy dźwięk gitary dobiegającej ze sceny, ale nic nie można było zobaczyć, gdyż nadal było ciemno. W końcu po całej hali rozbrzmiał się delikatny głos.

-  It seems to us that we can have it all.
Grasp the white clouds in the sky,
cross the ocean on a single breath,
or go around the world in one day.

I don't need, of nothing more
apart from your shoulders wrapping me up to the sleep.

Of smile welcoming me each time, when we see ourselves.
I need nothing more
apart from you.
*

Po raz kolejny tego wieczoru, wielką halę rozbrzmiały głośne krzyki słuchając nowej piosenki. Z uśmiechem na ustach brunetka śpiewała kolejne linijki tekstu, które sama napisała. Była z siebie dumna. Z siebie i podjętej przez nią decyzji. Wiedziała, że będzie trudno. Ale nie miała innego wyboru. Jeżeli chciała być blisko Zayna jak i Nialla, musiała zostać nową artystką POP, której managerem jest Jack. Facet, który pojawił się z znikąd. Który podobno był od Paula. Który wiedział, że Paula podpisze kontrakt z najlepszą wytwórnią muzyczną.
Plusów tego kontraktu było wiele. Między innymi, był związek z Zaynem, którego nie musieli ukrywać. Mogli być w końcu szczęśliwą parą, spacerującą po ulicach Londynu i nikt im w tym nie przeszkodzi.
Była żywym dowodem, że warto wierzyć w spełnianie marzeń. Pomimo tylu upadkach, trudności i przykrościach jakie ją spotkały, w końcu może być szczęśliwą dziewczyną mającą przy sobie najlepszych przyjaciół, nad opiekuńczego brata i kochającego chłopaka. Wszystko układało się tak, jak powinno od samego początku.
*
24 kwiecień 2013r. godzina 18:21
Ufff, nareszcie w domu... Już myślałam, że dzisiaj nie zobaczę swojej sypialni, czy nawet salonu.... Ale jest kilka plusów, jakie pojawiły się dzisiejszego dnia. Pierwszy: MAM PRAWO JAZDY! Nareszcie mogę samodzielnie jeździć samochodem i nie będę musiała wydawać pieniędzy na taksówki, czy zawracać czas Zaynowi. Kolejny jest taki iż dzisiaj skończyliśmy pracę nad moją 3 już piosenką. Razem z Jackiem i Nickiem spędziliśmy w studiu ładnych parę godzin. No ale gdyby nie pomoc Ed'a, do tej pory bym tam siedziała. Facet jest po prostu... ma łeb do tego co robi. Miałam okazję zaśpiewać z nim kilka piosenek i powiem, że to było coś rewelacyjnego! Jack wymyślił, aby na mojej płycie znalazło się kilka duetów.  Między innymi z Niallem jako rodzinny duet, właśnie z Ed'em, z Birdy, którą specjalnie zaproszą (podobno ona sama chciała ze mną zaśpiewać...) i chyba z Zaynem , ale to nie jest jeszcze pewne... W ogóle chce abym zaśpiewała z całym One Direction... Hm, całkiem fajny pomysł, ale jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Na razie muszę jeszcze popracować nad moimi solowymi piosenkami.
Kolejny plus, to W KOŃCU Liam i Alice są razem. Wydawało mi się, że już są od dawna parą, a tu się okazuje, że nie byli jeszcze gotowi... Jak dla mnie razem wyglądają aż uroczo. Ona taka spontaniczna i zwariowana, a on taki cichy i spokojny chłopak. W końcu przeciwieństwa się przyciągają, nie?
No i najważniejsze zostawiłam na końcu. Aria dzisiaj urodziła. Podobno dziewczynkę, która od razu trafiła do swojej nowej rodziny, która ją adoptuje. A Aria, później.... no cóż, postąpiła jak chciała. Wolała umrzeć, niż siedzieć w więzieniu. Tak, Aria popełniła samobójstwo. Nie mam pojęcia tylko jak! Ehh, obawiam się tylko że wszystko wypaplała. Tak czy inaczej prasa, szybko dowiedziała się co zrobiła i mi i One Direction, czy nawet Paulowi i rodzinie Mike.
Co do Paula, dostaliśmy dzisiaj pocztówkę z "wakacji" byłego managera. Facet dobrze się bawi w Los Angeles ze swoją siostrą i nie zamierzają tutaj wrócić. Ważne, że są szczęśliwi.

- Już jestem!- usłyszeć można było głos Zayna wchodzącego do domu.- Kotku, gdzie jesteś?

- W salonie!- krzyknęła w stronę kuchni, gdzie zapewne wszedł jej chłopak.
Zamknęła swój pamiętnik i położyła go na stoliczku, z którego wzięła kubek już z zimną herbatą. Skrzywiła się na samą myśl o tym ,ale jednak upiła kilka łyków.
- Jak minął dzień?- zapytał Mulat, który objął dziewczynę od tyłu i zaczął składać pojedyncze pocałunki na szyi brunetki.
- Całkiem dobrze. W końcu mam prawo jazdy i była dzisiaj jeszcze w studiu.- odparła i pocałowała chłopaka w policzek.
- No to mamy co świętować! A jak w studiu?
- Jak najlepiej. Skończyliśmy dzisiaj prace nad Only you.
- Super!- krzyknął szczęśliwy i usiadł koło dziewczyny na kanapie.- Słyszałaś o Arii?
- Taaa. Jestem ciekawa dlaczego tak postąpiła... Ale nie mówmy o niej.- głośno westchnęła i przeczesała swoją ręką włosy bruneta.- A ty co dzisiaj ciekawego robiłeś?
- Byłem w naszym starym domu podpisać jakieś papiery i już jutro zostanie wystawiony na sprzedaż. Szkoda takiej dużej willi, ale cóż, każdy ułożył sobie życie.- powiedział z uśmiechem.- No i byłem nad jeziorem zobaczyć, jak tam idą prace. Na razie wszystko idzie po naszej myśli.
- Mam pewien pomysł...- szepnęła Paula i spojrzała na Malika.- Chodźmy spełnimy marzenia niektórym osobą.
- Co masz na myśli?- zapytał lekko zdziwiony.
W odpowiedzi wzięła swój laptop i zalogowała się na Twittera. Nie patrząc nawet na główną stronę dodała szybki wpis i wylogowała się z portalu.
- A teraz idziemy na spacer.- powiedziała i podniosła się z kanapy.
- Coś znowu wymyśliła?- zapytał rozbawiony chłopak.
- Skoro nasze marzenia się spełniły, to dlaczego innym nie mogą?- zapytała i ruszyła w stronę holu, gdzie założyła swoje trampki i wiosenną kurtkę.- No rusz się. Nie chcesz chyba, żeby na nas czekali.
- Mogę dowiedzieć się, co napisałaś?- zapytał wiążąc buty.
- Sam sobie zobacz.- odparła i wyszła z domu.
Zayn głośno westchnął i wyjął swój telefon. Włącz aplikację i poczekał kilka sekund, aby główna strona się otworzyła. Znalazł odpowiedni tweet i zaśmiał się pod nosem.
"Spacer z Liamem w Hyde Park w Londynie, godzina 18.50. Ktoś chętny na doczepkę?"
- I jak ciebie tu nie kochać?- zapytał, kiedy wyszedł już z domu.
- Zadam to samo pytanie tobie...- odrzekła i czule pocałowała chłopaka.


------

* tekst jest wytworem mojej wyobraźni, w dosłownym tłumaczeniu:

Wydaje nam się, ze możemy mieć wszystko.

Chwycić białej chmury na niebie,
przepłynąć ocean na jednym wdechu,
czy okrążyć świat w jeden dzień.

Ja nie potrzebuję, niczego więcej

oprócz twoich ramion otulających mnie do snu.
Uśmiechu witającego mnie za każdym razem, gdy się widzimy.
Ja nie potrzebuję niczego więcej
oprócz ciebie.

Dodaję cociaż nie było 6 komentarzy. Moja decyzja jest nieodwołalna. Odchodzę z bloga. Życzę, żeby sie wam wiodło. Papatki :* ~ ostatni wpis Malikowej


piątek, 3 stycznia 2014

Amanda i Harry V

Perspektywa Amandy
Sobota. Poranek. 
Przez ostanie kilka dni byłam odcięta od świata. Zamknięta w pokoju, tych przytłączających czterech ścianach, czułam się jak w klatce. Jednak robiłam to na własnie życzenie. Taty nie było w domu, telefon wyłączyłam, telewizor i pilot nawet nie tknięte.  Tak jak już mówiłam... Odcięłam się. Ale jestem z siebie duma pod jedym względem. Nie płakałam. Pojedyńcze łzy spływały, ale... tylko pojedyńcze. Strałam się, aby w mojej głowie nie było chaosu, lecz pustka. Czułam i myślałam, że tak będzie dla mojego stanu psychicznego najlepiej. 
Podeszłam niewyspana do telefonu, który leżał po drugiej stronie pokoju na podłodze. Schyliłam się po niego. Załączyłam. 10 nieodebranych połączeń, 5 SMS'ów. Ach... Wszystkie od... Chłopaków z 1D. Zdziwiłam się. Chociaż nie aż tak bardzo jak myślałam. Po ostatnim spotkaniu wiedziałam, że coś się między nami zmieniło. Coś. Nie powiem również, że się nie ucieszyłam z tego faktu, że się o mnie martwili co wywnioskowałam po treści każdego smsa czytanego po koleji. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Jak najszybciej pobiegłam do nich. Za drzwiami stał cały zespół. Tym razem nawet Harry przyszedł. Gardło mi się momentalnie zacisnęło i smutek powrócił.
Na przedzie stał Louis i Niall, którzy podeszli do mnie i przytulili sami się wpraszając. Liam oraz Zayn uśmiechnęli się tylko przyjacielsko, a lokaty nawet na mnie nie spojrzał. Spuściłam głowę i ruszyłam za nimi do salonu, gdzie zdążyli się już z resztą rozgościć.
- Cóż takiego się stało, że zostałam zaczycona wizytą całego One Direction? - próbowałam mówić podniosłym głosem, kładąc nacisk na 'całego'. Wszycy popatrzeli po sobie i wybuchli śmiechem. Zgadnijcie jednak kto się nawet nie usmiechnął tylko unikał wzroku innych.  To chyba nie jest trudna zagadka... Harry. Jednak mi też nie było do śmiechu, ale jak niewiele osób wiedziało byłam dobrą, a wręcz świetną aktorką. Gdy zgraja się już uspokojiła zabrał głos Liam.
- Dowiedzieliśmy się czegoś od naszego Loczka. Podejrzewalismy, że 'nasza' piosenka - zaznaczył palcami cudzysłów -  nie była twoim jednorazowym wyskokiem. - przemówił Liaś bardzo poważnym tonem.  Można powiedzieć, zę jak dla mnie była aż za poważny, bo mogę śmiało powiezieć, że się bałam. Wszycy byli zwróceni w jego stronę. Nie miałam pojęcia co powiedzieć.  Otwierałam usta, ale żaden dźwięk się z nich nie wydobył. Zaczęło się dziać ciś dziwnego...
 Upadłam bezradnie na kolana chowając twarz w dłoniach. Czułam się...źle. Nie wiedziełam co się ze mną dzieje. Ze mną, z moim ciałem i umysłem. Byłam kompletnie zamroczona. Ktoś do mnie podbiegł i... przytulił. Chciałam się wyrwać, ale moje ręce nie chciały mnie słuchać. Co się ze mną do cholery dzieje?! Po chwili się ocknęłam.
Koło mnie siedział Niall i... Harry? Co... co mu się stało? Mój wzrok wędrował ze zmartwionej twarzy blondyna na bruneta. 
- Tak. To... To nie był mój jednorazowy wypad jak to nazwaliście. Tworzę już... od długiego czasu. Przed waszym wyjazdem miałam dla was piosenkę. Kiedy do was przyszłam i nie wiem czy pamiętacie, mówiłam,  że niespodzienkę, ale wy wypaliliście mi z tym wyjazdem. Chiałam się pierwszy raz przed kimś otworzyć. I byliście to wy, ale... To było straszne. Całe moje życie, czyli wy... Odeszliście. Dzień w dzień siedziałam z gitarą i śpiewałam sobie tą piosenkę. Sami mnie naprowadziliście do tego, aby spróbowała coś napisać. Pamiętacie? Nie chciałam o was zapomnieć, lecz nie potrafiłam pamiętać. Potem się jednak dowiedziałam, że wróciliście, ale nie wiedziałam, gdzie mieszkacie. Hazza... znaczy Harry wrócił do szkoły, ale... był inny. Odrzucenie. To poczułam. Myślałam, że wy mnie też tak potraktujecie. Ale cały czas w mojej głowie było jedno pytanie. Czemu? Czemu mnie zostawiliście, czemu nie odezwaliście, czemu Harry mnie odrzucił, czemu stał się moim wrogiem przez którego płaczę co noc? Czemu?! - łzy spływały po moich policzkach. Wszycy patrzeli na mnie z ogromnym zdziwieniem. Nie oczekiwali takiej odpowiedzi. Ja też nie oczekiwałam takiego obrotu spraw. Że im to wszystko powiem, to co mi na sercu leżało. Podniosłam się powli, ale już szybciej ruszyłam do mojej klatki. Byłam zła. Bardzo... Telefonem, który cały czas trzymałam w ręce rzuciłam z całej siły w ścianę. Po czym położyłam się na łóżku i po prostu... Krzyknęłam w poduszkę nadal płacząc. 
Opanowłam się już i postanowiłam coś zrobić. Ruszyłam do miejsca, w którym siedziała piątka przytłoconych i milczących chłopaków.
- Przepraszam. Nie... Nie powinnam była tego mówić. Sama wam przekazałam, że mamy się nie zajmować przeszłością, a teraz... sama wam wszystko wypomniałam. - niemal wyszeptałam słowa. Przez kilku minutowe płakanie, osłabłam. Nie miałam pojęcia co się ze mną dzisiaj zaczęło dziać. Za dużo wiadomości i zaszkowań na raz? Możliwe. Stałam cały czas ze schowaną twarzą w dłoniach walcząc sama ze sobą. Po chwili jednka poczułam uścisk na mojej tali, który sprawił, że byłam wtulona w czyjeś ciało. Zapach. Myślałam, że mój zmysł węchu się popsuł i się myli... lecz jednak kiedy lekko się odsunełam od ciała chłopaka oniemiałam. Harry. Podszedł jako pierwszy i mnie... przytulił, dotknął.
- Co ci się stało, że mnie przytuliłeś. Ponoć... ponoć się mnie brzydzisz. - szepnęłam do niego, aby nikt inny nnie usłyszał. - nie musisz tego robić z łaski, czy czegoś innego. Nie chce takiego czegoś. Naprawdę... - dokończyłam tym samym tonem co wsześniej na co on omnie tylko mocnej do siebie wtulił. 
- Przykro mi Amando, ale... ja nie robie tego z przymusu. Przepraszam cię. Ja... nie wiedziałem, że moje słowa tak na ciebie działają. Nie wiem co mi się stało. I błagam cię. Nie mów, że się ciebie brzydze. Jak można brzydzić kogoś kogo się... - podniosłam wzrok i spotkałam jego zielone oczy. Ich kolor był teraz niesamowicie intensywny. Wpatrywałam się w ich zieleń nie wierząc, że mogą one być aż tak zielone. Wiem to głupie. Czekałam cały czas na to co Harry chce... dokończyć. - kocham. Tak... to jest dobre określenie... 
- Przepraszamy cię Am. Nie wiedzieliśmy, że... Przepraszamy. - przerwał naszą szeptaną rozmowę, Niall. Loczek mnie puścił, a tak jakby przejął mnie blondyn. Potem chciał Louis, ale zatrzymałam go gestami.
- Ej ej ej! Co za dużo to nie zdrowo. Mo powietrza brakuje jak wy mnie przytulacie. Błagam oszczędzie mnie! - złożyłam ręce i się sama z siebie zaśmiałam.
- Dobra... Dzisiaj masz spokój, ale wiedz, że następnym razem nie odpuścimy. - powiedział Zayn. Uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko. Co prawda mój uśmiech był... lekko wymuszony, ale tego nikt nie musi wiedzieć. 
- My się zbieramy Am. Jutro wpadniemy, albo jak ty chcesz to ty wstąp do nas. Jak twój tata będzie to przyłaź do nas. Zgoda? - podszedł rozbawiony Liam. 
- Taty nie będzie, więc zapraszam do mnie. - odwzajemniłam uśmiech, a oni zaczęli po koleji wychodzić z posiadłości. Jako ostatni wychodził lokowaty chłopak. Złapałam go za nadgarstek tuż przy wyjściu i pociągnęłam delikatnie w moją stronę, aby móc mu szepnąć do ucha.
- Ja ciebie też. - dałam mu niemal niewyczuwalnego całusa w policzek i się szczerze uśmiechnełam. Najpierw nie zrozumiał o co mi chodziło, ale potem przytulił i wybiegł z domu, aby dogonić chłopaków. 
Teraz sobie uświadomiłam co się stało. Mój wróg powiedział, że mnie kocha, a na dodatek odpowiedziałam mu tym samym. Jednak teraz chyba... nie możemy się nazywać wrogami, lecz... no właśnie. Czym? Leżałam na kanapie cały czas myśląc nad tymi dzisiejszymi wydarzeniami. Nie roumiałam nic, ale... jednka wszystko. Jedno zaprzecza drugiemu, wiem.. Ja jednak nie potrafię tego wytłumaczyć. Nie wszystko się da...
- Amando! Wróciłem.! Chodź na chwilę na dół, bo muszę z tobą porozmawiać. - do domu wszedł mój wiecznie zapracowny tata.
- No jestem. O czym tak chcesz ze mną porozmawiać? - stanęłam w progu wejścia do kuchni, gdzie aktualnie znajdował się mężczyzna.
- Myślałem, że jesteś na górze. No dobra to zacznę od początku. Jutro wyjeżdżam...
- Nie dziwi mnie to. Tu chyba nie ma o czym rozmawiać.
- Daj mi dokończyć... Jutro wyjeżdżam, ale tym razem na miesiąc. Jesteś pełnoletnia, więc cię tu zostawiam, ale jednak nie chcę abyś tu mieszkała sama. Może zaproś jakieś koleżanki, aby z tobą tak jakby zamieszkały. - zdziwił mnie trochę. Zazwyczaj nie było go kilka dni i wracał na wieczór. Mimo to, że spędzałam z nim mało czasu był ważny. Zawsze czułam jego obecność co dawało mi minimalne uczucie bezpieczeństwa. 
- Okej zaproszę sobie Scarllet, Elizabeth... okej - obdarowałam ojca uśmiechem. On nic nie wiedział, że jestem aspołeczną dziewczyną. Niech tak zostanie. Jakby się dowiedział to... zabrał by mnie ze sobą, a tego nie chcę. - a... mogę urządzić małą impreze. Kilka osób. Sami znajomi. - tata się zaśmiał na moje słowa i tylko kiwnął głową zgadzając się.  - dziękuję. - powiedziałam już biegnąc po schodach w stronę mojej sypialni. Szukałam wzrokiem mojego telefonu... Leżał na podłodze obok szafy. Podniosłam go i spojrzałąm na jego szkody. Zdziwło mnie bo nic a nic mu nie było. Nowa obudowa się zdała w końcu na coś, ale ja teżnie mam tyle siły, żeby rozwalić telefon... chyba. Nacisnełam na : Nowa wiadomość i wpisałam treść : Jutro : Widzę was u mnie.  Nie ma gadania. Mam nowinkę... Xx. Wasza Am. Wysłałam smsy do całej piątki... Będzie ciekawie. 
Poszłam się przebrać, umyć i oczywiście zmęczona poszłam spać. W końcu...

__________________________________________________
Pod poprzednim nie było 5 kom o które prosiłam.
Dzisiaj też 5 komentarzy chciłabym mieć.
Miłego dnia. 
Kasia. Xx.

wtorek, 31 grudnia 2013

Niall- cz. XXVIII

*włącz*
*3 dni później*
Stojąc przed dużym lustrem w garderobie, Zayn kończył zawiązywać swój krawat na białej koszuli, po czym założył czarną marynarkę i poprawił bankiety. Schylił się jeszcze aby zawiązać sznurowadła, które co chwila odwiązywały się i drażniły chłopaka. Spojrzał jeszcze na swoją twarz i pogładził opuszkami palców czerwoną plamę znajdującą się na szyi.
Głośno westchnął, przeczesał swoje włosy palcami i usiadł na fotelu, stojącym w koncie pomieszczenia. Swój wzrok znowu skierował na czubki czarnych, na razie zawiązanych, butów.
- Musimy już iść...- usłyszał głos Liama, który niepewnie wszedł do garderoby.
Malik kiwnął głową i wychodząc z pokoju zabrał jeszcze ciemny płaszcz, który miał go uchronić od chłodnego powietrza. Jeszcze raz spojrzał w lustro i podążył za Paynem, który był identycznie ubrany jak on i reszta przyjaciół.
Schodząc po schodach lustrował swoim spojrzeniem, każdego przebywającego w pokoju. Niall i Lexi stali koło siebie i trzymali się za ręce. Dziewczyna miała na sobie czarną, krótką kurtkę, a na nogach tego samego koloru spodnie i zimowe buty.
Dalej był Louis i Emily, którzy trzymali w ręku wiązanki kwiatów. Za nimi stała Alice trzymająca pojedyncze czerwone róże.
- Gdzie jest Harry i Alex?- zapytał Zayn.
- Wyszli 2 godziny wcześniej. Powiedzieli, że spotkamy się na miejscu.- wyjaśniła Lexi.
- W takim razie, na co czekamy?
Wszyscy jak na zawołanie opuścili dom One Direction i udali się do swoich samochodów. Pogoda nie należała do tych pięknych zimowych dni. Wręcz przeciwnie. Wiał silny wiatr, a padający już od kilku dni śnieg, opadał na nie odśnieżone ulice i chodniki. Niebo, które na co dzień powinno być niebieskie, dzisiaj było szare. Ciemno szare.
- Zimno.- stwierdził Louis i potarł swoje ramiona.
- Daj cię ogrzeję.- uśmiechnęła się Emily i objęła go ramieniem.
- To chyba ja powinien cię ogrzewać.- powiedział Lou i przytulił do siebie dziewczynę.
- Nie chciałbym wam przerywać, ale na serio mamy mało czasu.- powiedział Liam przechodząc obok przyjaciół.
Zapakowali się do dwóch samochodów i wyjechali na ulice. Zayn nadal dotykał ręką swoją bliznę na szyi, która lekko go szczypała przypominając o swoim istnieniu. Tak samo jak te plamy, które znajdowały się na rękach. Im bliżej byli celu, tym bardziej go bolało.
- Nie dotykaj tego.- powiedziała stanowczo Emily, która siedziała koło niego i zabrała jego rękę od szyi.- Wiem, że boli, ale nie możesz tego ruszać. Pamiętasz co ci lekarz powiedział?
- Strasznie szczypie.- szepnął Malik i spojrzał na dziewczynę.
- Wiem. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale jeżeli będziesz to ruszać, będzie jeszcze gorzej. Posmarowałeś sobie dzisiaj tą maścią, co ci doktor Harris przypisał?
- Już dwa razy. Ale to nadal boli...- westchnął chłopak i oparł się o siedzenie.- Tak samo jak wspomnienia...- dodał po chwili.
- Na razie o tym nie myśl.- powiedział Louis, który kierował pojazdem.
- Mówisz o oparzeniach, czy o TYM?- zapytał Malik podkreślając ostatnie słowo.
- O tym i o tym.- odparł Lou.- Jesteśmy na miejscu.- powiedział i zaparkował w wolnym miejscu na parkingu. To nie było zbyt trudne, gdyż plac był praktycznie cały pusty. Nikomu nie przyszło na myśl, żeby o takiej porze, przyjść do tego okropnego miejsca.
Za chwilę przyjechał samochód Liama, a za nim Harrego. Wszyscy wyszli z pojazdów, zabierając kwiaty i udali się do wejścia. Przechodząc przez puste alejki, żadne z nich się nie odezwało. Powód był prosty: nie mieli o czym rozmawiać. Niall i Zayn nadal byli pokłóceni, a zaistniała sytuacja nie była odpowiednia, na różne rozmowy. W ciszy i spokoju dotarli na miejsce, gdzie byli już nieliczni znajomi.
- Nie umiem powiedzieć, co jest lepsze. Czy życie w cierpieniu, czy szybka śmierć. Jedno i drugie nie jest dobrym wyborem. Ale co możemy zrobić, kiedy nie wiem co będzie dalej? Kiedy nie mamy pewności, że w końcu coś się zmieni?- zaczął mówić pastor stojący nad jeszcze pustym grobem, który zaraz ma wypełnić drewniana trumna stojąca obok.- Nadzieja. Tylko to nam zostaje. Miejmy nadzieję, że Bóg dobrze zaopiekuje się kolejną zabłąkaną owieczką.
Kolejne minuty wypełniły słowami pastora czytającego zapiski z Pisma Świętego. Zadziwiający był fakt ilością ludzi na ceremonii pogrzebu. Oprócz całego One Direction i ich dziewczyn, był jeszcze Paul i dwie dziewczyny stojące na uboczu, które stały mocno przytulone do siebie. Jedna niska, w kruczo czarnych włosach, a druga wyższa od niej o pół głowy z jasno blond włosami, które zasłaniały jej prawie całą twarz. Jedynie od czasu do czasu można było zobaczyć jej usta, które zostały odsłonięte poprzez wiatr, ale oczy nadal były zagadką dla reszty. Jej czarne okulary miały chyba zupełnie inny cel, niż chronić gałki oczne przed słońcem, które nie zawitało dzisiejszego dnia.
- Kto to jest?- zapytał cicho Niall Harrego pokazując wzrokiem na tajemnicze dziewczyny.
- Nie mam pojęcia. Może ktoś z rodziny.- stwierdził loczek.
- ... Spoczywaj w pokoju.- dokończył swoją mowę pastor i zamknął księgę.
Po chwili czterej mężczyźni zabrali się za wkładanie trumny do grobu. Zanim przykryli dół kamienną tablicą, każdy z zebranych podszedł i wrzucił garść ziemi do środka. Dwie tajemnicze dziewczyny w końcu podeszły bliżej.
- Miało być tak pięknie...- szepnęła z czarnymi włosami i wrzuciła ziemię do środka.
- Jeszcze będzie.- dodała druga i uczyniła to samo co poprzedni zebrani, ale oprócz ziemi do grobu wrzuciła jeszcze dwie łodygi z białymi kwiatami. Liliami. 
Odeszła na bok, obok drugiej dziewczyny i przyglądała się jak kamienna płyta zasłania wnętrze grobu. Pastor widząc jak mężczyźni kończą pracę przy grobie, skinął tylko głową i odszedł ku wyjściu ze cmentarza.
Jako pierwsi podeszli Lexi i Niall kładąc na wierzch czerwoną różę. Dziewczyna pogładziła literki wyrzeźbione na marmurze i blado się uśmiechnęła.
- Nie ważne co zrobiłeś, dla mnie i tak zostaniesz naszym przyjacielem...- szepnęła i ostatni raz spojrzała na tablicę.
Mike Forebs
17.06.1988r.- 21.01.2013r.
Żaden powód nie jest wystarczająco dobry, by usprawiedliwić samobójstwo. 

Zaraz po nich podeszli reszta przyjaciół, a na samym końcu Zayn. Stanął nad grobem i mocno pociągnął nosem, przypomniając sobie te wszystkie dobre jak i te złe chwile. Również położył czerwony kwiat i odszedł kilka kroków dalej, z zamiarem opuszczenia cmentarza.
- Zayn, poczekaj.- usłyszał za sobą głos swoje managera.- Musimy coś wyjaśnić.
Z niechęcią chłopak odwrócił się w jego stronę, gdzie stał koło tej tajemniczej blondynki. Widział jak dziewczyna podniosła na niego wzrok, ale nie mógł odczytać spojrzenia, gdyż jej czarne okulary zasłaniały wszystko to, co chciałby zobaczyć.
- To nie będzie łatwe do wytłumaczenia, ale warto spróbować...- szepnął Paul.
- Przepraszam, może to głupio zabrzmieć, ale... Kim jesteście?- zająkała się Alex.
- Jestem Emily.- powiedziała dziewczyna w czarnych włosach.- Emily Forebs. Siostra Mike.
- Siostra? Rodzona?- zapytał z niedowierzeniem Louis.
- Tak. Rodzona.- potwierdziła dziewczyna.- Mike pewnie nic o mnie nie mówił i wcale mu się nie dziwię.
- Nie rozumiem...- szepnęła Lexi.
- Macie prawo żeby nie rozumieć.- odezwała się druga i zdjęła swoje okulary. Popatrzyła na wszystkich dookoła, ale swój wzrok utkwiła na Zaynie.
- Znam cię...- szepnął Zayn.- Ty jesteś Vanessa? Dziewczyna Mike?
Dziewczyna skinęła głową i założyła spowrotem swoje okulary. Nie chciała, aby ktoś patrzył na jej twarz, która kiedyś była ładna. Kiedyś...
- Ale jak to możliwe?- zaczął zadawać pytania.- Przecież Mike mi powiedział, że... Że on i że ty...
- Że umarłam.- dokończyła za niego.- Wszyscy tak myśleli. Nawet mój brat.- dodała i popatrzyła na Paula.
- Zaraz, chwila.- zaczął wymachiwać rękami Niall.- Chcesz nam powiedzieć, że wy jesteście rodzeństwem?- zapytał i wskazał na stojących na przeciwko siebie managera i blondynkę.- Dlaczego nam nie powiedziałeś, że masz siostrę?
- Po co miałem mówić, skoro ona nie żyła?- zapytał poważnym tonem.- Taką przy najmniej miałem informację.

- Mike podpalił wasz dom, razem z tobą w środku...- szepnął Malik.- Dlatego masz te blizny na twarzy.- dodał również cicho.
- Takie same, jakie ty masz na szyi.- powiedziała Vanessa.- I to nawet przez tą samą przyczynę. Widziałam co się stało. Stałam kilka metrów za tobą. Razem z Arią.
- Z Arią?- zapytał szybko Harry.- TĄ Arią?
- Tak z nią. Nie musicie się już martwić. Złożyłam już zeznania na policji w jej sprawie.- powiedziała z uśmiechem.
- Możesz nam wyjaśnić, gdzie przebywałaś przez te wszystkie lata?- zapytał Zayn.- I w ogóle, jak ci się udało przeżyć?
- Ukryłam się w piwnicy. Ledwo co dotarłam do drzwi, ale jedynie tylko tam mogłam być bezpieczna. Schowałam się pod schodami i tam siedziałam przez 2 dni. Policja i straż pożarna nie za dobrze przeszukiwała mieszkanie. Później znalazła mnie Aria. Szukała czegoś. Ale już mi nie było dane dowiedzieć się czego. Zabrała mnie z domu, zawiozła do szpitala, gdzie mnie opatrzyli, a później wysłała razem z jakąś dziewczyną do Francji, wmawiając wszystkim że spaliłam się żywcem, że nawet nie zostało po mnie żadnego śladu. Zorganizowano mi pogrzeb. Pogrzeb bez ciała i prochów. Mój grób gdzieś tutaj się znajduje z dopiskiem Dusza to rodzaj ognia, który ożywia ciało. 
- Widziałam Vanessę kilkakrotnie. Ale nikt mi nie wierzył.- odezwała się Emma.- Dlatego zostałam posądzona, że jestem wariatką i wysłano mnie do szpitala psychiatrycznego.
- To wszystko brzmi jak jakaś scena z filmu.- odezwała się Alice.
- I to horroru.- dodał Louis.
- Jak się czuje Paula?- zapytał w końcu Paul.
- Nie za dobrze.- westchnął Niall.- Ma liczne poparzenia, które nie wyglądają za ładnie.
- Jedźcie do niej. Nie będę już dłużej was trzymał. Zadzwonię za kilka dni, kiedy to wszystko się ułoży. Mam zamiar wyjechać.- powiedział manager.
- Wyjechać? Gdzie?- zapytał z niedowierzeniem Niall.
- Do Los Angeles. Muszę stąd uciec. To miasto wywołuje na mnie nie miłe wspomnienia. Chcę w końcu spędzić czas ze swoją młodszą siostrą...
- Ja tak samo...- szepnął Niall.
W końcu wszyscy pożegnali się i ruszyli w stronę wyjścia. Nie chcieli dłużej przebywać w tak okropnym miejscu. Śnieg w końcu przestał padać, ale wiatr nadal dawał o sobie znać. Znowu się nie odzywali. Ich umysł zawładnęły informacje dotyczące ich zmarłego przyjaciela. Przyjaciela, który okazał się być tchórzem. Ale czy można nazwać kogoś tchórzem, kto popełnił samobójstwo? Kto nie bał się śmierci? Kto był odważny stawić czole, tego czego obawia się każdy człowiek żyjący na ziemi? Był odważny, co do tego nie mieli pytań. Ale czy ta odwaga przypadkiem go nie przerosła?
- Rozumiem, że mam jechać prosto do szpitala?- zapytał Louis, kiedy wszyscy weszli do samochodu.- Głupie pytanie.- dodał po chwili i włączył silnik.
Podróż minęła dosyć spokojnie i cicho. Ale czego można się spodziewać po ich zachowaniu, kiedy przed chwilą stracili swojego dobrego przyjaciela.
W końcu dotarli na miejsce. Pośpiesznie wyszli z pojazdu i udali się do środka. Spokojnym krokiem przeszli przez szpitalne korytarze, aż w końcu zatrzymali się przed salą 471, gdzie powinna znajdować się dziewczyna, ale sala była pusta.
- Panie doktorze!- krzyknął Niall wołając starszego pana.- Może mi pan powiedzieć, gdzie jest moja siostra?- zapytał lekko zdenerwowany.
- Pan jest...?
-Horan. Niall Horan. 3 dni temu została przywieziona dziewczyna z mocnymi poparzeniami.
- Dziewczyna od pożaru?
- Tak.- potwierdził.
- Brat Pauli Horan?- dopytywał się doktor.
- Tak, to ja.
- Proszę za mną. Muszę z panem porozmawiać.- powiedział stanowczym tonem i zaprowadził Nialla do jego gabinetu.
Reszta przyjaciół zostali na szpitalnym korytarzu obawiając się najgorszego. Widząc pustą salę, w której pielęgniarka składała białą pościel nie wróżyło nic dobrego. A co jeśli... Nie. Nie mogli o tym myśleć. Trzeba mieć nadzieję. Ona nie umarła. Nie mogła. Musiała żyć. Po prostu musiała.
- Zaraz mnie szlag trafi!- krzyknął Liam chodząc w tą i spowrotem.
- Liam, spokojnie.- próbowała go uspokoić Lexi.
- Spokojnie?! Ty widzisz co tu się dzieje? Nie mam jej w sali! Jakaś babka ścieli łóżko na nowego pacjenta, co może oznaczać tylko jedno!- wydarł się na cały korytarz.
- Ona nie umarła, jasne?!- krzyknął również Zayn, który już dawno zaczął płakać.- Obiecała, że nie nas nie opuści...- szepnął i schował swoją twarz w dłonie.
W końcu z gabinetu wyszedł Niall z grobową miną. Popatrzył na zebranych przyjaciół, ale podszedł tylko do Zayna. Popatrzył na niego przez chwilę, a potem bez słowa mocno go przytulił. Malik nie ukrywał zdziwienia, ale odwzajemnił uścisk przyjaciela, przez co jeszcze bardziej się popłakał.
- Dziękuję.- szepnął Niall.
- Za co?- zapytał zdziwiony chłopak.
- Uratowałeś ją. Naraziłeś swoje życie, by ocalić moją siostrę. Jestem beznadziejnym bratem i przyjacielem. Nie powinienem tego wszystkiego mówić. Przepraszam...- szepnął
- To ja przepraszam.- odezwał się mulat.- Nie powinienem w ogóle się do niej zbliżać. To wszystko moja wina.- oderwał się od niego i popatrzył w jego oczy.- Miałeś rację. Wszyscy mieli rację.
- Co z nią?- zapytał w końcu Louis.- Dlaczego nie mam jej w sali?
- Po pierwsze ma teraz operację, a po drugie przeniosą ją na inny oddział.- wyjaśnił Niall.
- Operację? Ale jak to?- zapytała szybko Emily.
- Ma połamane dwa żebra. Jedno z nich jest na tyle uszkodzone, że mogło przebić serce. Na szczęście szybko się ocknęli i od razu zabrali ją na blok.
Wszyscy głośno westchnęli. Ulżyło im na sercu, które obawiało się najgorszego. Udali się pod salę operacyjną i usiedli w poczekalni, gdzie przebywali inni ludzie, którzy tak samo jak oni oczekiwali na jakieś wieści o stanie zdrowia najbliższych.
W końcu jedne drzwi się otworzyły i wyszły dwie pielęgniarki ciągnąc za sobie duże łóżko, na którym leżała Paula.
- Wszystko jest w porządku. Pańska siostra jest zmęczona, ale wraca do żywych.- wyjaśniła jedna kobieta Niallowi, który jako pierwszy podniósł się z krzesła. Podszedł do łóżka i złapał rękę brunetki.
- Hej, jestem tutaj.- szepnął do dziewczyny, która miała na wpół otwarte oczy.
- Jest zmęczona. Musi odpocząć.- wyjaśniła druga i pociągnęła łóżko w stronę windy.
Po raz kolejny wszyscy odetchnęli ulgą i uśmiechnęli się szeroko. Było dobrze. Nawet bardzo dobrze. Po raz kolejny Paula walczyła ze śmiercią i po raz kolejny wygrała tą walkę. Była przykładem jak łatwo można pokonać coś, czego wszyscy się boją.
- Panie Horan, można jeszcze pana prosić na chwilę?- zapytał lekarz, który wyszedł z sali operacyjnej.
- Tak, oczywiście.- kiwnął głową i odszedł na bok razem z mężczyzną.
- Czy pańska siostra miała wcześniej jakiekolwiek wypadki, albo urazy, po których musiała trafić do szpitala?- zapytał od razu
- I to nie raz...- westchnął.- W wieku 7 lat wpadła do studni. Połamała przy tym dwie ręce i nogi. Później nie wiem, czy coś się działo, bo wyjechałem i nie miałem z nią kontaktu przez 2 lata. Ale kiedy wróciłem, Paula miała mieć jakiś zabieg na serce, gdyż źle pracowało. Ale wcześniej wpadła pod samochód i leżała w śpiączce przez 3 dni.
- Dobrze, czy coś jeszcze?- zapytał lekarz, zapisując jakieś notatki na kartce.
- Tak. W Wigilię miała kolejny wypadek.
- Jakieś mocne urazy?
- Z tego co mi wiadomo jej prawa ręka, była dosyć pokaleczona. Kawałki szkła wbiły się w jej rękę i trzeba była zaszywać żyły.- powiedział lekko przybity.- No i straciła pamięć.- dodał po chwili.
Lekarz spojrzał na niego poważnym wzrokiem i wrócił do swoich zapisek.
- Mam rozumieć, że ma amnezję? Czy coś sobie przypomniała?
- Niewiele. Czasami jakieś miejsca lub pojedyncze zdania z ważnych rozmów. Z tego co mi wiadomo przypomniała sobie tylko o swojej przyjaciółce, z którą spędziła całe życie. Nic więcej.
- Rozumiem. Pańska siostra przeszła dosyć poważną operację. Ale widać było, że bardzo chce zostać jeszcze z nami. Na razie musi przez kilka dni poleżeć w szpitalu. Później się zobaczy.
- Dobrze. Dziękuję bardzo, panie doktorze.- powiedział z uśmiechem i podał rękę lekarzowi.
Mężczyzna skinął głową i odszedł w stronę recepcji. Niall głośno westchnął i spojrzał w górę swoimi niebieskimi oczami.
- Wszystko w porządku?- zapytała go Lexi i położyła swoją rękę na jego ramieniu.
- Mam nadzieję, że tak.- powiedział cicho i mocno ją przytulił.
Po kilku minutach w końcu ruszyli się z miejsca i udali się do sali Pauli. Spojrzeli na dziewczynę przez wstawione okno w pokoju na korytarz. Była blada, a jej ciemne włosy opadały bezwładnie na poduszkę. Widać było że z trudem oddycha, ale czego można się spodziewać po osobie, która ma połamane żebra. Na jej twarzy widniały blizny po poparzeniach. Nie były jednak aż tak widoczne jak u Vanessy, która miała zdeformowaną praktycznie całą twarz.
- Możemy do niej wejść?- zapytał Niall wychodzącej z pokoju pielęgniarki.
- Ale tylko na kilka minut.- powiedziała z uśmiechem i odeszła do nich.
Przyjaciele uśmiechnęli się do siebie i wolnym, spokojnym krokiem weszli do środka.
- A ty nie idziesz?- zapytał Harry Zayna, który stał w tym samym miejscu.
- Lepiej nie. Poczekam na was tutaj.- powiedział patrząc się w bezwładne ciało brunetki, którą zaraz wszyscy otoczyli.
- Zayn, uratowałeś jej życie...- zaczął mówić loczek, ale Malik od razu mu przerwał
- To nie zmienia faktu, że ją zraniłem.
Styles głośno westchnął i udał się do sali, z której dochodziły ciche rozmowy przyjaciół. Harry miał rację, ale przecież to dzięki niemu ona żyje i jest w takim stanie jakim jest. Przeczesał swoje włosy i podszedł do łóżka dziewczyny.
- Hej połamańcu.- przywitał się z uśmiechem.
- Ciebie również miło widzieć Styles.- powiedziała ponuro i blado się uśmiechnęła.
- Jak się czujesz?- zapytał Niall.
- Szczerze? Jakby ciężarówka przejechała po moim ciele, łamiąc mi wszystkie kości.
- A skąd wiesz, jak się czuje osoba, po której przejechała ciężarówka?- zapytał się Louis, na co każdy się zaśmiał.
- Proszę cię, nie mów żadnych dowcipów, bo nie mogę się śmiać.- powiedziała słabym głosem.- Co z Mikiem?
Żadne z nich się nie odezwało. Spuścili tylko wzrok w ziemię i każdemu przypomniało się gdzie byli godzinę temu.
- Mike... On...- zaczęła się jąkać Emily.
- On nie żyje.- dokończyła za nią Lexi.- Zginął na miejscu.
- Jak to zginął? Przecież go widziałam... Stał przed domem, kiedy ja...- zaczęła mówić, ale nie mogła dokończyć tej wypowiedzi. Do głowy od razu naszły ją chwile z tamtego dnia, kiedy mogła stracić, po raz kolejny życie.
- Podobno, kiedy ciebie zobaczył od razu wbiegł do domu. Chciał się zabić.- powiedział cicho Harry.- Tak przynajmniej mówił Zayn.- dodał po chwili.
Dziewczyna od razu zrobiła większe oczy, kiedy usłyszała jego imię. Rozejrzała się po sali, ale nie mogła znaleźć swojego wybawcę.
- Gdzie on jest?- zapytała po chwili.
- Stoi przed salą.- powiedziała Alice.
- Mam go zawołać?- zapytał Niall.
Z wielką chęcią powiedziałaby "tak", ale później przypomniała sobie, dlaczego tutaj leży. Wyszła wcześniej z koncertu, gdyż nie mogła patrzeć na niego. Była w domu i oglądała jakieś zdjęcia znalezione w szafkach. Później usłyszała szczekanie Ori na korytarzu. Wyszła zobaczyć co się dzieje i poczuła jakby coś się paliło. Schodząc kilka stopni w dół, zdała sobie sprawę, że się nie myli. Paliło się wszystko. Kanapy w salonie, półki z książkami, nawet i rośliny którymi się zajmowała. Mogła uciec. Miała szansę. Wystarczyło zrobić kilka kroków do przodu i byłaby bezpieczna. Ale ona nie chciała. Skoro wszystko się pali, to musi być jakiś tego cel. Nie wierzyła w przypadki. Jeśli śmierć chciała ją złapać, to ona jej pomorze. Wróciła się spowrotem na górę i usiadła na podłodze koło łóżka. Wzięła do ręki swój naszyjnik i pocałowała go, jakby to było pożegnanie. Później już nie pamięta co się stało.
Opuszkami palców dotknęła miejsca, w którym powinien znajdować się złoty łańcuszek. Nie znalazła go.
- Moglibyście zostawić mnie samą?- zapytała cicho.
- Jasne.- odrzekł od razu Louis i wszyscy udali się w stronę wyjścia.
- Alice?- zawołała jeszcze swoją przyjaciółkę, która jako ostatnia wychodziła z sali.- Możesz zawołać Zayna?
- Dobrze.- powiedziała z uśmiechem i uczyniła to o co ją prosiła.
Długo nie musiała czekać na swojego gościa. Stał przy drzwiach, nie wiedzący czy ma podjeść, czy może zostać w bezpiecznej odległości.
- Podejdź bliżej, przecież nie gryzę.- powiedziała w jego stronę i głośno westchnęła.
Zayn niepewnym krokiem podszedł do łóżka i usiadł na krześle stojącym obok. Żadne z nich się nie odezwało. Patrzyli w swoje oczy.. Tylko, że oczy Zayna od razu zapełniły się łzami.
- Znowu musisz przeze mnie cierpieć.- odezwał się w końcu chłopak.
- Cierpienie należy do życia. Jeśli cierpisz, znaczy, że żyjesz.- powiedziała patrząc się w jego oczy.- Chociaż tak bardzo chciałabym umrzeć. Patrzeć na was z góry i wiedzieć, że jesteście szczęśliwi. Wystarczy tak niewiele, aby to wszystko zakończyć.
- Dlaczego aż tak bardzo zależy ci na śmierci?
- A po co żyć? Jest jakiś tego sens? Po co mamy cokolwiek robić, skoro i tak wiemy że umrzemy.
- Ale przed tą śmiercią, możemy zrobić coś, czego później nie będziemy żałować. Żeby później chwalić się Bogu, ale i nawet diabłowi co zrobiliśmy, zanim do niego przyszliśmy.
- W moim przypadku będę musiała wydać książkę i podzielić ją na 3 tomy.- powiedziała z uśmiechem.
- Jesteś na mnie zła?- zapytał w końcu.
- Mogłabym. Ale nie chcę. Mogę ciebie nienawidzić z całego serca. Krzyczeć na ciebie, że to wszystko twoja wina. Tylko po co? Zmieni to coś?
- Jeżeli by ci ulżyło...
- Najgorszy jest fakt, że gdybym postawiła się na twoim miejscu, zrobiłabym to samo. Ale jednak nadal boli. Boli mnie fakt, że mnie okłamałeś. Jednak nie wiem co by było, gdybyś powiedział mi od razu co było między nami. Bałabym się, że każdy ruch może ciebie zranić.
- Najgorszy, a jednocześnie najlepszym dniem był, kiedy cię znalazłem. Cieszyłem się jak głupi, że żyjesz. Ale kiedy powiedziałaś mi, że nic nie pamiętasz, dziwnie się poczułem. Jakbym cię stracił, ale przecież żyjesz. Jakbyś odeszła, ale przecież stałaś koło mnie.
Paula nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się w jego stronę i położyła swoją rękę na jego dłoni, która leżała na łóżku. Zayn widząc ruchy brunetki, sam złapał ją mocniej i przyłożył ją do ust.
- Więc, co teraz będzie?- zapytał chłopak.
- Nie wiem. Wiem, tylko że strasznie boli mnie brzuch.- stwierdziła z grymasem na twarzy.- Ale to chyba z głodu.- dodała z uśmiechem.

*
włącz*
*4 dni później*
- Uwaga teraz schody.- ostrzegła Lexi.
- Rany, ale jesteś ciężka.- westchnął Harry.
- Mówiłam, że sama już pójdę, ale ty jak zwykle musiałeś postawić na swoim.- powiedziała Paula.
- Nie wyczułaś mojego żartu.- powiedział loczek i wszedł do środka.- Okej jesteśmy. Niall! Gdzie mam ją położyć?- krzyknął w stronę dworu.
- Na razie w salonie!- odpowiedział Horan i wszedł do domu.
- No to kierunek salon.- powiedział Harry i udał się do wcześniej wspomnianego pokoju. Położył delikatnie brunetkę na kanapie i pomógł jej ściągnąć zimowe okrycie.
- Gdzie jest Ori?- zapytała Paula. Od czasu pożaru nie widziała swojego pupila.
- Jest na podwórku. Bawi się w śniegu.- powiedziała Lexi wchodząc do salonu. W ręku trzymała dwie torby brunetki, które postawiła na ziemi.
- Myślę, że lepiej by było gdyby Paula leżała na górze.- powiedział Liam, który wszedł do pokoju, a w ręku trzymał szklankę z sokiem, którą podał dziewczynie.
- Moim zdaniem, powinna leżeć tutaj. Tak czy siak nie będzie mogła się ruszać, przez kilka następnych dni, więc będziemy mogli jej pomóc.- odezwał się Harry.
- A może zamieszka ze mną? Będzie się raźniej czuła. Na razie nie mam nic do roboty, więc...- zaczęła mówić Alice, ale Niall jej szybko przerwał.
- O nie. Zostaje tutaj. Muszę ją mieć cały czas na oku.- powiedział poważnym tonem.
- Może ja zdecyduję, gdzie będę mieszkać?- przerwała im Paula, która chciała się podnieść, ale braciszek od razu ją położył.
- Masz leżeć i się nie ruszać.- powiedział poważnym tonem.- A jeżeli będziesz coś chciała, to po prostu nas zawołaj
- To nawet do łazienki sama nie mogę iść?- zapytała zdenerwowana.
- Wtedy to ja ci pomogę.- zaoferowała się Lexi.
- Chcę iść do swojego pokoju.- powiedziała stanowczo.- I nie obchodzi mnie, jakie macie na ten temat zdanie. Będę leżeć u siebie, koniec i kropka.
- Nie ma sprawy. Już cię zanoszę.- powiedział z uśmiechem Harry i znowu brunetka była w jego ramionach.- Jak tak mam cię nosić, to chyba odpuszczę sobie siłownię.
- Jeszcze jedno słowo, a obiecuję ci, że przez najbliższe dni nie będziesz mógł spojrzeć w lustro.- powiedziała przez zaciśnięte zęby, na co Styles znowu się zaśmiał.
- Jesteś słodka jak się denerwujesz. Ale pamiętaj. Złość podobno piękności szkodzi. Chociaż w twoim przypadku to idzie w drugą stronę.
Paula już nic nie powiedziała, tylko głośno westchnęła i mocno zacisnęła pięści, które znajdowały się na szyi loczka, na co ten zachichotał pod nosem. Widać było, że uwielbia drażnić się z brunetką.
- Gdzie jest reszta?- zapytała kiedy ten położył ją na łóżku.
- Louis i Emily pojechali na zakupy. Alex jest na dworze i bawi się z Ori. A Malik jest na policji.- wyjaśnił chłopak wyglądając przez okno.
- Na policji? Po jaką cholerę?- zapytała zdezorientowana.
- Musiał zeznawać w sprawie Arii. No i jeszcze załatwia sprawy z tym domem.
- Co z nią teraz będzie?- zadała kolejne pytanie, już bardziej łagodniejszym tonem.
- Nie mam pojęcia. Pewnie zostanie zatrzymana w zakładzie dla kobiet w ciąży, urodzi, a później odsiedzi swoje w więzieniu.
- Nie rozumiem tylko jednego.- powiedziała cicho.- Dlaczego aż tak bardzo mnie nienawidziła, skoro ja nic nie zrobiłam.
- Wszyscy chcemy się tego dowiedzieć.- powiedział z uśmiechem i usiadł na łóżku.- Musisz teraz o tym myśleć? Najważniejsze, że nic ci nie jest. Coś ci przynieść? Pić? Jeść?- dopytywał się Harry.
- Na razie nie.
- W razie co, to wołaj.- odpowiedział i wyszedł z pokoju.
Kolejny raz głośno westchnęła i opadła na poduszki. Chciała się podnieść, ale ból w klatce piersiowej był nie do wytrzymania. A więc szykują się kilka dni bezczynnego leżenia w łóżku i czekania na zbawienie w postaci samodzielnego poruszania się po domu. Sięgnęła po laptopa, który leżał na nocnym stoliczku i włączyła sprzęt. Weszła na strony plotkarskie, które huczały od informacji na temat ostatnich dni.

KONCERT ONE DIRECTION WYPADŁ JAK ZWYKLE REWELACYJNIE!

KONIEC KARIERY ARII SCHY?
ZMARŁ PRZYJACIEL CHŁOPAKÓW Z 1D- MIKE FOREBS. MĘŻCZYZNA POPEŁNIŁ SAMOBÓJSTWO. ŻYŁ 25 LAT.

Jednak dopiero ostatni tytuł ją zainteresował.

PAULA HORAN NA LODOWISKU? CZY TO MOŻLIWE?

Bez głębszych przemyśleń od razu weszła w powyższy artykuł. Widziała kolejne zdjęcia z lodowiska, które wykonały przypadkowe osoby. Wydawało się jej, że bardziej zainteresują się chłopakami niż ją, jednak się myliła. Już teraz rozumiała dlaczego Zayn kazał założyć jej czapkę i okulary. Przynajmniej w najmniejszym stopniu uchroniły ją zbędnych zdjęć. Artykuł w całości poświęcony był jej osobie. Pisał o tym jak pewna tajemnicza brunetka jeździła na łyżwach razem ze sławnym boysbandem i ich dziewczynami. Jedno ze zdjęć zostało przybliżone na jej twarz, a obok niego było wklejone zdjęcie z gali.
Czy to ona? Czy to Paula Horan?
- Hej, co robisz?- usłyszała głos, który należał do Zayna. Stał niepewnie w drzwiach i szeroko się uśmiechał.
- Nie pozwalają mi na nic innego jak leżenie w łóżku.- powiedziała smutna.- Trochę mi nudno.
- Mogę dotrzymać ci towarzystwa?- zapytał niepewnie.
- Nawet musisz.- powiedziała z uśmiechem i zaraz zachichotała pod nosem.
Zayn zamknął za sobą drzwi i podszedł do łóżka brunetki, która przesunęła się na bok, dając miejsce chłopakowi.
- Możesz się koło mnie położyć?- zapytała niepewnie.
- A mogę?- odpowiedział pytaniem.
- Byłoby miło.- szepnęła i schowała swoją twarz we włosach, tak żeby ukryć rumieńce, pojawiające się na jej twarzy.
Po chwili poczuła jak materac ugina się pod ciężarem chłopaka, który położył się koło poszkodowanej.
- Mam coś twojego.- odezwał się po dłuższej chwili i sięgnął do kieszeni swoich spodni.- Oddali mi to w szpitalu.
Dziewczyna podniosła swój wzrok na Zayna, który trzymał w dłoni jej własność. Jej złote serduszko.
- Myślałam, że już zaginął.- szepnęła i dotknęła opuszkami palców przywieszkę.- To od ciebie?- zapytała i wskazała na literkę Z i P. Malik skinął głową, jako potwierdzenie.- Mógłbyś mi założyć?- zapytała cicho i spojrzała w tęczówki bruneta.
Ten uśmiechnął się szeroko i zabrał się za odpinanie zapięcia. Po chwili naszyjnik znowu zawędrował do jego właścicielki.
- Kiedy mi go dałeś?- zapytała.
- Na twoje 18 urodziny.- odpowiedział szeptem.
- Opowiedz mi o nich.- powiedziała. Odłożyła laptopa na bok i położyła swoją głowę na torsie chłopaka.
- Nie wiem od czego w sumie zacząć...
- Dam ci taką drobną radę.- spojrzała w jego oczy.- Najlepiej to od początku.
Kolejne minuty spędzone razem, dały im do świadomości, że tego właśnie potrzebowali. Wspólnie spędzonego czasu, który okazały się być uzależnieniem. Jedno bez drugiego nie chciało istnieć. Byli dla siebie jak alkohol, dla alkoholika. Amfetamina, dla narkomana. Papieros, dla palacza. Jedna nuta, dla całej ballady.
- ... zaśpiewałem dla ciebie Cannoball, a kiedy skończyłem, ty podeszłaś do mnie i...- chłopak przerwał na chwilę, a widząc to dziewczyna znowu podniosła na niego wzrok.
- Pocałowałam cię?- zapytała z uśmiechem.
- Taaak...- westchnął i również na nią spojrzał.- Pocałowałaś mnie, jak nigdy przedtem.
- Mam nadzieję, że przy najmniej dobrze całuję.- zachichotała pod nosem.
- Nawet nie wiesz, jak dobrze.- odpowiedział również z uśmiechem.
Do pokoju nagle wparował Liam, który miał w uszach słuchawki i raczej nie było szans, żeby co kolwiek usłyszał. W ręku trzymał tacę, na której stał talerz z omletami i sokiem pomarańczowym. Postawił ją na nocnym stoliczku i dopiero teraz spojrzał na osoby znajdujące się w pokoju.
- O Zayn... Przepraszam, jeżeli wam w czymś przeszkodziłem, ale Niall kazał przynieść ci coś do jedzenia, no i Alex zaoferowała się, ze zrobi omlety.- powiedział lekko zmieszany.- Już mnie nie ma.- dodał szybko. Założył spowrotem słuchawki i tanecznym krokiem opuścił pokój.
- Dziwne, że sam ich nie zjadł po drodze.- powiedział Zayn i sięgnął po tacę.- A teraz panią nakarmimy.- powiedział dziecinnym głosem i zaczął kroić podwieczorek.
- Nie jestem głodna.- stwierdziła z grymasem dziewczyna.
- Jesteś tylko o tym nie wiesz.- powiedział i wręcz wepchnął do buzi pierwszą porcję omleta.- Prawda, że dobre?
- Barwzo...- odpowiedziała z pełną buzię i zaczęła szybko przeżuwać.- Jeżeli zjem połowę, to obejrzymy jakiś film?- zapytała z nadzieją.
- Jak zjesz cały.- powiedział stanowczo i szykował kolejną porcję.
- Połowę.
- Cały.
- Trzy czwarte.
- Dobra.- uległ w końcu i kolejny kawałek ciasta znalazł się w buzi dziewczyny.
Kiedy Paula zjadła uzgodnioną porcję, Malik pomógł jej jeszcze napić się soku, a później zaczął wybierać film.
- Co wybrałeś?- zapytała, kiedy tamten spowrotem znalazł się w dużym łóżku dziewczyny.
- Bardzo fajny film. I że cię nie opuszczę.
- Hm, ładny tytuł. A o czym to?
- O pewnym młodym małżeństwie, które zostało wystawione na ciężką próbę.- odpowiedział i poprawił się na łóżku.- Mieli wypadek, w którym kobieta straciła pamięć.
- Hm, brzmi dosyć znajomo.- powiedziała z uśmiechem i wtuliła się w tors chłopaka.- A jak się kończy ta historia?
- A jak byś chciała?
- Żeby dziewczyna odzyskała pamięć.

*kilka dni później*
- Pomału, spokojnie. Nie musisz się śpieszyć.- mówił spokojnym głosem Horan.
- Cholera Niall! Przecież wiem jak się chodzi!- krzyknęła w jego stronę robiąc kolejny krok.
- Wiem, że wiesz, ale chcę ci przypomnieć że nie powinnaś się przemęczać.- powiedział łapiąc ją mocniej w pasie.
-Robiąc krótki spacer wokół domu, na pewno się zmęczę.- powiedziała z sarkazmem.- Ale jest ładna pogoda.- dodała po chwili.
- Robi się co raz cieplej, chociaż zapowiadają kolejne burze śnieżne.- stwierdził Irlandczykt patrząc w niebo.
- Możesz mnie tutaj puścić? Chciałabym zrobić sama kilka kroków.- zapytała i wyrwała się z uścisku Nialla.
Nie czekając na odpowiedź zrobiła kilka kroków do przodu, a potem odwróciła się w stronę swojego brata i złowieszczo się uśmiechnęła.
- Nic cię nie boli?- zapytał chłopak.
- Oprócz głowy od twojego marudzenia, to nic.- powiedziała i zrobiła kolejne kroki.
Nagle ktoś uderzył Nialla śnieżką, przez co chłopak szybko się odwrócił i spojrzał na swoich przyjaciół.
- To nie ja!- od razu krzyknął Zayn, który stał najbliżej niego.- To Harry.
- Styles!- krzyknął i poszedł w stronę loczka.
Zayn i Paula parsknęli śmiechem, widząc jak Horan wrzuca w małą już zaspę śniegu loczka.
- Jak ci idzie?- zapytał badboy podchodząc bliżej.
- Całkiem dobrze.- powiedziała z uśmiechem i spojrzała na twarz Malika.- Okropną masz tą plamę.- skomentowała i pokazała placem na szyję chłopaka.
- Ty też nie za ładną.- stwierdził chłopak dotykając żuchwy Pauli i przejechał palcem po bliźnie, która sięgała aż do ucha.
- Chciałabym coś spróbować.- szepnęła dziewczyna robiąc kilka kroków do przodu.- Ale obiecaj mi, że nawet się nie ruszysz.
- No obiecuję.- powiedział ponuro i uśmiechnął się szeroko.
Dziewczyna głośno westchnęła i zrobiła jeszcze kilka kroczków do przodu. Stanęła w odległości kilku centymetrów i spojrzała w zdezorientowane oczy Malika. Po chwili jej usta znalazły się na wagach chłopaka. Delikatny pocałunek z każdą sekundą stał się bardziej pożądany, a głowa dziewczyny zaczęła mocno pulsować.

- Zayn, ja ciebie też kocham. Proszę cię, nie opuszczaj mnie...
- Teraz, to już nigdy.


- Zastanawiam się co takiego zrobiłem, że zasłużyłem sobie na takie szczęście, jakim jesteś ty.

- Jesteś Zayn. To wystarczy.
- Kocham cię. Cholernie cię kocham. Kocham twoje oczy, twój uśmiech, twoje usta...
- Już cii... nie musisz mi tego mówić...
- Ale chcę. Chcę żebyś wiedziała.
- Ja chcę, żebyś tylko był. I żebyś mnie nie opuścił.
- Już nigdy.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Na zawsze razem.


- Kocham cię...
- Nawet nie wiesz jak ja ciebie...
- Od tej chwili chyba już wiem...
- Jesteś niesamowita...
- Ty też niczego sobie panie Malik.


- I tak myślę, że jesteś chory. Ale zaczynam to lubić.
- Sądząc po wynikach badań, ta choroba jest nieuleczalna.
 - Tym bardziej mi się podoba. Zayn? Możesz mi coś obiecać?
- Wszystko, co tylko chcesz.
- Nie zapomnij o mnie. Nawet jeśli nie będziemy razem, chciałabym żebyś pamiętał o mnie...
- Obiecuję. To samo oczekuję o ciebie. Ale muszę ci coś ważnego powiedzieć.
- Co takiego?
- Już na zawsze będziemy razem.


- Jeżeli dwoje ludzi się kocha, to chyba jest oczywiste że są razem.
 - Ale jeżeli druga osoba tak mocno kogoś kocha, to zrobi dla tej osoby wszystko żeby była szczęśliwa...

- I ty myślisz, że jak wyjedziesz, to ja będę szczęśliwy? Bez ciebie? Nigdy. Nie zważając na nic. Na nikogo. Ja dalej będę cię kochać. Zawsze. I zawsze będziemy razem.

 Zdezorientowana dziewczyna odskoczyła od chłopaka. Jej wzrok był dosłownie wszędzie. Najpierw spojrzała na swoje ręce, później na otaczający ją teren, a na samym końcu na chłopaka, stojącego z otwartą buzią. Jego ciemne włosy opadały na jego twarz, a źrenice w oczach były rozszerzone do maksymalnych rozmiarów. Dotknęła jego policzków, ale zaraz jej ręce znalazły się na jej twarzy zasłaniając usta ze zdziwienia. Jej oczy wypełniły się łzami, które zaraz spłynęły po różowych policzkach.
- Boże ,Zayn...- szepnęła i jeszcze bardziej się popłakała.
- Co się stało?- zapytał lekko zdenerwowany.
- Ja... Ja przypomniałam sobie wszystko.- szepnęła i rzuciła się na jego szyję.
Zdziwiony chłopak otworzył szeroko buzię, ale zaraz mocno objął brunetkę, która przed chwilą go pocałowała.
- Zayn. Moje żebra.- syknęła z bólu i odsunęła się kawałek.
- Przepraszam, nie chciałem.- powiedział lekko zmieszany.- Ale jak to sobie przypomniałaś? Wszystko?
- Wszystko.- szepnęła i jeszcze raz złączyła ich wargi w jedność.
Po kilku minutach oderwali się od siebie i zaczęli się śmiać. Byli w końcu szczęśliwi. Należało im się to szczęście. Po tylu miesiącach cierpienia, po tylu upadkach, w końcu pojawiło się jasne słońce, które rozjaśniło ich umysły.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie.- powiedziała z uśmiechem dziewczyna.- Tylko szczerze, jasne?
- Jasne.- potwierdził Malik.
- To ty walnąłeś Nialla śnieżką?- zachichotała pod nosem i musnęła jego usta.




~~~~~




Przepraszam, że nie dodałam rozdziału 28, ale miałam urwanie głowy. Teraz zasada 6 komentarzy= ostatni rozdział :D ~Malikowa